Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

30 czerwca 2015

Krzysztof Kolecki

Czego mogą nas nauczyć enteogeny?
Nowa rewolucja naukowej psychodelii

"Owe substancje stworzyły więź pomiędzy
ludźmi na przeciwnych półkulach, miedzy cywilizowanymi
i dzikusami; wyważyły drzwi, które, raz otwarte, okazały
się użyteczne także do innych celów; dzięki nim u dawnych
plemion wykształciły się cechy, które przetrwały do
dziś, stanowiąc precyzyjny i pewny dowód zdumiewającej
bliskości różnych ludów podobnie jak w chemii, która ustala
związki łączące dwie substancje na podstawie zachodzących
między nimi reakcji."

Louis Lewin


"Przerwanie naszej dawnej relacji symbiotycznej ze światem roślin przynoszących wizje stanowi dotąd nierozpoznaną przyczynę naszej obecnej alienacji, której konsekwencjami są kłopoty trapiące naszą cywilizację. [...] Na tym polega jedna z ostatnich strategii czerpania zysków z frustracji, jakie przeżywa nasz gatunek, nie mogąc w pełni zaspokoić swojej instynktownej potrzeby porozumiewania się z umysłem Gai, umysłem naszej żywej planety."

Terence McKenna


Od kilkunastu lat, a zwłaszcza od środka dekady 2000-2010 w kilku krajach zachodu, po wzięciu przykładu z USA, ma miejsce bezprecedensowe otwieranie się establiszmentu na ogromny potencjał nowych naukowych badań z substancjami zmieniającymi ludzką świadomość, nazywanymi potocznie PSYCHODELIKAMI. Oto nastaje nowa era naukowej psychodelii.

Z gorliwych, ciekawskich doświadczania własnego umysłu wspomaganego naturalnymi "lekami" naukowców zdjęło to legislacyjne i do pewnego stopnia też obyczajowe kajdany, które przystopowały wszelki postęp badań w tej dziedzinie (i jej klinicznych zastosowaniach) na bez mała 40 lat! Dzięki temu od tego czasu badacze ludzkiej świadomości o wystarczająco otwartych głowach, tworząc nowe, pomocnicze dla psychofarmakologii dziedziny nauk multidyscyplinarnych na swoje potrzeby (etnofarmakologia, psychoetnologia, etnomykologia, farmakognozja, itp.) wieszczą nastanie nowej, drugiej fali rewolucji psychodelicznej, która ma przywrócić, ugruntować i rozwinąć zdobycze badań naukowych nad doświadczeniami po zażyciu środków zmieniających świadomość, prowadzonych od lat `30 do `70, oraz ponownie rozświetlić płomień następującej w wyniku tego społeczno-kulturowej rewolucji psychodelicznej, która stała się udziałem dzieci kwiatów w roku 1969. Nie trzeba chyba przypominać jak szeroki wachlarz postępowych działań artystycznych w dziedzinie muzyki, literatury, grafiki, teatru, performensu i filmu rozwinął się w latach `70 ubiegłego wieku przy silnym udziale zażywania środków zmieniających świadomość; pod wspólną nazwą "psychodelii", popychając sztukę i kulturę świata Zachodu na ścieżki, które prawdopodobnie bez tego wpływu nigdy nie zostałyby odwiedzone (porównaj też: Kamil Sipowicz, "Encyklopedia polskiej psychodelii").

Artykuł ten ma na celu nakreślenie wiarygodnej bazy ideowo-naukowej dla możliwych korzyści tego odrodzenia głównie w kontekście zastosowań terapeutycznych i autoedukacyjnych. Doświadczenia współcześnie bardzo dynamicznie rozwijającego się neo-psychoszamanizmu, kierunku badań i praktyk terapeutycznych wspieranego coraz odważniej przez zdobycze naukowe etnofarmakologii posłużą nam do uzasadnienia tezy: święte rośliny używane od wieków przez uzdrowicieli w kulturach "prymitywnych" (jak również niektóre syntetyczne substancje psychoaktywne - LSD, MDMA) mogą być nieocenionym sojusznikiem w osiąganiu najtrudniejszego z wyzwań pedagogiki i edukacji - samoedukacji (samokształcenia) w wymiarze rozwoju osobistego w formie poznawania samego siebie i swych relacji ze światem, zarówno materialnym, jak i światem idei, uniwersaliów; w myśl starożytnego, arcymądrego motto: "Poznaj samego siebie" (gr.: Gnóthi seautón).

Nie poświęcę tu zbyt wiele miejsca na stwierdzanie oczywistego: w obecnej kulturze zachodu krucjata przeciw wszelkim środkom zmieniającym świadomość pod politycznie poprawnym płaszczykiem "walki z zagrożeniem narkotykowym", jest już powszechnie przez ludzi nomen omen trzeźwo myślących uznana za skorumpowaną i ekonomicznie oraz moralnie zdegradowaną ideę. Warto uświadomić sobie, że wrzucanie tradycyjnie używanych od wieków, z pożytkiem dla społeczności, przez niemal każdą kulturę na globie substancji psychoaktywnych pochodzenia roślinnego, służących poszerzaniu percepcji, do jednego worka ze współcześnie podrasowanymi chemicznie substancjami narkotycznymi służącymi odurzaniu się jest sporym nieporozumieniem wynikającym z nieznajomości faktów naukowych, podążającej za tym stereotypizacji tych substancji jako "złych narkotyków" oraz ulegania partykularnym interesom ekonomiczno-politycznym. Za nieporozumienie to całe społeczeństwa i państwa płacą olbrzymią cenę (patrz: raport Global Commission on Drug Policy, z 2011 [1]). Innym ważnym argumentem rozróżniającym te dwie klasy substancji jest to, iż te pierwsze nie powodują uzależnienia!

