Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

12 lipca 2016

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Kolej warszawsko-wiedeńska (odcinków: 115)

Czytanie Alchymisty o Międzymorzu w Tarace

Kategoria: Historia i współczesność
Tematy/tagi: Międzymorze

« Cztery ćwierci Międzymorza Różne sposoby jednoczenia Międzymorza »

Miło się czyta o własnych usiłowaniach. Mam na myśli i polecam recenzję pt. „Trzy głowy hydry i Międzymorze” przez Alchymistę, publikującego i u nas. Jednak potrzeba kilka wyjaśnień. Czym jest dla mnie Międzymorze i jako co je projektuję?

Jestem najdalszy od obmyślania jakiegoś „imperium” i w ogóle od projektów politycznych. Nie wyobrażam sobie, żeby jacyś Dudowie, Orbanowie, Zemanowie i Poroszenkowie skrzyknęli się i zawiązali federację lub konfederację, lub jakiś blok, połączyli wojska i dopasowali ustawy, i obwołali jakiegoś wspólnego oberprezydenta czy jak. Może tak kiedyś będzie, ale to już całkiem nie moja perspektywa czasowa i pewnie moich dzieci też nie. Politycznie Międzymorze nie ma i długo nie będzie mieć mocy sprawczych i w tym punkcie jego krytycy najzupełniej mają rację.

Międzymorze marzy mi się raczej jako luźna siatka tych, którzy czują, wiedzą, odkryli... że ich ojczyzny są szersze niż te narodowe, ale z drugiej strony niekoniecznie muszą obejmować od razu cały świat lub całą Europę. Międzymorze jako wspólna poszerzona ojczyzna. Międzymorze jako ten kawałek świata, za który czujemy się szczególnie odpowiedzialni, bo tu są sprawy, których jeśli my nie zrobimy, to nikt za nas nie zrobi.

Jak o tym myślę, to tym właśnie różnią mi się kraje MM od, powiedzmy, Niemiec, Anglii, Włoch, Skandynawii: że tamci znakomicie sobie radzą bez nas, bez naszych opinii i nie biorąc pod uwagę tego, co my robimy i co mamy w umysłach. Ale Ukraińcy muszą brać pod uwagę to, co myślą Polacy lub Rumuni, Polacy to, co myślą Czesi lub Węgrzy itd. Jesteśmy tu, w Międzymorzu, powiązani ze sobą, chociaż te gumki, rurki i sprężynki, które nas spinają, nie łączą nas w całość, czyli w jakiś organizm, który by miał „głowę i nogi”. Jesteśmy raczej jakimś polem siłowym, a jeśli porównywać dalej z biologią, to ekosystemem lub kolonią jak rafa koralowa, lecz nie organizmem.

Międzymorze może zrealizować się (czyli uzyskać jakąś swoją realność) raczej jako sieć kontaktów pomiędzy konkretnymi ludźmi – hobbystami, twórcami, ekspertami i organizatorami – i ta sieć byłaby czymś takim jak grzybnia, z której co jakiś czas, gdy sprzyjają warunki i przypadki, wyrasta (jak grzyb-owocnik) inicjatywa bardziej konkretna, np. zjazd, konferencja, wielojęzyczne wydanie ważnej książki, serwis internetowy, warsztaty, szkolenia, festiwal, wycieczka, stowarzyszenie, fundacja, think-tank. Pewnie na początku takie przedsięwzięcia byłyby efemeryczne, jak ów przykładowy grzyb, ale miałyby szansę wybić się na ciągłość i trwałość. Poza tym nie trzeba wszystkiego zaczynać od zera, ponieważ istnieje już ileś inicjatyw, które z powodzeniem można by od razu włączyć do wymarzonej międzymorskiej grzybni.

Mam przy tym świadomość niewielkiej mocy własnej. Nie mam funduszy, kontaktów, tytułów, wpływów ani oparcia w strukturach, czyli kapitału sensu ani stricto ani lato – to akurat trafnie zauważył Alchymista, uprzejmie zaliczając mnie do „dziwaków” i „fantastów”. Jedyną dźwignią, którą mam i mogę nią naciskać Rzeczywistość, żeby trochę odgięła się w pożądanym kierunku, jest pisanie. Dokładanie swojej porcji do infosfery z nadzieją, że w ten sposób podwyższę poziom nasycenia pewnymi ideami, które być może kiedyś przekroczą próg realizacji. Oby. Ale piszę w mało znanym języku, przez co czytają mnie sami Polacy, więc target wąsko sformatowany, mniejszościowy i specyficzny.

Na dokładkę jeszcze jedna mapa z cyklu obróconych o 54 stopnie. Żółto zaznaczone Austro-Węgry habsburskie, niebiesko państwa sukcesyjne post-habsburskie. Mołdawia wyszła jak wyspa, bo pod Habsburgiem żadną częścią nie była. Mam wrażenie, że Habsburgi mają lepszą prasę w regionie i są przez to lepszą bazą w historii, niż druga ponadlokalna formacja Międzymorza czyli Rzeczpospolita ON, która ma opinię polskiej imperialnej wyłączności, a nie wspólnoty ludzi i narodów, jak ta wokół Wiednia. („Habsburgi” – pluralis tantum jak Włochy, Niemcy, Węgry.)


