zdjęcie Autora

26 lutego 2020

Aleksandra O-J

Czytając Achebe: Rzeczywistości rozpadają się

Kategoria: Pytania i granice
Tematy/tagi: Afrykapoezjapowieść

W niezwykłym czasie, w czasie tranzytu Saturna i Plutona przez kosmogram nowej Polski, a jednocześnie przez moje kosmogramowe stellum głównych planet, wpadła mi w ręce polecona jako lektura z Czarnego Lądu, niezwykła książka „Things Fall Apart” („Rzeczy rozpadają się” lub też „Wszystko rozpada się”) Chinua Achebe. Laureat Man Booker International Prize 2007, stron 189.

Moje rozeznanie w literackich opisach Afryki do złudzenia przypomina białą kartę. Niewzruszoną glebę. Zero Kapuścińskich hebanów, zero Josepha Conrada, Hemingwaya. Kompletnie nieświadoma usiadłam i zagłębiłam się w lekturze. Po co? Po co czytać coś tak odległego? Z nudów? W celu ucieczki przed tym co wokół widzę? W celu zatopienia się w książce podróżniczej, przygodowej, historycznej... Zakończyłam czytanie po kilku godzinach zdumiona własnym krzykiem... Czyżby Afryka nie był to daleki, obcy kontynent? Czyżby zjawisko synchroniczności unaoczniające się w postaci żuka Jungowi, właśnie mnie dopadło? Czyżbym czytała nie o Afryce, ale o życiu w Polsce 2020 roku, również o życiu własnym?

Książka to krótka powieść zawierająca aktualne pytania. Pytania o proces rozpadu. Chinua Achebe opisuje schyłek XIX wieku, historię końca (a może raczej transformacji) cywilizacji Igbo, potężnego plemienia z południowo-wschodniej Nigerii. Piękna, szokująca książka. Niezwykle oszczędnymi środkami wyrażona, rzec by można – napisana językiem silnych mężczyzn, opowieść o upadku systemu. Centralny temat powieści dotyczy wartości: co dzieje się z wartościami społeczności transformującej, zmieniającej się, poddanej naciskom. Opowiada też o jednostce ludzkiej :co dzieje się z nią w takich okolicznościach. Powieść ta napisana jest przez uczestnika procesu, nie przez zewnętrznego obserwatora, jakby od środka z wnętrza klanowego kręgu. Pod koniec XIX wieku, podobnie jak nasze społeczności Międzymomorza, tak Igbowie, mimo jednego języka żyli w niewielkich wiejskich społecznościach. Nie mieli konieczności zajmować się bytem rozleglejszym, nie tworzyli społeczności narodowej, dziwili się raczej faktowi, iż języki wsi sąsiednich są tak podobne... Nasi pradziadkowie z małych wsi, też nie wszyscy mieli do takiej refleksji okazję. To skomplikowane – powie biały człowiek, Europa to jednak wyższe cywilizacje...(?). Wróćmy jednak do Igbów, pozostawiając na boku nieistotne i błędne dywagacje. Igbowie żyli rzecz jasna w społecznościach niechrześcijańskich. Wszystkie tradycje przestrzegane w ich wioskach, zostały przez autora opisane jako fakt zastany, nie oceniany, bez zbędnej idealizacji. Funkcjonowały w świecie Igbo przyjęte jako odwieczne. Bohater główny, Okongwo, żyje według starożytnych zasad, zintegrował je mocno, daje temu wyraz całą swą silną osobowością. Ochronę tradycyjnych wartości przyjmuje jako niezbędną część życia, a fanatyczne zachowanie ma charakter incydentalny, z obroną tradycji nie związany. W okolicy wiosek Igbo pojawiają się pierwsi biali, a następnie również czarnoskórzy misjonarze. Pojawia się również system sądowniczy cywilizacji zachodniej. Rozwija się historia... Opis odrzucenia własnego (niezbyt udanego zdaniem ojca) syna, późniejszego neofity, nie jest najbardziej istotnym elementem dramatu... Bohater, silny, wiedzący czego chce mężczyzna, na skutek wielu perturbacji życiowych zostaje postawiony wobec konsekwencji złamania plemiennego prawa, którego całym swym życiem bronił. Siły naciskające na tradycyjną kulturę, system wartości spajających społeczeństwa, budujących również świat psychiczny pojedynczego człowieka, pokazane są w historii Okongwo. Historii niezwykle uniwersalnej – pozwólcie, że jej wam nie opowiem. Przyjrzyjcie się proszę, własnej historii życiowej. Czy nigdy nie broniliście czegoś, czego wartość, pewnego dnia sami zmuszeni byliście ocenić? Pęknięcie wewnątrz jednostki, jest jednocześnie pęknięciem w społeczności. A więc jeśli rozglądasz się wokół, co widzisz?

