zdjęcie Autora

08 stycznia 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Z czym walczono, a co tolerowano w roku 1924? (1)

Kategoria: Twórczość

« Czym się podniecano w roku 1915? Z czym walczono, a co tolerowano w roku 1924? (2) »

Dwudziestolecie międzywojenne obfitowało w wydarzenia i opinie, które w dzisiejszych Polakach budzą przynajmniej zdziwienie albo wydają się co najmniej dziwaczne, jeśli nie całkowicie śmieszne, a czasem niesmaczne. Obraz tego świata przybliżyć nam może „Stołeczny Kurjer Wieczorny” – gazeta dostępna za zaledwie 10 groszy, reklamująca się jako najtańszy popularny dziennik informacyjny. Liczył sobie zazwyczaj 4 strony. Zawierał on przede wszystkim wiadomości polityczne, ale także mnóstwo sensacji i wiadomości z dziedziny obyczajowej i społecznej, mody, zdrowia i urody. Taki groch z kapustą.

         Na pytanie „z czym walczono” nie ma jednej dobrej odpowiedzi.

Przede wszystkim walczono z przesądami. Lub z tym, co za przesądy uznawano, bo, zwłaszcza w dziedzinie zdrowego trybu życia, przesądy lub to, co uważamy za nie dziś, przeważały. Jak dziś – walczono z sektami – tyle, że sekty trochę inaczej wyglądały i inaczej działały. No i przed wszystkim – jak dziś – walczono z komunistami. Wszystko co komuniści wymyślili było: po pierwsze głupie, po drugie śmieszne i po trzecie: szkodliwe. Komuniści też walczyli z przesądami. Tylko innymi. Na początek o walce komunistów z przesądami:

W numerze 8 z 9 października  w notce „Napad komunistów na modlących się żydów” czytamy:

„Wczoraj jak wiadomo obchodzili żydzi uroczystość sądnego dnia. O godzinie 11 rano w przepełnionej synagodze przy ulicy Leszno 49 odbywały się właściwe uroczyste modły, gdy naraz rozległy się okrzyki :

Precz z przesądami! Nie usypiajcie narodu religijnemi narkotykami poczem na głowy modlących runął z góry prawdziwy deszcz papierowy w postaci komunistycznych odezw i rysunków antyreligijnych.

Oburzeni żydzi ortodoksi rzucili się z pięściami i książkami na heretyków. Po chwili zawrzała formalna walka w synagodze. Zatrzęsły się z oburzenia fale modlących się żydów i rzuciły się na profanujących dom Boży komunistów.

Darto szaty, wydzierano sobie włosy z głowy i drapano się po twarzy.

Na miejsce przybyły oddziały policji politycznej które dokonały aresztowania kilkunastu komunistów.

Przy aresztowanych znaleziono różne odezwy antypaństwowe i antyreligijne.

Wśród aresztowanych komunistów są specjalni delegaci przybyli ze Lwowa, Krakowa, Łodzi itp.”

         Podobnie jak dziś walczono z sektami. Tylko ówczesne sekty były inne.

Można przeczytać o tym w numerze 22 z 25 października w artykule „Nowa sekta religijna w Bekesszabie na Węgrzech” z podtytułem: „Pomysły powojennych ludzi są niewyczerpane”.

         Artykuł zaczyna się przydługim wstępem na temat że ludzie odczuwają ostatnio potrzebę mistycyzmu i po latach „w których pławiliśmy się w krwi aż do przesytu” daje się odczuwać silna potrzeba powrotu do idei religijnych. Miejscowość Bekesszaba jest dużą gminą nadgraniczną, w której „zwolennicy tej mistycznej sekty znajdują podobno upust dla swych religijnych uczuć w tańcu który kontynuują aż do całkowitego zapamiętania się”.

