TARAKA
zdjęcie Autora

24 marca 2005

Michał de Molka

Demony Lisy
(fragment opowiadania wielkanocnego)





Życie jest darem, który trzeba zwrócić,
a z jego posiadania winna brać się radość.
Jest diabelnie krótkie, to fakt.
Trudno się pogodzić z tym, że ta ziemska procesja
ku ostatecznej ciemności jest podróżą odbytą,
Kręgiem zamkniętym, dziełem sztuki wyidealizowanym,
melodii słodkim rytmem, bitwą wygraną.


KSIĘGA ZLICZONYCH SMUTKÓW




Tego wieczoru Lisa chciała odejść. Zawsze robiła wszystko na odwrót. I teraz, gdy wreszcie Słońce weszło do znaku Barana, ona chciała odejść. Tak po prostu.


27 lat. To wtedy po raz pierwszy dziadek Saturn puka do twych drzwi i pyta czy jesteś gotowy na przejście. Lisa nie była gotowa. Miała gdzieś poczciwego władcę czasu. Dla niej czas nie istniał. Wyśmiewała fizyków opierających wzory na czasie. Zawiodła się na nauce, gdy w szkole wykorzystał ją nauczyciel etyki, a ona nie mogła mu tego udowodnić. Nikt nie chciał wierzyć 15 letniej dziewczynie połykającej LSD na dużej przerwie. Gdy odeszła z liceum, poczuła się wolna. Rozdawanie ulotek pozwalało na przeżycie. Znała wszystkie bary mleczne w mieście, wiedziała jak wejść do kina wyjściem awaryjnym. Książki czytała w dużych księgarniach. Przypadkowo trafiła kiedyś do działu z napisem EZOTERYKA i tam już została. Szybko nauczyła się rozróżniać ziarno od plew. Czasami, z ciekawości, brała do ręki książki z serii "Masło cichy zabójca", "Joga dla twojej waginy" czy "Toksyczni sąsiedzi". Przeważnie przyglądała się z zainteresowaniem takiej pozycji, aby po chwili odłożyć ją na dolną półkę i demonstracyjnie wytrzeć ręce w stare jeansy. Przestała nawet brać narkotyki żeby sprawdzić czy może bez nich osiągać odmienne stany świadomości, o których czytała w książkach. Nie mogła.


I właśnie teraz miała tego wszystkiego dosyć. Miała dosyć czekania na lepsze jutro, na upalne lato, na koniec świata. Jej świat już dawno się skończył.


Przed odejściem postanowiła raz jeszcze porozmawiać z tragicznie zmarłym bratem. Zapaliła świece. Usiadła na dwóch poduszkach do medytacji a na głowę zarzuciła czarną chustę. Przed nią było tylko lustro. Tak to przynajmniej wyglądało z zewnątrz...

Wystarczyło kilkanaście minut aby lustrzana przestrzeń pokryła się niewyraźnymi obłokami chmur. "Wchodzę" - powiedziała do siebie Lisa resztką świadomości - i weszła. Tym razem było jednak inaczej. Zmierzała w stronę przepaści.

Po chwili poczuła że coś szarpię ją za nogawkę. Pies. Próbowała się go pozbyć ale nie dawał za wygraną. Szamocząc się ze stworzeniem dotarła do końca ścieżki. Przed nią była już tylko przepaść.

Pies sobie odpuścił - usiadł i obserwował Lisę. "Wystarczy rozłożyć ręce i pochylić się do przodu" – usłyszała głos z dołu. A może z góry. Powoli uniosła ręce. Jak na filmie Titanic. Naprężyła łydki i poczuła. Poczuła zbliżający się koniec.


Skurcz w łydce obudził Lisę leżącą w swoim pokoju z rozłożonymi rękami...



Michał de Molka
mihalski@hotmail.com


Stara Miłosna, Słońce w Baranie, Księżyc w Pannie (pisane podczas kolejnej próby wypełnienia rocznego zeznania podatkowego)




Autor, jego teksty
Aby pisać komentarze zaloguj się lub zarejestruj.
drukujDrukuj

Promocje

Ogłoszenia

menu ruchome
rozwiń menu --»


© Copyright by Taraka. Prawo rozpowszechniania zastrzeżone.
wróć na górę wróć na górę
Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)