Oto dwie wybrane klasyfikacje środków psychoaktywnych:


1. klasyfikacja: 2. klasyfikacja:
a) anksiolityki a) neuroleptyki
b) euforianty b) depresanty
c) stymulanty c) stymulanty
d) depresanty d) psychodeliki
e) halucynogeny e) dysocjanty

Jak widzimy, klasyfikacje te są częściowo zbieżne. Wiele klasyfikacji, czy to ze względu na naukowo określone psycho-fizjologiczne działanie, czy ze względu na oczekiwania co do ich używania "rekreacyjnego" w wielu częściach się wzajemnie pokrywają, co dodatkowo wzmaga nieporozumienia. Jednym z największych jest podział na narkotyki "miękkie" i "twarde". Zwłaszcza w świetle najnowszego raportu Davida Nutta opublikowanego w prestiżowym Lancecie, udowadniający, że to alkohol i nikotyna są wielokrotnie bardziej szkodliwymi (co do siły szkód i ich wieloaspektowości) środkami psychoaktywnymi (POMIMO ICH LEGALNOŚCI!) od psychodelików.

Jednym z ideologicznych wehikułów negatywnej stereotypizacji środków zmieniających świadomość były ich poprzednie nazwania. Pierwsi badacze nazywali je psychozomimetykami ("naśladującymi szaleństwo"), potem utarła się na lata nazwa zbiorcza halucynogeny - co niestety zakodowało w świadomości społecznej, jakoby substancje te zakłócały pracę mózgu do tego stopnia, że powoduje to halucynacje - a więc "widzenie nieprawdy". Błędność tego mniemania staje się oczywista od lat `80, gdy większość badaczy zgodnie odrzuca tą nazwę i zgadza się przydać środkom tym miano entheogenów ("łączący z wewnętrzną świętością/Bogiem") [2]. Właśnie to określenie dla całej klasy środków, które od tysiącleci uznawane były za święte "lekarstwa" przez szereg kultur aborygeńskich, oddaje w pełni jedno z najważniejszych ich pozytywnych oddziaływań. Psycholodzy i antropolodzy orędujący za tym nowym mianem czynią to przede wszystkim pod wpływem poddania się tradycyjnej, od lat funkcjonującej w psychologii badań świadomości doktrynie epistemologii radykalnej W. Jamesa oraz fenomenologii świadomości E. Husserla nakazującej im doświadczyć osobiście tego, o czym inni, zasłaniając się wymogiem "naukowej obiektywności", tylko mówią. Niestety nawet nauka tak ścisła, jak fizyka, od stu lat wie już, że świadomości, jak i niczego innego o tym stopniu złożoności, nie da się badać, nie zanurzając się osobiście w obiekcie badań. Stosunkowo neutralnym w ideologicznej wymowie nazwaniem jest stale popularne, przyjęte niegdyś na Harwardzie: "psychodeliki". Znaczy to dosłownie "objawiające umysł".

Nazwy tej klasy środków często ujawniają dominujące przekonania co do ich działania i zastosowania:

  • - psycholityk - "rozluźniający psychikę" - a więc przydatny do psychoterapii
  • - psychozomimetyk - "naśladujący szaleństwo" - a więc przydatny w porównawczych badaniach klinicznych nad istotą zaburzeń psychicznych
  • - mistykomimetyk - "naśladujący stan mistyczny" (lecz tylko naśladujący!)
  • - psychodelik - "objawiający umysł"
  • - halucynogen - "wywołujący wizje" (jednak w domyśle - nieprawdziwe z założenia)
  • - schizofrenogen - "wywołujący schizofrenię"
  • - enteogen - "objawiający wewnętrzną boskość"
  • - empatogen (entaktogen) - "wzmagający empatię" (należy do nich MDMA, czyli popularne Ecstasy)

Dla jasności - abyśmy wiedzieli o jakich dokładnie tradycyjnych substancjach tutaj mowa, wyliczmy z jakimi substancjami roślinnymi (podajemy nazwy tradycyjne, etniczne rośliny lub mieszanki roślinnej, zaś w nawiasach uproszczona nazwa chemiczna substancji czynnej) prowadzono od lat `30 badania: ayahuasca (DMT + harmina i harmalina), peyotl (meskalina), grzyby psylocybinowe (psylocyna, psylocybina), iboga (ibogaina), ruta stepowa (harmina, harmalina), muchomor czerwony (muskaryna, muscymol); oraz w pełni syntetyczne: LSD i MDMA (znana pod handlową nazwą "ecstasy"). Oprócz tych dwu ostatnich wszystkie one są pochodnymi występującymi prawdopodobnie w znacznie szerszej palecie roślin i grzybów niż do tej pory odkryto, naturalnych i prostych substancji łatwo przyswajalnych przez mózg - fenetylaminy i tryptaminy. W większości są one inhibitorami MAO, które rozkłada serotoninę i inne neuroaktywne aminy. Stąd właśnie tak silny wpływ tych substancji na nastrój.

