Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

03 grudnia 2019

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 188)

Descoli. Linie graniczne między naturalizmem a analogizmem


« Roberta J. Wallisa, „Szamani, neo-Szamani”. O zwierzętach mocy

Kim jest Philippe Descola, co napisał i odkrył oraz czym są ontologie naturalizmu i analogizmu, i inne, pisałem gdzie indziej. Wciąż jestem pod wrażeniem jego książki i czytuję ją do poduszki po czym śnią mi się jej echa. Gdzie są linie graniczne dzielące analogizm od naturalizmu? Kiedy je przekraczamy, przechodząc z jednego do drugiego świata? Bo nasz świat jest podzielony. Jawnie, oficjalnie wypada być wyłącznie naturalistą, naturalizm wśród ontologii jest tą dominującą. Jednak cichcem, prywatnie (pokątnie) lub mniejszościowo (w tym sensie jak jako mniejszość niekiedy definiują się kobiety) praktykujemy analogizm. Tak zwana ezoteryka jest analogistyczna, tzn. wymaga analogistycznej ontologii. Analogistyczne ontologie – bo jest ich wiele i nie wiem, czy ktoś je policzył; sam Descola w swojej książce nie – mają swoją statykę i swoją dynamikę. Statyka właściwie równa jest systematyce: wszystko w świecie jest systematyzowane w oparciu o takie wskaźniki, jak Yin i Yang, chłodny i ciepły, suchy i wilgotny, męski i żeński, od Ziemi – od Wody – od Ognia – od Powietrza, od Gniewu – od Lęku – od Wstydu, id-ego-superego, pięć chińskich żywiołów, pięć smaków, osiem Ba Gua czyli trygramów... i tak dalej. Z tej wyliczanki widać, że i chińska, i dawna europejska filozofie przyrody były analogistyczne, podobnie astrologia, I Ching, a z nowszych wynalazków psychoanaliza zarówno Freudowska jak Jungowska, i enneagram. Po tym, że wciąż są obmyślane takie nowinki jak psychoanaliza lub enneagram wnioskujemy, że jeszcze analogizm nie umarł i chociaż zepchnięty przez dominujący naturalizm na pobocza kulturosfery, pozostaje żywy.

Descola cdn.radiofrance.fr
Foto z: Philippe Descola, pour un nouveau monde écologico-politique, 27/03/2017, www.franceculture.fr


Analogistyczna systematyka jest zachłanna: za cel ma wchłonąć wszystko. Kiedy nauczysz się enneagramu, zaczynasz jego typy rzutować na... zwierzęta? Kruk jest Ósemka Szef! Kogut Siódemka Epikurejczyk! Kot Czwórka Tragiczny Romantyk. Pies Dwójka Dawca. Na pierwiastki chemiczne? Jasne: siarka to 8-Szef, węgiel 1-Perfekcjonista, krzem 6-Obserwator, chlor 6-Adwokat-Diabła, itd. Tak samo rzutować można na cokolwiek astrologiczne planety lub znaki zodiaku, a rzutowania Ba Gua na dosłownie cokolwiek dokonali już starochińscy badacze Księgi Przemian.

Systematyka jest statyką. Dynamika analogizmu zawiera właściwie jedno prawo: podobne przyciąga podobne. Gdy podzielić rzeczy na ziemskie i niebieskie, prawo to zabrzmi: „jako w niebie tak i na ziemi”. (Astrologia w Modlitwie Pańskiej? A właśnie.) I tu zaczynają się schody. Bo o ile statyczne systematyzowanie „dziesięciu tysięcy rzeczy” jest właściwie radosną igraszką dla umysłu, to dynamika przyciągania podobnego przez podobne lub chodzenia w parze rzeczy podobnych, już naraża się na sprawdzenie, na empirię. A empiria bywa strasznym sędzią. W oparciu o prawo chodzenia podobnych w parze stosowana jest astrologia. Wiem, że (np.) 30 stycznia przyszłego roku Mars przejdzie po urodzeniowym Marsie klienta, a takie wzmożenie Marsa chodzi w parze – tzn. powinno chodzić w parze wg astrologii – z osobistą brawurą, ale i z zewnętrzną agresją, więc wnioskuję, że wtedy wysokie będzie prawdopodobieństwo, że klient za silnie wciśnie gaz (lub hamulec) i coś złego zrobi na szosie, lub w ramach zewnętrznej agresji odwiedzi go komornik żądając spłaty długu. Jednak te analogistyczne przewidywania nigdy nie są tak ścisłe, jak te, które rzuca, przykładowo, naturalistyczna mechanika nieba, choćby przewidując zaćmienia Słońca.