Dramat zawarty w tej książce jest niewyobrażalny. Być może zidentyfikujesz się z bohaterem...Musisz umrzeć. Patrzysz jak twój świat umiera.Wraz ze wszystkimi wartościami, które określały życie. Jak się zachowasz? Jak można kontrolować operacje tak wysokiego ryzyka – stoisz przed zagadnieniem z gatunku zarządzania kryzysem. Być może zniszczysz swoją postawą czyjeś życie. Dasz dobry – albo fatalny przykład. Kryzys nie odbywa się w próżni – jeśli przewodzisz rodowi. Twoje życie podlega naciskom. Naciskają siły potężne – Siły Życia.

Czytanie Achebe jest jak przysłowiowe uderzenie w stół. Uderz w stół, odezwą się nożyce. Może gitara, harfa lub inny instrument, na który wielu nauczycieli nałożyło struny. Czuję wewnątrz głęboki akord, różny wydźwięk mają prawdy różnych nauczycieli.

Czytam Achebe... Pytanie, jakie pozostaje we mnie – to pytanie o proces umierania, rozpadania się, gnicia. Jak głęboki musi być, aby spełnił swoją rolę?Jaki będzie koniec?Jakie można dostrzec analogie umierania w przyrodzie?

Czytając Achebe poszukuję miejsca, w które udają się złamane serca.

Czy znajdą jeszcze drogę do jakiegoś domu (własnego wybudować w tym stanie nie sposób) Wraz z autorem poszukuję ziemi, do której może się udać złamany duch. Głębokiej ziemi pełnej organizmów przez które rozłoży się trup. Dzięki którym powstanie połać ziemi żyznej. Spokojnej w oczekiwaniu na życie. Przechodzę przez kolejne poziomy troficzne: widzę jak moje szczątki „jedzone” są przez konsumentów o różnym sposobie odżywiania się.

Widzę momenty, w których umierają wokół mnie mity i systemy. Widzę, kto się procesem upadku odżywia: obserwuję pożyteczne skądinąd procesy, przeprowadzane przez godne szacunku organizmy: glisty, mrówki, bakterie i grzyby. Widzę jak szczątki organizmów oraz ich odchody powracają do gleby. Ale już w zmienionej, bo organicznej, formie. Żebym więc mogła wrócić do obiegu, muszę zostać rozłożona do związków mineralnych. Zastanawiam się co może być we mnie strawne, i przypomina mi się wers tłukący się po mej głowie w czasach młodzieńczego buntu: „To co przynosisz będzie twym pokarmem,będzie gasiło pragnienie u źródła”. A więc – aktywność, twórczość.

Czytając Achebe rozważam własne wnętrze. Myślę o tym, co musi umrzeć we mnie, co muszę zabić, na co muszę pozwolić aby zabito. Problem aktualny zarówno indywidualnie, jak i społecznie. Jako budująca własne dzieci, otoczenie i społeczeństwo, co muszę przygotować, aby w przyszłości mogło wzrosnąć lepsze życie, po odrzuceniu systemu wartości, na udeptanej ziemi. Na ziemi zabitych tradycji.

Czytając Achebe mam ochotę udać się w tej podróży głębiej... Przypomina mi się legenda Agharty, czyli mitycznej krainy położonej we wnętrzu Ziemi. W tym wypadku podziemie ma skrywać krainę wiecznej radości i urodzaju, którą zamieszkują duchowi przywódcy świata. Myślę, że coś w tej legendzie jest. Podziemie jest miejscem, w którym można się schronić przed kataklizmem. Jej minerały oznaczać mogą zbiorową podświadomość i jaźń pierwotną. Dotrzeć do nich można przez opowieść, sny, twórczość, formy głębokiego interaktywnego transu,sztukę. Sztuka nie jest niczym po prostu. Natchnąć coś energią, symboliczną sztuką wyrobu świętego obrazu, talizmanu, upamiętnienia szczególnego tragicznego wydarzenia lub duchowej pogody, nastroju, czy też pory roku. Natchnąć energią Momentu, jakim jest zmiana, może umieranie, może transformacja,może...

