Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

13 lipca 2019

Paweł Droździak

z cyklu: Galapagos (odcinków: 3)

Czy zwierzęta czymkolwiek się różnią od ludzi?
Część 2

Kategoria: Badania metaforyczne
Tematy/tagi: bioetykaetykapsychoanalizazwierzęta

« Galapagos cz. 1: Witajcie na Przyrodniczej Wyprawie Stulecia! Czego nie mogła znieść Akiko i dlaczego »

Oto i wyczekiwany z taką niecierpliwością i wieki całe odwlekany drugi już odcinek naszych rozważań o bioetyce. Powtórnie więc: witajcie na Przyrodniczej Wyprawie Stulecia!

urodziny-psa.jpg

Rozważań bioetycznych nie sposób wyobrazić sobie bez oto takiego pytania: jestże człowiek zwierzęciem? Pytanie to wcale nie takie bezpieczne, bo nieostrożnie myśli formułując łatwo o infamię. Jeśli słyszysz pukanie do drzwi, jest rzeczą najwyższej wagi by wiedzieć, czy puka „swój” czy „obcy”. Ta ilustracja pokazuje uniwersalność pewnej prostej funkcji, którą wykonujemy wiele razy każdego dnia. Widać to już w pytaniach dzieci. Czy ten bohater jest dobry, czy zły? Kto w tej wojnie miał rację? Którzy są dobrzy? Od niepamiętnych czasów ludzie filtrowali „swoich” od „obcych”, „złych” od „dobrych” i „porządnych” od takich, od których lepiej się trzymać z daleka. Jeszcze do niedawna sposobem, w jaki przydzielano ludzi do jednej z dwu grup był stosunek danej osoby do norm. Czyli do tego co „się należy”. Kradnie, czy pracuje? A jeśli pracuje, to czy porządną ma pracę, czy raczej taką co wielkiej nie przynosi chwały? Z dobrej jest, czy ze złej rodziny? Jak się prowadzi? Czy do kościoła chodzi? Ubiera się porządnie? Pieniądze pożyczone oddaje? W wojnie staje, czy tchórzy? A na męża uczciwie czekała, czy różnie to tam ludzie gadają? I tak dalej.

Z chwilą pojawienia się powieści psychologicznej i jej nieślubnej córki – psychoanalizy, sytuacja ta zmieniła się mocno, choć nie równomiernie na całym globie. Wciąż możemy spotkać to starsze, prostsze myślenie w społeczeństwach, do których ani idea nieświadomych warstw ludzkiej psychiki, ani psychoanaliza sama nie dotarła, lub dotarła, ale się nie zdołała zakorzenić. Tak jest na przykład w Chinach, gdzie człowiek wciąż jest tym, co robi, jest swoją społeczną rolą, tym jak się z tej roli wywiązuje i jak go w związku z tym faktem odbierają inni. I nie jest człowiek tam niczym więcej, żadnym „życiem wewnętrznym” na pewno, dlatego tak łatwo Chińczykom zaakceptować społeczne komputerowe systemy kontroli i punktowego zliczania każdemu „kapitału społecznego zaufania”. Bo dla nich nie liczy się, czemu coś robisz, a jedynie to, że robisz. Czysty behawioryzm. Intencje nie są ważne.

U nas jednak myślimy już inaczej, umiemy sobie procesy motywacyjne świadome i nieświadome wyobrażać, więc prostoduszne myślenie z czasów dawniejszych „jak długi oddajesz, toś porządny człowiek” nie jest już dla nas tak oczywiste. Bo oto mamy świat wewnętrzny dłużnika z całą jego złożonością i mamy empatię, dzięki której rozumiemy, że to przecież nie tak. Naprawdę nie tak. Nie wykluczamy więc tego, kto długów nie oddaje, nie wykluczamy tego kto kradnie, nie wykluczamy tego kto zabija, w zasadzie nie wykluczamy już niemal nikogo tą drogą, wciąż jednak istnieje potrzeba, by podział na „swój” i „obcy” utrzymać, inaczej bowiem bylibyśmy jak człowiek cierpiący na prozopagnozję – nie byłoby jak rozpoznać w ogóle kto jest kto, albo by to nie miało już całkiem znaczenia. Kto bliżej nas, kto dalej? Wciąż to chcemy wiedzieć.