         Nowa sekta powstała przed rokiem i zbliżona jest do amerykańskich kwakrów. Czytamy dalej, że „Jeden z bogatych gospodarzy cały swój majątek poświęcił nowej wierze i testamentem zobowiązał córkę, aby poszła w jego ślady już nie tylko majątek ale nawet życie swe ofiarując na ten cel. Pani Kallai której widocznie życzenie to zupełnie przypadło do smaku postępuje zupełnie w myśl testatora i u niej w domu odbywają się nabożeństwa nowej sekty. W czasie takiego nabożeństwa gromadzą się wierni przy zamkniętych drzwiach i oknach i nikogo nie wtajemniczonego do udziału w „nabożeństwach” nie dopuszczają. Ponieważ jednak w czasie nabożeństwa z zamkniętego szczelnie domu wydobywały się gwałtowne jęki ponieważ tu i owdzie na nabożeństwie znajdowano ślady krwi zainteresowała się temi sprawami policja. Zaczęto badać, śledzić i ostatecznie udało się silnemu oddziałowi policji wtargnąć do domu w czasie nabożeństwa Widok przedstawił się policji niezwykły. W pokoju było prawie ciemno, na środku bowiem dużej izby na stole płonęła jedna świeca. Przed stołem stał mężczyzna ubrany w szkarłatne szaty, prawdopodobnie kapłan. Na ziemi leżeli na pół omdlali wyznawcy, wyczerpani w najwyższym stopniu. Robili wrażenie ludzi których przed chwila torturowano a na twarzach ich malował się ból i cierpienie, czoło zaś zroszone było obficie potem. Policja nie mogła się od nich dowiedzieć żadnych bliższych szczegółów. Później dopiero śledząc dalsze nabożeństwa, udało się stwierdzić, że wyznawcy w czasie nabożeństwa zadają sobie najrozmaitsze katusze, biją się wzajemnie dyscyplinami i łańcuchami, a przytem tańczą, śpiewają i odprawiają modły. Ponieważ jednak nikt z poszkodowanych nie wniósł dotąd żadnego zażalenia policja nie mogła dotąd wkroczyć w tę sprawę.

         Pozatem ludzie ci ulegający nowemu obłędowi religijnemu są bardzo poważani, nie piją, nie oddają się żadnym zabawom, nie bywają ani w teatrach ani w kinach, nie czytają też żadnych książek i gazet, nawet biblji. W nabożeństwach biorą udział kobiety razem z mężczyznami. Wyznawcy wspierają się wzajemnie, pielęgnują swych chorych i nie zdarzają się pomiędzy nimi wypadki kradzieży.”

Uderza ciekawe rozumowanie dotyczące policji; Nikt nie zgłosił skargi więc policja dotąd nie mogła wkroczyć. Ale jednak wkroczyła (odkąd?) Zwłaszcza że poza tańcem i kaleczeniem się ludzie ci to ideały wręcz! Autor artykułu też ciekawie uzasadnia fakt, że ludzie po latach wojny mając rzekomo dość rozlewu krwi i dążąc do uczuć religijnych kaleczą się w tańcu po ciemku, przy jednej zaledwie świecy!

         Najważniejszym przedmiotem walki byli komuniści. A zwłaszcza bogaci komuniści. I bogaci komunistyczni szpiedzy obnoszący się, jak każdy szpieg, swoim bogactwem, po czym zresztą porządni ludzie ich rozpoznają. Także po tym, że nie znają języka kraju w którym szpiegują i wdają się w awantury.

         W numerze 9 z 10 października gazeta doniosła o schwytaniu sowieckiego szpiega, a właściwie 3 szpiegów Godina, Pitrutynskiego i Misiurenki.

Czytamy, że „Bolszewicy... nie dowierzają tutejszym. Nie powierzają większych sekretnych funkcji komunistom, przysyłają w celach szpiegowskich wypróbowanych i specjalnie wyszkolonych szpiegów. Do takich należał niedawno aresztowany Godin (Szopenals) który obracał kolosalnymi sumami i posiadał w Warszawie ośm dużych domów i kilka przedsiębiorstw”

         Najciekawsze jest to, ze szpieg Pirutynskij nie mówił po polsku i posługiwał się „rosyjskim i żargonem”. Aresztowano go w czasie antyreligijnej awantury w bożnicy, o czym była mowa na początku odcinka.