Jednak nie nieścisłość przewidywań lub wnioskowań ontologii analogistycznej oburza naturalistycznych (czyli naukowych) antagonistów; w końcu prognozy pogody też gwałtownie tracą ścisłość gdy dystans czasu przekracza siedem dni. Oburza co innego: działanie (wpływ) przez obecność. To jest obrazą rzucaną naturalizmowi przez analogizm. Bo w ontologii naturalistycznej (czyli tej naukowej, o tym nie zapominajmy) żeby coś działało na coś, wywierało nań wpływ, musi na to być mechanizm. Wiatr wieje, bo napędza go różnica ciśnienia między wyżem a niżem. Wyż się zrobił, bo Słońce nagrzało masę powietrza. Jak to zrobiło? Wysyłając na Ziemię strumień fotonów. Każdy taki proces można rozłożyć na drobne oddziaływania, w których ostatecznie biorą udział atomy i cząsteczki, fotony jako kwanty pola elektromagnetycznego, elektrony i kilku innych obywateli mikroświata. Przekazywana jest energia i jej nośniki. Otóż w analogizmie nic z tych rzeczy nie ma! Rzeczy-byty chodzą w parze tylko dlatego, że takie są. „Są takie”, czyli należą do jednej, wspólnej klatki w analogistycznej systematyce. Mars obecny teraz w pewnym miejscu na niebie, Mars w horoskopie urodzeniowym, pedał gazu w samochodzie i zawodowo złośliwy komornik należą do wspólnej klasy-klatki pt. „rzeczy o marsowej jakości” i tylko dlatego zwolennik analogistycznej ontologii spodziewa się, że będą chodzić w parze.

Odmianą tego prawa była/jest (bardzo mi w j. polskim brakuje odpowiednika ang. has been) Hipoteza Sheldrake'a. Piszę dużą literą, bo to dobrze określony i jednostkowy „przedmiot mentalny”. Rupert Sheldrake postulował (lub odkrył) że historie –sekwencje zachowań – rzeczy z przeszłości przecierają drogę, tzn. zwiększają prawdopodobieństwo zajścia podobnych lub takich samych historii teraz. Wielokrotnie skrystalizowana substancja w przeszłości zwiększałaby sprawność swojej krystalizacji przy kolejnej próbie w laboratorium. Czego skutkiem byłoby powolne, ale mierzalne rośnięcie temperatur topnienia/krystalizacji nowo syntetyzowanych związków chemicznych, co (jak autor twierdził w jednej z książek) faktycznie było mierzone. Fizyk lub inny naturalista słysząc o tym natychmiast zawoła: ale pole? Gdzie pole? Pole mi pokaż! – Bo skoro jest oddziaływanie skądś dokądś, tu: z przeszłości w teraźniejszość i przyszłość, to musi działać jakieś pole pośredniczące, czyli to, co wyżej zauważyłem jako „mechanizm”. Sheldrake jednak żadnego pola nie pokazał: powtarza tylko, że to sama obecność kryształów w przeszłości sprawia, że kryształy o tej samej strukturze z dostępnego substratu łatwiej-chętniej powstaną także teraz, niż gdyby tamtych w przeszłości nie było. Ale to jest właśnie ta analogistyczna zasada działania przez obecność w czystej postaci.

