Przejd?do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

15 sierpnia 2015

Inqbus

Deus ex machina
czyli: Czego uczą znaki na niebie

Kategoria: Pytania i granice
Tematy/tagi: alieniUFOzagadkowe księgi i zabytki

Największym problemem alkoholika czy narkomana nie jest nałóg, ale jego nieświadomość. Dopiero uznanie istnienia własnego nałogu może stać się początkiem wyjścia. Podobnie jest z problemami poznawczymi. Nie możemy znaleźć rozwiązania problemu, dopóki go sobie nie uświadomimy. Sytuacja komplikuje się jednak, gdy to uświadomienie jest blokowane przez pewne mechanizmy. Tak dzieje się w przestrzeni publicznej z problemem dziwnych zjawisk obserwowanych od dawna i potocznie nazywanych UFO (Unindentyfied Flying Object). Stanowisko tzw. oficjalnej nauki w sprawie UFO przypomina scenę z filmu „Naga broń”, kiedy porucznik Frank Drebin, stojąc na tle eksplodującej fabryki sztucznych ogni, woła: „Rozejść się! Nie ma tu nic do oglądania!”. Problem UFO wpisuje się w tę logikę oraz estetykę. Ta druga jest nawet ważniejsza, ponieważ przez długie lata urabiania opinii publicznej problem został zredukowany właściwie tylko do estetyki, uniemożliwiając racjonalną (i jakąkolwiek) debatę.

Zacznijmy od tego, w jakim środowisku mają miejsce dyskusje o UFO. Jest to środowisko starannie przygotowane i żaden harcownik nie przedrze się przez zasieki jedynie słusznej myśli. UFO nie jest tematem neutralnym, takim jak – powiedzmy – przyczyna wyginięcia dinozaurów. UFO jest tematem napiętnowanym ideologicznie, jak np. 11. września lub katastrofa smoleńska. Krytycy tematu zepchnęli go do specyficznej popkulturowej niszy, zinfantylizowali i upupili. Dlaczego tak się stało, to osobna sprawa. Istnieją uzasadnione podejrzenia, że rządy wiedzą na ten temat więcej niż przepuszcza się do oficjalnego obiegu informacji, np. w mediach. Ale dzieje się tak z wieloma tematami, UFO nie jest wyjątkiem.

Tu musimy zrobić dygresję na temat tego, o czym w ogóle wolno mówić, a o czym nie. Wolność słowa jest w oczywisty sposób reglamentowana. Mark Twain zauważył kiedyś, że „Dzięki dobroci Boga posiadamy w naszym kraju trzy niezwykle cenne wartości: wolność słowa, wolność sumienia i… przezorność nie korzystania z żadnej z nich”. Aforyzm ten nie stracił nic na aktualności. Za kwestionowanie współczesnych dogmatów można trafić do więzienia (jak David Irving) lub, w najlepszym razie, pod pręgierz opinii publicznej, gdzie – zamiast chłosty – delikwent poddawany jest kaźni nowego rodzaju, adekwatnej do przyjaznych i pełnych empatii czasów, w których żyjemy – ośmieszeniu. Przedtem jednak zostaje napiętnowany. Dawniej jako heretyk, reakcjonista, kułak etc., etc., dziś - jako paranoik wierzący w teorie spiskowe. Do tej kategorii zalicza się oczywiście tematyka UFO. Chwyt ten determinuje dalszy przebieg dyskusji. Jak wiadomo od czasów Sun Tzu (Sun Zi), bitwa jest rozstrzygnięta przed jej rozpoczęciem. Jeśli ktoś używa określenia „teoria spiskowa”, to już dał się złapać w pewną pułapkę pojęciową i dalsza dyskusja będzie się toczyła pod dyktando twórców i użytkowników tej pułapki. Zrozumienie mechanizmów retorycznych, jakie za tym stoją, ma tutaj zasadnicze znaczenie, ponieważ mistrzowie tej gry potrafią rozstrzygnąć ją na gruncie formalnym, bez zwracania uwagi na fakty, co stanowi oś tej metody i główny mechanizm jej skuteczności. Oficjalna wersja zdarzeń, np. z 11. września 2001, jest również teorią spiskową, bo zakłada spisek islamistów. Dlaczego nie nazywa się jej tak w mediach? Czysta retoryka. Takie pułapki istnieją na każdym kroku, a ich konsekwencje są poważne – przenikają do myślenia i systemu poglądów osób zainteresowanych i mają znaczące skutki, np. w postaci autocenzury. Dalej jest już z górki. Na skutek długiej i dobrze zorganizowanej akcji „edukacyjnej” pewne tematy wydają się poważne, a inne mniej. Jeśli w tak przygotowanym środowisku pojawia się jakaś próba dyskusji o UFO, udział w niej oznacza, po pierwsze, opowiedzenie się po którejś ze stron, po drugie – konfrontację. Jesteś za albo przeciw, głupi albo mądry, naiwny albo cwany, jest cool albo obciach. I wreszcie stalinowski chwyt: podzielasz nasze poglądy – jesteś zdrowy psychicznie. Nie podzielasz – jesteś paranoikiem i wymagasz leczenia. Na tak przygotowanym gruncie problem UFO zostaje w publicznym dyskursie od razu sprowadzony do parteru: albo za sprawą ukrytych założeń (teoria spiskowa lub komiksowy temat niewart uwagi), albo za sprawą rozmaitych prób racjonalizacji tego zjawiska, ale prowadzonych według pewnego schematu.

