Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

29 stycznia 2015

Nes W. Kruk

z cyklu: Łaźnia Ceremonialna (odcinków: 15)

Czternasta Łaźnia Ceremonialna, Strażnik Ognia

Kategoria: Twarda Ścieżka

« Trzynasta Łaźnia Ceremonialna, Kruk i Żubr Piętnasta Łaźnia Ceremonialna, Kreatywność »

„Drewniany Koń Płonie”

Pełnia

10-08-2014

 

  1. Drewno: sosna (papierówka) i brzoza 0,3m
  2. Kamienie: 14 (6-4-4)
  3. Woda: k. 12l
  4. Czas rozpalania: 1 godzina
  5. Czas w Łaźni: 1 godz i 20 min
  6. Uczestnicy: 1 + strażnik ognia
  7. Narzędzia: łopata, rogi jelenie, kubek i słój, kociołek, miotełka wierzbowa, rękawice
  8. Pogoda: pochmurna, deszczowa
  9. Pora: wieczór, do Łaźni wszedłem ok. godz. 21-ej

W trakcie regularnej rocznej praktyki, która właśnie się skończyła, wypracowałem sobie kilka zwyczajów, rytuałów.

W Kruczyborze mam o tyle komfortową sytuację, że nie muszę kupować drewna. Jak dotąd. Wiąże się z tym kilka ważnych kwestii. Finansowa jest najmniej istotna, choć też znamienna - nie muszę kupować drewna, kamieni, więc składka jest niepotrzebna. Tym samym ceremonia jest niezależna od finansów, pieniędzy itd. Oczywiście jeśli ktoś chce coś dorzucić od siebie, to chętnie przyjmuję dobrowolne datki na rzecz rozwoju tego miejsca. Za to pojawia się nowy element, którego nigdy wcześniej nie doświadczyłem - pozyskanie energii. Przed ceremonią spędzam kilka godzin w lesie, jeśli jestem sam. Pozyskanie drewna jest bardzo przyjemnym elementem całej ceremonii i zawsze uczestników namawiam do tej aktywności. Czasem zbieram z nimi drewno, czasem też pokazuję im co i jak by zostawić ich samych w lesie.

Biorę skórzany pasek, parę rękawic, zakładam kalosze i idę do lasu. Zbieram suche spady i gałęzie po wycince. Zazwyczaj gałęzie są już w stadium rozkładu, więc gatunkowo jest to kiepskie drewno. Dlatego nikt go nie zbiera. Gałęzie zbieram powoli, nie śpiesząc się. Odłamuję mniejsze gałązki i układam większe spinając paskiem tworząc wiązkę, którą później zanoszę na miejsce.


Czasem ludzie pytają, dlaczego nie nazbieram sobie więcej i nie przywiozę tego samochodem. No właśnie. To niesamowite uczucie, gdy niosę gałęzie na ramieniu, idę czując ciężar, przekraczając rzekę. Cały proces, gdy do niego odpowiednio podejść, potrafi wprowadzić w odmienny stan świadomości.

Do jednej ceremonii potrzebuję od 4 do 6 wiązek. Gałęzi nie muszę rąbać. Łamię je uderzając o kant pieńka.

Cały proces pozyskania jednej wiązki trwa ok 30 min. W trakcie tej pracy często po prostu siedzę w lesie.

Przy ogniu. Palenie takimi gałęziami też wygląda inaczej. Na stosie kamieni tworzę niewielkie gniazdo, zarzewie ognia - suche patyki, kora drzew (brzoza).

Następnie obkładam kamienie gałęziami, ale też nie wszystkimi, tylko taką ilością, by kamienie były w ogniu i by ten ogień wzrósł odpowiednio.

Ognisko nie musi być duże. Chodzi tylko o utrzymanie temperatury przez okres ok. 1,5 godz. Kto palił drewnem w piecu kaflowym ten wie, że nie ilość drewna jest ważna, ale czas nagrzewania pieca. Kamienie to nic innego jak wcześniejsza forma pieca i zasada jest podobna. Ogień muszę karmić, chodzić wokół niego. Wymaga uwagi i troski. Trzeba sprawdzać gdzie trzeba dołożyć gałęzi, gdzie wzmocnić ogień itd. Już samo to "zmusza" człowieka, by przy ogniu był. W ten sposób jestem w stanie rozgrzać kamienie mokrymi gałęziami, które suszą się jednocześnie wokół ogniska, jeśli jest taka potrzeba.

Zauważyłem, że często (czasami?) bagatelizuje się element Ognia, koncentrując się wyłącznie na tym, co będzie się działo wewnątrz szałasu. Po tym też poznaję, czy mam do czynienia ze współtowarzyszem podróży czy z turystą ciekawym nowych wrażeń. Idealnie jest dla mnie, gdy przed rozpaleniem ognia mam już wszystko przygotowane i nie muszę odchodzić od ognia. Gdy wspólnie siedzimy przy ogniu, karmiąc go, mamy czas na zwolnienie tempa, na rozmowy, milczenie, muzykowanie. W ten sposób spędzam czas ze współtowarzyszami podroży przed wejściem do Ziemi.

