zdjęcie Autora

14 grudnia 2012

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Czułość świata

Kategoria: Twórczość

« Wyścig szczurów, wścieklizna i wypadek (2) Stan wojenny »

Wszystko, co pisze się o dawaniu i otrzymywaniu jest w zasadzie słuszne. Tylko... Nie otrzymujemy więcej czułości od świata, choćbyśmy jeszcze bardziej na nią zasługiwali, jak wszyscy sądzimy i jak nieśmiało sobie powtarzam, gdy nocami nie mogę zasnąć.

Czułość świata jest niezasłużonym darem, dlatego też tyle zgorzkniałych ludzi, a zwłaszcza kobiet na starość. Młodość kaleczy nas samą swoją obecnością, starość zresztą też. Pytamy: czy zdążę nacieszyć się światem? Chyba już nie. Ale nie widzimy jednocześnie, co by miało nas do tego cieszenia się doprowadzić. Brakuje nam młodzieńczego zaufania i zadufania. Ciężary wypchanych siatek i godzin spędzonych w kolejkach sprzed lat odbijają się na naszych znękanych ciałach i widoczne są w obsesyjnie zapełnianych przedświątecznie lodówkach. Święta Szynka, której nie może zabraknąć na każdym świątecznym stole! Paradoks polega na tym, że rehabilitacja naszych ciał jest domeną Plutona i niesie Plutoniczny ból, znacznie gorszy niż zwykły, codzienny ból, a doznajemy go w przekonaniu (lub wierze), że w przyszłości (niezbyt odległej) zmartwychwstaniemy i będziemy biegać jak w naszych snach.

I ta rocznica 13-go grudnia, opiewana jako nieszczęście dla dzieci, nie mogących obejrzeć teleranka! Kogo obchodzi, co naprawdę czuły i przeżywały kobiety tamtych czasów! Komunistki (jeśli takie były), mocherowe babcie (to określenie współczesne), nieśmiałe i zahukane pre-feministki (do których ja się zaliczam). Może o tym jeszcze napiszę. Ale tamte czasy miały w sobie coś wspaniałego — po obu stronach barykady — tylu ludzi budziło się do refleksji! Tyle kobiet musiało łatać podziały w rodzinach i rozważać zagadnienia nienawiści, akceptacji, tolerancji. Obliczać stosunek miłości do złości naszej codziennej, której zamiast polityków bywały ofiarami rodziny zwykłych zjadaczy chleba. Na szczęście minęło (...Ach mój miły Augustynie, wszystko minie, wszystko minie...) i nasze Raki mogły powrócić na swoje miejsce do IC, i odnajdować się w codzienności, mimo, że już nic nie było takie jak przedtem.

Strach przed tęsknotą, która może (choć niekoniecznie) nadejść i powroty do nękających myśli o tym, czy była szansa ujścia z jednej, drugiej czy trzeciej pułapki, zanim pułapkę tę rozpoznało się – to niepokojące.

A jednak znam chłopaka (to ostatnie pokolenie, wnuków), którego Bóg jeździ Tirem i chętnie się zatrzymuje aby go podwieźć. Jednak opis świata tego chłopca brzmi tak smutno, bo przecież wiadomo, że Bóg też kochał Hioba, który wyciągał ze swoich ran przygarść robaków, które rzucone w twarz szydercom zmieniały się z złote monety, a Żydzi byli narodem wybranym i wiadomo jak się to dla nich skończyło. Wspomniany chłopak jest poetą, alkoholikiem i narkomanem i paradoksalnie, ten jego stosunek do świata uniemożliwia podjęcie życia na własny rachunek. Ale czyż można od kogoś wymagać, żeby był Świętym Hiobem?