Przykładem charakterystycznym takiego schematu są wystąpienia naukowców w filmach popularnonaukowych (np. emitowanych na kanale History, choćby „Okiem Naukowca o UFO”, dostępny też na You Tube). Występujące tam postacie analizują relacje o UFO, przykładając do nich miarę dwudziestowiecznej techniki. Oczywiste jest, że w tej sytuacji zjawiska UFO są niemożliwe. A to, co jest niemożliwe – nie istnieje. Scientia locuta, causa finita. Tego typu rozprawy przypominają tak wyśmiewane przez tzw. racjonalistów spory teologów średniowiecznych o to, ile diabłów mieści się na czubku szpilki. Czy rydwanem można okrążyć Ziemię? Nie można, ponieważ jest płaska i rydwan spadłby z krawędzi. Uczeni ci nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo są śmieszni. Albo też zdają sobie sprawę, ale honoraria i aprobata środowiska pielęgnującego taki styl myślenia, pozwalają im łatwiej to przełknąć. Innym sposobem racjonalizacji jest traktowanie UFO jako zjawiska istniejącego wyłącznie w kulturze z całkowitym pominięciem licznych i udokumentowanych obserwacji. Dobrym przykładem jest książka Wiktora StoczkowskiegoLudzie, bogowie i przybysze z kosmosu”, w której dokonuje on tyleż błyskotliwej, co oderwanej od rzeczywistości analizy tego fenomenu. Stoczkowski występuje z bardzo dogodnej pozycji – etnologa badającego UFO jako zjawisko kulturowe. Poświęca sporo uwagi ulubionemu chłopcu do bicia, Dänikenowi, na którym z upodobaniem wyżywają się krytycy ufologii, niedbale wspominając o pewnych faktach, na które powołuje się Däniken i inni badacze UFO. Te jednak leżą poza obszarem zainteresowań Stoczkowskiego, który w ich interpretacji całkowicie zdaje się na swoich kolegów archeologów, historyków itp. Postawa zaiste godna współczesnego intelektualisty, który – jeśli już musi dotknąć niewygodnego tematu – robi to w rękawiczkach, aby nie ubrudzić sobie reputacji. Protekcjonalny wobec ufologów ton książki oraz liczne deklaracje wstrętu do podejmowanego tematu mają chronić tę reputację dodatkowo, co pokazuje jak ciasne są ramy współczesnej nauki i jak ściśle określone tematy, które w ogóle można podejmować. Co – dodajmy na marginesie – nie przeszkadza naukowcom w produkowaniu każdego roku ton śmieci służących do zdobywania grantów i kolejnych szczebli karier naukowych.

Autorzy pokroju Stoczkowskiego są w sytuacji o tyle komfortowej, że na skutek długiej i rzetelnej pracy dezinformatorów, opinia publiczna niewiele wie na ten temat. Do przeciętnego użytkownika telewizji dociera to, co ma docierać – głównie wizerunek zielonych ludzików w pojazdach mechanicznych. Jest to zupełny margines, ale mocno już utrwalony w zbiorowej wyobraźni i będący idealnym, łatwym przeciwnikiem w konfrontacji światopoglądowej. Innym tego typu przykładem jest paleoastronautyka w wydaniu wspomnianego Ericha von Dänikena. Däniken jest bardzo charakterystycznym przykładem tego, z czym wojują „racjonaliści”, więc poświęćmy mu trochę uwagi.

