Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

06 czerwca 2008

Wojciech Jóźwiak

Dersu Uzała
Dersu Uzała, człowiek natury - w 100-lecie jego śmierci

Kategoria: Podróże i regiony

Było to w roku 1902. Władimir Arsienjew, rosyjski oficer i geograf prowadzący pomiary terenu na najdalszych kresach swego kraju, w okolicach Władywostoku nad Pacyfikiem, spotkał w tajdze leśnego wędrowca z tubylczego plemienia Nanajów. Dersu Uzała, bo tak miał na imię ów samotny myśliwy, został odtąd przewodnikiem Arsienjewa, a wkrótce pomiędzy obu mężczyznami zawiązała się serdeczna przyjaźń.

W 1908 roku [1] Uzała zginął zamordowany i pochowany został gdzieś w tajdze - po latach sam Arsienjew nie znajdzie już jego grobu. Uwiecznił jednak swego przyjaciela w książkach, które napisał kilkanaście lat później. W 1975 roku sławny japoński reżyser Akira Kurosawa nakręcił film o Dersu według podróżniczych opowieści Arsienjewa. Film ma już swoje lata, jednak w kręgach miłośników krąży do dziś. Sama postać Dersu Uzały przeżywa dziś swój renesans, więc warto o nim wspomnieć więcej.


Zapomniany kąt świata

Gdzie to się działo? Najprościej powiedzieć: na Syberii. Rosjanie jednak tej krainy do Syberii nie zaliczają, nazywając ją Dalekim Wschodem - Dalnij Wostok. Po samej nazwie widać, że są to absolutne kresy tego i tak z natury wschodniego kraju jakim jest Rosja. Daleki Wschód to ziemie leżące wzdłuż rzeki Amur, na pograniczu Chin, i za Amurem: pomiędzy rzeką Ussuri a Pacyfikiem. Dalej jest już tylko wielka chłodna wyspa Sachalin, a za nią wystający z oceanu łańcuch wulkanów czyli Wyspy Kurylskie, które w historii Japończycy i Rosjan wyrywali sobie z rąk.

Nazwa Daleki Wschód jest podejrzana: jakby tym czysto kierunkowym określeniem usiłowano coś zakryć.[2] I tak jest faktycznie, bo dawniej ten kraj nazywał się Mandżurią i zamieszkiwało go kilka narodów mówiących językami z rodziny mandżurskiej. Jednymi z nich byli Nanajowie zwani też Goldami; tak też przedstawia się Dersu: "Ja Gold".

dersuuzala_01.jpg Szamanka Nizan. Rysunek z mandżurskiego rękopisu - z książki Jerzego Tulisowa "Legendy ludów Mandżurii", t. 1 i 2, wyd. Dialog, Warszawa 1997-8. Dla miłośników szamanizmu skarb.
Mandżuria pozostawała w kręgu wpływów chińskich, jednak aż do czasów niedawnych nie przyjmowała chińskiej kultury. Narody Mandżurii miały własną religię, opartą na animizmie czyli wierze w duchy i dusze przenikające całą przyrodę, na kulcie przodków i szamanizmie. Tak! To właśnie ten kraj był prawdziwym matecznikiem szamanizmu.[3] Samo słowo szaman zostało wzięte z języka Ewenków, którzy choć osiedli na Syberii, byli jednym z ludów rodziny mandżurskiej.

Na południu Mandżurii uprawiano ziemię i hodowano bydło, ale z powodu długich i srogich zim ludność w dużo większym stopniu niż gdzie indziej korzystała z naturalnych źródeł utrzymania, czyli z rybołówstwa i myślistwa. Kraj był pokryty wspaniałymi lasami, gdzie żyły jelenie, dziki, leśne antylopy - ale i drapieżniki, wśród nich tygrysy, największe w całej Azji. Na północy już rolnictwa nie było i ludziom pozostawało polowanie, ryby i hodowla reniferów.

