Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

25 czerwca 2016

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 4 (odcinków: 85)

Dlaczego czepiam się pluszowych wojowników malujących domy na różowo?

Kategoria: Pytania i granice

« Pluszowi wojownicy malują domy na różowo Czy katolik może być pisarzem fantasy? »

Gdy wbijam w „Google” hasło: „na ścieżce wojownika”, na pierwszym miejscu (u mnie, u innych pewnie inaczej) wyskakuje nast. strona:

  1. NA ŚCIEŻCE WOJOWNIKA. Nauki Juana Matusa. Wybór i opracowanie W. W. Antonow.”

Tekst wygląda na w miarę solidny i rzetelny wykład-streszczenie castanedianizmu. Czytamy tam, i to będzie dobry wstęp do tego, co chcę powiedzieć:

Juan Matus opowiadał Castanedzie legendę pradawnych widzących, w której bóstwo było przedstawione w postaci Orła, pielęgnującego na Ziemi w ludzkich ciałach wzrost ich indywidualnych świadomości, aby po śmierci ciał wykorzystywać energię tych świadomości jako swoje pożywienie.* Każdemu człowiekowi jednak darował szansę bycia nie zjedzonym. W tym celu należało przeżyć niepospolite życie myśliwego, podążającego za wiedzą, i wojownika, polującego na „siłę osobistą”, co — w przypadku uwieńczenia wysiłków sukcesem — pozwalało w odpowiednim ważnym momencie „przeskoczyć obok dziobu Orła” i uzyskać wolność.

Gdy czytamy dalej, wyraźnie widać, że figura „wojownika” jest u Castanedy metaforą. Metaforą pracy wewnętrznej, pracy nad wewnętrznym rozwojem. Adept Castanediańskiej ścieżki jest przyrównywany do wojownika i dzięki takiemu porównaniu może lepiej uchwycić to, co robi i co robić powinien, ale wojownikiem przecież nie jest, no może przypadkiem zdarzy się nim być. Przeszkody na drodze pracy z umysłem są porównane do zagrożeń w jakiejś bitwie czy awanturze. Sytuacja pracy z umysłem przez to porównanie nabiera wagi ostateczności – podobnie jak z prawdziwym wojownikiem, który w każdej chwili może zginąć albo zostać okaleczony.

Zauważmy, że książki Castanedy nie są poradnikiem dla realnych wojowników, czyli ludzi „pracujących” z zagrożeniem, agresją i cudza złośliwością.

Metafory „wojownika”, „ścieżki wojownika” i „wojownika serca” bądź „wojownika na ścieżce serca” po Castanedzie używali Chogyam Trungpa i Arnold Mindell. W warszawie w zeszłym (2015) roku Mindellowski ośrodek „Poza centrum” prowadził warsztaty pod tytułem „Wojownik na ścieżce serca – szamanizm i praca wewnętrzna w psychoterapii”. (Jak się udało, nie wiem, przeczytałem to jako kolejny punkt z Googli.)

Wrażenie mam takie: Istnieje popyt na bycie „wojownikiem”. Istnieje zapotrzebowanie na to, żeby kimś takim się poczuć. Być może jest to nawet sprawa archetypu lub popędu: archetyp popędowi bliski. Na początku Taraki, 1999, pisałem o tym tu: „Sex & Drugs & Violence czyli lęk przed Oświeceniem. Narkomania, przemoc i nadużycia seksualne jako przejaw popędu ku transcendencji”. Tęsknota za byciem wojownikiem to oczywiście punkt „violence”. Więc coś w tym jest. Popyt na ścieżki wojowników istnieje, jest realnym zjawiskiem i przejawem jakiejś naszej części, zwłaszcza u mężczyzn, części niezagospodarowanej przez współczesne miejskie życie. Carlos Castaneda wyczuł tę potrzebę i ją właśnie literacko zagospodarował. Po nim wątek podjęli Trungpa i Mindell. I bardzo dobrze...

