Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

11 stycznia 2014

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia ezoteryczna (odcinków: 94)

Czy ironia ma jeszcze sens?

Kategoria: Obserwacje obyczajowe
Tematy/tagi: obyczajesymbole

« Nawiedzone uduchowione adeptki Bibka na cmentarzu »

         Ostatnio przeczytałam czyjś krótki, ironiczny tekst i ironii tej nie rozpoznałam. Zwrócono mi na to uwagę i zdziwiłam się niepomiernie. Wiem wprawdzie, że ironię łatwiej rozpoznać w słowie mówionym niż w pisanym, ale to nie powinno być przeszkodą dla kogoś takiego jak ja, którego ojciec odznaczał się pełnym ironii stylem wypowiedzi, nawet w życiu codziennym (a może zwłaszcza w tym życiu) dając tym wyraz swojego dystansu do świata, który go otaczał, żony nie sięgającej mu poziomem intelektualnym i pętających się dzieci, niestety, płci żeńskiej — na który to świat spoglądał z wyższością (jako pilot sportowy także). Podobnie też mój dziadek w krótkich, celnych, ironicznych miniaturkach piętnował codzienną krzątaninę pasażerów podmiejskiej kolejki z Warszawy do Wilanowa.

         Zawsze tę ironię rozpoznawałam i co nagle się stało, że przestałam ją dostrzegać? Może obcując na co dzień z tekstami przytoczonymi w poprzednim odcinku straciłam już całą wrażliwość na intencje i sensy wypowiedzi? Zgłupiałam na starość?  Czy zmyliło mnie odniesienie się do słów Ghandiego? Zakodowałam sobie może, że powołanie się na taki autorytet świadczy o powadze twierdzeń? A może przekonało mnie do powagi wypowiedzi twierdzenie, że żyjemy w kraju kolonialnym? To wszystko wszak słyszymy pod każdym sklepem i czytamy na co dzień w prasie – niejednokrotnie w formie mniej oględnej.

         Co prawda autor notki powoływał się na jakieś wyrzucanie telewizorów przez okna, ale potraktowałam to jako jeszcze jeden przesadny ozdobnik wypowiedzi. Nie tak dawno zupełnie serio pewne gremium szykujące obchody Roku Chopina miało zamiar wyrzucać fortepian z okna dla uczczenia rocznicy geniusza, choć to nie on wyrzucał fortepiany, a na nich grał. Parę lat temu na ryneczku w mieście gminnym Sarnaki postawiono pomnik rakiety V-2, którą miejscowi wyłowili z bagien rzeczki, ukradli Niemcom i sprzedali Anglikom. Dumni z tego czynu postawili jej pomnik i w dodatku pomalowali na niebiesko. Wygląda jak dziecinna zabawka do połowy wkopana w trawnik, zabrakło tylko plastikowej łopatki. Zupełnie poważnie dyskutuje się czy przypadkiem Kopernik nie był kobietą, a Szekspir nie nazywał się angielska królowa, a może kochanek angielskiej królowej. No i obowiązkowo tropi się gejów i lesbijki wśród twórców i bojowników dawno zmarłych i otoczonych aurą zasłużonych. Nawet nieszczęsna Konopnicka po ośmiu porodach, 18-letnim kochanku i samotnym utrzymywaniu tej, jakże licznej rodziny miałaby być lesbijką, choć akurat w jej niechęć do mężczyzn w codziennej praktyce życiowej mogłabym uwierzyć.

         W powodzi tych wydarzeń błędne nazywanie naszej władzy kolonialną, kolaborantami przedstawicieli rządu i samorządu, a nawet informacja o wyrzucaniu przez okna telewizorów to pryszcz. Mam bliskich członków rodziny, którzy szczycą się nie posiadaniem telewizora, przyjaciół, którzy chwalą się, że z przyczyn światopoglądowych i głębokiego zatroskania Naturą nie spróbowali mięsa, albo członków pierwszej, legendarnej „Solidarności”, którzy stali się kombatantami, bo w zakładzie pracy omyłkowo zaksięgowano im wpłatę na kasę zapomogowo-pożyczkową jako składkę na ów Związek i w wyniku tego byli poważnie represjonowani w stanie wojennym, co skutkowało nie przyznaniem im pożyczki. To taki trend współczesny – chwalić się, że czegoś się nie zrobiło, a nie tym, jak kiedyś, że się coś zrobiło. Można grzeszyć zaniechaniem, więc pewnie też dokonywać zasług tą metodą.