         Z notki w numerze 23 z 27 października dowiadujemy się, że bolszewikom przeszkadzały... pocałunki(!!!) Tytuł: „Bolszewicy jako wrogowie całusów”. Czytamy w niej: „ Z Moskwy donoszą, że komisarz ludowy dla hygieny wydał surowy zakaz całowania się na całym obszarze sowieckiej rzeczypospolitej łącznie z wszystkiemi krajami należącymi do unji. Przedewszystkiem rozporządzenie występuje przeciwko zwyczajowi całowania się w usta przy powitaniu przez wieśniaków. Zabroniono także całowania pań  w rękę. Komisarz ludowy podkreśla w swem rozporządzeniu, że całusów w rękę zaniechać należy stanowczo, jeżeli już nie ze względów hygienicznych, to z tego powodu, że jest to w całej pełni zwyczaj burżuazyjny, który bezwzględnie nie może być cierpiany w proletarjackiej  rzeczypospolitej.

         W numerze 61 z 6 grudnia pod tytułem „W mieszkaniach prywatnych nie wolno hodować świń” czytamy: „Bolszewicy ogłosili przepisy, obowiązujące mieszkańców miast a dotyczące ich prywatnych mieszkań. Przepisy te wzbraniają hodować w prywatnych mieszkaniach świnie, kozy i barany, jak również utrzymywanie bez klatek królików i gołębi”.

Wydaje się, że autor notki uważał za niedozwoloną taką ingerencję państwa we własność prywatną, choć nie jest pewne, czy rozróżniał mieszkania stanowiące własność od mieszkań z przydziału urzędów kwaterunkowych.

Jako żywo przypomina mi się napominanie polskiej prasy w początku lat 50-tych, tuż po oddaniu do użytku w Warszawie nowo zbudowanego MDM, że zasłużeni dla budowy ludzie, którzy otrzymali tam mieszkania, hodują świnie w wannach. Jeśli to prawda, to nie byliśmy lepsi od bolszewików, a hodowla przedświątecznych żywych karpi jest tylko atawizmem.

         Numer 74 z 22 grudnia prezentuje nam już prawdziwy horror w wykonaniu bolszewików. Co ciekawsze nie mówi niczego wprost tylko ogródkami. To jest prawdziwa sztuka! Warto więc zapoznać się z jego treścią.

         Tytuł mimo swojej długości prezentuje się okazale dzięki tekstowi rozwleczonemu na 3 szpalty: „Rząd sowiecki sankcjonuje niedozwolone operacje u kobiet” i podtytuł równie długi: „W ten sposób Sowiety chcą stworzyć... raj na ziemi”.

         W treści czytamy: „Upadek moralny i rozluźnienie obyczajów w Rosji sowieckiej, jaki daje się zauważyć przeważnie wśród młodzieży — zniewoliły rząd sowiecki do usankcjonowania niedozwolonych operacji u kobiet. W szpitalach istnieją nawet specjalni lekarze i akuszerki, które operacji takich dokonują. Chcąc spopularyzować nowy pomysł sowiecki wystawiono nawet specjalny film w kinach, który zamiast oświecać sieje pornografię i demoralizację. Film ten bowiem przedstawia z wyszukaną wprost dokładnością przebieg operacji na żywych modelach ze specjalnym podkreśleniem momentów najbardziej drażliwych.”

         Tekst niezbyt długi ale rozwleczony do ostateczności ( 3 szpalty ale w 2 tylko po 2 wiersze, w trzeciej zwiększone odstępy i pogrubienia) ma przyciągnąć uwagę czytelników.

Upadek moralny, nie tylko w wykonaniu bolszewików, zajmował ówczesną prasę nader smakowicie roztrząsającą najdrobniejsze szczegóły. Ale o tym już w kolejnym odcinku

 

Uwaga: Pisownia w cytatach i pogrubienia oryginalne

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Czym się podniecano w roku 1915? Z czym walczono, a co tolerowano w roku 1924? (2) »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)