400 lat temu wódz Nurhaczi zjednoczył Mandżurów. Pod przewodem jego i jego potomków naród ten dokonał nieprawdopodobnego wyczynu: Mandżurowie podbili swego południowego sąsiada - Chiny - mimo iż Chińczycy przewyższali ich stukrotnie liczbą i potęgą swojej cywilizacji. Ale brakło im ducha walki, którego ludzie znad Amuru mieli w nadmiarze. Mandżurowie zajęli Chiny, potomkowie Nurhacziego zostali chińskimi casarzami, a sami Mandżurowie chińską szlachtą. To oni na znak poddaństwa nakazali Chińczykom nosić warkocze. Zdobywszy Kraj Środka, szli dalej: zajęli Mongolię, Koreę, Wietnam...[4]

Ale jednocześnie - jak przewrotna jest historia! - osiedlając się w Chinach wydali na siebie wyrok. Przestali istnieć jako naród. Przyjęli chiński język, obyczaje, konfucjańską religię. Mimo że długo usiłowali się odróżniać, w końcu rozpłynęli się jak kropla w chińskim morzu. Ich rodzinny kraj nad Amurem opustoszał - prawie wszyscy wywędrowali do Chin. Cesarze mandżurscy rządzący Chinami zabronili Chińczykom osiedlać się w Mandżurii, ale dzicy osadnicy byli nie do upilnowania.

Kilkadziesiąt lat po wyprawie na Chiny Mandżurowie musieli we własnym kraju stawić czoła nieoczekiwanemu zagrożeniu: z zachodu nadciągnęli Kozacy, forpoczta rosyjskiego państwa. Na długo granicą obu imperiów, rosyjskiego i mandżursko-chińskiego stała się rzeka Amur. W 1854 roku Rosjanie przechwycili dalszy kawał ziemi, między Amurem i rzeką Ussuri a oceanem. Zbudowali tam miasto Chabarowsk i port morski Władywostok. Jego nazwa - "władaj wschodem" - była symboliczna: złożono je jako punkt wypadowy w kierunku Chin (gdzie Rosja zdobyła bazy), Korei i Japonii, i dalej w kierunku Azji tropikalnej. Carska Rosja miała wtedy ogromne światowe ambicje...

Opisane historyczne zawirowania sprawiły - co ważne dla naszej opowieści - że Mandżuria, prawie porzucona przez rdzennych mieszkańców, rzadko penetrowana przez Chińczyków i Koreańczyków, za daleka od Rosji - przez kilkaset lat stała niemal pusta, bezludna. Przez to, podobnie jak nad Amazonką, w Kongo lub Borneo, zachował się wielki obszar zupełnie pierwotnego świata. Tym bardziej, ze jak już wspominałem, przyroda tego kraju jest - lub raczej była - fantastycznie bogata, w lasach rosły obok siebie drzewa ze strefy subtropikalnej i subarktycznej, po świerkach pięły się liany, w poszyciu rósł korzeń-uzdrowiciel żeń-szeń, a przy stadach jeleni i dzików pożywiały się lamparty i tygrysy.

Tubylcy, ci których przodkowie nie dali się skusić karierą w Chinach, zostali żyjąc jak przed wiekami, polując i łowiąc ryby, żyjąc w domach krytych korą z drzew i po porady chodząc do leśnych szamanów.

Ostatki tamtego świata oglądamy oczami Arsienjewa w jego opowieściach i kamerą Kurosawy w jego filmie.


Człowiek lasu

Dersu Uzała jest "człowiekiem znikąd". Na jednym biwaku ekspedycji Arsienjewa wynurza się z mroku, zrazu przez Rosjan wzięty za niedźwiedzia. Żyje sam i swobodny, wędrując przed siebie i karmiąc się tym, co da mu las. Ale za tą wolnością stoi jego tragedia: dowiadujemy się, że jego najbliżsi, w tym żona i dzieci, wszyscy umarli na ospę.

Dersu dołącza do oddziału Arsienjewa jako przewodnik i jest w tej roli niezrównany. Puszcza jest dla niego jak otwarta księga, w której czyta. Mówi: "O, jest droga!" - wskazując na miejsce gdzie wszyscy inni widzą tylko gęstwinę. Tak, jest droga, bo jeden człowiek dwa dni temu tamtędy przeszedł, w dodatku Chińczyk, i Uzała widzi - a może czuje? - ślad jego podeszew. "Człowiek tu spał, stary był" - mówi na widok dawno wygasłego ogniska. Wiek poznał po odcisku buta: starzy ludzie naciskają na grunt piętą, młodzi palcami. "Wychodzimy, zaraz deszcz ustanie!" - woła do żołnierzy Arsienjewa podczas ulewy. I faktycznie, po paru ich krokach wychodzi słońce.