          Ale na poważnie. Wg Wikipedii „Ironia – sposób wypowiadania się, oparty na zamierzonej niezgodności, najczęściej przeciwieństwie, dwóch poziomów wypowiedzi: dosłownego i ukrytego, np. w zdaniu Jaka piękna pogoda wypowiedzianym w trakcie ulewy. W klasycznej retoryce ironia stanowi jeden z tropów, jest zaliczana także do podstawowych kategorii w estetyce. W rozumieniu potocznym ironię utożsamia się z zawoalowaną kpiną, złośliwością, wyśmiewaniem, dystansem. Termin ten odnosi się również do sytuacji, zjawisk niezgodnych z oczekiwaniami; rezultatów przeciwstawnych wobec zamiarów, czyli do zaburzenia przyczynowo-skutkowej struktury rzeczywistości”. Wg Słownika PWN jest to „drwina, złośliwość lub szyderstwo ukryte w wypowiedzi pozornie aprobującej”

          Satyra i ironia z definicji są więc przejaskrawieniem, sprowadzeniem czegoś do absurdu, a ja tego nie dostrzegłam. Co za przejaskrawienie, którego się nie widzi; co za absurd, który nie jest bardziej absurdalny niż świat nas otaczający! W komentarzu do mojego poprzedniego odcinka blogu czytelnik przytacza rozmowę, którą usłyszał w poczekalni u wróżki, gdzie, jak pisze:  „Słuchałem opowieści o astralnych atakach energetycznych, toczonej wojnie, rządzie złożonym z klonów o podmienionych duszach, karmicznych łańcuchach własnej genealogii sięgających sześciu milionów lat wstecz, byłem świadkiem rytuałów - chwilówek, szybkich operacji magicznych, które rodziła potrzeba chwili i wymóg walki z pasożytującym przeciwnikiem...”,  z powodu czego poczuł się jak na Księżycu, ale ja podobne słyszę nieraz w kolejce po receptę do lekarza pierwszego kontaktu w przychodni NFZ, a więc tam, gdzie raczej nie ma miejsca na jakiekolwiek złudzenia.

         Może oznacza to, że nasz świat już całkowicie zwariował? Zupełnie serio opiniotwórczy portal Fronda postanawia spalić podarowane karty Tarota (http://www.fronda.pl/a/karty-tarota-otrzymala-fronda-jak-je-zniszczyc,33363.html) i (http://www.fronda.pl/a/nie-ma-watpliwosci-karty-tarota-nalezy-zniszczyc-bo-sluza-one-kultowi-zla,33376.html) chociaż nieco dalej prezentuje pod wpływem papieża Franciszka odmienne zdanie ( http://www.fronda.pl/a/ten-kto-kocha-ten-daje-daje-rzeczy-daje-zycie-daje-siebie-samego-bogu-i-innym,33375.html) w zakończeniu artykułu twierdząc, że „Papież Franciszek zwrócił uwagę, że chodzi tu o swoistą „zatwardziałość serca”, która uniemożliwia prawdziwe kochanie, a żyje wyobrażeniami.”

         Inny portal donosi o bluźnierczym świętokradztwie, a mianowicie wytłoczeniu na papierze toaletowym rzekomo wizerunku Baranka Bożego http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/1084832,owca-na-papierze-toaletowym-czyli-atak-na-kosciol,id,t.html?cookie=1. Producent tłumaczy się gęsto, że to nie Baranek Boży, ale owca i że produkuje od dwudziestu paru lat do trzydziestu krajów ten papier i nikt do tej pory nie protestował.

         Jak więc można dopatrzyć się satyry czy ironii w tekście na oko brzmiącym podobnie do wielu innych? Prorokowano już od dawna, że satyra umarła i chyba to prawda. Czy ktoś normalny potraktowałby serio informację, że ustanowiono prawo, zgodnie z którym kto siedział długo w więzieniu, musi posiedzieć jeszcze dłużej? Albo nawoływanie tłumu do spalenia kogoś w krematoryjnych piecach przejawem dopuszczalnej krytyki, bo tłum nie zebrał się w celu dyskusji światopoglądowej, a tylko gwoli rozrywki?