Od okresu, gdy rządy większości krajów, naśladując USA, nałożyły embargo na używanie a również na badania naukowe nad tymi środkami (lata `60), pomimo tych ograniczeń wiedza naukowców na temat farmakodynamiki ich działania i możliwych psychicznych efektów znacząco wzrosła. Do samego roku 1965 opublikowano ponad 2 tys. prac badawczych o pozytywnych skutkach terapii przy użyciu LSD, DMT, meskaliny, psylocybiny i podobnych środków dla około 40 tys. pacjentów, wyleczonych z PTSD, depresji, alkoholizmu, klasterowych migren, zachowań kompulsywnych, a nawet schizofrenii [3]. W trakcie współcześnie przebiegającej "odwilży psychodelicznej" poważne instytuty i organizacje naukowe z powodzeniem starają się o przywrócenie do łask w celach badawczych i terapeutycznych enteogenów. Często rekrutują się ze Szwajcarii, ojczyzny Alberta Hofmana i firmy farmaceutycznej Sandoz, którym zawdzięczamy odkrycie LSD. Dla przykładu - z inicjatywy wiodącej ostatnio prym na tym polu organizacji naukowej, skupiającej wielu znanych psychiatrów, etnofarmakologów i psychofarmakologów (Passie, Doblin, Sessa, Metzner, Mithoefer) - Multidyscyplinary Association for Psychodelic Studies (MAPS), odbyło się w 2012 r. w Amsterdamie konferencja poświęcona badaniom enteogenów - Interdyscyplinary Conference for Psychodelic Research. Inne znane ośrodki badawcze to: SAPT - Stowarzyszenie Szwajcarskich Lekarzy Prowadzących Terapię Psycholityczną, ECSC - Europejskie Kolegium Badań nad Świadomością, Heffter Research Institute z Santa Fe, USA, Sophia University ulokowany w słynnej Dolinie Krzemowej w Stanach, oraz wiele, wiele innych. Całkiem więc zacne grono badaczy potwierdza to samo, co od ponad sześćdziesięciu lat jest udziałem przeciętnych ludzi, którzy używali, używają i będą używali środków zmieniających świadomość, nawet jeśli oznacza to przy okazji ryzyko odurzania się (utraty lub zawężenia kontroli i świadomości), gdyż jest to po prostu wrodzona ludzka potrzeba.

Przejdźmy jednak do przyjrzenia się korzyściom, jakie używanie (naturalnie przez używanie rozumiem tutaj - kontrolowane i ostrożne) enteogenów może przynieść każdemu, kto chce spełniać się w życiu w zgodzie z postulatem samorealizacji, transgresji, które to dążenia, jak już wiemy od wieków dzięki mistykom i filozofom, a później dzięki psychologom nurtu humanistycznego i transpersonalnego (Maslow, Leary, Grof, Wilber, Lilly, Pearls), wymagają dogłębnego poznania własnej jaźni. Mając błędne przekonania na temat samego siebie, nie da się przecież właściwie i prawdziwie poznać świata zewnętrznego, gdyż jest się narażonym na utknięcie w błędnych schematach i iluzjach narzucanych przez dogmatycznie działające czynniki wewnętrzne i zewnętrzne (mechanizmy obrony Ego, dogmatyczne mechanizmy struktur wiedzy w kulturze - polityce, religii, nauce). Każdy chyba współczesny badacz enteogenów zgadza się co do paru podstawowych twierdzeń:

  1. środki enteogenne niemal od zawsze towarzyszyły istotom ludzkim.
  2. środki enteogenne były i są rzeczą przynoszącą ludziom wiele korzyści.
  3. środki enteogenne nie odurzają ludzi.
  4. środki enteogenne posiadają swoistą inteligencję i duszę.
  5. środki enteogenne nie powinny być traktowane jako niebezpieczeństwo dla człowieka, rodziny, społeczeństwa, państwa, zdrowia psychicznego i fizycznego, procesów rozwoju kultury i cywilizacji, a raczej wprost odwrotnie [4].

Jeden z najwybitniejszych współczesnych badaczy świadomości James Fadiman na pytanie o to, czego możemy się nauczyć z doświadczeń psychodelicznych uzyskiwanych dzięki użyciu enteogenów, stwierdza: "Gdyby uznać to pytanie za naiwne mógłbym odpowiedzieć, że to trochę tak, jakby osoba niepiśmienna zapytała bibliotekarza, czego może nauczyć się w bibliotece" [5].