Po usunięciu kryterium przyzwoitości cóż jednak zostaje? Empatia. Dziś kluczem rozróżnienia tych, którym drzwi otworzysz i tych, których przegonisz jest nie to, czy kto porządny, przyzwoity i solidny, ale czy empatyczny. Empatyczny swój, a obcy ten, kto pozbawiony empatii. Nie ulitował się. Nie wzruszył. Nie przejął. Przejmujesz się, toś swój chłop, boś chłop przejęty.
Przejmują się więc wszyscy na wyprzódki, by być swoim, a nie obcym, litują się nad wszystkim co tylko sobie można wyobrazić, prześcigają we wrażliwości nad losem a choćby alergików, że nie mają chusteczek kiedy im ich trzeba i pewnie by należało te chusteczki wszędzie w mieście porozmieszczać, by nikomu nie stała się ani przez sekundę krzywda, gdy mu tak z nosa leci, kto alergii nie miał ten nie zrozumie jak to jest, więc każdy kto nie miał alergii rozumie, głową kiwa, rozgląda się gdzie by tu z chusteczkami dystrybutor wstawić i jak sfinansować ten nowy cywilizacyjny standard dbania, zadbania, dostrzeżenia, niezignorowania niczego, niczegusieńko pod niebem szerokim, zabezpieczenia troskliwe wszędzie pcha się, gdzie się tylko je umieścić uda, na paczce gotowego jedzenia z mikrofali piszą, że jak otwierasz folię to uważaj, cobyś się nie sparzył tą parą w paluszki, bo przecież gorące, o tym wszystkim świetnie pisze choćby Zbigniew Szczęsny ostatnio w Nowej Konfederacji, ale i tak podstawowym papierkiem lakmusowym zdolności do takiego przejmowania się stał się stosunek do zwierząt.

Niekoniecznie tych, które zjadamy i także niekoniecznie tych, które zjadają zwierzęta przez nas hodowane i kochane, ale z pewnością przejmować się mamy właśnie tymi hodowanymi do kochania, w drugiej kolejności dzikimi, a w ostatniej hodowanymi do zjadania przez nas i przez nasze psy i koty. W ramach wyścigu na empatię i zdolność do się przejmowania, która ma gwarantować nam to samo, co nam dawniej dawała prosta przyzwoitość, w ramach więc tej swoistej licytacji na troskę dobrą metodą jest znajdywać w zwierzętach cechy ludzkie. Dobry początek nam dają w tym względzie kreskówki, starczy tylko z nich nie wyrastać, a sukces towarzyski będzie niedaleko.
Im lepiej widzisz, że zwierzę niczym się zasadniczo od nas nie różni, tym lepszym człowiekiem jesteś, bo nie wykluczasz. W tym sensie ryzykowną jest rzeczą wskazywać, że ma człowiek jakiekolwiek własności, których zwierzęta nie mają, nie dlatego, że to jest słabo uzasadnione tylko dlatego, że tym samym się mówi, że zwierzę to jakby mniej od człowieka, a każdy kto tak mówi dowodzi przecie braku empatii – królowej nauk i z chwilą takiej deklaracji natychmiast ląduje w worku z napisem „obcy” obok myśliwych, rzeźników i takich co psa trzymają w budzie na łańcuchu, albo go oddają do schroniska gdy się znudzi. Jest bowiem albo-albo. Nie ma miękkiej gry.

Tak oto mamy uzwierzęcanie psychologii ludzkiej i nawet na akademickim poziomie, a obok uczłowieczanie psychologii zwierzęcej, choć głównie w wersji pop, bo tego by się już chyba inaczej nie dało. Trwa zatem wielka intelektualna praca redukcji wszystkiego tego co zasadniczo ludzkie, do tego co tylko zwierzęce. Czyli na przykład honoru do pozycji w stadzie. Jakikolwiek naddatek w takim choćby honorze, którego się do pozycji w stadzie zredukować nie da uznany jest więc za iluzję, inaczej bowiem musielibyśmy nieempatycznie przypuszczać, że mamy coś, czego zwierzę nie ma, a nikt nie zaryzykuje by go uznano za człeka bez serca, tak jak niegdyś nikt by nie chciał utracić honoru. Zwierzęta więc „też mają swój honor”, swą godność i wszystko. Inaczej nie można powiedzieć.