Niechcący nasunęła mi się myśl (choć to nie Wielkanoc), że być może Pan Jezus moment przed przybiciem do krzyża też nie wiedział, co go czeka. Może On tak jak ów nieznany poeta narkoman, spodziewał się, że Bóg kochając go, rozwiąże wszelkie czekające go problemy. Może jego męczarnia dla Niego samego była zaskoczeniem? Może szkoda, że Ewangelię pisali tylko problematyczni świadkowie, bowiem tak naprawdę nic nie wiemy z tego, czym jest cierpienie i zawód, zanim nas nie dotkną osobiście. Jednak On podobno zmartwychwstał. Czy wiemy wskutek tego tak naprawdę, po co było Jego cierpienie? Domyślamy się i my i Ewangeliści przed nami. Może Pan przez naszą twórczość daje nam dotknąć odrobiny tego co odczuwał? Całej reszty musimy się domyślać. Czy Żydzi musieli cierpieć dlatego, czy mimo to, że byli Narodem Wybranym? W końcu i tak wszystko zmierza do tego, że albo musimy Mu zaufać, albo rozpłynąć się w problemach. A my – trochę ufamy (ale nie całkiem), trochę rozpływamy się (ale niezupełnie). Skrajności budzą nasz niesmak, może właśnie o to chodzi, aby myśląc ufać, albo ufając myśleć i stale dokonywać wyborów? Nie zadowalać się skrajnościami. Może.

Ale najgorszy pomysł ze wszystkich: narodzić się do cierpienia. Dlatego dla mnie Boże Narodzenie nie było świętem radosnym — w przeciwieństwie do Wielkanocy.

Kiedy opuścił nas ojciec zawieszając ślubną obrączkę na marmurowym posążku greckiej bogini Demetr (oczywiście kopii) niosącej dzban oliwy, nasza mama z bożonarodzeniowego rytuału zrobiła swój własny rytuał. Na obrusie stawiała dodatkowe nakrycie „dla tego, który odszedł”, stawiała przed tym nakryciem najlepszy fotel rodzinny (inne krzesła miały tendencję do rozpadu) i kazała nam w tej intencji się modlić.

Nienawidziłyśmy, a zwłaszcza ja, Bożego Narodzenia, tych modlitw żeby „On” wrócił. Zawsze uważał mnie za kogoś, kto intelektualnie nie sprosta jego rodzinie, dziwaczne dziecko naznaczone skazą nie do naprawienia. Mama zawsze twierdziła, ze byłam „dzieckiem miłości”, ale on miał widać całkiem inne zdanie na temat tego dziecka i miłości, która sprowadziła je na świat.

Genetycznie mam więcej z kobiet rodziny ojca niż matki, ale widzę to dopiero dziś. Taka ironia losu, powiedzmy.

W każdym razie jako rodzina, nigdy nie zaprosiliśmy do wigilijnego stołu obcego wędrowca, bezdomnego, jak każe tradycja. I to był — moim zdaniem —największy grzech naszej rodziny.

Jednak nie czuję się na siłach jej przełamać. Nie wyjdę przecież pod mój śmietnik i nie zaproszę do domu pijanego czy naćpanego zbieracza śmieci przydeptującego nocami puszki, którego obwiniam za swoją bezsenność.

Idę więc do sklepu naprzeciwko naszego bloku kupuję kilka buteleczek setek żołądkowej gorzkiej (tradycyjnej, żółtej a nie białej i słodkiej) i wręczam buteleczki kolejnym osiedlowym nurkom.

Przecież dla nich świętowanie jest czymś innym niż dla mnie, a ja o tym wiem. Ale wolę nie narażać się, że ktoś mi da w łeb za zawartość mojej lodówki.

Może i ja doznam w nagrodę czułości świata, kto wie?

 

Czytam o eksperymentach genetycznych. Dowiedziałam się, że myszy transgeniczne o zwiększonej inteligencji mają także zwiększoną wrażliwość na ból, bo szybciej przenoszą się u nich sygnały na synapsach nerwowych. Wygląda na to, że ból jest ceną za myślenie, nawet u myszy.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Wyścig szczurów, wścieklizna i wypadek (2) Stan wojenny »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)