Powracając do kwestii głębokiej zasadności nazwy enteogeny, warto przytoczyć rezultaty słynnego Harwardzkiego eksperymentu "Wielkopiątkowego" przeprowadzonego przez W. Pahnke pod okiem T. Leary`ego. W eksperymencie tym psycholog religii postarał się udowodnić, że zażycie w kontrolowanych, lecz sprzyjających warunkach ("setting" - czyli sprzyjające środowisko jest jednym z trzech, niezbędnych czynników, obok nastawienia psychicznego i właściwej dawki środka enteogennego, dla zajścia pozytywnego "tripu") z podwójnie ślepą próbą - psylocybiny, środka enteogennego pochodzącego z grzybów, zażywanego tradycyjnie przez Indian w środkowej i południowej Ameryce, może doprowadzić do doświadczenie analogicznego, jak opisywane ścisłymi kryteriami doświadczenie mistyczne. W rezultacie eksperymentu okazało się, że osoby, które zażyły psylocybinę w odróżnieniu od tych, które zażyły jedynie placebo lub kwas nikotynowy (powodujący jedynie pobudzenie) uzyskały znacząco wyższe wyniki w każdym (oprócz jednej) z subiektywnie ocenianych dziewięciu kategorii doświadczenia mistycznego [6]. Rezultat ten potwierdził w rygorze eksperymentalnym uznawanym obecnie za standard w medycynie (evidence based medicine) to, co badacze enteogenów wiedzieli już od lat `50: że enteogeny mogą być odpowiedzialne za wiele doświadczeń mistycznych i objawień budujących naszą kulturę duchową i religijną; a niektórzy szczególnie ekstremalnie (Terrence McKenna) posuwają się nawet do wysunięcia tezy, że od zarania cywilizacji zażywanie właśnie tych środków, uzyskiwanych przez szamanów ze świętych roślin, znacząco wpłynęło na szybki rozwój inteligencji poznawczej, emocjonalnej, społecznej i duchowej człowieka oraz prawdopodobnie rozwój języka. W kwestiach bardziej "przyziemnych", środki te również sprawdzają się na medal. Badacze tacy jak: Harman, Fadiman, Stolaroff, Mogar, prowadzili szereg eksperymentów nad wspomaganiem przez środki rozszerzające świadomość twórczości w rozwiązywaniu praktycznych problemów naukowych z dziedziny inżynierii, fizyki, architektury, biologii i programistyki. Badania ujawniły niezwykle obiecujące rezultaty (np.: Badanie dr Harmana 1965r. - z 44 problemów tylko 4 pozostały nierozwiązane) [7]. "Steve Jobs także wyznał, że LSD rozbudziło jego moce twórcze" - wyznaje, wymieniając liczne nadzieje na twórcze zastosowania enteogenów James Fadiman [8].

Wśród pozytywnych efektów w szeroko rozumianej psychoterapii i wspomaganiu terapii oraz rozwoju osobistego, badacze wymieniają następujące efekty wspomagające zarówno terapię indywidualną, mieszaną z terapią grupową: ułatwianie introspekcji (wglądów w mechanizmy nieświadome - zwłaszcza pożądane w leczeniu nerwic), ułatwianie oswajania negatywnych emocji (tak ważne w leczeniu traum i PTSD), ułatwianie odstawiania uzależnień od alkoholu i twardych narkotyków, skuteczne zwalczanie lęków u pacjentów terminalnie chorych (np. rak), itd. [9]

Określiwszy już możliwe pozytywne zastosowania enteogenów w tak konkretnych dziedzinach, jak wspomaganie procesu twórczego w naukach ścisłych i inżynierii, wspomaganie procesu psychoterapii i leczenia chorób terminalnych i opieki paliatywnej, wróćmy do naszkicowania szans, jakie dają enteogeny dla szeroko rozumianego procesu poznawania siebie.

James Fadiman za najważniejsze zbawienne działania enteogenów na doświadczenie psychiczne uważa: ułatwianie psychologicznych wglądów, poprawę obrazu własnej osoby, zwiększenie poczucia bliskości z innymi ludźmi, zwiększenie poczucia bliskości (i wzrost szacunku) ze światem przyrody, zwiększenie poczucia bliskości z Bogiem / Istotą Najwyższą / Uniwersum [10].

Ludwig, Dobkin i de Rios wymieniają następujące wspólne elementy konstytuujące doświadczenie mistyczne / psychodeliczne, również takie, wywołane enteogenami:

  1. zmiana sposobu myślenia/schematów pojęciowych (zwłaszcza dotyczących Ja oraz kwestii uniwersalnych),
  2. odmienne poczucie czasu - zawieszenie w teraz, bezczasowości lub inne wariacje,
  3. utrata poczucia wewnętrznej kontroli, która daje szansę na przekroczenie lęku i wtórne odzyskanie zdrowej proporcji poczucia kontroli,
  4. zmiany w wyrażaniu uczuć - euforia lub rozpacz,
  5. zmiany w obrazie ciała - depersonalizacja, stapianie się z innymi, Innym (ekstaza),
  6. zmiana percepcji - synestezje, nadwrażliwość percepcji, postrzeganie pozazmysłowe, mogące objawiać zawartość podświadomości i oczekiwania kulturowe oraz myślenie życzeniowe,
  7. zmiany sensu lub znaczenia w obszarze przekonań o: świecie, życiu, Ja, śmierci, Bogu - pomiędzy ułudą a mądrością/objawieniem,
  8. poczucie niemożności wysłowienia,
  9. uczucie odmłodzenia/odrodzenia,
  10. hipersugestywność - możliwa do wykorzystania psychoterapeutycznego, podobnie jak stan hipnozy. [11]

