Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

18 kwietnia 2015

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 4 (odcinków: 85)

Dlaczego bluszcz i jemioła nie są drzewami?

Kategoria: Ekologia
Tematy/tagi: ekologia

« 64, czyli setka na liczniku Was für ein Pilz? »


Bluszcz - z ogrodu Autora, październik 2013

Przyzwyczailiśmy się (od dziecka) do tego, że w naszym klimacie drzewa dzielą się na dwie ostro oddzielone grupy: liściaste, które zrzucają liście na zimę, i iglaste, których wąskie i „lakierowane” liście-igły pozostają zielone przez cały rok. (Wyjątkiem jest modrzew, który igły zrzuca.)

Te „iglaste” to właściwie nagozalążkowe lub nagonasienne, starsza „rasa” roślin, w naszych geologiczne czasach recesywna, czyli wycofująca się pod naporem sprawniejszych lub bardziej ewolucyjnie żywotnych roślin z nowszej „rasy” okrytonasiennych lub okrytozalążkowych. Nagonasienne, prócz niewielu wyjątków, dały się wyprzeć ze strefy równikowej, najbardziej sprzyjającej roślinom.

Nasze „liściaste” drzewa wszystkie należą do jednego z 9 kladów okrytonasiennych: do dwuliściennych właściwych. Jeśli rozejrzysz się po otaczających cię roślinach, to większość z nich należy właśnie do dwuliściennych właściwych – prócz wspomnianych iglastych, czyli nagonasiennych, i prócz traw, cebuli, lilii i innych roślin o „trawowatych” liściach (czyli jednoliściennych), i prócz jeszcze paru nielicznych wyjątków. Jeśli pominąć te nieliczne wyjątki, to wszystkie rośliny w naszym klimacie należą do trzech grup: do iglastych, czyli nagonasiennych, do dwuliściennych właściwych i do jednoliściennych, które w naszym klimacie nie są drzewami (i w ogóle wątpliwe, czy gdziekolwiek są prawdziwymi drzewami?) – więc dalej nimi się nie zajmujemy.

Drzewa są bądź nagonasienne-iglaste, bądź dwuliścienne (pominę już słówko „właściwe”) i wtedy (u nas) na zimę tracą liście. Widzimy więc, że drzewa, rośliny drzewiaste, wypracowały dwa sposoby ochrony przed zabójczym mrozem: jeden sposób, to pozbywanie się liści i przeczekiwanie mrozu w gołych pędach (gałęziach i pniach), które widocznie łatwiej niż liście było uczynić odpornymi na mróz – drugi zaś sposób, to mrozoodporne liście, w tym celu ściągnięte w igły lub łuski. (Liście-łuski są specjalnością rodziny Cupressaceae; niestety jedyny rodzimy przedstawiciel tej rodziny u nas, jałowiec pospolity, ma zwykłe igły, ale kilka „łuskowych” obcych gatunków całkiem dobrze rośnie u nas; najbardziej znana z nich jest tuja, czyli żywotnik zachodni, z Ameryki Płn.)

Iglaste-nagonasienne stosują w większości sposób przez liście mrozoodporne – prócz modrzewia, wyżej wspomnianego. (Poza Europą jeszcze tak zachowują się metasekwoja, cypryśnik i miłorząb.) Liściaste-dwuliścienne bez wyjątku tracą liście. I oto jest pytanie, które stawiam w tym artykule: co im przeszkadza wykształcić ten alternatywny sposób, czyli liście odporne na mróz?

Pytanie to jest krzyczące tym bardziej, że żyją u nas rośliny drzewne, tzn. mające zdrewniałe pędy, które mają przy tym zimotrwałe liście odporne na mróz. Co oznacza, że dwuliścienne potrafią takie liście produkować. Ale te gatunki nie są drzewami! Ich przykładami są, przede wszystkim: bluszcz, który jest pnączem, i jemioła, która jest półpasożytem drzew. Obu wspólne jest to, że znalazły sposób na życie jak drzewo i „pięcie się w górę”, ale bez budowania pnia, bez inwestowania w pień.

(Pomijam grupę roślin, które mają zdrewniałe pędy i zimozielone liście, ale przed mrozem chronią się przy ziemi, więc pod śniegiem, jako nawet nie krzewy, a krzewinki; przykładami borówka (brusznica), wrzos i barwinek.)

Wikipedia
Jemioła (z Wikimedia)

Wygląda na to, jakby drzewne (drewniejące) rośliny dwuliścienne miały wybór, albo-albo: albo buduję pień, i wtedy nie wolno mi wytwarzać liści mrozotrwałych, muszę zrzucać na zimę liście, – albo wybieram liście mrozotrwałe, ale wtedy muszę zrezygnować z pnia i szukać innych sposobów na dźwiganie się w górę.

Bluszcz i jemioła takie sposoby znalazły: bluszcz przyczepia się wyrostkami do pni drzew, jemioła zerwała całkiem kontakt z ziemią i glebą i „ukorzenia się” w ciele drzewa. Oba gatunki przechwytują pień innej rośliny – korzystają z cudzego pnia.

Widać w tym pewną logikę: budowa pnia jest energetycznie kosztowna. Co roku roślina musi dużą część energii pozyskanej przez asymilację (ze światła słonecznego) odkładać w postaci celulozy i innych składników, z których budowany jest pień. Jak wiele energii zostaje „zmarnowane” przez rośliny w ten sposób, przekonujemy się, paląc drewno i ogrzewając nim mieszkania. Bluszcz i jemioła wiedzą, co robią, oszczędzając na pniach.