Ale:

To co zarzucam temu podejściu, to jest wielkie i systematyczne odrealnienie sprawy. „Wojownik” w tym ciągu ideowym idącym od Castanedy staje się figurą metaforyczną i nierealną. Przestaje mieć związek z tym, co niesie słowo „wojownik” – które oznacza kogoś, kto walczy, ewentualnie zabija lub inaczej „razi” ludzi, swoich przeciwników, i sam naraża się na „rażenie” lub zabicie, a dzieje się to w otoczce agresji i wojowniczych emocji, więc złości, furii, zajadłości, bojowego zapamiętania, nienawiści i pragnienia zemsty, a także bólu, lęku, zastraszania, niepokoju o siebie i bliskich itd. Tymczasem to, o czym piszą Castaneda, Trungpa, Mindell odbywa się w iście różowej mgle ćwiczeń wyobraźni. Castaneda, Trungpa, Mindell przechwycili pojęcie i wyobrażenie „wojownika”. Przerobili je po swojemu. Jednak problem pozostał, to znaczy problem, co robić, jak postępować wobec agresji, wobec tego, że ktoś wchodzi na twoją działkę, łamie zasady, kieruje na ciebie swoją wściekłość, mści się itp. – a także narusza zasady ogólne. Jak sobie z tym dawać radę.

Można „sprawę wojownika” tak zracjonalizować, żeby uznać ją za niebyłą. Po mistrzowsku (piszę to bez ironii) zrobił to Mirosław Miniszewski 10 lat temu (2006) w Tarace w polemicznym tekście „Czas wojowników się skończył”. Tu cytuję najbardziej smakowity fragment i radzę przeczytać całość:

/.../ przedstawienie, na które przyszli ludzie, którzy kupili bilety [sposobem kupiecko-rynkowym], nie zaś wywalczyli je [na sposób wojowników] za pomocą szabel, mordując kasjerkę.

M. Miniszewski ma rację! Czas wojowników się skończył. Ale i nie ma racji, ponieważ aż za dobrze widać, że nie wszystko w świecie, w którym żyjemy, da się kupić, a są sprawy, które jednak trzeba wywalczyć, a także, na szczęście rzadko, trzeba umieć się bronić i umieć nie wycofywać się i nie chować ze swoimi racjami. Kilka dni temu omawiałem na astrologicznym webinarium postać Jacka Kuronia. Kuroń nikogo nie zabił ani (chyba) z nikim wręcz nie walczył. (Wspominał, że jako dziecko rzucił się na ratunek postaciom ze sceny, podczas przedstawienia.) Ale jednak był wojownikiem. Realnym, nie z Castanediańskiej mgły, i jego droga polegała na tym, że tego, na czym mu zależało, nie mógł po kupiecku kupić ani demokratycznie wynegocjować. Trzeba było walczyć, ryzykując, nawet śmierć własną i najbliższych, a więzienie na pewno, przesiedział zresztą wiele lat.

Ale Kuroń nie walczył sam. Tych, którzy byli zbyt samotni, reżim nasz i inne reżymy unieszkodliwiły, a często unicestwiły, aż nadto łatwo. I tu jest drugie przekłamanie odnośnie różowych wojowników. „Wojownik” Castanedy jest sam. Samotny wojownik to zajmująca postać z filmu, jakiś Rambo, ale nie z życia. Samotni szybko giną. Walka, taka lub inna, polityczna, społeczna, jest sprawą wspólną. Żeby walczyć, trzeba być w jakimś „razem”. Romantycznie samotny wojownik Castanedy i kontynuatorów jest czymś podobnie niemożliwym, jak „samotny wilk”. Adam Wajrak podkreślał w którymś swoim felietonie, że samotne wilki nie istnieją. Wilki są zwierzętami stadnymi, żyją i działają zespołowo i samotnych wilków po prostu nie ma – samotny wilk to sprzeczność. Pojedyncze wilki bez stada mogą być tylko rozbitkami z watah wymordowanych przez ludzi. Coś podobnego dzieje się zapewne w przypadku Castanedy: Juan Matus „maluje” obraz wojowników, którzy są także (ja tamte wilki) rozbitkami z indiańskich „band” likwidowanych przez kolonialne i narodowe rządy. Gdy się czyta Castanedę, w tle za opowieściami Matusa można dopatrzyć się rozbitych struktur społecznych.

Samotny wojownik, liczący (lub nie) na wspomaganie subtelnych sił własnego wyższego umysłu, nie jest realną postacią, ale raczej osobistym mitem Carlosa Castanedy. Który sam był życiowym rozbitkiem, imigrantem i przesiedleńcem z jednej kultury (latynoskiej i hiszpańskojęzycznej) do drugiej (anglosaskiej). W „programie”, który zaleca Juan Matus, zatarcia osobistej historii, zapewne kryją się marzenia samego Castanedy o tym, żeby zatrzeć własną tożsamość, przestać być sobą (Peruwiańczykiem), stać kimś innym (Jankesem); stąd też jego manipulacje swoim miejscem i czasem urodzenia. Samotność wojownika oddaje też – jak się domyślam – nie samotność członka indiańskiej społeczności (tam raczej nie bywało się samotnym), ale samotność izolowanej jednostki w nowoczesnych aglomeracjach; w przypadku Castanedy, w Los Angeles, ale przypadłość jest ogólna.