Fizyk (naturalista) nawet nie wiedząc nic o polu przenoszącym tamte „oddziaływania Sheldrake'a”, a tylko wyobrażając je sobie na wzór innych znanych sobie pól, zaraz zacznie doszukiwać się różnic: że mianowicie w pewnych przypadkach owo oddziaływanie będzie działać sprawniej niż w innych. Że ów rezonans Sheldrake'a w pewnych sytuacjach będzie mieć większą lub mniejszą dobroć (w sensie dobroci rezonansu, pojęcie ścisłe) – lub, używając podobnego pojęcia z tejże fizyki, będzie mieć większy lub mniejszy przekrój czynny. Pewne kryształy (związki chemiczne je budujące) powinny silniej sprzyjać swojemu wzrostowi w przyszłości, a inne słabiej. Co różni-różnicuje jedne od drugich? – Myślenie analogistyczne, analogistyczny pogląd na świat raczej nie poprze takich rozważań, bo nie jest władny mierzyć ani liczyć, brakuje mu „napędu ilościowego”. Podobnie obco w uszach analogisty brzmieć będą pytania od fizyka-naturalisty: czy tamto oddziaływanie można czymś zaekranować? Na jaki dystans w przestrzeni i czasie ono działa, a po jakim gaśnie? Tak samo dla astrologa dziwne jest pytanie, czy czymś mogę zaekranować wpływ Marsa na urodzeniowego Marsa?

Descola pisze, że w ontologii analogizmu nie ma wyraźnych różnic między „wnętrzem” a „zewnętrzem”. Psychika, ludzka lub czyjaś, powiedzmy jakiegoś ducha, tak samo podlega analogiom jak rzeczy ze świata zewnętrznego i tak samo z nimi łączy się w łańcuchy podobieństw i w systematykach trafia do jednych klatek wraz z nimi. Gniew jest marsowy tak samo jak żelazo i kolor czerwony. Dlatego tamto prawo chodzenia podobnych w parze swobodnie dotyczy i psychicznego-wewnętrznego i fizycznego-zewnętrznego. Skoro tak, to magia działa. Ty coś powiesz, a mnie wypadnie plomba. To, co dla naturalizmu jest śmiesznym przesądem, dla analogizmu jest... normalne.

Być może nienawiść – tak, nienawiść! – jaką budzą analogizmy u wielu naturalistów, w ostatecznej instancji wynika z lęku przed magią. Być może dałoby się to wykazać. Ale też cennym jest zauważyć, że wielkie zubożenie „barw i smaków” tego świata, jakie zafundowali sobie wyznawcy naturalizmu, oraz samotność izolowanych „eg” w obcym i mechanicznym świecie, co też z ontologii naturalizmu wynika, było ceną za szczególną wolność: wolność od magii, a właściwie wolność od klątw. Być może to się w sumie opłaciło.

Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.


« Roberta J. Wallisa, „Szamani, neo-Szamani”. O zwierzętach mocy

komentarze

[foto]

1. Piotr Jaczewski 8 lat temu jako głos w obecnej dyskusji nad Descolą • autor: Wojciech Jóźwiak2019-12-04 08:38:57

Polecam (krótki) felieton Piotra Jaczewskiego "Kto jest szamanem?" sprzed 8 lat. Tam jest kilka punktów descoliańskich:
# Gra między "światem zewnętrznym" a "wewnętrznym" -- a na tym rozróżnieniu oparta jest klasyfikacja ontologii przez Descolę;
# Zasada, że "wszystko ze wszystkim jest połączone", zacytowana z Kahili Kinga: ta zasada jest czułym-trafnym wskaźnikiem ontologii analogistycznej!
# Brak rozróżnienia między wewnętrznym a zewnętrznym, który jest charakterystyczny dla analogizmu, "wszystko jest duchem" wg Kahili Kinga;
# Zasada, że źródłem "zła" -- że "coś idzie nie tak" -- jest zakłócenie równowagi pomiędzy bytami z różnych klas analogii.
Czyli tak jakby nasz (tarakowy) Felietonista sprzed lat doszedł (prawie) do "nauk" Descoli -- i to samodzielnie. Ale książka Descoli "Poza kulturą i naturą" istniała wtedy już od 4 lat, wprawdzie po francusku... Ale być może zadziałał jej wpływ przez obecność? (Ostatnie zdanie jest dowcipem.)
[foto]

