Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

20 lutego 2014

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia ezoteryczna (odcinków: 94)

Dlaczego nie umiem czynić cudów


« Mój ten kawałek podłogi Manipulacje (1) »

         Krytyka, szczególnie w sprawach duchowych jest źle widziana. Zakłada się, że przeżycia wewnętrzne i duchowość są taką dziedziną, gdzie każdemu wolno myśleć, mówić i pisać co się chce i nie powinno to podlegać jakiejkolwiek ocenie. To, co ja czuję – to moja sprawa i nie mam obowiązku nikomu udowadniać, że mówię prawdę.

         Tak, święta racja. Kiedy jednak udostępniamy swoje poglądy publicznie, a dowodem na ich słuszność mają być nasze przeżycia musimy się z tym pogodzić, że ten i ów będzie nas oceniał, nie zawsze sprawiedliwie. Kiedy zdejmujemy kieckę każdy, kto nas widzi może ocenić naszą urodę lub jej brak. Jeśli tego nie chcemy, nie rozbieramy się po prostu.

         Spotkałam się z nieprzychylną oceną mojej recenzji „Anastazji” Megrego, posądzeniem o krytykanctwo i wręcz twierdzeniem, że nikt nie ma prawa oceniać jego poglądów. Tymczasem jest to książka jak każda inna (nie jest Biblią w każdym razie), autor wydając ją zarobił jak na każdej innej, a jeśli w dodatku jej wartość literacka jest żałosna, nie dziwmy się, że oceniamy nieszczęsną po jej wyglądzie, a nie po szczytnych zamiarach czy wartościach.

         Czasami ktoś w krytyce moich recenzji poszedł dalej. Pytano mnie jak mogę kwestionować duchowość i nazywać się „babcią ezoteryczną (teraz „prababcią”). Muszę więc wyjaśnić, że nie kwestionuję zjawisk ze sfery ezoterycznej czy duchowej (sama mam pewne doświadczenia w tym względzie), kwestionuję za to pewne opisy lub informacje, które uważam za nieprawdziwe i szukam na tę nieprawdziwość dowodów. Jeżeli ktoś wykaże mi, że moje dowody są wątłe lub zgoła wymyślone i przedstawi lepsze argumenty, zrewiduję swój pogląd. W przeciwieństwie do wielu dyskutantów nie mam takiej natury, która zmusza na mnie do upierania się przy swoim zdaniu. Ale chętnie wymienię się na argumenty, a nie na ciosy. To, co przeżyłam w sferze duchowej na zawsze zostanie we mnie, i nauczyło mnie jednego: że jest to doświadczenie unikalne i bardzo rzadko bez wspomagania mamy bezpośredni wpływ na to, czego doznajemy. Przewidywalne i zgodne z zamiarami sterowanie na szerszą skalę jest iluzją.

                   Trochę przydługi ten wstęp, ale konieczny, zanim przejdę do innego zjawiska, związanego z ezoteryką.

         Od razu muszę wyznać, że nie lubię mieszania porządków. Dla mnie porządek religijny i kwestie wiary – to jedno, porządek zjawisk nie do końca wyjaśnionych, ale potwierdzonych w taki sposób, że można uznać je za prawdziwe – to drugie. Nawet kościół katolicki nie rzuca się łapczywie na wszystkie tzw. „cuda”, kwestionując wiele z nich. I ma rację. Jeżeli wierzący uzna, iż Jezus czynił cuda; nie oznacza to wcale, że Iksiński lub Igrekowski także je czyni. Owszem, warto zastanowić się nad tym, czy faktycznie któryś z nich ma podobne talenty jak Syn Boży i zbadać sprawę, na ile to jest możliwe. Wierzący oczywiście mogą posługiwać się dodatkowo wytycznymi Kościoła, nie wierzący zdani są na własny rozsądek. Kiedy jednak ktoś obiecuje nam, że nauczy nas, zwyczajnych ludzi robienia cudów, sprawa jest nie tyle mocno podejrzana, ale wręcz nieprawdopodobna. Cud nie jest cudem, z definicji zresztą — jeśli może wykonać go zwykły człowiek. Jest sztuczką, której mechanizm może nie być jeszcze rozpoznany, ale wcześniej czy później ktoś na to wpadnie i ujawni kuchnię zjawiska.