Tu jest jeszcze jeden, że tak powiem, myk. Jest do przeczytania od kilku dni w witrynie „Nowego Obywatela” artykuł pt. „Ułuda krótkiego prysznica”, autor Derrick Jensen, przekład z ang. Tytuł nawiązuje do rozpowszechnianej „wiary”, że gdyby każdy krócej polewał się wodą pod prysznicem, to wtedy wody w rzekach starczałoby dla wszystkich. Autor obala tę „miejską mitologię” wykazując, że indywidualna konsumpcja jest zaledwie małą częścią „pracy” przemysłowo-konsumpcyjnej cywilizacji, która bez hamulców stopniowo i konsekwentnie pożera, pochłania i zabija Planetę Ziemię. Jensen pyta:

Film „Niewygodna prawda” pomógł zwrócić uwagę na problem globalnego ocieplenia. Ale czy zauważyliście, że wszystkie rozwiązania w nim proponowane odnosiły się tylko do jednostkowej konsumpcji – wymiana żarówek, dopompowywanie opon, ograniczenie podróży samochodem – i nie miały nic wspólnego z odebraniem władzy korporacjom lub zatrzymaniem niszczącej naszą planetę polityki wzrostu gospodarczego?

Jednostkowe szlachetne akty samoograniczenia: nie jem mięsa, nie trzymam lejącej się wody podczas mycia zębów, jadąc samochodem dalej biorę pasażerów – są właśnie szlachetne, ale nieskuteczne. Dają indywidualne poczucie bycia w porządku, ale nie powstrzymują zabijania Ziemi. (W serwisie „Listy z naszego sadu” państwa Koraszewskich regularnie są zamieszczane głosy anglojęzycznych naukowców pokazujących coś jeszcze gorszego: oto ekologiczne rolnictwo bardziej zużywa zasoby niż to przemysłowe.” Ostatnio: „Sądzisz, że żywność organiczna jest lepsza dla ciebie, zwierząt i planety? Grubo się mylisz”, Bjorn Lomborg.)

Podobnie szlachetny i dający poczucie bycia w porządku jest model Castanediańskiego wojownika: „im będę bardziej wewnętrznie czysty, bardziej nieskazitelny i bardziej niewidoczny, tym bardziej, za sprawą niedocieczonych powiązań w kosmosie, sprawy, z którymi się solidaryzuję, będą wygrywać.” Ja w tym bardziej niż praktyczny przepis, widzę ekspresję enneagramowego typu, do którego należał Castaneda: Szóstki Adwokata Diabła. Wszelcy tyrani i korporacje powinni jak najszerzej propagować taką postawę: "ty sam bądź w porządku, doskonal się, itd., a cały świat być może też stanie się w porządku". Ktoś kiedyś (czy nie Lem, Stanisław?) zauważył, że Gandhi ze swoja ahimsą i niestosowaniem przemocy natychmiast by poległ, gdyby miał przeciw sobie nie praworządnych Anglików, ale NKWD lub SS.

Warto by ktoś na nowo przeczytał i odczytał Castanedę. Warto by wydostać się spod uroku, jaki na nas rzucił (wszak wielkim poetą był!), a krytyczne przyjrzenie się jego przekazowi pewnie pokazałoby jakieś sprawy ważne, a niezauważane.

*Przypis: Czy stąd Bracia Wachowscy (dzisiaj brat i siostra) wzięli pomysł swojego filmowego Matrix?

Auto-promo Taraki 4: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogach:
Auto-promo 3
Auto-promo 2
Auto-promo
Auto-promo Zero.


« Pluszowi wojownicy malują domy na różowo Czy katolik może być pisarzem fantasy? »

komentarze

1. jasne, i przenikliwe spojrzenie • autor: Jerzy Pomianowski2016-06-25 21:56:58

Dzięki takim tekstom cieszę się, że dawno temu znalazłem przypadkiem Tarakę.
Ps
Dzięki upadkowi wykształcenia można już tłumaczyć braki wody w Afryce tym, że bogacze z Zachodu za dużo jej u siebie zużywają.