Czytając Achebe niemal śnię. A więc sen...może symbole senne będą tu wyjaśnieniem. Zmienić się w minerały, na skutek przemożnych sił. Tak powstaje węgiel. Tak powstaje diament. Masa kamieni mniej lub bardziej szlachetnych, po prostu trwałych. Teraz rozumiem co chciał zza grobu powiedzieć mi dziadek, kiedy twierdził, że w jego życiu najcenniejszy był kamień. Co więc jest trwałe? Co przypomina skałę? Minerały. Minerałem nazywamy ciało krystaliczne, które powstało w wyniku procesów geologicznych lub kosmologicznych. Okazuje się, że często jeden związek chemiczny, w zależności od warunków, może krystalizować w różnych układach krystalograficznych mając zupełnie inne właściwości. Wykrystalizowane już minerały dostaną się w dolne partie skał, gdzie występuje bardzo wysokie ciśnienie i wysoka temperatura. Wówczas może wystąpić zjawisko krystalizacji nazywanej wtórną. Powstać wtedy mogą nowe kryształy i skały o zmienionych własnościach. W nich mają szansę wzrostu kryształy niektórych kamieni szlachetnych. Będą symbolizować rozmaite nadrzędne wartości w życiu śniącego tj. miłość, talent, wiarę, mądrość, duchowość. Posiadają różne właściwości lecznicze, wzmacniające, dodają sił, mądrości, chronią przed złą energią a absorbują dobrą. Zaklęta w nich magia pomaga noszącym je ludziom, duchowość... Akwamaryn? – w snach przynosi zdrowie fizyczne i duchowe, poczucie odmłodzenia i napływu wewnętrznej mądrości. Diament?– jest symbolem trwałości, czegoś niezniszczalnego – stanowi doskonałość. Oznacza też niczym nie zmąconą czystość, przejrzystość i symbolizuje ducha.

Czytając Achebe wchodzę w proces, zastanawiam się nad tym co pisał Norwid:

Coraz to z Ciebie jako z drzazgi smolnej
Wokoło lecą szmaty zapalone
Gorejąc nie wiesz czy stawasz się wolny
Czy to co Twoje będzie zatracone
Czy popiół tylko zostanie i zamęt
Co idzie w przepaść z burzą.
Czy zostanie
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament
Wiekuistego zwycięstwa zaranie?

Co jeszcze mogę odkryć badając symboliczne, plutoniczne podziemie. Co jest jeszcze głębszego, co jeszcze pozostanie ze mnie, czytającej Achebe?

Coś innego. Atawizmy jakieś. Namiętności proste. Instynkt zbieracza. Atawizm w mieście. Czasami zdarza się, że na skwerku pojawią się jesienią grzyby. Choćby były tylko dwa na krzyż, długo nie porosną, napalony grzybiarz zaraz wyruszy na wyprawę zbieracką. To samo dotyczy różnych innych roślin jadalnych, które rosną przy drodze w mieście i oczywiście wchłaniają spaliny samochodowe, metale ciężkie i psie siki. Zbieraczowi włącza się zielone światełko w głowie i zrywa cokolwiek jadalnego... o tak,to też ja... Instynkty. Działkowicza, instynkt rolniczy. Z niepokoju idący i intuicji-instynkt wróżebny. Instynkt transcendencji – filozofie, religie.Z konieczności doświadczenia pomocy-instynkt gromadny. Grupy rodzinne, paramilitarne, klanowe, samopomocowe. O tak, siła klanów jest ogromna. To jest to, co jest niezniszczalne?