Bardzo niewiele teorii głoszonych przez Dänikena jest jego autorstwa. Däniken jest zręcznym kompilatorem, korzystającym z prac innych i przedstawiającym wyniki tych prac w pewien specyficzny sposób. Jest pragmatykiem (o czym zapewne świadczy stan jego konta), człowiekiem czynu, pisze, dużo podróżuje, spotyka się z czytelnikami. Jego działalność ma charakter komercyjny i – można by rzec – tabloidowy – musi więc mieć sensacyjny materiał. Łatwy i przyjemny w odbiorze, ponieważ skierowany do szerokiej, mało wymagającej publiczności. Działając w ten sposób, Däniken musi też stworzyć wrażenie, że ma rację. Popełnia w związku z tym pewien błąd poznawczy, charakterystyczny dla wielu badaczy. Otóż ma on tendencję do przypisywania swojej hipotezie (w tym przypadku: paleoastronautycznej) mocy wyjaśniającej wszystko. Absolutna moc wyjaśniająca łączy się z błędem znanym w logice pod nazwą pars pro toto i polegającym, technicznie rzecz biorąc, na tym, że część (w tym przypadku badanych zjawisk) bierze się za całość i w taki sposób przedstawia. Błąd ten jest bardzo popularny, zarówno wśród szarlatanów, jak i uczonych akademickich, a także wśród licznych postaci łączących obie te jakości – Däniken nie jest więc żadnym wyjątkiem. Przypomnijmy, że wśród badaczy uważanych za naukowców popełniał go Freud (przenosząc wyniki badań osób zaburzonych na całą populację), a wśród ezoteryków – Max Freedom Long, tłumacząc modelem Huny najrozmaitsze rzeczy, między innymi fikcyjne opowieści z Nowego Testamentu i traktując je tak, jakby były prawdziwe. Nie ze względu na świadectwa historyczne, lecz dlatego, że dawały się wyjaśniać przez jego teorię i pasowały do niej. Nie bez powodu przywołałem Longa (którego inne prace są, nota bene, bardzo interesujące): Däniken popełnia ten sam błąd i robi to dokładnie w tym samym stylu. Fikcje biblijne, złożone ze starych legend, pożyczonych przez starożytnych żydów od innych narodów oraz wymyślonych w różnych celach, Däniken traktuje serio jak wydarzenia historyczne. Robi to, ponieważ te legendy pasują do jego teorii i dają się nią wyjaśniać, co stanowi paliwo jego działalności. Stąd opowieści takie jak ta o Ezechielu, który widział, według wierzących, tron boski, a według Dänikena – lądownik statku kosmicznego. Pomijając inne słabości tych interpretacji, nic nie wskazuje na to, aby zdarzenia te rzeczywiście miały miejsce, jakakolwiek więc ich interpretacja nie ma sensu, jest zabawą słowną, memetyczną układanką, którą tak lubią humaniści, choćby wspomniany już Stoczkowski. Zabawy Dänikena mają ten sam sens i tę samą wartość. To, które z tych zabaw komu się podobają, jest związane tylko z poczuciem smaku i pewnym wyrobieniem literackim. Brak faktów, na których oparte są teorie Dänikena, unieważnia je, podobnie jak brak faktów unieważnia postulaty religii. Brak zakotwiczenia w faktach czyni postulaty religii jedynie literaturą moralizatorską. Brak zakotwiczenia w faktach czyni – analogicznie – postulaty Dänikena literaturą science fiction. Trzeba jednak zauważyć, że teorie oparte na biblijnych legendach to tylko część działalności Dänikena. Opisuje on także inne fenomeny, choćby objawienia maryjne, ale robi to w swoim, tabloidalnym stylu, co z góry skazuje go na niepoważne traktowanie ze strony wszystkich, którzy poszukują prawdziwej natury tych zjawisk.

Tu dochodzimy do zasadniczego pytania – jaka jest prawdziwa natura UFO?

W relacjach na ten temat uderza przede wszystkim ogromna niejednorodność tego zjawiska. Istnieją obserwacje tzw. latających spodków, „cygar”, kul, trójkątów. Równie urozmaicony jest wygląd obserwowanych postaci: od humanoidalnych, nie różniących się od człowieka, aż po dziwne quasi-roboty, wyglądające i poruszające się w absurdalny sposób. Różnorodność ta nastręcza oczywistych trudności klasyfikacyjnych – nic do niczego nie pasuje. Pewne nieliczne wzorce są powtarzalne (np. tzw. szaraki – archetyp kosmity z wielką głową, rachitycznym ciałem i czarnymi, migdałowymi oczami), ale nawet one występują w rozmaitych odmianach i wydaje się, że za każdym razem występują różnice. Stwarza to dodatkową trudność. Jeśli obcy byliby przybyszami z kosmosu, musiałoby to oznaczać, że albo przybywają za każdym razem skądinąd, albo produkują swoje pojazdy (i swoich podróżników) w bardzo krótkich seriach. Gdybyśmy mieli przyłożyć do tego miarę współczesnej techniki, co jak wiemy z prób podejmowanych przez pop-naukowców nie jest dobrym pomysłem, byłaby to działalność bardzo energochłonna i pod każdym względem utrudniona.

Lepsza wydaje się hipoteza mimikry, której najbardziej znanym reprezentantem jest Jacques Vallée. Proponuje on następujące rozwiązanie tych trudności: za manifestacjami UFO kryje się obca inteligencja, jednak nie pochodzi ona z kosmosu, a w każdym razie nie w sposób taki, jaki odpowiadałby popularnym wyobrażeniom na ten temat. Według Vallée ufonauci nie wsiadają do swoich statków i nie lecą miliardy lat świetlnych na Ziemię po to, aby zapoznać się z lokalnymi zwyczajami i ewentualnie pobrać próbki do badań. Inteligencja ta posiada, według niego, zdolność istnienia poza czasem i przestrzenią, a jej celem jest zwrócenie na siebie uwagi ludzi. Robi to za pomocą rozmaitych działań i form, zmiennych w czasie i dostosowanych do ludzkich wyobrażeń. Jak widać od hipotezy Vallée tylko krok do starej, dobrej demonologii. Hipoteza ta, dodajmy, zawiera również pewne przeoczenie – formy UFO zmieniają się, jednak nie jest tak, że wyłącznie dostosowują się do percepcji obserwatorów. Są po prostu różne. Świadczą o tym wizerunki latających spodków, znane, co najmniej, od średniowiecza, choćby z malarstwa. Malarstwo olejne jest tutaj o tyle znaczące, że technika ta pozwala oddać przedmiot w sposób realistyczny, zachodzi więc minimalne prawdopodobieństwo pomyłki przy interpretacji obrazu, o co łatwiej w przypadku malowideł naskalnych czy, np. płaskorzeźby, zwłaszcza silnie stylizowanej. Nieprawdą jest także mainstreamowy pogląd, że latające spodki pojawiły się w latach '40. oraz to, że inspiracją dla nich był pewien komiks science fiction stworzony kilkanaście lat wcześniej. Wizerunki dyskoidalnych obiektów są znacznie starsze. Nie zmienia to jednak wartości hipotezy J. Vallée, która jest atrakcyjna intelektualnie oraz – dla osób zainteresowanych tematem – emocjonalnie. Mamy do czynienia z kimś, kto traktuje fenomen UFO poważnie, a jednocześnie unika prymitywnych wyobrażeń, za którymi idą równie prymitywne, co rozbudowane próby ich tłumaczenia. Niestety, książki J. Vallée nie były tłumaczone na język polski, można za to znaleźć zaskakująco obszerną biografię tego badacza na stronie polskiej Wikipedii, gdzie umieszczona jest także bibliografia.