[foto]

2. Żeby nawiązać do tekstu R. Palusińskiego... • autor: Wojciech Jóźwiak2016-06-25 22:41:11

..."Szamanizm i psychologia w praktyce", bo stamtąd wziąłem tych różowych: Robert miał rację, gdyż figura "wojownika który wbrew opinii publicznej maluje dom na różowo" odnosiła się do pracy nad własnym wyzwoleniem się spod społecznego nacisku. O tym Robert mówił w tamtym miejscu.
Ale czas się zmienił, przynajmniej tak to widzę. I dzisiaj umieć stać się wolnym od społecznego "SIĘ" ("tak się mówi, tak się myśli, tak się robi...") -- to cenna cnota, ale to za mało.
Powinno się umieć coś innego: Umieć się zebrać w społeczność. Również społeczność walczącą. A tego u Castanedy raczej nie było.
[foto]

3. Nie znam źródła,... • autor: Mirosław Piróg2016-06-26 15:34:00

Nie znam źródła, ale podobno Gandhi powiedział, zapytany w czasie 2 wojny światowej,czy jego satjagraha może być stosowana w walce z Niemcami: "To działa tylko, gdy walczysz z Brytyjczykami".

4. nie cytuj bez sprawdzania • autor: Nierozpoznany#5222016-06-26 19:04:07

duński pan z Telegrapha () „Sądzisz, że żywność organiczna jest lepsza dla ciebie, zwierząt i planety? Grubo się mylisz”) jest znany z zaprzeczania ocieplania klimatu itp. Dane  dobrane przez niego są wybiórcze i pod wysuniętą tezę.
ZAWSZE warto sprawdzić  inne źródła, oraz komentarze.
Co do efektywności organicznych upraw sugeruję zapoznać się
 np.:  http://sekrety-zdrowia.org/niesamowite-to-male-rodzinne-gospodarstwo-produkuje-ponad-27-tony-zywnosci-rocznie-na-niecalych-400-m2/
warto się wybrać do wielu wiosek ekologicznych (np. w Szkocji na nadmorskich piaskach Findhorn szokowało zbiorami!) i przedyskutować temat.
żywność organiczna jest droższa, bo (czasem) wymaga większego nakłądu pracy - ale na pewno nie  zasobów itp.
a propos Duńczyka z telegrafa : "His claim that organic crops yield ‘much, much less’ is another huge exaggeration, given that the yield gap is only around 20% in some countries and only for some crops. In many crops there is no difference at all. Organic farming yields more when the far lower use of non-renewable inputs (like climate damaging, manufactured fertilisers, increasingly scarce mined phosphates, and ever increasing quantities of expensive, wildlife-damaging chemical sprays) is taken into account, and often yields more in stressed conditions like droughts, and in developing countries. 

Non-organic farmers have a choice of over 300 chemicals to kill weeds, insects and other pests that attack crops, and as Bjørn says, these pesticides can stay with the produce once it has left the farm.

Because of the complete absence of manufactured herbicides and the severely restricted use of pesticides, organic farms have 50% more wildlife than non-organic farms"

zob: https://www.soilassociation.org/blogs/2016/june/telegraph-attacks-organicagain/

Ja osobiście jadam i organicznie i nieorganicznie. Dla mnie nie ma problemu, ale wiem, że samo zlikwidowanie jedzenie mięsa na planecie rozwiązałoby 1/3 problemów środowiskowych oraz niedoboru wody + zapewniłoby tańszą żywność dla wszystkich głodnych!

W kalifornii nie pozwalają podlewać trawników, zbierać deszczówki itp., a jednocześnie 80% wody zużywa agroprzemysł ...

Co do wody: Ciekawy jest przykład (nie mogę znaleźć źródła) rolnika na lubelskiej wsi, który wzorem permakulturowym praktycznie nie orze i osłania glebę w uprawach mając blisko 2x większe zbory od "tradycyjnych" w czasie katastrofalnej suszy zeszłego roku. Poszukaj także o panu Fukuoka - to przykład efektywnej gospodarki organicznej bez orki i wielu innych uciążliwych zabiegów niszczących glebę.
Bo "nowoczesne" rolnictwo przede wszystkim tak wyjaławia i wysusza glebę, że za ok. 20 lat przestanie ona rodzić stając się suchym piachem :(

To tak a propos stronniczego i manipulacyjnego artykuliku z danymi dobranymi pod tezę :(