         Dlatego gdy wpadło mi w ręce dzieło Helen Schucman p.t. „Kurs cudów” niewielką miałam ochotę zabrać się za przeczytanie tegoż, ale raczej nie cofam się przed wyzwaniami (do czasu aż uznam, że nie jestem w stanie im sprostać). Księgarnie internetowe zachwalają: „Dzieło epokowe!” „prowadzi czytelnika do zrozumienia jego WSZYSTKICH problemów!”

         Jestem ostrożna z wszystkoizmem, wszak do dziś nie powstała teoria wszystkiego mimo usiłowań genialnych fizyków.

         „...Daje całkiem konkretne wskazówki co do tego, jakie myśli są dla nas korzystne, a jakich należy z całą stanowczością unikać..” „Jest... dziełem całościowym, i uwalnia nas od konieczności studiowania jakichkolwiek dodatkowych tekstów.”

         Wyznaję od razu, że nie udało mi się przebrnąć nie tylko przez całość dzieła, ale nawet jego znaczącą część. Składa się ono z trzech bloków: tekstu właściwego, podręcznika dla nauczycieli i ćwiczeń – po jednym na każdy dzień roku. Zaczęłam od tekstu właściwego. Początek w ogóle nie wchodził mi do głowy, choć zaczynałam 3 razy. Przeraziłam się. Czyżby mój umysł nie był już zdolny do zapuszczania się w sfery filozoficzne, zniszczony przyziemnością i konkretami? Może te leki, które biorę szkodzą mojemu intelektowi? Może to początki Alzheimera powodują, że zanim skończę czytać zdanie, jego początek umyka mojemu tokowi myślenia. Postanowiłam zastosować metodę szczeniacką, wypróbowaną w latach szkolnych, gdy z jakąś lekturą miałam kłopoty. Sięgałam wówczas na koniec książki. Kryminałów wówczas nie wydawano, więc szkody z wcześniejszego dostąpienia wtajemniczenia były niewielkie. Zawsze jednak (zwłaszcza w książkach popularnonaukowych, które lubiłam) dowiadywałam się do czego autor zmierza. Jeśli konkluzja z tych czy innych powodów nie odpowiadała mi, uznawałam iż rzecz jest do sprawdzenia i decydowałam, czy warta lub nie warta wysiłku. Kiedy wpadł mi w ręce podręcznik „Przemysłowy chów królików” lub „przedłużanie trwałości kwiatów ciętych” i wyczytałam w tym ostatnim opis tabeli 18. „Jakość i trwałość kwiatostanów lilii odmiany Prima przechowywanych w AgNO2 (50 mg/l) przez 4 tygodnie w temperaturze 1o C w zależności od traktowania przed przechowaniem i po przechowywaniu” uznałam, że nie mam ochoty zostać kwiaciarką, choć to wyglądało z pozoru na dość romantyczne zajęcie. Całą resztę podręcznika mogłam pominąć.

         Tak i teraz: zaczęłam od strony sześćset którejś pilnie starając się zrozumieć konkluzje autorki.

         Pierwsze zdanie, które przeczytałam brzmiało: „Albo widzisz ciało, albo rozpoznajesz ducha. Pomiędzy tymi dwoma faktami nie ma kompromisu. Jeśli jeden z nich jest prawdziwy, drugi musi być fałszywy, gdyż to, co prawdziwe, zaprzecza swojemu przeciwieństwu”. Dlaczego jednak autorka uznała, że ciało i duch stanowi przeciwieństwo? Fizycznie nie jesteśmy w stanie ich od siebie oddzielić, bowiem nawet u pozostających w głębokiej śpiączce nie umiemy orzec jaka część ich ducha jeszcze bytuje w ciele, a jaka już uleciała? To nie takie proste jak oddzielenie skarpetki od nogi. Możemy najwyżej dokonać zabiegu sztucznej analizy obu tych części człowieka, podobnie jak lekarz bada złamaną rękę bynajmniej nie odcinając jej wcześniej od ciała. Tak czy inaczej nie może ręka być prawdziwa a przedramię fałszywe, czegokolwiek byśmy o prawdzie i fałszu się uczyli.

