Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

12 czerwca 2014

Małgorzata Ziółkowska

Daj się porwać zmianie, a życie nabierze smaku i koloru

W Polsce, w wielu środowiskach pokutuje pogląd, że jeśli robimy coś w sposób odmienny niż ogół społeczeństwa, to jest z nami coś nie w porządku. Niby teoretycznie jest to ciekawe, ale wyczuwa się wśród ludzi zagrożenie i lęk, bo coś może rozbić bezpieczną stabilizację myślenia. Na dodatek, jeśli udajemy się do terapeuty lub coacha, to z naszą głową jest coś nie w porządku – tak uważa wielu.

Tylko że teraz są takie czasy, że wszystkich, którzy kurczowo trzymają się pozornie stabilnej konstrukcji, zmiana zaskoczy w najmniej spodziewanym momencie. I to oni, trzymający się starego sposobu myślenia, są najbardziej chorą częścią społeczeństwa, lecz oni tego nie czują, bo nie korzystają z intuicji, tylko z cudzych programów. Czują się mocni, bo tych nie-rozwijających się jest wielu. W kupie raźniej, jak głosi pewne powiedzonko.

Zmiany po prostu dzieją się na naszych oczach. W jednej z  krakowskich piaskownic bawią się dzieci o różnych kolorach skóry, których rodzice to mieszane małżeństwa lub pary. Świat stał się globalną wioską. Wiadomości z drugiego końca świata rozchodzą się błyskawicznie. A co jeszcze ciekawego nas czeka, dowiemy się pewnie wkrótce.

Mam dar obserwacji świata i ludzi, i mocną intuicję. Wszystkie te zdolności pogłębiły podróże w różne części świata. Po prostu, w sposób namacalny przekonałam się, że świat nie jest taki, jak nam się wydaje, że jest. Nie jest taki, jak usiłują nam wmówić inni. Można to wyczytać w książkach lub usłyszeć, ale jeśli doświadczymy tego każdą częścią swojego ciała i duszy - to zupełnie inna historia.

Pochodzę ze środowiska tradycyjnie katolickiego i przez wiele lat nie wiedziałam, co mnie tak uwiera w moim życiu, gdyż było to zbyt wszechogarniające. Okazało się, że dla mnie najgorsze jest tradycyjne katolickie wmawianie poczucia winy i działanie – jak już dziś wiem – irracjonalnymi schematami nie z tej epoki. Niektórzy twierdzą, że te schematy porządkują im życie. Jeśli tak, to wszystkiego najlepszego, człowieku! Tylko mam pytanie: dlaczego się tak źle czujesz, a twoje życie rodzinnie wygląda na niezbyt szczęśliwe? Dlaczego chorujesz?

Zaprzeczanie, upór, że sami wiemy, co dla nas jest dobre i brak nauki korzystania z własnej intuicji – to pozbawiło blasku również moje własne życie i doprowadziło do stanów chorobowych. Zaczęłam szukać po omacku.

Przełom nastąpił, gdy zadałam sobie pytanie, co chciałabym zrobić, gdybym miała wkrótce umrzeć. Wybór był prosty. Chciałam pojechać do Tybetu.

To była zwykła trzytygodniowa wyprawa turystyczna, ale kraj mnie naprawdę zachwycił. Niepowtarzalny tajemniczy klimat, góry, klasztory i ludzie jak zupełnie nie z naszej epoki.

Miałam marzenie, aby zobaczyć tradycyjne tybetańskie modły z długimi trąbami. Nie udawało się to jednak długo. Aż tu nagle, przy ostatnim małym klasztorze mieszanym, tuż pod Mont Everestem, zdarzyło się! Z zachwytem obserwowałam egzotyczne dla mnie rytuały. Na zakończenie do świątyni wpadł biały gołąb. Spowodowało to ogromny popłoch, bo jest to dla Tybetańczyków niezwykły znak. Dla chrześcijan zresztą też, bo symbolizuje Ducha Świętego.

Wkrótce wróciliśmy do Polski i życie miało potoczyć się zwykłym torem. Ale w moim przypadku tak się nie stało. W krótkim czasie wysłano mnie do egzorcysty, twierdząc, że przywiozłam jakieś dziwne energie. Dziś wiem, że tego typu metody to psychologiczny chwyt osób, które nie mają najmniejszej ochoty rozwijać się i czują zagrożenie ze strony tych, którzy to robią. Katolicki egzorcysta niczego nie stwierdził, a jakiś inny dziwoląg, który napisał do mnie list, wyglądający na wypociny czwartoklasisty, stwierdził, że mam się modlić do Słońca i Księżyca. Taka typowa manipulacja, z której jednak bezsprzecznie wynikało, że jestem szamanką i mam niezwykłą intuicję.

Do tamtego momentu rozwój - to były tylko podróże. Szok spowodowany wmawianiem, iż jest ze mną coś nie porządku, przyczynił się do mojego  gwałtownego rozwoju. Na pierwszy ogień poszły ustawienia systemowe Berta Hellingera, który wtedy właśnie przyjechał do Krakowa. Nie byłam ustawiana. Wystarczyło, że obserwowałam, a proces leczenia i zmiany zaczęły się dziać.

