zdjęcie Autora

10 stycznia 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Z czym walczono, a co tolerowano w roku 1924? (2)

Kategoria: Twórczość

« Z czym walczono, a co tolerowano w roku 1924? (1) Z czym walczono, a co tolerowano w roku 1924? (3) »

Równie gorąco jak z bolszewikami walczono z rozpustą pod każdą postacią.

W numerze 11 z 13 października czytamy: „Szkoły filmowe czy akademie rozpusty w Warszawie?”

         „Od pewnego czasu w Warszawie mnożą się jak grzyby po deszczu, najrozmaitsze szkoły filmowe, które szumnemi nieraz reklamami przyciągają liczne koła naiwnej młodzieży płci obojga, żądnej zrobienia karjery filmowej. Pomijając iż większość tych „szkół” z natury rzeczy obliczona jest na wyzysk szerokich mas naszej młodzieży, gdyż żadna ze szkół nie wydała ani jednego prawdziwego aktora, nie mówiąc oczywiście o wykolejeńcach życiowych, szkoły te, rekrutujące najrozmaitsze elementy społeczne, przeważnie stanowią prawdziwe gniazda rozpusty. Nad szkołami temi należałoby czemprędzej rozciągnąć opiekę moralną, przyczem Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego tym razem winno swoją władzę przekazać Policji Obyczajowej która przy pomocy Tow. Ochrony upadłych kobiet znajdzie tu dla siebie doprawdy bogate żniwo i bardziej odpowiednie pole działania.”

         W numerze 28 z 2 listopada na pierwszej stronie zwraca uwagę tytuł: „Tajemnice kryją się poza firankami oszklonych samochodów”

         „Każdego uważnego przechodnia nieraz uderzyć musiał i zastanowić fakt, że w wielu najruchliwszych punktach Warszawy, zwłaszcza w okolicy  Alej Jerozolimskich  i Krakowskiego Przedmieście mieszczą się tzw. postoje taksometrów samochodowych. które całemi dniami stoją bezczynnie.

         Prawdziwą zagadką dotychczas było, po co właściwie auta te wyczekują całemi godzinami na mieście skoro nikt z nich nie korzysta.

         Dopiero wczoraj, dzięki niezwykłemu przypadkowi udało się tajemnice te rozwiązać.

         Okazało się bowiem, że auta — taksometry służą właściwie na przystań namiętności dla rozmaitych szumowin wałęsających się po nocach w Warszawie.

Sprytni szoferzy, rekrutujący się niekiedy z pośród ciemnego elementu społecznego w związku z zamarciem ruchu taksometrowego wpadli na pomysł wykorzystania swoich przeważnie zakrytych aut na cele wprost zastraszające, a mające zastąpić nocną porą brak wolnych pokojów umeblowanych w naszem mieście, które wynajmowane były dotychczas — jak wiadomo — romantycznym parom szukającym tutaj chwili zapomnienia. W tym celu szoferzy warszawscy wynajmują auta i zawożą przygodne pary w ciemne zaułki.

Ostatnio zdarzył się właśnie na tem tle wstrząsający wypadek erotycznego napadu na urzędniczkę państwową, przez dwóch nieznanych drabów wśród pustkowia, panującego za rogatkami, poczem zbiegli w niewiadomym kierunku.

Jak się łatwo można domyśleć w zbrodniczym tym czynie współdziałali szoferzy, którzy za kilkadziesiąt złotych są gotowi do wszystkiego.

W związku z tym faktem, ruchem taksometrów samochodowych w mieście zainteresował się bliżej kierownik ruchu kołowego p. komisarz Grzędzica, a policja śledcza zajęła się energicznie ewidencją szoferów, z których niejeden powędruje za kratki więzienne.”

         Z upodobaniem czytam: Przystań namiętności dla szumowin, ciemny element społeczny,  cele wprost zastraszające — co za piękne eufemizmy, aż żal, że zastąpiły je inne, mniej poetyckie. Chociaż aktualne podobno taksówkowe pogotowie psychologiczne dobrze się trzyma, wolałabym czytać o taksówkowym ratunku dla dusz i ciał  na przykład.

         W numerze 37 z 11 listopada czytamy o innej formie karygodnej rozpusty w artykule p.t. „Młodym dziewczętom zakazano wyjazdów do Francji w obawie przed demoralizacją”

         „Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wydało zakaz wystawiania paszportów zagranicznych nieletnim dziewczętom, udającym się do Francji. Zakaz ten nie dotyczy dziewcząt wyjeżdżających w towarzystwie swych rodzin na roboty do Francji.

