Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

05 kwietnia 2012

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Życie lokalne w okolicy Milanówka (odcinków: 40)

Dęby


« Wiewiórkowe memento Autostrada już »

Większość dębów w Milanówku i na Mazowszu należy do gatunku dąb szypułkowy, Quercus robur. Ale na Śląsku jest inaczej i tam przeważają dęby bezszypułkowe, Quercus petraea. Te „nasze”, czyli szypułkowe mają żołędzie na długich szypułkach. U bezszypułkowych żołędzie siedzą bezpośrednio na gałązkach. Łatwo nauczyć się odróżniać oba rodzime dęby po liściach: liście petraea, bezszypułkowych, są regularne i mają długie ogonki. Liście robur, szypułkowych, są fantazyjnie pogięte, ogonki mają krótkie, a u nasady liścia jakby „uszy”. Te cechy dobrze się widzi, kiedy oba dęby rosną obok siebie – ale to im się rzadko zdarza.

Dąb szypułkowy najdalej ze wszystkich dębów sięga na północ (aż do Finlandii) i na wschód (do gór Uralu). Bezszypułkowy woli trochę cieplejszy klimat, ale na południe od Polski rosną już inne dęby: omszony (Q. pubescens), węgierski (Q. frainetto) i burgundzki (Q. cerris). Już na Słowacji można podziwiać wszystkie pięć – bo nasze robur i petraea też tam rosną.

Na południu Europy dęby zmieniają obyczaj i na zimę nie zrzucają liści. Jest tam przede wszystkim dąb ostrolistny (Quercus ilex) z zimozielonymi, sztywnymi i kłującymi liśćmi, szarawymi jakby wiecznie zakurzonymi. Zwykle jest sporo niższy od naszych dębów – jak w ogóle śródziemnomorskie drzewa, muszące znosić suszę. Tu przypomnę swoje zdziwienie, gdy kiedyś na południu Francji znalazłem się na terenie przypominającym wrzosowisko, ale tamtejsze krzewy, które z daleka wyglądały jak borówki, okazały się mieć maciupcie żołędzie! Był to karłowaty dąb skalny, Quercus coccifera.

Z Ameryki Północnej sprowadzono do nas dąb czerwony (Quercus rubra) – inny niż dęby europejskie, z liśćmi wyraźnie większymi od naszych dębów i wyciętymi w szpic. Kora tych dębów jest długo gładka i raczej przypomina buki. Żołędzie są krótkie i pękate, nie długie jak u dębów rodzimych. Nazwa „czerwony” stąd, że na jesieni przebarwiają się na rdzawo – inaczej niż nasze dęby, skromnie brązowiejące. To w ogóle zagadka, że europejskie drzewa żółkną, podczas gdy północnoamerykańskie na jesieni szaleją nie tylko żółcią, ale i czerwienią i purpurą. Można to zaobserwować także w Polsce, wystarczy wiedzieć, które drzewo, krzew lub pnącze jest rodzime, a które z Pensylwanii lub z Kanady.

Wielki i zabytkowy czerwony dąb rośnie w Milanówku przed pocztą przy ul. Warszawskiej.

Liście czerwonych dębów znalazły się – tzw. prawem kaduka – na monetach dwu- i pięciogroszowych. Czyżby projektant i mennica złożyli tym hołd Ameryce?

Dębów w świecie jest nieprawdopodobna liczba 600 gatunków. Większość z nich trzyma się północnej półkuli, jedynie pojedyncze gatunki sięgają poza równik na południe: rosną na Borneo i w Andach w Kolumbii.


Zanim nastał człowiek-rolnik, ziemie Polski były krainą dębowych lasów. W naszej florze dęby bezwzględnie dominowały, tylko w górach i na Pomorzu dzieląc teren z bukiem i jodłą, a w miejscach mokrych ustępując olszy i jesionowi. Inne drzewa rosły jako domieszka. Z dębu żyło mnóstwo zwierząt, wśród nich dziki i sójki karmiące się żołędziami. Sójka jest głównym siewcą dębu: jesienią zakopuje żołędzie jako zapas na zimę, a gdy ich nie wybierze, dęby kiełkują. Dzięki tym ptakom dęby szybko skolonizowały Europę po stopnieniu lodowca – chociaż pierwsze „szły” brzoza i sosna, mające nasiona niesione wiatrem.