Przykład J. Valee i jego badań pokazuje, że rozróżnienie na tzw. zjawiska paranormalne (takie jak, np. manifestacje duchów, jasnowidzenie czy OBE) oraz UFO, rozumiane jako coś materialnego i będącego częścią „zmysłowej” rzeczywistości, jest podziałem czysto arbitralnym i wynikającym z pewnych założeń, które nie wytrzymują konfrontacji z faktami. Hipoteza Valee pociąga za sobą głębokie pytania o naturę czasu, przestrzeni i egzystencji. O to, co i jak może istnieć. I wreszcie – co jest prawdziwe lub co to jest prawda. Są to pytania filozoficzne, zadawane od tysięcy lat i nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Istnieje jednak wyjście, czy może raczej sposób obejścia tego problemu, pozwalający zachować uczciwość intelektualną i jednocześnie niespłycający badanych zagadnień ani nie sprowadzający ich tylko do roli strumienia memów bez związku z rzeczywistością.

Zamiast łamać sobie głowę nad problemami wiary, niewiary, prawdy i fałszu można przyjąć program badawczy może nie tak ambitny, ale nastręczający znacznie mniej trudności i sprowadzający się do zaledwie trzech pojęć, używanych z powodzeniem w naukach ścisłych:

  • Fakt
  • Hipoteza
  • Teoria

Przypomnijmy krótko, co znaczą te pojęcia. Fakt to pewien stan rzeczy zaobserwowany przez świadków lub badaczy danego zjawiska. Sama obserwacja nie pozwala jeszcze określić natury danego zjawiska, jeśli jest ono nieznane, do tego potrzebne są jakieś założenia wstępne lub teorie. Hipoteza jest pewnym założeniem wstępnym, na podstawie którego, za sprawą dalszych obserwacji lub eksperymentów można budować teorie. Dobra hipoteza powinna być weryfikowalna lub falsyfikowalna, stąd bezużyteczność poznawcza niektórych hipotez, m.in. wielu hipotez dotyczących UFO i zjawisk paranormalnych, które nie poddają się tym kryteriom. Teoria to hipoteza lub zbiór hipotez potwierdzonych obserwacjami, eksperymentami, obliczeniami i złożonych w pewien system, spójny pojęciowo i metodologicznie. Kuszące jest także pojęcie dowodu, ale nastręcza ono ukrytych problemów i – o ile jest czymś oczywistym w naukach formalnych – w naukach empirycznych może prowadzić na manowce. Czyż możliwość nawigacji według teorii Ptolemeusza nie była dowodem jej prawdziwości? Pozostawmy tego typu dociekania ideologom.

Mając pojęcia faktu, hipotezy i teorii możemy śmiało stawać w szranki z każdym zjawiskiem dostępnym przez zmysły. Dotyczy to oczywiście zjawisk wykraczających poza zakres omawianego tematu, od problemów budowy atomu aż do koloru czapek krasnoludków. Przypomnijmy, że nauka (używamy tego terminu w sensie science – nauk ścisłych) w zasadzie nie zajmuje się problemem istnienia. Przyjmuje się istnienie pewnych zjawisk czy obiektów, ale tylko jako elementu pewnej teorii, czy szerzej – paradygmatu. Natomiast bardzo trudno byłoby udowodnić naukowo, że coś nie istnieje. Taka możliwość ogranicza się do zamkniętych układów, nad którymi badacz posiada całkowitą kontrolę, np. w badaniach laboratoryjnych. Dlatego nie można udowodnić naukowo, że nie istnieje, np. eter albo anioły. To, czy coś istnieje, jest najczęściej problemem filozoficznym, a jego rozstrzygnięcie zależy od przyjętej koncepcji poznania i bytu. Naukowcy-empiryści nie muszą zajmować się tym problemem, co dla badacza jest postawą godną zalecenia, choćby ze względu na krótkość ludzkiego życia. Poruszają się w ramach pewnego paradygmatu i ograniczają jego treść do niezbędnego minimum. To dlatego de Laplace, na pytanie Napoleona o rolę Boga w ruchu planet, mógł odpowiedzieć: „Sire, ta hipoteza nie jest mi potrzebna”.