Ale zrzucanie liści też jest kosztowne. Przecież liście nie są całkiem „wsysane” przed zimą przez drzewa. Duża część tego „paliwa” jest przez nie tracona. A jednak jakoś dwuliściennym opłaca się zrzucać liście. Tylko dlaczego nie opłaca im się wytwarzać liści odpornych na mróz, które w ich kladzie są ewolucyjnie możliwe do „wynalezienia”, i właśnie bluszcz i jemioła są tego przykładem?

Liście mrozoodporne są z pewnością kosztowniejsze energetycznie od liści „zwykłych”, sezonowych. Ich tkanka musi mieć wysokie stężenie cukrów, żeby nie zamarznąć, i warstwę „lakieru” na powierzchni, który chroni nie tyle przed mrozem, co przed wysychaniem. Czy energetyczny koszt takich liści jest tak wielki, że tym roślinom, które poszły tą drogą, uniemożliwia produkcję pnia?

Pytanie postawione w tym artykule można zadać jeszcze inaczej: Czy botanika posiada obecnie środki, żeby rozwiązać ten problem? Czy znana jest „energetyka” roślin, z której równań wynikałoby, że zimozielona sosna spokojnie wyżyje przy mrozach Syberii, ale zimozielony dąb (np. Quercus ilex) musi mieć klimat wolny od mrozu? I że dwuliściennym, jeśli budują pień, starcza energii na miękkie liście sezonowe, ale nie starcza energii na liście mrozoodporne?

Oraz, na czym polega różnica w energetyce dwuliściennych (z jednej strony) i nagozalążkowych (z drugiej strony), która tym drugim pozwala budować pnie przy mrozoodpornych liściach, a tym pierwszym każe wybierać, albo pień, albo liście?

(Wyobraź sobie alternatywną ziemską florę, w której rosną – w naszym mroźnym klimacie – drzewa mające liście podobne do bluszczu lub jemioły. Jaki inny to byłby świat!)

Auto-promo Taraki 4: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogach:
Auto-promo 3
Auto-promo 2
Auto-promo
Auto-promo Zero.

Korekta przez: Radek Ziemic (2015-04-19)



« 64, czyli setka na liczniku Was für ein Pilz? »

komentarze

1. Bluszcz z własnym pniem :) • autor: Nierozpoznany#95182016-05-23 12:22:54

http://gorzow.wyborcza.pl/gorzow/56,36844,18421290,bluszcz-pospolity,,11.html
szkoda, że nie mogę wstawić własnych zdjęć - jest piękny :)

2. re:bluszcz z własnym pniem • autor: Nierozpoznany#87012016-05-23 17:27:14

 Ja mam posadzone 3 odmiany bluszczu.  pospolity, bluszcz irlandzki z dużymi , błyszczącymi liśćmi- on jest mniej odporny na mrozy i trzeba go posadzić w osłoniętych miejscach oraz trzeci gatunek, ale niestety nie wiem; czy to jest jakaś odmiana kolchidzkiego bluszczu, czy jakaś inna, który mi rośnie w formie krzewów. To znaczy, może się też piąć po ścianie, ale w formie krzewu też rośnie. Po kwitnięciu wytwarza mnóstwo jagód, które gdy dojrzeją -są czarne , wielkości grochu i te jagody zimą i wczesną wiosną są zjadane przez kosy. Wtedy, gdy te bluszcze kwitną na ścianie i pod nią, to są takie roje pszczół , os i jeszcze takich jak osy tylko mniejszych, że słychać tylko jedno wielkie brzęczenie, tak jakby rój wyleciał z ula.Kwiatki są niepozorne ,ale pachnące, a liście ma grubsze od  bluszczu pospolitego, ale mniej, więcej tej wielkości.. Te krzewy bluszczu urosły mi gdzieś do 2,5  metra,a urosłyby wyższe ,gdyby nie były przycięte.Jest w miejscu osłoniętym.Ja mieszkam w cieplejszym rejonie kraju i mam w ogrodzie zimozielone ostrokrzewy oraz piękne laurowiśnie, które teraz niedawno kwitły.Jedną laurowiśnię mam drzewiastą i to drzewko czasami przemarza, bo jej nie osłaniam, a te krzewiaste nie. Mam też rododendrony, ale one po ostatnich, upalnych latach, o mało co nie padły- mimo podlewania. Kto nie podlewał to niestety uschły. Rosną też u mnie  piękne mahonie, bukszpany i  berberysy zimozielone, głogownik  oraz duży krzew kaliny szorstkolistnej, która teraz kwitnie. Ona też nie traci liści na zimę, ale trochę się jej zwijają na mrozie- z wiosną odzyskują swoją formę.Z niskich krzewów zimozielonych mam suchodrzewy,które nawet kwitną i zawiązują owocki, co jest rzadkością w naszym klimacie..

3. @Rotari • autor: Nierozpoznany#95182016-05-23 22:05:43

Ależ Pani pięknie opisała swój tajemniczy ogród... Dosłownie usłyszałam te roje dzikich pszczół, świergot ptaków i całą plejadę zapachów... symfonia dla zmysłów :)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)