W naszym klimacie las dębowy jest klimaksem – czyli zespołem roślin docelowym i ostatecznym. Nie zastępuje go już żadna inna sukcesja. Może trwać wiecznie – póki nie zmieni się klimat, np. na pustynię lub lodowiec. Przeciwnym przykładem zespołu przejściowego jest las sosnowy. Sosna w naturze obsiewała się po pożarach, ale ponieważ młode sosny nie wyrosną pod okapem innych drzew, to ustępują dębom.

Dąb przegrał z rolnikami: ci zajęli pod uprawę żyzne gleby i wyjałowili te bardziej piaszczyste – spowodowali ich erozję, a przez wycinkę i pożary sprzyjali mniej wybrednej i szybszej sośnie. Przez wieki Polska eksportowała dębinę do Zachodniej Europy. Dzisiaj naukowcy identyfikują, które belki w zabytkowych budowlach Anglii lub Holandii skąd pochodzą i kiedy ich dęby ścięto – badania te pokazały, że „łowy na dęby” przesuwały się przez Polskę jak strefa frontu: w czasach Grunwaldu cięto na eksport dęby na Kaszubach, a w 17. wieku już nad Narwią na Kurpiach. W końcu pierwotny las dębowy, kiedyś ogólnopolski, przetrwał tylko na kilkuset hektarach w Puszczy Białowieskiej.


Dąb jako leśny mocarz lasów Europy nabrał wartości symbolicznej i religijnej. Bóg jasnego nieba i burzy, sam ojciec i król bogów patronujący podobnym sobie władcom ludzi, miał dęby za swój atrybut. Różne imiona nosił ten bóg: Jowisz, Zeus, Taranis, Thor, Perkunas, Perun... W górach Grecji w Dodonie tamtejsi kapłani Zeusa „czytali” przyszłość z szumu liści wieszczych dębów. Jowisz w Rzymie na Kapitolu odbierał cześć pod dębami. Także Jahwe zrazu był bogiem burzy i miał swoją wieszczą dąbrowę w Mamre, na wyżynie, gdzie później zbudowano Jerozolimę; tam go widywał Abraham. Karol Wielki, poskramiając Sasów, obalał ich święte dęby. To samo czynili później Krzyżacy Prusom i Żmudzinom – wszędzie tam dąb był świętą osią świata, centrum dla narodu. Druidzi, kasta celtyckich mędrców, rezydowali w dębowych lasach, a ich miano pochodzi od rdzenia „dru” - od nazwy dębu w tamtejszych językach.

Dąb uważano za najważniejsze drzewo i „drzewo jako takie”, za arcy-drzewo, podobnie jak orła (chętnie gnieżdżącego się i siadającego na dębach wysłannika niebios) za arcy-ptaka. I jak w językach Indo-Europy mieszają się słowa na „orła” i „ptaka”, tak mieszają się słowa na „dąb” i „drzewo”. Wspomniałem o druidach. W (celtyckim) języku walijskim słowo na 'dąb' brzmi znajomo: derwen. Po irlandzku dair. Coś ciekawego zdarzyło się w języku angielskim: tam drzewo jest tree, ale z tego samego rdzenia, od „drzewa-dębu” są też słowa true, truth – prawdziwy, prawda. Nasze słowo zdrowy ma podobne pochodzenie: z-dr-ów znaczy: jak z (dębowego) drewna, czyli taki krzepki.


Jaka puenta? Czcijmy i chrońmy nasze milanowskie dęby. Bądźmy z nich dumni. Niewiele jest takich jak my miast-dąbrów - w Polsce, w Europie i na świecie.


Napisane dla „Bibuły Milanowskiej” i tam oryginalnie zamieszczone w numerze kwiecień/2012.


Życie lokalne w okolicy Milanówka: wstęp na końcu

Mieszkam w mieście, którego nie ma na mapie. Powstało ono przez zrośnięcie miast i zmiejszczonych wsi w Paśmie Zachodnim, w którym są Piastów, Pruszków, Brwinów, Podkowa Leśna, Grodzisk Mazowiecki i dalej Żyrardów, plus Nowa Wieś, Kanie, Otrębusy, Owczarnia, Żółwin, Jaktorów, Książenice, Czarny Las - nie wymienię wszystkich; bliżej Warszawy Michałowice i Reguły, bardziej z boku Nadarzyn i Janki, z drugiej strony Błonie, Leszno, może i Teresin. Na horyzoncie Skierniewice. Mieszka tu ze 200 tys. ludzi. O lokalnych sprawach tego mini-regionu mam czasem coś do powiedzenia.


« Wiewiórkowe memento Autostrada już »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)