Jeśli spojrzymy w ten sposób na zjawiska UFO, to w zasadzie nie ma tam miejsca na teorie; są tylko hipotezy i to rzadko kiedy wartościowe poznawczo. Nie da się zbudować spójnej teorii UFO z co najmniej dwu powodów: po pierwsze – różnorodność zjawisk UFO, które wymykają się klasyfikacjom; po drugie – ich nieuchwytność i nieprzewidywalność. Jakiekolwiek regularne obserwacje, jak ma to miejsce, np. w astronomii, nie wchodzą w grę. Mimo to istnieje pewna liczba zaobserwowanych faktów. Zaobserwowanych przypadkowo, przynajmniej z punktu widzenia ludzi, ale za to przez wielu obserwatorów. Niektóre z tych obserwacji zostały udokumentowane w formie zdjęć, ilustracji, zapisów w kronikach historycznych, relacji prasowych itp. To prowadzi do komfortowej sytuacji, kiedy nie trzeba w nic wierzyć, bo pewne rzeczy są wiadome, dobrze opisane, zrelacjonowane przez wielu świadków, czasem niezależnie od siebie (mówimy TYLKO o obserwacjach zbiorowych, których jest znacznie mniej, są natomiast wiarygodne). Istnieją na to liczne przykłady z czasów dawnych i współczesnych: Bitwa nad Norymbergą (1561), zdarzenia w Fatimie (1917), UFO nad Los Angeles, ostrzeliwane przez kilka godzin przez wojsko (1942), fala obserwacji UFO w Belgii w latach '90 i wiele, wiele innych, których pobieżny choćby opis wykracza poza ramy tego tekstu, a które dociekliwy czytelnik z łatwością znajdzie w polecanej literaturze i ogólnie dostępnych źródłach.

Pozostaje jeszcze kwestia zasadnicza: czy można wierzyć tym relacjom? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Jednak idąc konsekwentnie tym tropem, docieramy do całkowitego agnostycyzmu, który sprowadza źródła wiedzy tylko do świadectwa własnych zmysłów, a w skrajnej postaci prowadzi do solipsyzmu. Dobrze udokumentowane doniesienia o spotkaniach z UFO nie są mniej wiarygodne niż doniesienia o obserwacjach rzadkich zwierząt czy choćby o kulistości Ziemi, którą na własne oczy widzieli nieliczni, większość zaś musi opierać się na wnioskowaniu pośrednim, opartym na przesłankach w postaci rozmaitych relacji na ten temat, czy też fotografii lub filmów, które – podobnie jak w przypadku UFO – można przecież spreparować.

Tak postawiona kwestia UFO stawia osoby zainteresowane tym problemem wobec prostej konstatacji – mamy dostępne fakty obserwacyjne, ale o naturze UFO wiemy bardzo niewiele, w zasadzie nic. Osoby myślące krytycznie muszą odrzucić nieweryfikowalne i niefalsyfikowalne źródła wiedzy, np. channelingi. Sprawdzenie ich wiarygodności byłoby dosyć proste – skoro istnieje kontakt z wyżej rozwiniętymi istotami, należałoby poprosić je o rozwiązanie – tylko teoretyczne – jakiegoś problemu wykraczającego poza możliwości współczesnej nauki, np. hipotezy Riemanna. Możemy się jednak domyślać, że nic takiego nie nastąpi. Co powoduje, że tego rodzaju źródła informacji, nawet jeśli skrywają rzeczywiste kontakty z Obcymi, to pozostają bezwartościowe poznawczo i nie zasługują na uwagę. Naiwnością jest także oczekiwanie kontaktu innego niż dotychczas. Liczenie na to, że pewnego dnia wyląduje na Ziemi srebrzysty spodek i – jak w scenie z filmu „Bliskie spotkania III stopnia” – wyjdą zeń istoty niosące ludzkości jakoś kosmiczny przekaz. Nic takiego się nie zdarzy, deus ex machina nie zstąpi i nie zmieni przebiegu spektaklu, w którym uczestniczymy. Biorąc pod uwagę długi czas istnienia relacji o UFO, powinno było to nastąpić dawno temu. Ale z jakiegoś powodu nie nastąpiło i nie następuje. Sytuacja ta, choć niesie przykre spostrzeżenie, iż gra toczy się według reguł których nie ustalają ludzie i wskazuje na podrzędną rolę naszego gatunku wobec istot też inteligencji które stoją za zjawiskami UFO,  przynosi także korzyści. Jest to głównie impuls do rozwoju, poznawania świata, wytyczania nowych ścieżek wiedzy. Niestety, impuls jakim są obserwacje UFO, jest skutecznie tłumiony i spychany na margines kultury. W tej sytuacji zrozumiała jest frustracja tych, którzy nie mają w zwyczaju zaprzeczać oczywistościom i na rozkaz lekceważyć elementów nie pasujących do pozornie spójnej układanki, jaką wydaje się być narracja pielęgnowana w mediach i nauce głównego nurtu. Lekarstwem może być krytyczne studiowanie licznych, powszechnie dostępnych faktów. Lekarstwo to nie leczy, ale uśmierza ból i jednocześnie powoduje, że ustalony obraz świata pęka jak po narkotykach.

Ale za nim coś musi być. Czyż nie o to właśnie nam, poszukiwaczom, chodzi?



Polecane lektury:

Naukowe:

  • T. Kuhn – Struktura rewolucji naukowych
  • B. Chwedeńczuk – Spór o naturę prawdy

Ufologiczne:

  • J. Fiebag – Inni. Spotkania z pozaziemską inteligencją
  • J. i P. Fiebag – Znaki na niebie
  • R. L. Thompson – Tożsamość obcych
  • W. Bramley – Bogowie Edenu

Dwie ostatnie pozycje są mocno nacechowane ideologicznie. Autorzy mają swoje, bardzo ugruntowane opinie na temat UFO i przewijają się one przez całość publikacji. Książki są jednak godne polecenia ze względu na dużą ilość ciekawych relacji o UFO, współczesnych i historycznych.