5. zaś ten art. • autor: Nierozpoznany#5222016-06-26 19:14:05

http://nowyobywatel.pl/2016/06/22/uluda-krotkiego-prysznica/

znam w oryginale od kilku lat. Jest piekielnie prawdziwy i faktycznie pokazuje jak spycha się na jednostki odpowiedzialnośc korporacji i liberalnego paradygmatu samo-regulującego się rynku i kapitalizmu.
Tym niemniej ludzie mają możliwość:
nie dać się wkręcić w martketingowy obłęd, ograniczyć WSZELKIE zakupy do niezbędnego minimum i jadać mięso raz na 2 tygodnie jak nasi pradziadowie ...
Moim zdaniem powszechny (totalny?) anty-konsumeryzm  99% jako ruch obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec ... korporacji wydaje się być ostatnią deską ratunku w walce o przetrwanie życia (na planecie).
Ale do tego potrzeba być wojownikiem/czką o wysokiej świadomości i uważności :)
[foto]

6. Zgadzam się. I nie tylko w sensie Castanedy ale i Kuronia • autor: Wojciech Jóźwiak2016-06-26 19:40:56

Zgadzam się, tak! Ale żeby "w to wejść" trzeba być Wojownikiem (-czką) nie tylko w sensie Castanedy (samotnie gromadzącym osobistą moc i niewidzialnie przemykającym się pod ścianami), ale i w sensie Kuronia: dać przykład, stanąć na czele, pokierować, obmyślić strategię.

Przy okazji: z ograniczeniem pożerania zasobów to jest też taki problem, że żeby zaoszczędzić, trzeba najpierw zainwestować. Ja osobiście najwięcej energii zużywam na ogrzewanie domu od października do maja. Palę gazem ziemnym, z Rosji. Tak płacę za posiadanie więcej miejsca w domu. W tradycyjnym domu, wiejskiej chacie sprzed 100 lat, miałbym z 10 razy mniejszą przestrzeń "na głowę", a temperatura byłaby bliżej 14 stopni niż 20 (i tak trzymamy dość niską) a i to tylko bliżej pieca. Paliłbym drewnem obciążając lokalne zasoby. --- Zapewne obecny dom dałoby się przebudować na energooszczędny, ale to by kosztowało, więc płaczę i płacę gazowni. Moje pieniądze zamiast zasilać lokalne inicjatywy zasilają Putina.

Podobnie tylko w skali kraju jest z elektrowniami na wiatr zamiast na węgiel. Bogate Niemcy przeszły na wiatrowe, biedna Polska trzyma się węgla.

Następna rzecz, to regulacje prawno-monopolistyczne. Można wirniki elektrowni wiatrowych instalować wewnątrz kominów, w ten sposób mniej psują krajobraz, mniej zagrażają ptakom i td. Ja i wszyscy sąsiedzi (w Milanówku i okolicy) moglibyśmy zainstalować sobie takie na dachach, ale jest monopol energetyczny i inne regulacje -- brak przestrzeni na oddolne próby usprawnień.

7. bogaci, ale oszczędni i sprytni • autor: Jerzy Pomianowski2016-06-26 22:31:41

Niemcy palą w elektrowniach  węglem aż furczy. Rocznie 240 mln ton (Polska 152).

[foto]

8. JK - naturalny wojownik rewolucjonista • autor: Arkadiusz2016-06-27 08:45:18

Może wojownikiem trzeba się urodzić? Przykładowy Jacek Kuroń (dla mnie najwybitniejszy Polak XX wieku) - wizjoner i bojownik, miał swój projekt Human Design wskazujący, że może się stać takim liderem przemian. Projekt HD Kuronia pokazuje dwa włączone kanały: pierwszy "włączony" kanał 63-4 pomiędzy centrami Korony i Trzeciego Oka oznaczający logiczne myślenie przejawiające się jako "wyłapywanie" z przestrzeni problemów/zagadek  i "widzenie" rozwiązań. Drugi aktywny kanał Kuronia to kanał 19-49 łączący Centrum Emocji z Centrum Korzenia, oznaczający wrażliwość społeczną i potrzebę wprowadzania rewolucyjnych zmian. Do tego Kuroń był Projektorem, który napęd do życia bierze nie z wnętrza, ale z kontaktu z innymi ludźmi, to ludzie ze swoimi problemami, cała niesprawiedliwość wokół, stanowiły jedyną możliwość jego funkcjonowania.

Każda osoba posiada swój własny indywidualny kosmiczny charakter, i trudno oczekiwać, żeby każdy miał iść drogą akurat wojownika-rewolucjonisty, jeśli nie ma w tym kierunku żadnych predyspozycji. Myślę, że dróg, metafor, archetypów, typów enneagramu jest wiele (a już projektów HD to już w ogóle) i każdy musi dotrzeć do tego swojego. I nikt nie powinien od innych oczekiwać rzeczy, których oni nie są w stanie poczuć i na nie odpowiedzieć.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)