Z drugiej strony współczesność cała nad tym pracuje, by człowiek wzniósł się. Wzniesienie na wyżyny na tym ma między innymi polegać, że niezależnie czyś się urodził mężczyzną, czyś urodziła kobietą to samo nie tylko możesz w życiu robić (co jeszcze by było powiedzmy stosunkowo proste), ale i tego samego dokładnie możesz pragnąć i z taką samą mocą, takie same mieć możesz motywy i takie same czerpać z tego samego satysfakcje w dokładnie tych samych życiowych sytuacjach. Te same strategie w sprawach intymnych, o to samo w nich może chodzić, to samo traumatyczne będzie, to samo radosne – czyś kobietą, czy mężczyzną – mniejsza o to.

Wyraźne jest, że tej opcji nie ma w świecie zwierząt, tam bowiem niepodzielnie króluje dymorfizm tak ciała jak ducha. I nie trzeba wcale odwoływać się tu do skrajności, by to pokazać, ale dajmy sobie tę radość i to pokażmy. Bo nie wiem, czy Państwo wiecie, ale na przykład u ośmiornic gatunku Tremoctopus violaceus samice są 40 000 razy cięższe od samców. Samica ma jakieś dwa metry rozpiętości ramion i waży koło dziesięciu kilo, samiec zaś jest kilkugramowy i z trudem dochodzi wielkością do trzech centymetrów. Jasne jest, że żyją samce i samice tych stworzeń w całkiem niepojętych wzajem dla siebie rzeczywistościach. Czy samce konkurują o samice? Niewykluczone. Choć wątpliwe, czy te samice wiedzą o tym cokolwiek. Samce pewnie tak konkurują o nie, jak być może o dobre miejsca na naszej skórze gdzieś tam walczą między sobą zgłodniałe komary, a nam o tym nic nie wiadomo, bo są za małe byśmy to dostrzegli. Tak pewnie i tam jest. Samce kotłują się wokół samicy, czego ona wcale nie widzi, ona we własnym świecie, we własnych pogrążona ośmiorniczych myślach, one tam się gdzieś roją, przepychają, widzą przed sobą nagle wielki jakiś obiekt i w którymś momencie ona czuje, że po prostu trzeba znaleźć jakieś ustronne miejsce i tam złożyć jaja. I robi to i płynie dalej, a każdy z ośmiorniczych berbeciów żyje z notatką „ojciec nieznany” w papierach, jakie się po wykluciu daje głowonogom. Co zakładam, że się daje, bom empatyczny. Skoro my mamy nazwiska, to i zwierzęta mieć muszą, zwierzęta bowiem nie gęsi. Skoro my papiery mamy, to mają i one.

Pomyślmy chwilę, jakie szczęście miała sama żywa, ucieleśniona tam jakoś idea wolności, że ewolucja poszła tak jak poszła na planecie i rozumnymi istotami myśmy zostali, nie te ośmiornice. Jak by bowiem mogła się rozwijać nauka gender w społeczności tak wielką nierównością naznaczonej już na początku? Nie wątpię, że daliby radę, mając w pamięci możliwy rozmiar mózgów morskich głowonogów, ale ileż to by było z tym roboty? Z nami łatwiej. Tak łatwo nam się upodobnić do siebie, że bez problemu kobieta może być „męska”, mężczyzna „kobiecy” i można myśleć, żeśmy wcale nie zdeterminowani jak zwierzęta z ich instynktem, człowiek bowiem, jak nas się zapewnia w takich razach, ma rozum i dzięki niemu wszystko może poprzekształcać.

Oto więc kwintesencja stanowiska współczesności. Czy jest człowiek zwierzęciem? Nie. Człowiek nie jest zwierzęciem. Ale zwierzę w niczym nie jest gorsze od człowieka i ma wszystko to, co ma człowiek. Który jednakowoż nie ma tylko tego, co ma zwierzę, ale ma coś więcej. I podobnie w kwestii praw. Zwierzę powinno mieć takie same prawa, jak człowiek, co jednak nie znaczy, że człowiek powinien mieć takie prawa jak zwierzę, istnieją bowiem prawa człowieka. Gdy tej dialektyki Państwo zdołacie ściśle się trzymać, pewne jest, że Wam nic nie zarzucą we współczesnym świecie i każdy, człowiek i zwierzę, chętnie Was przyjmie do stada.

Galapagos: wstęp na końcu

Oryginalnie w blogu Autora paweldrozdziak.wordpress.com. W Tarace za uprzejmą zgodą.


« Galapagos cz. 1: Witajcie na Przyrodniczej Wyprawie Stulecia! Czego nie mogła znieść Akiko i dlaczego »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)