         Co więc ma robić człowiek pragnący wyrazić swój dystans do rzeczywistości, żeby być zrozumianym? Zawsze wypowiadać się serio? Nie da rady. Posługiwać się cienkimi aluzjami? Nikt tego nie zrozumie. Prowokować  wypowiadając wielkie bzdury do wypowiadania jeszcze większych? Nie ma takiej głupoty, w którą ktoś by, nawet na oko rozsądny, nie uwierzył.

         Sądzę, że jest tylko jedna do tego droga. W starożytności aktorzy teatralni wypowiadali swoje kwestie w maskach i na koturnach. Sądy ogólne prezentował chór, a nie pojedyncza osoba. Może trzeba wrócić do tego zwyczaju?

Chris Mars

reprodukcja ze strony: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10151942893100839&set=a.73498505838.74039.40886515838&type=1&relevant_count=1

         Jak w ironicznej piosence „Jesteśmy na wczasach” Wojciech Młynarski między ostatnią zwrotką, a refrenem wołał: „ Spokój orkiestra, teraz będę przeżywał” — czego niestety nie ma na nagraniach w You Tube, (a było na analogowych płytach) —  https://www.youtube.com/watch?v=SJnWuJ0whGQ  —  publiczność powinna być informowana o intencjach i celu wypowiadającego. Na witrynach internetowych oprócz powiadomień o stosowaniu „ciasteczek” obowiązkowo powinna znajdować się klasyfikacja: artykuł serio albo artykuł nie serio – podobnie jak klasyfikuje się filmy: komedia romantyczna, dramat albo przygodowy. Tak więc do całego kompletu kodyfikacji, jakimi jesteśmy poddani należy dołożyć jeszcze inną – klasyfikacja wypowiedzi. Ale, ale... Portal Fronda zaklasyfikuje zapewne swoje wspomniane artykuły do kategorii „serio”. Może więc powołać należy Komisję Kodyfikacyjną przy Prezesie Rady Ministrów nakładającą kary z złą albo nieprawdziwą klasyfikację wypowiedzi, a jeśli klasyfikacji dokonano z premedytacją, pod wpływem alkoholu, środków odurzających albo lekarstw wymienionych w załączniku do niniejszego rozporządzenia... A jak ja sklasyfikuję ten odcinek bloga: silva rerum... i co dalej?



« Nawiedzone uduchowione adeptki Bibka na cmentarzu »

komentarze

1. homogenicznie • autor: Nierozpoznany#66342014-01-11 16:33:23

Wyjątkowo trudnym zadaniem dla ironisty jest prawicowa publicystyka, w której ironia stosowana jest tak subtelnie, że staje się homogeniczna z treścią:

"Do lemingowego kanonu należy np. powtarzanie oświeceniowych mitów o holokauście czarownic będącym efektem działań Kościoła katolickiego, choć w rzeczywistości Kościół stworzył ramy prawne, dzięki którym wiele kobiet oskarżanych o czary uniknęło samosądów.".

Być może tłumaczy to cechę lekkiego jak piórko stylu prawicowych felietonistów, którzy w ferworze maniery naturalnego dla angielskiego dżentelmena dystansu,  sięgają po ironię po to,  by z wdziękiem użyć pióra w charakterze pały.