         Zarządzenie to jest wynikiem zabiegów zarówno naszych konsulatów we Francji, jako też polskich organizacji społecznych zajmujących się sprawami emigracyjnemi. Zabiegi te musiały być podjęte, gdyż często zdarzało się, że nieznające języka i stosunków francuskich młode robotnice polskie, zakontraktowane do służby na majątkach rolnych w niewyjaśniony sposób wędrowały we Francji do domów publicznych! Drogą pośrednią między służbą na folwarku, a hańbiącą te dziewczęta rolą w domach publicznych była służba w domach prywatnych.

         Trzeba tu wyjaśnić, że dziewczętom tym, które podpisywały w Warszawie kontrakt jedynie na służbę na folwarkach zamieniano bezprawnie i bez ich wiedzy kontrakt na służbę w domach prywatnych.

         To było początkiem ich zguby. Nie znając zupełnie ludzi padały często ofiarą nadużyć i wyzysku, a przy braku należytej opieki moralnej, staczały się w odmęty rozpusty...”

         Wiara, że należyta opieka moralna naprawi stosunki społeczne przetrwała do dziś i ma się coraz lepiej.

         Oczywiście bez moralności nie tylko charaktery się psuły ale i kości oraz stawy, zwłaszcza biodrowe, wykrzywiały... O czym możemy się przekonać czytając numer 39 z 13 listopada

         Pod tytułem „Gdy zwierzę ocknie się w człowieku tragedia duszy dziewczęcej” opisano sentymentalną historię panienki siedzącej w parku i płaczącej z powodu zdrady rodziców i ukochanego, którzy wyrzucili dziewczę z domu, bo nie wróciła na noc. Historyjka jest błaha i nudna, ale ciekawa z innego względu. Autor notki przedstawia panoramę parku, gdzie wokół dziewczyny „...snują się jakieś podejrzane postacie! Tu dziewka w podkasanej sukni, z pod której wystają nogi skrzywione u bioder z rozpusty. Twarz jej to wstrętna maska imitująca podobieństwo kobiety.”

         W numerze 41 z 15listopada możemy przeczytać o tym, że

Na łączce u zbiegu ulic Madalińskiego róg Kieleckiej kilka osób leżało i popijało alkohol, na czym zastał ich (wg tytułu) „Niedyskretny policjant wróg kultu nagiego ciała”. W krzakach spółkowała naga para. „Gdy posterunkowy usiłował wydostać nagusa z krzaków ten zaczął się gwałtownie opierać nie chcąc widocznie wyjść „z raju”, uderzył policjanta w rękę i kopnął go nogą w brzuch. ... Nagiego urwisa skrępowano, włożono wraz z towarzyszką na furmankę i odwieziono do komisarjatu. Wczoraj Sąd Pokoju 29 Okr. skazał Kazimierza Darkowskiego, robotnika z art. 280, 284, 475 i 530 łącznie na 3 miesiące bezwzględnego aresztu. Odbierze mu to chyba ochotę do „rajskich” eksperymentów”

 

A skoro jesteśmy już przy karach nakładanych na obywateli przez ówczesną sprawiedliwość to na pytanie: Co nie budziło zdziwienia w czytelnikach z roku 1924? — jest jedna najważniejsza odpowiedź: to właśnie kary nakładane przez sądy oraz ich uzasadnienie — często kompletnie rozmijające się z obecnym poczuciem sprawiedliwości. Ale o tym w następnym odcinku

 

Uwaga: Pisownia w cytatach i pogrubienia oryginalne

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Z czym walczono, a co tolerowano w roku 1924? (1) Z czym walczono, a co tolerowano w roku 1924? (3) »

komentarze

[foto]

1. W archiwalnych gazetach • autor: Michał Mazur2013-01-11 08:30:42

można wyczytać różne rzeczy. Czasem ciekawe, czasem wręcz śmiesznie przepoczciwe. Zresztą w obecnych także. Parę lat temu widziałem na okładce bodajże "Faktu" artykuł o tajemniczej bestii robiącej szkody w gospodarstwach na Pomorzu, która zwać się miała Pomórnik :)
[foto]

2. Nie tylko w archiwalnych • autor: Katarzyna Urbanowicz2013-01-11 08:45:06

Masz rację. W środowej Gazecie Wyborczej wyczytałam, że na Tajwanie kwitnie hazard polegający na zakładach jak długo będą żyli wybrani staruszkowie, znajdujący się w fazie terminalnej. "Wystawiające" do "wyścigu" umierających ich rodziny rzekomo gromadzą pieniądze na ich pochówek. Ponieważ stawką zakładów jest to, że umierający nie przeżyje określonego czasu chodzą ponoć pogłoski, że rodziny niektórych w porozumieniu z lekarzami wstrzymują terapie. Można sobie wyobrazić coś takiego w Polsce w okresie międzywojennego dwudziestolecia.

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)