Austro-Węgry i kraje sukcesyjne post-habsburskie

Kolej warszawsko-wiedeńska: wstęp na końcu

Pochodzę z Łowicza, który w 1845 roku został podpięty do Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Mieszkam w Milanówku, który powstał, ponieważ Kolej Warszawsko-Wiedeńska przecięła tutejszy las.


« Cztery ćwierci Międzymorza Różne sposoby jednoczenia Międzymorza »

komentarze

[foto]

1. Różni "dziwacy" i "fantaści" - motor zmian • autor: Michał Mazur2016-07-13 10:17:20

Różni "dziwacy" i "fantaści" byli od wieków motorem zmian. Domyślam się, że Alchymista również zdaje sobie z tego sprawę - i w ten dość osobliwy sposób was komplementuje

Ja też czasem miewam swoje dziwne pomysły - np. w kontekście Nowego Jedwabnego Szlaku i konfliktu syryjskiego (którym interesuję się od paru lat). Otóż marzy mi się trwałą deradykalizacja Ujgurów (zarówno w Chinach, jak i poza nimi), wyłączenie w POKOJOWY sposób dżihadystów ujgurskich z konfliktu syryjskiego, natomiast w kontekście chińskim wyciszenie napięć w prowincji Sinciang. Tak, by trasa Szlaku w stronę Europy była bezpieczna. Ktoś ze strony polskiej powinien tu Chińczykom dopomóc (badacz akademicki? dyplomata?), tak by Polska mogła korzystać z projektu "One Belt One Road". Oraz by zaskarbić sobie wdzięczność* strony chińskiej. To by nam zapewniło realną moc sprawczą - jako Polsce (co prawda nie wiem, na ile to całe Międzymorze jest realne - wiem za to, że silniejsza Polska w świecie jest jak najbardziej realna)

Dziwne marzenia, co?
Aha, chciałbym też się spotkać z przedstawicielem chińskim w Damaszku. Przeprowadzić z nim wywiad, oraz zapytać go o parę spraw "off the record". Trzeba kuć żelazo, póki gorące. Póki Polacy jeszcze się nie "opatrzyli", nie znudzili Chińczykom .

* (ktoś mógłby powiedzieć, że pojęcie takie jak "wdzięczność" nie istnieje w geopolityce. Otóż istnieje - choć wiele zależy od kontekstu kulturowego. Np. pojęcie to jest w zasadzie obce dawnym i obecnym państwom imperialnym, niegdysiejszym kolonialistom a dzisiejszym neo-kolonialnistom. Państwom takim jak USA, Wlk.Brytania, Rosja, Francja, Niemcy itp. które nie mają przyjaciół, mają tylko interesy - to właśnie ich działania na przestrzeni wieków kształtowały nasze myślenie o geopolityce)
[foto]

2. D. i F. • autor: Wojciech Jóźwiak2016-07-13 10:37:32

(A) Ależ ja tych "dziwaków i fantastów" odbieram pozytywnie! Jako komplement:).

(B) Ujgurów namawiać do zgody z Chińczykami? Trudno o większą abstrakcję. Czy jest ktoś choćby jeden w Polsce, kto zna ich język? Środowisko?
[foto]

3. Abstrakcja? • autor: Michał Mazur2016-07-13 11:46:18

Abstrakcja? Nie do końca... na tego typu kwestie należy patrzeć globalnie, mając przed oczami, że podstawą wszystkiego jest zaostrzająca się rywalizacja między USA i Chinami. To temat na dłuższą wypowiedź. Być może w formie artykułu dla "Taraki". 
W sumie... czemu nie. Mam czas (obecnie już tak), mam notatki...

Natomiast jeśliby chcieć namawiać Ujgurów do zgody z Chińczykami - "zgoda" to bardzo duże słowo. Ja bym raczej powiedział "namawiać do deeskalacji wzajemnych napięć"

4. @Wojciech Jóźwiak • autor: Nierozpoznany#79092016-12-04 20:14:16

Non solum, sed etiam. Twoja idea, Wojciechu, jest słuszna, ale nie jedynie słuszna.
Dla mnie jest ona nie tyle dziwaczna, ile raczej, nie chcę używać mocnych słów, ale słowo "odstręczająca" nasuwa się jako pierwsze, jako drugie "zimna". To znaczy czuję w niej chłód. A chłodne są zazwyczaj kostnice :-)

Nie jestem przeciwnikiem kostnic, ale nie chciałbym, aby cały świat był kostnicą. Twój projekt to jakaś parafraza brukselskiej idei "Euroregionów", a dla mnie UE to jest kostnica. Cieplejsza, niż Sybir, ale jednak kostnica.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)