Obecnie możemy prześledzić to zjawisko na przykładzie corocznej narodowej czarnej mszy, której głównym celebrantem jest Jerzy Owsiak. Owsiak, cierpiący na swoistą schizofrenię, odsyła nas prosto do zbawiennej logiki stosu. Wiadomo bowiem, że działania najbardziej podstępnych czarownic opierały się o zakamuflowaną deprawację, której skutkiem był obfity plon dusz potępionych. Wytrawna czarownica operowała jakąś dozą dobra, podrzucając na przykład lecznicze ziele lub skuteczną maść, lecz czyniąc to pozorne dobro przyczyniała się do większego zgorszenia i zguby nieszczęsnych beneficjentów. Albowiem Szatan używa swoich narzędzi w bardzo inteligentny sposób, co wiemy z całej historii objawienia i wędrującej ku zbawieniu ludzkości. Proszę też zwrócić uwagę, że Owsiak będący przedstawicielem autorytetu salonu wpisuje się doskonale w neoliberalny dyskurs i TINA ma w nim miejsce należnego jej dogmatu, ale jednocześnie wspomaga istoty chore, pokrzywdzone i z woli Boga cierpiące za swe grzechy. Nie muszę więc dodawać, że swoją postawą nie tylko realizuje destrukcyjny plan księcia ciemności, lecz ewidentnie wpływa na pogorszenie jakości puli genetycznej ludzkości. Nie jest przypadkiem, że każde rozdwojenie  od zawsze jest wiadomym znakiem jawnej obecności złego, a to z kolei pokazuje, że homogeniczne ujęcie ironii w tekstach prawicowych publicystów ma głębszy sens.

Podobne podejście do satyry cechuje mężów prawych w politycznym boju o stanowienie prawdy. W niedawnym tournee po Stanach Zjednoczonych Antoni Macierewicz był uprzejmy odnieść się do niegodziwych pomówień, w których insynuuje się rzekomą wrogość Polaków w stosunku do rosyjskich elit. W bardzo długim i rzeczowym wystąpieniu Antoni Macierewicz uświadomił publiczność, że część elity rosyjskiej jest pro - polska i potwierdził to udokumentowanym materiałem. Był nim film, wyemitowany tylko raz na antenie gł

2. Był nim film,... • autor: Nierozpoznany#66342014-01-11 16:37:49

Był nim film, wyemitowany tylko raz na antenie głównego kanału rosyjskiej telewizji publicznej, ukazujący przebieg wypadków w dniu katastrofy w Smoleńsku. Film został pokazany w dniu katastrofy w porze wieczornej i tylko raz w programie informacyjnym, ale za to oddawał rzeczywisty przebieg wypadków i dowodził życzliwego stosunku części rosyjskich decydentów w dążeniu do prawdy. Po dwudziestu minutach bardzo obszernej zapowiedzi tego szokującego od strony faktów materiału, Antoni Macierewicz przeszedł do jego prezentacji. Film trwał dziesięć sekund i był komputerową animacją ostatnich chwil lotu. W tej komputerowej rekonstrukcji katastrofę wieńczył wybuch samolotu uderzającego o ziemię, co jest typowym przedstawieniem finału katastrofy lotniczej w komputerowej wizualizacji, która ma na celu szybkie zobrazowanie widzowi programu informacyjnego  przedstawionego materiału. Antoni Macierewicz zakończył tę projekcję mistrzowskim popisem ironicznego komentarza: "Ja państwo widzicie, nie było tam żadnej brzozy".

To dało mi wiele do myślenia i wróciłem do tego wspomnienia, kiedy przeczytałem informację, że chęć zagrania Antoniego Macierewicza w filmie zadeklarował jeden z największych w Polsce zaprzańców, Daniel Olbrychski. Coś we mnie drgnęło, jakaś struna szczerego oburzenia daleka od tego szyderczego obrazu. Pomyślałem sobie, że co prawda "fenomen facebooka" uważam wyłącznie za ożywienie przestrzeni dla miliardowego rynku,  ale swoją premierę w kinach ma "Nimfomanka" Larsa von Triera i z tej okazji często można przeczytać powtarzające się zdanie: "Ulubiony aktor von Triera, demoniczny Udo Kier". W ten oto sposób premiera filmu o czarownicy podsuwa na myśl pewien pomysł. Może powinna powstać na facebooku grupa osób wspierająca obsadę Udo Kiera w roli Antoniego Macierewicza? Wiąże się to z możliwością zorganizowania narodowej zbiórki pieniędzy na gażę dla aktora, a także możliwością pisania do niego petycji, by swoim talentem wsparł dążenie zdradzonego narodu do prawdy, aż po masową demonstrację ulicami Warszawy, jak za dawnych, dobrych lat na barykadach walki z komunistyczną hydrą...


3. pozdrowienia dla Światka • autor: Nierozpoznany#66342014-01-12 12:26:23

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)