2. Pole morfogenetyczne • autor: Edward Kirejczyk2019-12-05 16:52:17

O ile pamiętam teoria nazywana dziś imieniem R. Sheldrake’a, przez autora została nazwana teorią "pola morfogenetycznego". Był wielki konkurs z dolarowymi nagrodami, na wskazanie zjawisk potwierdzających istnienie tego pola. Ja sam znalazłem coś wykluczającego jego istnienie, ale za to nagród nie było. Ciekaw jestem, czy konkurs znalazł jakieś rozwiązanie?
[foto]

3. Konkurs na pole morfogenetyczne • autor: Wojciech Jóźwiak2019-12-05 17:08:20

...Nie wiem. Nie natrafiłem.
A co wyklucza istnienie pola morfogenetycznego?
[foto]

4. Mój pomysł • autor: Edward Kirejczyk2019-12-05 17:25:55

Na wydziałach chemicznych wyższych uczelni od ponad stulecia prowadzi się eksperymenty z dynamiki procesów chemicznych. Inaczej mówiąc, sprawdza się, ile czasu trwa dana reakcja chemiczna. Ma to na celu przygotowanie studentów do pracy w charakterze technologów w fabrykach chemicznych. Gdyby pole morfogenetyczne działało, wraz z upływem czasu eksperymenty przebiegałyby coraz szybciej. Wybrałem uczelnie a nie przemysł z dwóch powodów. Po pierwsze eksperymenty uczelniane są bardziej znormalizowane. Podobna skala eksperymentów, materiały z których wykonano urządzenia (najczęściej szkło), czystość odczynników chemicznych. W mniejszych i większych fabrykach używa się stali o różnych składach, surowców z różnych źródeł, najtańszych w danym regionie materiałów grzewczych, wody z lokalnych ujęć itd. Czyni to sprawozdania produkcyjne mniej porównywalnymi. Po drugie miałem w czasie trwania konkursu (przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX w.) znajomych wśród młodych uczonych chemików, a nie dyrektorów zakładów chemicznych. Niestety adepci nauk chemicznych potwierdzili jednomyślnie, że żadnego przyspieszenia przebiegu procesów chemicznych w skali laboratoryjnej, na przestrzeni stulecia nie zaobserwowano. 
[foto]

5. Pola morficzne • autor: Arkadiusz2019-12-06 14:29:17

Sheldrake stworzył hipotezę pól morficznych, a pole morfogenetyczne jest jednym (biologicznym) z "poziomów" tych pól morficznych.
Tu ciekawe streszczenie ww. hipotezy:
http://kwantowarodzina.blogspot.com/2015/12/pola-morficzne-i-morfogenetyczne-wedug.html

Jest też np. książka "Pole. W poszukiwaniu tajemniczej siły wszechświata" Lynne McTaggart. Mam, zacząłem czytać, ale wyskoczyły antropocen i koniunkcja plutonowo-satrurnowa i nie mogłem skupić się na tematyce z pogranicza nauki i metafizyki.
[foto]

6. Sorry • autor: Edward Kirejczyk2019-12-06 17:12:14

za niedokładność/pomyłkę. Ostatni raz zajmowałem się tym dobrze ponad 30 lat temu. :-(
[foto]

7. To szmat czasu • autor: Arkadiusz2019-12-06 17:57:45

I chyba temat się bardzo nie rozwinął przez te 30 lat.
Te poziomy pól morficznych mają strukturę / hierarchę  gniazdową, co pokrywa się z holarchią K. Wilbera. Tego, który napisał m.in. Jeden smak i Niepodzielone. Bardzo analogistyczne tytuły :-)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)