Godne polecenia są również tematyczne audycje w internetowym Radiu Paranormalium. Cykl nosi tytuł Debaty Ufologiczne Online. Są to 24 kilkugodzinne (!) audycje, które - ze względu na poruszaną tematykę i wysoki poziom uczestników (wyjąwszy może udział niektórych słuchaczy) debaty - są absolutnym „must have” każdego, kto zainteresowany jest ufologią, a zwłaszcza stawia w tej dziedzinie pierwsze kroki. Oto link do strony głównej Debat:
http://www.paranormalium.pl/index.php?akcja=audycjaInfo&aud=35

Osobom zainteresowanym na początek polecić można ostatnią debatę, podsumowującą:
http://www.paranormalium.pl/1391,sluchaj

Jednak wszystkie te audycje zasługują na uwagę. Przy okazji poruszanych tematów pojawia się mnóstwo tropów dla własnych poszukiwań.




komentarze

[foto]

1. Masz całkowitą rację • autor: Katarzyna Urbanowicz2015-08-15 14:07:11

Dodam do tego jeszcze jedno - czasami sami nie jesteśmy pewni co naprawdę widzieliśmy i jeśli mielibyśmy odwagę włączyć się do dyskusji ze swymi mało efektownymi doświadczeniami (zawsze są mniej widowiskowe niż te głośno upowszechniane!) i tak nasz głos - ludzi usiłujących być rozsądnymi - ginie w powodzi fajerwerków. Dlatego ważne jest takie spojrzenie jak Twoje, przestajemy wątpić w swoją umiejętność oceny.
[foto]

2. Trudno nie zgodzić się z zasadniczą tezą. • autor: Tomasz Żywy2015-08-16 14:46:08

Zjawisko UFO jest na tyle enigmatyczne i nieuchwytne dla nas, że nie sposób ująć go ściśle naukowo,w rozumieniu science. Ba, nie wiadomo nawet jak się za to zabrać. Jedyne co wiemy z pewnością, to fakt istnienia tego fenomenu w naszej świadomości, w obserwacjach itp. Powoduje to problem zasadniczy, a mianowicie brak jakiegokolwiek sensownego modelu związanego z empirą, pozwalającego na samo rozpoczęcie (!) badań. Stawia nas to przed arcyciekawym problemem z pogranicza epistemologii (dlaczego to obserwujemy, w jaki sposób, i jak to teoretycznie ująć) i ontologii (czyli właściwie czym ono, do cholery, jest?. Jak ma się do nas?). Szczerze wątpię żeby udało nam się w chwili obecnej odpowiedzieć na te pytania w sposób nie budzący wątpliwości. Niemniej żywię głęboką, że kiedyś przyjdzie taki dzień (domyślnie: ogólna teoria), dzięki której wydedukujemy naturę UFO niejako a priori. Najbliżej mi do poznawczego sceptycyzmu, w rozumieniu starożytnych greków, nie dzisiejszym potocznym.

P.S. Co do rozróżnienia na fakty, hipotezy i teorie. Nie jest to tylko domeną nauk ścisłych, społeczne również z tego korzystają, starają się przynajmniej, z mniejszym lub większym powodzeniem. Jest ogólny postulat naukowości. To po pierwsze. Po drugie, potwierdzona hipoteza przestaje nią być i nabiera statusu prawa bądź twierdzenia. To jednak tak na marginesie.Nie psuje to pozytywnego odbioru tekstu ;)
[foto]

3. Różnorodność • autor: Przemysław Kapałka2015-08-16 19:02:22

Obserwacje UFO mają tak różny charakter prawdopodobnie dlatego, że nie jest to jedno zjawisko, tylko wiele innych. Świetlne kropki na niebie to gwiazdy, planety, sztuczne satelity, samoloty i coś tam jeszcze, próba wyjaśnienia ich w jeden sposób jest skazana na niepowodzenie. I tak prawdopodobnie jest z UFO.

A gdyby poprosić wyżej rozwinięte istoty o wyjaśnienie hipotezy Riemanna, efekt byłby prawdopodobnie taki sam, co gdyby dziecko z przedszkola poprosiło o wyjaśnienie, jak to jest, że jedna bomba może zniszczyć miasto. Nie mielibyśmy szans tego zrozumieć.