Jak wielu ludzi mam skłonność, żeby w obliczu stresu się izolować. To jest pochodne od atawizmu, żeby się gdzieś schować. Atawizmu zwierzęcego, który gwarantował nam przetrwanie – a więc, czy zamknąć się w sobie, udać na wewnętrzną emigrację, uciec w atomizację przed każdym klanem? Już to przerabialiśmy, już to przerabialiśmy i znowu przerabiamy...

Czy w milczeniu białych haniebnych flag
Zejść z barykady
Czy podobnym być do skały
Posypując solą ból
Jak posąg pychy samotnie stać”

Czytając Achebe. Głośniej słyszę w mym wnętrzu Słowa... Pieśni... Stare powiedzenia i prawdy stare: mężczyzna powinien zbudować dom (schronienie), zasadzić drzewo (włączyć się w krąg natury) i spłodzić syna (przekazać gen w czasie). Znacie ich więcej? Perfekt:

Czy w bezsilnej złości łykając żal
Dać się powalić
Wśród tandety lśniąc jak diament
Czy się każdą chwilą bawić
Aż do końca wierząc, że
Los inny mi pisany jest...

Czytam Achebe, śpiewam Perfect. Dźwięczę... Okongwo, bohater książki, wykaże pragnienie uniwersalne:

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
Niepokonanym
Być zagadką, której nikt
Nie zdąży zgadnąć nim minie czas...

Przeczytałam „Rzeczy rozpadają się”. Piszę dni kilka. Dopiero dziś nabieram odwagi sięgnąć po nią jeszcze raz. Może jest jej dalsza część? Gdybym wiedziała, na jak burzliwy ocean wypływam, nie podjęłabym takiej wyprawy... Może jeszcze odłożę książkę. Może jeszcze kiedyś się odważę, wypłynę i odkryję jakąś Amerykę... Pluton i Saturn... Koniec przemyśleń... Zatrzymał o się to co konieczne...

Wracam do życia. Wracam na swój posterunek, jakby powiedział ksiądz profesor Tischner. Tak. Lubię słowo posterunek, nauczyłem się tego od pamiętających Tischnera. Każdy z nas ma parę swoich posterunków. I jak nie wiem, co zrobić, buddyjscy nauczyciele mówią: „jak nie wiesz, co robić, to służ innym”, a ksiądz Tischner: „jak nie wiesz, co robić, zapytaj, gdzie jest twój posterunek”.

Po co? Żeby tam umrzeć? Zapewne. To wcale niegłupie wyjście. Lubię drzewa, a one umierają stojąc.

Ziarno, które wpadłszy w ziemię nie obumarło – też niczego nie tworzy

O zgrozo, jest w Ewangelii. I jeszcze czytanie z dnia 23.02.2020 – miłujcie swoich nieprzyjaciół – zalążek czegoś nowego czy śmierci... Stachura dźwięczy...

Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc
Jak lizać rany celnie zadane
Jak lepić serce w proch potrzaskane
Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc
Pudowy kamień, pudowy kamień
Jak na nim stanę, on na mnie stanie
On na mnie stanie, spod niego wstanę
Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc
Jak złota kula nad wodami
Jak świt pod spuchniętymi powiekami

Jak biec do końca, potem odpoczniesz, potem odpoczniesz
Cudne manowce, cudne manowca, cudne, cudne manowce...

Stachura i Achebe, Pluton i Saturn, Stachura i Herbert. I nawet młodziutka Karolina Szkiłądź w „Mam talent”, powtarzają: Trzeba biec... Dobiec do końca.

powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku


Bądź wierny Idź



komentarze

1. W miejsce komentarza. • autor: Nierozpoznany#108592020-04-20 22:37:48

Moja Tabula Rasa

Bądź wierny. Idź.

Idę, choć nie zawsze przed siebie.

Za mną rumowisko nadziei.

Za mną Moja Tabula Scripta.

Wypełniona błędami i bólem.

Bądź wierny. Idź.

Idę przed siebie pełen nadziei.

Choć nieraz staję i wstecz spoglądam.

Nigdy się nie cofam.

Gdy ból, nieudanych prób

białą flagę mi podaje

Chwilę spocznę.

Białą szmatą ścieram łzy, z czoła pot.

Jestem wierny. Idę dalej.

Przede mną Moja Tabula Rasa.


…........................................................................

Dnia 19.04.2020. Po przeczytaniu Pani artykułu  

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)