         Czytam dalej pięć stron do przodu „Grzechy są w ciałach. Nie są postrzegane w umysłach. Nie są widziane jako cele, ale jako czyny, jako działania. Ciała czynią, a umysły nie.” Acha, grzechy, więc to twierdzenie kogoś wierzącego. Ale przecież na religii w dzieciństwie uczono mnie, że grzeszyć można myślą, mową i uczynkiem. Skoro tak to jak możemy być bezgrzeszni jeśli na przykład planujemy zbrodnię? To ręce Trynkiewicza udusiły chłopców, a nie jego umysł, jego pożądanie, jego nieokiełznane pragnienia? Hm... Skoro tak, to jakim prawem sądzimy jego umysł, badamy poczytalność, a nie bezrozumne ciało? Jesteśmy więc zwierzętami, których nie karze się tylko eliminuje, jak wściekłe psy czy chore na jakąś egzotyczną zarazę całe stada z hodowli ?

         Po bliższe wyjaśnienia sięgam dalej. Na tej samej stronie: ” Jednak to ciało jest więźniem, a nie umysł. Ciało nie myśli. Ono nie ma żadnych zdolności by uczyć się, ani mocy by wybaczać czy zniewalać. Nie wydaje ono żadnych rozkazów, których umysł musiałby słuchać, ani nie ustanawia warunków, które musiałby on spełnić. Trzyma w więzieniu tylko chętny umysł, który chciałby w nim zamieszkać”. Nie mogę się z tym zgodzić. Jeżeli ciało nie wydaje żadnych rozkazów, które umysł musiałby respektować, to dlaczego niektórzy jeżdżą na wózkach zamiast chodzić? Dlaczego ból eliminuje radość życia, zabija jego smak, upokarza – wszak radość i upokorzenie to domeny umysłu, a nie ciała. Czy ciało trzyma w więzieniu tylko chętny umysł? Nawet jeśli nie do końca to więzienie jest izolowane i czasami złamany kręgosłup tylko ogranicza, a nie eliminuje wewnętrznej wolności umysłu; jeśli mruganie powieką może stanowić jedyny kontakt ze światem, a wspomagać nas komputer z unikalnym oprogramowaniem, to zawsze nasz umysł będzie ograniczony w swoich możliwościach i swoim rozwoju. Przeczytamy tylko te książki, które ktoś wgra do komputera, wybierzemy te które dostępne są z katalogu, podczas gdy inny, pełnosprawny człowiek pójdzie do księgarni i do woli będzie przewracał kartki wyłożonych egzemplarzy, spośród których może dokonać wyboru.

         „Uczenie się jest zdolnością, którą sam wytworzyłeś i którą sam siebie obdarowałeś. Nie zostało ono wytworzone aby czynić Wolę Boga, ale by podtrzymywać życzenie, które by mogło się jej sprzeciwiać i żeby jakaś wola, niezgodna z Wolą Boga, mogła być bardziej rzeczywista niż ona”. Jeżeli więc dobry Bóg nie życzy sobie byśmy czegokolwiek się uczyli, to jak wielkiej trzeba odwagi, żeby człowiek wierzący perfidnie przeciwstawił się tej woli? Czyżby wypowiadając tę myśl autorka chciała ze swoim „kursem cudów” dostać się do grona upadłych aniołów? Ale w drobniejszych sprawach: nauka czytania i pisania też jest sprzeciwianiem się woli Boga?

         „Jak proste jest zbawienie! Ono mówi tylko, że to, co nigdy nie było prawdziwe, teraz też nie jest prawdziwe i nigdy nie będzie. To, co niemożliwe, nigdy się nie wydarzyło i nie może wywoływać skutków. I to wszystko. Czy może być to trudne do nauczenia się przez kogoś, kto chce by była to prawda? Tylko niechęć do nauczenia się tej łatwej lekcji mogłaby uczynić ją trudną. Czy ciężko jest zrozumieć, że to, co jest fałszywe, nie może być prawdziwe i to, co jest prawdziwe, nie może być fałszywe? Nie możesz już dłużej mówić, że nie postrzegasz różnic pomiędzy fałszem a prawdą. Powiedziano ci dokładnie, jak odróżniać jedno od drugiego i co dokładnie trzeba zrobić, gdy zbłądziłeś. Dlaczego zatem upierasz się, by nie uczyć się takich prostych rzeczy?