[foto]

4. Dziękuję za komentarze. • autor: Inqbus2015-08-17 09:24:59

@ Tomasz
Ale ja nigdzie nie napisałem, że fakty, hipotezy i teorie są tylko domeną nauk ścisłych.
Raczej nie zdarzają się też przeskoki od hipotez od razu do udokumentowanych twierdzeń, przynajmniej we współczesnej nauce, kiedy obserwacje nie dotyczą już zdarzeń banalnych, ale trudnych w obserwacji, gdzie trzeba stosować aparaturę pomiarową, robić obliczenia itd. To wymaga także rozbudowanych koncepcji które towarzyszą badaniom, a więc teorii. Poza tym żadna hipoteza nie funkcjonuje osobno, ale w ramach jakiegoś paradygmatu.
Ogólny postulat naukowości jest kuriozalny i nie do spełnienia, czego przykładem są bzdury zalewające uczelnie, choćby ideologia gender. W naukach przyrodniczych jest tylko trochę lepiej. Np. antropologia przyrodnicza dawno przestała zajmować się poważnym badaniem różnic rasowych, bo to jest niepoprawne politycznie. Teraz wystarczy krzyknąć, że różnice genetyczne są minimalne, więc rasy nie istnieją. Nauka się stacza. Matma, fizyka, chemia to ostatnie bastiony neutralności - i tego będę się trzymał : ) O humanistyce w ogóle nie ma co mówić, wspomniana książka Stoczkowskiego jest najlepszym przykładem. Ktoś powinien ją krytycznie przeanalizować, ktoś lepszy ode mnie, niedzielnego pisarza. Przecież to jest przykład dobrego warsztatu literackiego połączonego z nieznajomością tematu o którym się pisze. A raczej ze znajomością tego, co na ten temat napisali już inni. Piętrowa fikcja. Ale z drugiej strony po co, przecież nikt tego nie potraktuje poważnie. Nikt nie potraktuje poważnie faktu, że Stoczkowski mija się z prawdą (pisząc chociażby, na str 259 polskiego wydania "Kilka lat temu obchodziliśmy pięćdziesiątą rocznice pojawienia się latających talerzy"), bo nie wolno, morda w kubeł. Jeśli tak ma wyglądać nauka, to ja wysiadam, zresztą wysiadłem już dawno, na szczęście.

@ Przemysław Kapałka
Mogliby przysłać po prostu coś użytecznego, choćby zaklęcie magiczne na sprowadzenie deszczu, cokolwiek. Bzdety o miłości i trosce o planetę naprawdę nie są wzbogacające poznawczo. Ale być może problem leży gdzie indziej - w mediach które otrzymują przekazy. Ich umysły nie są w stanie wypuścić nic lepszego. Przypadki takie jak ten

https://pl.wikipedia.org/wiki/Srinivasa_Ramanujan

pokazują, że może coś w tym jest, ale to niestety odosobniony przykład.
Nota bene - sposób w jaki potraktował tego człowieka system edukacji a potem świat naukowy woła o pomstę do nieba i być może brak wartościowych przekazów jest właśnie tą pomstą : )
[foto]

5. @ InqbusMusisz mi... • autor: Tomasz Żywy2015-08-17 18:51:55

@ Inqbus
Musisz mi wybaczyć. W środowisku w którym się obracam problemy z zakresu teorii i metodologii są ignorowane lub uważane za mało istotne gdybania. Pewnie stąd ta moja nadinterpretacja. Chociaż sam też nie uważam siebie za eksperta w tej materii. Bynajmniej, uczę się cały czas i staram się ogarnąć tę problematykę. Nie tylko z powodu jej istotności, ale i sporego zainteresowania.

Wracając do meritum, to pozostaje pytanie czy możemy zrobić coś więcej niż samo gromadzenie faktów. Oczywiście obserwacji, które nie dotyczą planet, satelitów czy innych "kropek". Moim zdaniem nie jest znacznym problemem przesitowanie relacji w poszukiwaniu tych wartościowych. Ma ktoś pomysł jak się zabrać za sensowne teoretyczne ujęcie? Ograniczenie się do samego stwierdzenia istnienia zjawiska jest trochę pesymistyczne.
[foto]

6. @Inqbus, Tomasz • autor: Przemysław Kapałka2015-08-17 19:23:32

@Inqbus:

Zaklęcia na sprowadzanie deszczu istnieją. Kilka lat temu był taki przypadek, opisywany przez Nieznany Świat, że brazylijscy szamani, wkurzeni biernością władz wobec pożaru dżungli, zebrali się, odprawili swoje rytuały na deszcz, i deszcz, po ustalonym czasie, nadszedł. Podobnych historii słyszałem więcej. Więc - rozważając rzecz ogólnie - może z wieloma innymi problemami jest tak, że moglibyśmy je rozwiązać, tylko nasze lenistwo lub ingorancja na to nie pozwala? Niby dlaczego kosmici mieliby nas wyręczać?

@Tomasz: Czy to nie jest roszczenie sobie zbyt dużych pretensji? Zjawisko jest trudne, skomplikowane, a Ty pytasz, co możemy zrobić? Czy nie równie dobrze można by spytać, co możemy zrobić na przykład w sprawie zimnej fuzji wodoru?

[foto]

7. @ • autor: Inqbus2015-08-17 19:48:01

@Przemysław Kapałka

Tak wiem, czasem wystarczy umyć samochód : )

@
Tomasz

Niestety, niewiele można zrobić, ponieważ inicjatywa nie leży po naszej stronie. A dodatkowo nie ma woli badania tych zjawisk w sposób systematyczny.
Uważam, że najlepszą rzecz można zrobić w tej sytuacji dla siebie - studiować różne przypadki, jeśli kogoś interesuje oczywiście. Różnorodność tych zjawisk oraz ich dziwność to niezły "mindfuck", działa świetnie jako środek na rozbicie schematów myślowych. Kiedyś studiowanie przyrody uwalniało od bredni religijnych (że np. dobry pan bóg stworzył świat 6000 lat temu), dziś studiowanie takich przypadków może uwalniać od mitów sprzedawanych współcześnie.