Dla Dersu - i pod tym względem idzie za prastarą religią swego narodu - wszystko żyje, wszystko jest obdarzone czuciem i duszą. Zostawia okruchy żywności w lesie, bo "przyjdą ludzie i zjedzą". Jacy ludzie? - "Wilk przyjdzie, rosomak, mysz, wrona." To byli jego "ludzie". Dersu rozmawia - ba! kłóci się z ogniem, gdy ten hałasuje w ognisku. Przemawia do tygrysa, by ten usunął się i zrobił przejście dla ludzi i koni. W głosach ptaków i wiatru słyszy swoich zmarłych bliskich. Za istoty żywe i uduchowione uważa rzeki, góry, wiatr, deszcz, mgłę, Słonce, Księżyc. Dla niego to oczywistość, niewarta objaśnień.

Stopniowo Arsienjew, przybysz z Europy, który przed podróżą na wschód służył w wojsku w Warszawie, "zaraża się" jego sposobem widzenia świata, jego naturalną filozofią.

Kurosawa w swym filmie przedstawia Uzałę przy ognisku zatopionego w medytacji niby buddyjski mnich. Widz zaczyna podejrzewać, że leśny człowiek nie tylko przyrodę czuje, ale i nią zawiaduje jakby to właśnie on był wcielonym bóstwem puszczy.

Dersu, chociaż srogi myśliwy, który za pierwszą próbą przestrzelił sznurek od bujającej się na nim butelki, jest dobrym człowiekiem. Nie zabija zwierząt więcej ponad niezbędną potrzebę. W mijanych leśnych szałasach zostawia żelazną porcję - sól, ryż i zapałki dla tych którzy przyjdą po nim. Protestuje, gdy Rosjanin-woziwoda sprzedaje wodę - bo przecież w rzece woda jest darmo dla wszystkich. Ale bywa naiwny jak dziecko, gdy chodzi o pieniądze, które daje komuś popilnować - a tamten jegomość znika bez śladu.


Klątwa tygrysa

Jest jednak istota, której nanajski łowca się boi. Jest nią tygrys, po mandżursku amba. To jedyny zwierz tabu, nietykalny. I staje się nieszczęście: chroniąc swego rosyjskiego przyjaciela, chcąc tylko bestię odstraszyć, Dersu śmiertelnie rani tygrysa. Dowiadujemy się, że tygrys to nie jest zwykłe zwierzę, to istota będąca na posługach bóstwa-opiekuna lasu. Skrzywdzić tygrysa, to znieważyć leśną moc. Kto to uczyni, nie pożyje długo, bo bóstwo przyśle nań następnego tygrysa, by dokonał zemsty.

Wkrótce po wypadku z tygrysem Dersu zaczyna tracić wzrok. Ów fenomenalny niegdyś obserwator, teraz nie widzi jelenia na śniegu. Zrozpaczonego, Arsienjew zaprasza do swego domu, jako członka rodziny. Ale w mieście stary myśliwy czuje się jak w więzieniu. Postanawia wrócić do tajgi, a przyjaciel daje mu w podarku swoją nowoczesną celną strzelbę. Z powodu tej strzelby Dersu wkrótce zginie: ktoś zabije go, aby posiąść jego broń.


Dalsze losy


Opowieści Arsienjewa o Dersu zyskały wielką sławę, która jednak nie uchroniła jego bliskich przez prześladowaniami stalinowskich siepaczy. Żona Arsienjewa zginęła zamordowana, córka zmarła w  obozie. Kiedy geograf miał 68 lat, przygotowano wyrok na niego. Jak podobno sam przepowiedział, "umarł w porę".[5]

Nanajów - współplemieńców Dersu - żyje dziś w Rosji 12 tysięcy, i mniejsza liczba w Chinach. Ale są nimi głównie z powodów formalnych, bo każdy obywatel Rosji musi mieć jakąś narodowość, którą dziedziczy po ojcu. Większość z nich nie zna swojego języka, posługuje się rosyjskim, a i las oglądają pewnie głównie z kabiny ciągnika. Ich tradycja poszła w niepamięć.

O Dersu Uzale do niedawna wiedziano tyle, co napisał o nim Arsienjew.[6] Wydobyto jednak nieznane informacje. Wiadomo już, że nie był aż tak bardzo sam, nie był ostatnim Mohikanem - gdyż miał żyjącego brata. Prawdopodobnie rosyjski podróżnik poznał go parę lat później niż opisał to w książce i od poznania Uzały do jego śmierci minęło ledwie półtora roku - stanowczo za mało czasu na wszystkie opisane przygody. Arsienjew podczas swych wypraw korzystał z usług kilku tubylczych przewodników i ich cechy zawarł w jednej syntetycznej ale i literackiej postaci, której dał imię tego, który mu najbardziej zapadł w sercu.