Warto zauważyć, że kryteria te są w większej mierze tożsame z charakterystyką stanu mistycznego podaną przez Maslowa. Należy z całą mocą podkreślić, że wszystkie one mogą skierować się w stronę negatywną lub pozytywną w pojedynczym doświadczeniu, jednak na dłuższą metę, zwłaszcza przy odpowiednim wsparciu i prowadzeniu trenera/terapeuty lub szamana (analiza doświadczeń), nawet jeśli negatywne doświadczenia powodują kryzys osobowości - kryzys ten jest niezwykle rozwojowy i można go łatwo i szybko (czasami nawet podczas jednej sesji!) przejść w stronę transgresji do wyższego poziomu świadomości, większej dojrzałości emocjonalnej oraz lepszego przystosowania do życia doczesnego i wiecznego. Dodać należy, że w doświadczeniu psychodelicznym często pojawia się motyw przeżycia własnego unicestwienia, objawianego, odczuwanego jako śmierć ciała, lub/i destrukcja Ego. Temat ten pojawia się najczęściej poprzez wizję bycia pożeranym przez zwierzęta bądź pochłanianym przez inne elementy natury przy jednoczesnej szybkiej zamianie początkowo odczuwanego lęku na euforię/ekstazę. Stąd upatruje się (i udowodniono już) pozytywne działanie takiego typu terapii dla chorych terminalnie - doświadczenie psychodeliczne skutecznie wyłącza lęk przed śmiercią. Ogromna większość badaczy zgadza się z następującym: trauma "złego tripu" w przyjaznych, kontrolowanych przez doświadczonego "psychonautę" warunkach łatwo (znacznie łatwiej niż w klasycznej psychoterapii, co zajęło by niejednokrotnie miesiące) właśnie poprzez skonfrontowanie się z doświadczeniami granicznymi i "powrót do żywych" w towarzyszeniu odczuć euforycznych, bardzo łatwo zamienia się w czynnik tak mocno wyzwalający, powodujący pozytywną transgresję osobowości. Nie spotkano się jeszcze chyba z innym wolicjonalnie i celowo wywołanym doświadczeniem życiowym, które miałoby tak uniwersalnie beneficjalne działanie na psychikę ludzką. Rick Strassman, badający niesamowite rezultaty zażywania ayahuaski, pisze: "Aż trudno uwierzyć, że tak prosta substancja chemiczna [...] może umożliwić nam dostęp do tak szerokiego wachlarza doświadczeń - od tych najmniej dramatycznych do najbardziej niewiarygodnych i wstrząsających. Od psychologicznych wglądów do spotkań z obcymi. Od skrajnego przerażenia do najczystszej rozkoszy. Wywołuje doświadczenia z pogranicza śmierci oraz ponowne narodziny. Prowadzi do oświecenia. Wszystko to za sprawą występującego w naturze, chemicznego kuzyna serotoniny będącej jednym z najbardziej podstawowych neuroprzekaźników" [12].

Nawiasem mówiąc etnobotanicy i biochemicy badający mechanizm neurochemicznego wpływy ayahuaski są niepomiernie zdumieni tym, jak Indianie amazońscy setki lat temu mogliby ("metodą prób i błędów"?) wpaść na to, że tylko połączenie dwu niejadalnych i niesmacznych roślin (chakruny i ayahuaski; poprzez połączenie DMT i inhibitora enzymu MAO, który w żołądku natychmiast by ją strawił, unieczynniając) zapewnia wielogodzinny efekt psychodeliczny niezbędny do przeprowadzenia rytuałów szeroko rozumianego uzdrawiania. Domyślają się w tym niesamowitym zbiegu okoliczności jednego z przekonujących dowodów na antropiczną zasadę ewolucji, swoistego Palca Boga, wspierającego wiarę i nadzieje znaku, że Natura dba o nas i prowadzi nas ku uniesieniom do Świata Ducha.



PRZYPISY:

[1] Wojna z narkotykami. Raport Światowej Komisji Do Spraw Polityki Narkotykowej, Czerwiec 2011, http://www.globalcommissionondrugs.org/wp-content/themes/gcdp_v1/pdf/global-commission-report-polish.pdf

[2] R. Metzner (red.), Teonanacatl. Święte grzyby. Okultura , W-wa, 2013, str.13

[3] B. Sessa, O terapeutycznym zastosowaniu MDMA i innych psychodelików, "Transwizje", 2012, nr 3, str. 20

[4] C. Beb, Dlaczego powinniśmy przestać się bać środków zmieniających świadomość czyli krótka opowieść o społecznym statusie halucynogenów, http://magivanga.wordpress.com/2012/04/09/dlaczego-powinnismy-przestac-sie-bac-srodkow-zmieniajacych-swiadomosc-czyli-krotka-opowiesc-o-spolecznym-statusie-halucynogenow/, 26.08.2013, 12.28t

[5] J. Fadiman, wywiad M. Lorenca O doświadczeniu psychodelicznym, "Transwizje", 2012, nr.3, str. 4

[6] D. Darling, R. Doblin, R. Metzner, Eksperymentalny mistycyzm i zmiana zachowań więźniów: dwa klasyczne badania harwardzkiego projektu psylocybinowego. (w:) R. Metzner (red.), Teonanacatl. Święte grzyby. Okultura , W-wa, 2013, str. 153

[7] J. Fadiman, Nadzieje związane z badaniami nad psychodelikami, "Transwizje", 2012, nr 3, str. 13

[8] tamże, str 13.

[9] T. Passie, Historia stosowania psylocybiny w psychoterapii, (w:) R. Metzner (red.), Teonanacatl. Święte grzyby. Okultura , W-wa, 2013, str. 121-128

[10] J. Fadiman, wywiad M. Lorenca O doświadczeniu psychodelicznym, "Transwizje", 2012, nr 3, str. 4-5

[11] C. Grob, Psychologia ayahuaski, (w:) R. Metzner (red.) Ayahuasca. Święte pnącze duchów, Okultura, W-wa, 2010, str. 91-92

[12] R. Strassman, DMT. Molekuła duszy, W-wa, 2011, str. 313

Korekta przez: Radek Ziemic (2015-07-07)


komentarze

[foto]

1. Zabawy nie dla każdego... • autor: Roman Kam2015-07-06 10:21:30

Trzeba dodać, bo nie pojawia się to wyraźnie w artykule, że dla osób młodocianych i obciążonych w kierunku chorób psychicznych, mimo, że same substancje enteogenne nie są uzależniające, czy szkodliwe, są to eksperymenty ryzykowne, czy wręcz groźne dla ich zdrowia. Chorobę psychiczną można sobie wyindukować nie tylko ciężkim stresem.  