Podróże zaczęłam organizować samodzielnie i rozpoczęłam wyszukiwanie ciekawych warsztatów rozwojowych. Ponieważ całe życie pomagałam innym, lecz długo robiłam to niefachowo - postanowiłam zdobyć nowy zawód. Zaczęłam od kursu rozwoju metodą Gestaltu. Potem zrobiłam studia podyplomowe z zakresu trenerstwa i coachingu metodą ericsonowską. Udało mi się skorzystać z warsztatów Marylin Atkinson, pracującej w niezwykle subtelny sposób tą metodą. Potem był zen coaching metodami dwóch nauczycieli: Norwega Kåre Landfalda i Nowozelandczyka Richarda Bolstada.

Od kilku lat bacznie obserwuję swoje sny, które pokazują proces mojego życia i rozwoju. Zdarza się, że przypadkowe osoby, z którymi śpię w jednym pokoju w czasie wyjazdów, zaczynają zapamiętywać swoje sny, które stanowią dla nich wyraźną wskazówkę. Tak jakby działo się coś w polu.

Kiedy przyjechał do Polski John Whittington, ze swym warsztatem „Ustawień systemowych w coachingu”, moje sny wyraźnie wskazały mi konieczność udania się tam.

Po pierwszej części zajęć byłam sceptyczna, ale najwyraźniej w moim życiu zaczęło się dużo dziać. Nie planowałam kontynuacji. Sny były jednoznaczne. Należy jechać. Od zakończenia warsztatów czuję się jakbym była nieustannie w pralce automatycznej, tak dużo się dzieje. Zresztą śniło mi się, że zrobię porządki, a moja bliska osoba wyśniła czas oczyszczenia.

Oczyszczenie jest faktem i odbywa się w całym systemie. W związku z tym, moi bliscy, znajomi i klienci mają wglądy zmieniające ich życie i działanie.

Pracując, łączę różne metody, ale ustawienie jest ich istotną częścią – gdyż ono, po prostu, działa nie wiadomo jak i dlaczego. Po ostatniej sesji klientka poinformowała mnie, że otworzyły się w jej głowie wglądy, o których wcześniej w ogóle by nie miała pojęcia. Córce kobiety, we śnie, wyszedł przez oko olbrzymi tasiemiec. Dziewczyna była częścią naszej coachingowej rozmowy.

Nie na darmo mówi się, że jeśli zrobi ze sobą coś matka, to dziecko - a szczególnie córka - już nie musi. Rzeczy dzieją się same. Ustawiają się w polu, w niewidoczny dla oka sposób, zmieniając nasze życie i polepszając jego jakość.

Korekta przez: ()


komentarze

1. zmiana • autor: Nierozpoznany#7532014-06-12 20:38:43

Szkoda że w swoim tekście pominęłaś opis procesu który nastąpił pomiędzy zdaniem "Wkrótce wróciliśmy do Polski i życie miało potoczyć się zwykłym torem. Ale w moim przypadku tak się nie stało." a "W krótkim czasie wysłano mnie do egzorcysty, twierdząc, że przywiozłam jakieś dziwne energie.", bo to właśnie tam ukrywa się kwintesencja zmiany. Mogłabyś się podzielić swoimi doświadczeniami?

2. To jest długa... • autor: Nierozpoznany#15472014-06-13 15:03:29

To jest długa historia. Przez wiele lat ciężko chorowałam a rodzina zupełnie nie zdawała sobie z tego sprawy. Moje podróże to ratowanie życia i ucieczka przed toksyczną miłością lub obojętnością. Moja podróż do Tybetu spowodowała ogromną zazdrość pewnych kobiet z rodziny. Przywiozłam z podróży bransoletki w kształcie trupich czaszek. Dzieci z rodziny bawiły się nagminnie takimi przedmiotami. To były zwykłe bransoletki produkowane masowo kupione na targu. Wmawiano mi, że egzorcysta stwierdził, że w przedmiocie tym jest zła energia i że ja jestem chora a przeze mnie dziecko. Pytanie , kto chodzi z dzieckiem do egzorcysty a nie do lekarza? Wrzucono na mnie, bardzo wrażliwą osobę, poczucie winy. W tym czasie krewni bardzo mocno nie radzili sobie z własnymi problemami , co zresztą trwa do tej pory. Proceder wrzucania ich problemów na moją głowę trwa. Wielka różnica polega jednak na tym, że nie jestem tą samą osobą. Widzę poplątanie ludzkiego sposobu myślenia i schematów jakimi się posługujemy. Widzę, że to bliscy najbardziej mogą nami manipulować bo im ufamy i znają sznurki, którymi mogą nas pociągać. Kiedyś byłam ortodoksyjną katoliczką. Kilka wizyt u wróżek, źle podziałało na moją psychikę. Nie wiedziałam na czym to polega. nikt mi nie wytłumaczył. nie wiedziałam gdzie szukać. Ksiądz kazał mi obiecać, że takimi tematami zajmować się nie będę. Po wydarzeniach związanych z egzorcystą dotarło do mnie, że broń wroga trzeba poznać. zaczęłam od psychologii i własnego rozwoju . Chętnie jednak usłyszała bym od Wojtka Jóźwiaka co takiego jest w moim horoskopie, że wzbudziłam tak straszny lęk i przez wiele lat prowadzi się ze mną bezpardonową walkę. Dlaczego powiedziano, że mam modlić się do Słońca i Księżyca? Oj długo można by pisać o poplątaniach w naszych systemach rodzinnych. Wszyscy je mamy. jeśli kogoś to interesuje mogę kontynuować opowieści. Wiem, że nie dotarłam jeszcze do sedna uleczenia własnego systemu rodzinnego. Ostatnio po warsztatach ustawień systemowych poszło tak mocno, że bałam się utraty czyjegoś życia.......  Ale o warsztatatach ustawień  systemowych może napisze osobno.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)