[foto]

8. Do poczytania • autor: Terravis Wiktor Rumocki2015-08-21 22:49:45


Dwa hasła z Wikipedii
Paradoks Fermiego
Skala Kardaszewa
A poza tym podziękowania dla Autora za bardzo interesujący artykuł.
[foto]

9. Chyba jako ciekawostki? • autor: Przemysław Kapałka2015-08-22 08:00:13

Bo trudno to traktować poważnie.
[foto]

10. Na poważnie • autor: Terravis Wiktor Rumocki2015-08-22 09:13:13


Przyznam, że nie rozumiem twojej ironii Przemysławie. Dlaczego akurat tekst o paradoksie Fermiego (jak i sam paradoks) miały by być czymś niepoważnym? Edit: Oczywiście sposób sformułowania tego paradoksu na początku tekstu w Wikipedii jako: "wysoka sprzeczność między wysokimi oszacowaniami ilości istniejących cywilizacji pozaziemskich a brakiem jakichkolwiek śladów ich istnienia" w kontekście tego co napisano powyżej w komentowanym artykule brzmi powiedzmy lekko dziwnie, tym niemniej całość informacji zawarta w haśle na Wikipedii warta lektury i przemyśleń.
[foto]

11. Jak przedszkole • autor: Przemysław Kapałka2015-08-22 10:01:27

Nasza cywilizacja jest niesłychanie prymitywna, szczególnie pod względem mentalności. I próby klasyfikowania cywilizacji pod względem rozwoju, tudzież zastanawiania się, dlaczego inne się z nami nie kontaktują, przypominają mi rozważania przedszkolaków, że skoro istnieje wielu wybitnych profesorów, to czemu ich nie widać. A tymczasem po pierwsze widać, tylko trzeba umieć patrzeć, a po drugie my tego i tak nie ogarniemy.
[foto]

12. @ • autor: Inqbus2015-08-22 12:12:33

@ Wiktor, dzięki, tekst jest dość chaotyczny, bo składa się w dużym stopniu z połączonych komentarzy ale miałem potrzebę zebrania tego w jednym miejscu.
Odpowiedzią na paradoks Fermiego jest w pewnym sensie hipoteza Lema, wyrażona nie pamiętam gdzie, że owszem, kosmos pulsuje życiem, ale ogromne odległości przestrzenne i czasowe zmniejszają prawdopodobieństwo kontaktu praktycznie do zera.

@Przemysław Kapałka - mam podobne przemyślenia, dotyczące przynajmniej skali Kardaszewa. Skąd przypuszczenie, że zużycie energii będzie ciągle rosło? Chyba, że w Związku Radzieckim...
[foto]

13. Mózg się lasuje • autor: Wojciech Jóźwiak2015-08-22 21:13:13

Czytam książkę "Znaki na niebie", Jahannes i Peter Fiebagowie, 1992, którą polecił Inqbus i mózg mi się lasuje. Autorzy zestawiają objawienia maryjne, w tym to najsłynniejsze 1917 w Fatimie, z pojawianiem się i wzięciami przez UFO. Mózg się lasuje. Od absurdalności tych wydarzeń lub zjawisk. Jeśli tam objawiają się jakieś "duchy" lub "bóstwa" to nieudolne i zwodnicze, ale zwodniczością głupca. Jeśli (dopuścić, że to) Maryja, to jest to jakiś triksterski oszust. Jeśli, jak usiłują zrozumieć autorzy, obca cywilizacja, chociaż niekoniecznie w postaci ufonautów w kosmolotach, to natychmiast rodzi się pytanie: po co to robi? Po jaki ch... jej te idiotyczne inscenizacje? Po jaki ch... proroctwa, które są fałszywe w chwili ogłoszenia? Jeśli za tym stoją jakieś rozumne istoty, to ich wybryki obrażają rozum.
Raczej widziałbym w tym przejawy czegoś co dysponuje dużą mocą (ale meteoryty i trzęsienia ziemi też mają duża moc w porównaniu z ludzką), ale jest bezmyślne. A jeśli "myślne", to inteligencją idioty.
Inteligencja "wytwórców" objawień i manifestacji UFO owszem, może istnieć, ale jest na poziomie większego dziecka. Co przypomina i potwierdza moje doświadczenia z "duchami", które okazywały się istotami głupimi ale przebiegłymi, oraz pozbawionymi ludzkich zasad. (Zastrzegam, że nie wszystkie duchy takie są. Znam rozsądne, ale te żyły na ziemi w ciele.)
[foto]

14. @ • autor: Inqbus2015-08-22 22:24:47

Objawienia w Fatimie nie są jeszcze takie złe : ) Były lepsze, gdzie "Jezus" kazał zdejmować wiernym spodnie i obiecywał różne fikuśne rzeczy.

>>przejawy czegoś co dysponuje dużą mocą ale jest bezmyślne

Lub posiada coś co J. Valee nazwał metainteligencją. To nie myśli jak człowiek. Ma swoje cele i je osiąga za pomocą działań, które nam wydają się absurdalne.

Oczywiście może to być także żywioł, jak w Solaris Lema. Nic nie wiemy...



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace


x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)