Sam byłem zdecydowanym zwolennikiem marihuany, do czasu rozmowy z narkomanem, który powiedział mi, że owszem, marihuana nie uzależnia, ale wszyscy ćpuni jakich zna, od niej zaczynali. Rzecz jasna dotykamy tu tajemniczego, mało zbadanego obszaru predyspozycji do uzależnienia: genetycznego, socjalnego, astralnego czy też jeszcze inaczej zdeterminowanego (lub nie) losu człowieka. 

Jako osoba podwójnie uzależniona, która próbowała sprawdzić terapeutyczne wartości Ayahuaski i LSD mogę potwierdzić jednak, że rzeczywiście, nie są to substancje uzależniające, tzn. nie powodują kompulsywnej chęci powtarzania doświadczenia. Natomiast ich wartość w rozwoju duchowym człowieka porównałbym do wygrania luksusowego Ferrari, który pali 60/100, a którym nie wiem, za co, dokąd i po co pojechać. Przeglądając psychodeliczne fora, widać wyraźnie, jak duże jest społeczne zapotrzebowanie na psychonautykę, a zarazem jak bardzo brakuje tym eksperymentom odpowiedniego i wiarygodnego prowadzenia.            
[foto]

2. Złe skutki • autor: Jan Szeliga2015-07-06 11:27:00

Zgadzam się z tym co powyżej napisał Roman Kam.
Bardzo szybko można załapać podczepienia do negatywnych energii, a wtedy nie jest już tak miło i przyjemnie.
Wiem coś na ten temat, bo zdarza mi się spotykać bardzo wiele takich osób, które wpadły w duże tarapaty z tego powodu.
[foto]

3. Ryzyko? ostrożność? - bez wątpienia • autor: Krzysztof Kolecki2015-07-06 11:44:12

Dzięki za ważne komentarze. Zgadzam się w pełni. Potrzebny jest bazalny poziom zdrowia (psychicznego, przydatne bardzo - wcześniejsze przygotowanie i doświadczenie w pracy z umysłem i energiami (np medytacyjne) oraz odpowiedzialne i mądre prowadzenie przez szamana, curandero, terapeutę, czy chociażby opiekuna sesji. O tym właśnie będzie traktował mój następny artykuł.
[foto]

4. Za co, dokąd i po co? • autor: Wojciech Jóźwiak2015-07-06 14:12:47

Roman, z tym porównaniem z Ferrari trafiłeś w 10:
"ich wartość w rozwoju duchowym człowieka porównałbym do wygrania luksusowego Ferrari, który pali 60/100, a którym nie wiem, za co, dokąd i po co pojechać".
Dla ogromniej większości ludzi aya. i pokrewne środki są dokładnie po nic. Nie dlatego, żeby były jakoś "niebezpieczne", bo nie są, tylko dlatego, że otwierają taki kawałek przestrzeni doświadczeń, z którym prawie każdy (prócz kilku nielicznych...) nie wie, co zrobić.
Podobnie jest z dużo łagodniejszym sposobem, jakim jest szałas potu: przez moje warsztaty z szałasami potu przeszło kilkaset osób. Regularnie i świadomie pracuje z tą techniką -- kilkoro, liczba do policzenia na palcach dwóch dłoni.

Tak czy inaczej, elitarność i wyjątkowość technik "głębokich naruszeń psyche" -- Deep Affections of the Psyche, DAP -- nazwę i skrót wymyśliłem na poczekaniu w tej chwili, polecam światu --- wymaga przemyślenia, przedyskutowania, zrobienia czegoś z tym.

[foto]

5. kwestia dojrzałości, świadomości? • autor: Helka2015-07-06 16:33:01

Znajomy psychiatra twierdzi, że nawet horoskop może zaszkodzić osobie nieprzygotowanej. Bo wybudza świadomość a wielu woli spać, jak pisał Gurdżijew.
Myślę, że kluczowym zagadnieniem dla bezpieczeństwa jest eksperymentowanie świadome i pod opieką kogoś doświadczonego. 