          Ale przecież uczenie się jest sprzeczne z wolą Boga, a więc nie może prowadzić do zbawienia, tylko do upadku. Jedna strona odstępu i twierdzenia obracają się w swoje przeciwieństwo.

         Jaki wniosek wypływa z przeczytania tych kilku wyżej przytoczonych zdań? Nie ma jasnej linii przekazu – jest tylko plątanina słów, nawracanie do tych samych twierdzeń – wątpliwych, tłumaczenie niejasnego przez niejasne, zaprzeczanie sobie, upajanie się własnym natchnieniem. I tym jest głównie cała książka.

         Wracam do początku: Zasady cudów: „24. Cuda umożliwiają ci uzdrawianie chorych i wskrzeszanie zmarłych, ponieważ to ty sam wytworzyłeś chorobę i śmierć, a zatem możesz usunąć je obie. Ty jesteś cudem zdolnym do stwarzania na podobieństwo swego Stwórcy. Wszystko inne jest tylko twoim własnym koszmarnym snem i nie istnieje. Tylko stworzenia światła są prawdziwe.” Przyznam się, że nie rozumiem. Chorobę i śmierć ja sama wytworzyłam? Wymyśliłam to sobie? 

         Czy takie twierdzenia mogą zaszkodzić? Bez wątpienia tak. Ta lektura jest szkodliwa. W wycieczce po mrzonki zatracam możliwość uczestniczenia w tu i teraz, a przecież ono jedynie istnieje na pewno. Jeśli Ten Który Jest (o ile Jest) stworzył ten świat, to stworzył go po coś. Stworzył także nas po to, żebyśmy w tym świecie istnieli. Więc istniejmy i nie starajmy się poszukiwać czegoś innego. Mamy jedno życie, czy podaruje nam ktoś inne – na dobrą sprawę nie wiemy. Bóg wie, po co nas tu umieścił, a jeśli nie wie, lub go nie ma, to i tak na to nie poradzimy; nie wyręczajmy go więc w jego zamysłach (jeśli takie miał). Nie próbujmy mu dorównać, a nawet przewyższyć. Nie próbujmy imputować mu takich a nie innych zamiarów, a sobie przypisywać boskich mocy.

         Z pozoru mocno religijny tekst staje się bluźnierstwem – jeśli ktoś wierzy. Jeśli nie wierzy, odbiera to jako bełkot, w którym jedno nieprawdziwe stwierdzenie przeczy innemu równie nieprawdziwemu stwierdzeniu, a wszystko owinięte jest jak watą, słowami zaczerpniętymi bez ładu i składu od filozofów rozmaitej maści.

         Tak czy inaczej autorka nie jest w stanie przekonać chyba nikogo do posiadania mocy pozwalającej czynić prawdziwe cuda — choć byłaby to zdolność ze wszech miar pożądana.

 



« Mój ten kawałek podłogi Manipulacje (1) »

komentarze

[foto]

1. Gniot • autor: Wojciech Jóźwiak2014-02-20 09:06:33

Nie myślałem, Kasiu, że ten "K. cudów" to aż taki bełkot i gniot.

2. cud • autor: Nierozpoznany#66342014-02-20 11:19:21

Dosyć ciekawe w tym wszystkim jest to, że skądinąd inteligentni, dobrze wykształceni i krytycznie myślący ludzie, gdy zderzają się z duchowością, to stają się często bezradni niczym dzieci... I nagle taka osoba zaczyna pląsać w niedorzecznej ekstazie przy cukierkach wyczarowywanych przez Sai Babe, albo porzuca rodzinę i udaje się w góry, by zamieszkać w osadzie ostatnich ocalałych z apokalipsy...

3. religia uodparnia • autor: Jerzy Pomianowski2014-02-20 11:39:18

Taki cytat, nie wiem skąd:
"Ludzie niewierzący w Boga łatwo uwierzą w byle co".

