Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

14 września 2004

Maria Kojota

Czas Snu. O warsztatach w Pniewie 8-13 września 2004
O warsztatach w Pniewie 8-13 września 2004

Kategoria: Twarda Ścieżka

Świat, jaki znam jest spiralą. Cyklicznie się powtarza i wznosi się w czasie. Nie zataczamy zamkniętych kół. Wznosimy się wyżej z każdą kolejną jesienią.

Jechałam na te warsztaty z takim zaufaniem, jakie rzadko do mnie przychodzi. Poprzedzały je sny i wysiłek, żeby udało się jechać. Były moje urodziny i to był mój prezent dla mnie. Jechałam, a za moimi plecami biegł niedźwiedź. Nadchodził Czas Snu.

Chciwie wyciągałam twarz do ostatnich ciepłych dotknięć słońca, tchórzliwie chowałam stopy przed chłodem ziemi. Niebo raziło moje miejskie oczy, a moje serce słuchało żurawi i chciałam z nimi lecieć.

Życie, jakie znam cyklicznie powtarza się w czasie, ale nie wraca do punktu wyjścia, nie zatacza okręgu. Biegnie po spirali.

Patrzyłam ponad horyzont i chciałam sięgnąć wzrokiem dalej. Ale nie chciałam spojrzeć w przyszłość, bo nie było przyszłości ani przeszłości, a tylko ta chwila, kiedy stoję i patrzę ponad horyzont i chcę sięgnąć wzrokiem dalej. Leżałam zagrzebana w Pramatce Ziemi i czułam jej milczenie, chłód i odmienność. Moje ludzkie myśli się gubiły w tej ciszy i ciemności. Mówiłam, kim jestem w ciemności. Płakałam, że tak wiele w tym ludzkiego bólu. Ziemia śniła siebie i śniła życie.

Bęben niósł mnie między jawą a snem. W utkanej z nieba bramie płonęło bielą ciało strażniczki. Zbliżyłam się do żurawi i zdziwiłam się, że mają szare pióra, miękkie jak futerko.

Nocne niebo nade mną, dalekie i obce, na nim droga, którą wkrótce maja nadjechać jacyś okrutni i potężni bogowie. Niezrozumiały taniec innych przy ogniu, - co oni tańczą? Nie było tam miejsca by zatańczyć mój strach. Patrzyłam jak skaczą ponad ogniem, zazdrościłam tej lekkości, tego lotu w powietrzu nad płomieniami. Moja dusza wyrywała się do lotu. Moje ciało było kamienne.

Bałam się ognia. Bałam się bólu poparzonych stóp. W brzuchu był wielki ciężar, bolały mnie plecy, bolały boki. Moje istnienie na świecie straciło sens i chciałam płakać a nie mogłam, nie było, po co, bo nikt by nie słyszał. Bałam się, gdy stałam przed ścieżką i wiedziałam, że przejdę i byłam pewna, że nie przejdę.

Przeszłam.

Czy przeszłabym sama? Nie wiem. Ale kiedy usłyszałam wołanie po drugiej stronie weszłam na ścieżkę. A potem poszłam znowu. Już pewniej. Odważniej. Niebo było przestrzenne i świetliste a okrutni bogowie to stary zapomniany sen.

Sauna była doskonała jak świat u swoich początków. My w ciemności, jak liczny miot czuliśmy swoją wilgotną obecność. Jak na nowo inkarnowana cieszyłam się ze swojego ciała, z siebie, swojego głosu. Przeciągałam się i prężyłam w tym wielkim brzuchu a kamienie świeciły i grzały i radość we mnie bulgotała. Puszczyk mnie wołał. Odnajdywałam swoje granice w krzyku a głosy innych szczeniąt mówiły mi, że jestem, że to dobrze, że one też są.

O jaka wielka jest moja radość, że mogłam się z Wami pocić. Chłód jesiennego powietrza mnie otulił, gdy wyszłam. Chłodne światło gwiazd. Przy ogniu byliśmy razem, szczęśliwi jak dzieci.

Tu w domu, gdy siedzę przed ekranem samotna w sieci, tęsknie trochę za niebem nade mną i niebem w Waszych oczach. Obok ekranu stoi lustro. Patrzę w nie i widzę brązową twarz i schowane oczy pełne nieba. Zamykam je i widzę jasne niebo i twarze. I widzę siebie jak patrzę ponad horyzont. Ale nie patrzę w przyszłość ani w przyszłość, bo nie ma przyszłości ani przyszłości, a tylko ta chwila, kiedy patrzymy w swoje oczy i w niekończącą się przestrzeń duszy.

Takie były wielkie dni Czasu Snu.

Jak było na początku, tak teraz i zawsze i na wieki wieków.

Amen.


Maria Kojota

14 września 2004 r.


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)