Historia znajomości Arsienjewa i Dersu Uzały zaczyna przypominać inną, dużo później opisaną znajomość, w której Biały uczy się tajemnej wiedzy od tubylczego mędrca - mam na myśli oczywiście Carlosa Castanedę i jego indiańskiego mistrza, Don Juana Matusa.

Prawda zmieszała się z literacką wyobraźnią i już obu nie rozplączemy.
Kim byłeś, Dersu?


Wojciech Jóźwiak



Przypisy

[1] W marcu 1908, pod koniec zimy.

[2] Tak samo sztuczna i zakrywająca jest nazwa chińskiej prowincji Sinkiang/Xinjiang, co znaczy "nowe kresy", zamiast właściwej nazwy tego kraju: Ujguristan. Nazwę Xinjiang wynaleźli Mandżurowie ujarzmiwszy Ujgurów - sprawdziło się przysłowie "nosił wilk razy kilka...".

[3] Mihaly Hoppal pisze, że mandżurscy szamani (w Chinach) sa jedynymi w świecie szamanami mającymi własne tradycyjne święte księgi.

[4] To właśnie Mandżurowie przez swoje trans-azjatyckie podoboje wyznaczyli obecne granice Chin, sięgające daleko poza ścisłe Chiny historyczne.

[5] Przeczuwając swoją śmierć, mowił też, że "idzie spotkać się z Dersu".

[6] Szukałem, ale obie książki Arsienjewa o Dersu, tłumaczone na polski i ostatnio wydane w latach 50-tych ub. wieku, są teraz niedostępne, nawet na Allegro i w antykwariatach.



O Mandżurach i Daleki Wschodzie
List do Taraki
napisał: Tadeusz A. Olszański

Dżurdżenowie, dopiero od XVII w. zwani Mandżurami, to jeden z ludów grupy tunguskiej lub mandżursko-tunguskiej (ałtajska rodzina językowa), jego tereny macierzyste to południowo-wschodnia Mandżuria (chińska, w obecnym rozumieniu terminu), wzdłuż granicy Korei. Obszary nadamurskie nigdy nie "nazywały się" Mandżurią, a Nurhaczi nie "zjednoczył Mandżurów", lecz podbił liczne ludy tunguskie, tworząc państwo mandżurskie (łącznie z obszarami nadamurskimi, które były tego państwa peryferiami) i prawdopodobnie nadając mu nową nazwę (w haśle, do którego odsyłasz, mowa jest o państwie i języku mandżurskim, ale o ludzie Dżurdżenów). Poza tym tak Mandżuria (w dzisiejszym rozumieniu), jak i ziemie nadamurskie należały do Chin w XIV-XV w., odpadły od nich w czasach schyłku dynastii Ming.

Rosyjska nazwa Dalnij Wostok bierze się raczej z poczucia niemożności rozciągania na Nadamurze określenia Sibir', urobionego od Chanatu Sybirskiego, położonego jednak zbyt daleko na zachód i ogromnie różnego od Syberii wschodniej. Zgoda, to nazwa sztuczna, ale nie doszukiwałbym się złej intencji. Wg źródeł tak rosyjskich, jak polskich nazwa ta ma związek z ogólnoeuropejskim pojęciem Dalekiego Wschodu.

Co do Ujgurystanu czy Turkiestanu Chińskiego, to są także nazwy późne, pierwsza forsowana przeciw Sinciangowi, i chyba o XX-wiecznej genezie. Historyczna nazwa tego regionu to Dżungaria.

Sekretem szybkiego (choc wcale nie łatwego) podboju Chin przez Mandżurów był fakt, że zostali oni poproszeni o interwencję w przewlekłej wojnie domowej po obaleniu dynastii Ming (przez feudałów Chin pólnocnych przeciw ludowemu powstaniu). Był to ostatni, ale nie pierwszy podbój Chin przez stepowych koczowników i półkoczowników - Chiny zawsze stosunkowo łatwo padały ich łupem i zawsze ich asymilowały dzięki przewadze demograficznej i kulturalnej.

Mandżurskie Chiny podporządkowały sobie Mongolię i Dżungarię (ta bywała już wcześniej częścią państwa chińskiego), przejściowo zhołdowały (ale nie podbiły) Koreę (która wcześniej była podbita przez Chiny Mingów), Wietnam, Laos i Birmę. Ale ich głównym wkładem w ustanowienie obecnego kształtu państwa chińskiego był trwały podbój Mongolii (Mongolia Zewnętrzna odpadła w XX w.), a przede wszystkim Tybetu.

Z pozdrowieniami
Tadeusz A. Olszański
18.06.2008




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)