W przygotowaniach do lipcowej i sierpniowej ceremonii pomagał mi 13-letni Alan. Spędził u nas prawie całe wakacje. Alan należy do pokolenia nastolatków totalnie uzależnionych od komputera i internetu. Choć na początku trudno mu było odnaleźć się w naszej przestrzeni i główną radością były dla niego (dla mnie zresztą też) mecze w HOMM3, to jednak po okresie odrywania się od miasta udało mu się zaaklimatyzować i odnaleźć w Kruczyborze. Pokazałem mu las z innej strony niż znał do tej pory. Choć w domu nie garnie się do pracy, to tutaj z chęcią chodził do mnie do lasu po drzewo. W samej ceremonii wewnątrz ziemianki nie brał udziału, ale z to przypadła mu rola Strażnika Ognia. Jako Strażnik Ognia w zasadzie pełnił podobną rolę co Mistrz Ognia, z tym że nie wybierał kamieni, które już były gotowe i nie wnosił ich do łaźni. Był dobrym Strażnikiem Ognia. Nauczył się pozyskiwać drewno i pilnować ognia. Być może w przyszłym roku zacznie rozmawiać z kamieniami.

Łaźnia Ceremonialna: wstęp na końcu

Cykl raportów. Ceremonie Szałasu Potów (Sweatlodge), eksperymenty i badania przeprowadzane w ziemiance rytualnej w Kruczyborze.


« Trzynasta Łaźnia Ceremonialna, Kruk i Żubr Piętnasta Łaźnia Ceremonialna, Kreatywność »

komentarze

[foto]

1. Ognisko • autor: Jan Szeliga2015-01-29 17:21:12

Czasami gdy drzewo które mamy do dyspozycji jest bardzo mokre, stosuję podobny sposób rozpalania. Ułożenie całego stosu wraz z kamieniami stanowi pewne ryzyko że ogień zgaśnie. Dlatego bezpieczniej jest najpierw rozpalić małe ognisko, a później dokładać do niego więcej drewna. Kamienie można ułożyć na spodzie jeśli jest ich mało, lub dokładać później, jak się ognisko już pali.
[foto]

2. Pytanie • autor: Roman Kam2015-02-04 04:29:56

Piszesz, że zakończyłeś praktykę łaźni ceremonialnych. Czy należy rozumieć przez to, że dopracowałeś się przez ten rok "profesjonalnego" warsztatu i już nie będziesz z niczym eksperymentował, czy też po prostu, rezygnujesz z dalszych, regularnych ceremonii?  
[foto]

3. dopełnienie cyklu • autor: Nes W. Kruk2015-02-04 14:19:29

Nie tyle rezygnuję z dalszych regularnych ceremonii, co zamykam pewien cykl. Od początku moim zamiarem było odbycie rocznej praktyki (w każdą pełnię) i to mi się udało.
Eksperymenty jak najbardziej będę kontynuował, tyle że już bez kalendarza. W tej chwili np czekam na wiosnę, by dokończyć transformację konstrukcji łaźni, która nie jest już ziemianką. W zeszłym roku schodziłem do ziemi. Teraz chcę sięgnąć nieba! Podniosłem cały kosz, dół zasypałem i do tego zacząłem usypywać pagórek (kurhan?), na szczycie którego chcę osadzić kosz łaźni. Zapewne będę jeszcze o tym pisał.
[foto]

4. Gratuluję! • autor: Roman Kam2015-02-04 22:27:25

Podobała mi się Twoja pod-ziemna konstrukcja i odczułem żal, że się spóźniłem skorzystać z Twojej gościnności i wiedzy. Natomiast mój szczery podziw budzi Twoja konsekwencja - cieszy mnie, że Ci się udało! W zeszłym roku nie brałem udziału w żadnym szałasie potów. Gapa :| Dziękuję raz jeszcze za Twoje szczegółowe, techniczne relacje i wskazówki.  To część pracy z myślą o innych. Lubie to i to szanuję. To co głębiej szałas potów, czy też łaźnię ceremonialną tworzy - każdy musi przeżyć sam. Dla mnie łaźnia ma sens, kiedy przełamuję swój strach, kiedy muszę sam znaleźć granicę, za którą posuwać się nie chcę, ale tak, jak przy głodówce nigdy nie wiem gdzie ta granica przebiega. W łaźni źle prowadzonej zdarzały się podobno zgony i ja o tym pamiętam. Ta pamieć przeszkadza, bo rodzi strach, ale i pomaga pamiętać o bezpieczeństwie, arogancji i pokorze. Ten balans, powolne wypracowywanie drogi, wymaga czasu na nabranie doświadczenia, stąd moja zazdrość o Twój sukces (oczywiście w pewnym nawiasie, bo nie o sukces chodzi). Pozdrawiam!
[foto]

5. Dzięki. • autor: Nes W. Kruk2015-02-06 17:01:04

"Dziękuję raz jeszcze za Twoje szczegółowe, techniczne relacje i wskazówki.  To część pracy z myślą o innych. Lubie to i to szanuję."
A ja się cieszę, że ktoś to docenia. Samo pisanie (a zwłaszcza raportów i relacji) jest dla mnie trudnym zajęciem, a na pewno wkładam w to więcej wysiłku niż w rąbanie drewna czy przekopywanie ogródka. Stąd też moje zaległości.

"W łaźni źle prowadzonej zdarzały się podobno zgony i ja o tym pamiętam."
Jako prowadzący zawsze o tym pamiętam. To kwestia dość często pomijana, ale bardzo ważna. I wielka odpowiedzialność w związku z tym. Przydałoby się opracować jakieś podstawowe słetlodżowe BHP. Zwykle robię to ustnie, ale rzeczywiście muszę pomyśleć o jakiejś oficjalnej informacji dla potencjalnych uczestników.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)