6. Oczyszczenie tabu • autor: Nierozpoznany#87572015-07-06 16:58:14

"...jakby osoba niepiśmienna zapytała bibliotekarza, czego może nauczyć się w bibliotece" - ha,ha, świetne! Albo jakby Eskimosowi próbować wytłumaczyć jak smakuje pomarańcza...Od wielu lat prowadzę sesje psycholityczne i ceremonie enteogenne, wspomagam także ludzi, którzy po zażyciu enteogenów (np.na festiwalach) nie zawsze wiedzą co zrobić z tak wszechogarniającym i często nowym, doświadczeniem. Powiem krótko: ci ludzie budzą się na moich oczach do swojego piękna, mocy i mądrości. Zrzucają zasłony, kasują programy i przekonania, które ich dotąd ograniczały. I dzięki temu wciąż na nowo mogę doświadczać własnego przebudzenia. Oczywiście, zgadzam się także z tym, że istnieje na świecie spora grupa osób, które "odpadły" w trakcie eksplorowania zasobów świadomości (czytaj: zareagowały oporem na wyzwalające zmiany i wybrały jednak "niebieską pigułkę") albo (co gorsza) utknęły w pozycji maga (kogoś, kto - w odróżnieniu od szamana - manipuluje dla własnej korzyści innymi poprzez zdobyte wglądy).Tutaj nie chodzi o teoretyczne i uczone rozważania na temat roli psychodelików. Badania są od dawna, jest ich mnóstwo i nie ulega wątpliwości co można osiągnąć przy pomocy substancji psychoaktywnych nikt nie wie tego lepiej niż monopolizujący je przemysł farmaceutyczny) oraz, że powszechnie używa ich ekipa z Hollywood oraz Silicon Valley. Tak zwane ryzyko oraz odpowiednie przygotowanie do ich przyjęcia także są już dokładnie opisane.Rzecz raczej w tym w jakim celu, co i przy jakiej asyście ludzie przyjmują. Celem terapii psycholitycznej nie jest bowiem przeżycie "tripa", o którym można opowiedzieć kolegom przy piwie. Cel tej terapii jest taki sam jak jogi czy też medytacji - a jest nim PRZEBUDZENIE śpiącej świadomości, ukazanie jej przez nią samą tego Kim Jest. Potem całe doświadczenie staje się psychodeliczne, co potwierdza fakt, że osoby wyzwolone z czasu i z psychiki (tak to nazywam) nie doświadczają niemal żadnych zmian w percepcji po przyjęciu tej samej dawki enteogenu, który niegdyś obwieszczał wielkie satori i prowadził do radykalnych zmian percepcji. Dlaczego tak się dzieje? Uważam, że kiedy wyzwalamy się z psychiki, enteogen nie ma więcej niczego do zrobienia. Pozostaje Bycie, radość, błogość, czysta medytacja bez metody. Podążanie bez ścieżki. Wiem to z własnego doświadczenia.Znane są także przykłady mistrzów duchowych, takich jak XVI Gialwa Karmapa, Eckhart Tolle czy Alan Watts, którzy nie zobaczyli prawie żadnej różnicy pomiędzy swoim codziennym doświadczeniem a podróżą psychodeliczną (w tych trzech przypadkach po zażyciu LSD).Wyjątkowa jest pod tym względem Ayahuasca, która - nawet oswojona - potrafi nagle rozbić całą rzeczywistość w światło, zaś innym razem przy tej samej dawce pozwoli odczuć tylko lekką ekscytację... O ile mi wiadomo, nie ma na ten temat  żadnych badań poza porównawczym doświadczeniem fenomenologicznym samych użytkowników.W rozdziale książki Ja czyli kto?  - poświęconemu enteogenom, jako równouprawnionej ścieżce oświecenia - wykazałam, że oświeceniu po prostu jest wszystko jedno, czy doszło się doń mozolnie powtarzanymi mantrami czy też w ciągu jednej sekundy psychodelicznego wglądu. Nie ma "lepszych" i "gorszych" sposobów samo-poznania. Takie tezy może głosić tylko ego -nasączony lękiem i dumą głos w naszej głowie, który mamy ostatecznie tylko po to, aby rozpoznać, że on nie jest nami.To, że ludzie używali i używają enteogenów do eksplorowania poszerzonych stanów świadomości, aby zobaczyć co się kryje po drugiej stronie lustra nie jest rzeczą nową ani niezrozumiałą (mimo nakazów, zakazów a często dzięki nim). Większość osób, z którymi rozmawiam mówi coś w rodzaju: "zawsze czułam, że musi być coś więcej..teraz już wiem!" Nowe natomiast jest to, że ludzie obeznani z psychodelikami (taką grupę mam właśnie prowadzić w Holandii, a potem drugą z Londynu) sami proszą o pomoc w nadaniu struktury swoim doświadczeniom oraz w zrozumieniu treści mistycznych oraz uwolnieniu traum, które się dzięki nim pojawiają.To jest moim zdaniem przyszłość prawdziwego healingu i skutecznej psychoterapii - terapii, która leczy z psychiki, wyzwala z niej, zamiast czynić ją tylko "łatwiejszą w obsłudze" i "lepiej dostosowaną społecznie".

[foto]

7. Hm... osobiście nie... • autor: Michał Mazur2015-07-06 20:31:28

Hm... osobiście nie zażywałem enteogenów, nie szukałem stanów transowych - to one znalazły mnie. Czasami coś podobnego do doświadczeń z Ajahuascą (choć niekoniecznie porównywalnego jeśli chodzi o długość trwania i intensywność) może się przytrafić bez jakiejkolwiek intoksykacji. Np. przy długotrwałych postach w organizmie mogą się syntezować m.in. opoidy endogenne, są jeszcze produkty uboczne procesów rozpadu białek (gdy organizm niejako "zjada się sam").

I wtedy też należy uważać. A skutki również mogą być długoterminowe.Ciekawy artykuł, podobnie jak i komentarze. Jest nad czym myśleć.

8. Nowa profesja - szaman na dopalaczach? :) • autor: Nierozpoznany#84732015-07-07 21:08:59

Wszystkim znudzonym życiem, szukającym utraconego kontaktu z naturą polecam pracę na roli, w ogródku, chociażby wykopki. Widziałam zbyt dużo nieszczęścia wywołanego substancjami odurzającymi, żeby wypowiadać się w tym temacie w innym tonie. Nie mąćcie ludziom w głowach i gruszek na wierzbie nie obiecujcie. 
W zasadzie brakuje mi w tym wszystkim stwierdzenia, że ten kto nie bierze ten się nie przebudził.
Wolę pospać, zdrowym snem, wglądy do wyższych jaźni zostawiam wybranym z mocną głową :D


[foto]

9. @ Arleta • autor: Wojciech Jóźwiak2015-07-07 22:05:02

Droga Arleto, nie masz racji, a Twoje argumenty są (niestety) niemądre. Nie ma takiej kategorii jak "substancje odurzające" do której wrzuciłoby się DMT, LSD, psylocybinę -- a z drugiej strony alkohol, a z trzeciej np. lupulinę. Właśnie o tym, że nie ma takiej jednej kategorii napisał w tym artykule Krzysztof Kolecki. Zapewne nie czytałaś tego tekstu.
Po drugie, nie lubię ironii, ironizowania, a w tym tonie jest Twój wpis. Kto używa ironii, demonstruje własną (urojoną) wyższość plus pogardę dla rozmówców. Powiedziałem.

10. cd. • autor: Nierozpoznany#84732015-07-07 22:56:38

Panie Wojtku, nie jest moją intencją obrażanie kogokolwiek, w szczególności autora artykułu. Młodzież chętnie tłumaczy swój pociąg do mocnych wrażeń publikacjami o podłożu naukowym (bo marihuana leczy raka). Znam drugą stronę medalu i będę ostrzegać, choćby w roli błazna. Wydaje mi się, że kubeł zimnej wody wśród pozostałych komentarzy nikomu nie zaszkodzi, a nóż się przyda :) 

11. Do artykułu:Wydaje mi... • autor: Mechlinski.pawel2015-07-07 23:40:34

Do artykułu:
Wydaje mi się, że większość z wymienionych substancji to w pierwszej kolejności agoniści receptora 5-HT2, inhibitorami MAO są jedynie beta-karboliny.
Także mi się wydaje, że odn. Eksperymentu Wielkopiątkowego to właśnie kwas nikotynowy pełnił rolę aktywnego placebo.

@Michał Mazur
Endorfina, enkefalina to nie wszystko. Nie poznaliśmy jeszcze znaczenia anandamidu, ale największy potencjał w tej materii wiąże się z szyszynką, która wydaje się przeprowadzać w specyficznych okolicznościach (według niektórych hipotez podczas każdego snu - kolejne pole do popisu dla hipotez) syntezę DMT oraz inhibitorów MAO, co zostało potwierdzone wykryciem DMT w ludzkim płynie mózgowo-rdzeniowym, a nawet - co ważne! - "dopasowano" je do specyficznego receptora, tzn. receptora sigma-1.
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2947205/
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23881860
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/24508833
Można powiedzieć, że możliwe jest jak najbardziej wprowadzenie się w stan ayahuaski bez ayahuaski.

Co do wątku dla kogo i czy w ogóle - nie jest to nowe pytanie. Już podczas pierwszej fali rewolucji psychodelicznej powstały nieoficjalne dwa obozy - jedni, elitaryści, argumentowali za Huxleyem, że nie jest to doświadczenie dla tłumów, za to może być dobrze wykorzystane, właśnie jak w jednym z eksperymentów - przez inżynierów, artystów, filozofów. No, a z drugiej strony był Leary, który skłaniał się ku rozpowszechnianiu, z nie zawsze dobrym skutkiem - w USA funkcjonuje w końcu określenie "ofiary kwasa", a jedną z nich był choćby Syd Barret, dając najbardziej narzucający się przykład (choć wcale nie oczywisty, wgłębiając się w jego biografie).

Nie możemy według mnie całkowicie rezygnować z psychodelików jako społeczeństwo - jest wiele ku temu powodów, choćby ogromny potencjał terapeutyczny, przewyższający moim zdaniem większość standardowych leków używanych w psychiatrii, bo sięgający przyczyn choroby, a nie zmniejszający skalę objawów. Kolejnym argumentem jest wielki wpływ na rozwój kultury i technologii - wszak dziś mówi się o tym, że Internet jest bezpośrednim rozwinięciem idei wypływających z epoki hipisów, o sztuce nawet nie wspominam. No i wreszcie kontrowersyjny rozwój duchowy - z jednej strony jest Eliade, z drugiej McKenna - że tak powiem :) . Nie można całkowicie deprecjonować wartości takich doświadczeń - jak każdy rodzaj doświadczeń duchowych jest to tylko pewne narzędzie, które odpowiednio wykorzystane przyniesie dobry owoc (ach, te biblijne metaforki). Temat faktycznie wart dyskusji.

[foto]

12. Polecam Wielką Podróż Valcariego • autor: Wojciech Jóźwiak2015-07-08 11:25:29

Polecam w Tarace nowy tekst na podobny temat:  Wielka Podróż Valcariego -- tym ciekawszy, że pisany z punktu widzenia od wewnątrz zjawiska.

13. Nie-oddzieleni • autor: Nierozpoznany#87572015-07-09 22:50:42

Warto na pewno także podążyć tropem jedności ludzi, jako biologicznych organizmów, nas samych jako części biosfery i braci roślin enteogennych, które (być może) zostały tutaj sprowadzone przez tę samą kosmiczną świadomość do tego, aby dawać lekcje: pokory, jedności, etyki...i wiele innych...Jako mistyczka przyrody, od wczesnego dzieciństwa tak właśnie doświadczam kontaktu z przyrodą, rozmów z roślinami. Ayahuasca pokazała mi wiele wymiarów enteogennej jedności. Pokazała mi sytuacje, ludzi i powiązania, które po zweryfikowaniu ich dokładności, można uznać tylko jako jasnowidzenie.Nie widzę powodów, aby dłużej spać, połykając każdego dnia anty-psychodeliczną niebieską pigułkę firmy Bayer. Ale też rozumiem, że na każdego przychodzi czas. Dla mnie w dyskusji kulturowej Leary versus Huxley - wygrywa jednak Huxley ;)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)