[foto]

4. Przesąd • autor: Wojciech Jóźwiak2014-02-20 12:35:16

Drogi Jerzy, przecież to przesąd głoszony przez zadufanych religiantów. Proszę popatrzeć co się dzieje/działo w Medjugorju, albo jak "w Boga wierzący" modlą się do plam na szybach lub na drzewach.
[foto]

5. Jeżeli coś uwalnia... • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-02-20 14:43:49

Jeżeli coś uwalnia nas od konieczności studiowania dodatkowych tekstów - jak reklama "Kursu cudów" - dla mnie jest dysklasyfikacją. Jeśli jakiś Anastazjowiec pisze, że "wszystko napisał Megre w "Anastazji", tym samym eliminuje dzieło z grona tych, które należy traktować poważnie. Jeśli w jakiejś reklamie czytam, że środek "rozwiąże "wszystkie twoje problemy z erekcją" chciałabym spytać, czy także te, które wynikają z chęci spełnienia obowiązku z niepociągającą kobietą. Problem tkwi w tym, że jeśli ktoś przeżył wczesny komunizm (ten do 1956 roku) jest uodporniony na propagandę każdego rodzaju (nazywaną obecnie reklamą). Z doświadczenia babcinego wiem, że żaden reklamowany środek przeciwbólowy nie usuwa bólu. Usuwają je środki niedostępne zwykłym szaraczkom. Na ekonomicznych studiach zaocznych w latach osiemdziesiątych uczono nas już technik manipulacji (dziś dostępnych za wielkie pieniądze na rozmaitych kursach). Dlatego też w następnych odcinkach postaram się opisać to co wiem, choć zdaję sobie sprawę, ze moje informacje są mocno spóźnione, ale dziwnym trafem działają. Będę wdzięczna moim czytelnikom za udostępnienie tekstów, na których zakup mnie nie stać.

6. trochę przesąd, ale.. • autor: Jerzy Pomianowski2014-02-20 20:25:27

Jednak to się sprawdza przynajmniej w odniesieniu do społeczeństw od dawna ateistycznych i pozbawionych również tradycji pogańskich.
Podatność cywilizowanego Zachodu na nowoczesne  zabobony związane np z seksem, odżywianiem, czy ekologią jest chyba większa.
U nas faktycznie jest inaczej. Pogaństwo wtopiło się w tradycję katolicką, a zabobony są stare.
Nowe przyjmują się z trudem.


[foto]

7. Gorzej niż przesąd: manipulacja • autor: Wojciech Jóźwiak2014-02-20 20:30:22

Skoro się Jerzy upierasz przy swoim zdaniu, to powiem więcej:
To nie jest przesąd. To coś gorszego: to jest manipulacja powtarzana przez "Frondy".
[foto]

8. Hola, hola Babciu • autor: Jan Szeliga2014-02-21 11:35:52

Widzę babciu że jakieś "czarnowidztwo" dopadło Cię ostatnio i widzisz świat albo całkiem czarny albo biały bez tonów pośrednich.  Mam tu na myśli ostatnie Twoje wywody które zamieściłaś tutaj , jak też w tekście dotyczącym "Anastazjowców".
Tak się składa że przeczytałem zarówno wszystkie książki z serii "Anastaza" Władimira Megre jak też cały "Kurs cudów" i przerobiłem w ciągu całego roku wszystkie lekcje w nim zawarte, przerabiając codziennie po jednej lekcji.
Zarówno książki WŁ Megre jak też tekst "Kursu cudów" są tylko narzędziem pomagającym w poszerzaniu naszej świadomości. Od czytającej je osoby zależy teraz to, co ona z tego wyciągnie. Ktoś wyciąga z tego same "plewy" a ktoś inny dzięki temu doznaje przebudzenia i ogromnego postępu w życiu. Tak właśnie było w moim przypadku i oceniam oba te dzieła bardzo pozytywnie.
Przyjmij do wiadomości babciu ezoteryczna, że to co tak zaciekle krytykujesz (nawet nie czytając do samego końca tych książek) jest dla kogoś innego dużą pomocą i inspiracją w stawaniu się bardziej świadomym człowiekiem.
P.S. Widzę że się rozpędzasz w krytykowaniu, więc może coś więcej napiszesz o Łazariewie i jego "Diagnostyce karmy", może coś o Pamiętniku Siostry Faustyny? i aż zamarłem na myśl o tym, kiedy zmieszasz z błotem praktyki "Twardej Ścieżki" i ludzi którzy się tym zajmują?
A może przedstawisz nam tutaj swoją "jedynie słuszną" wizję świata wg babci ezoterycznej?
[foto]

9. Nie mam • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-02-21 12:19:59

Nie mam jedynej słusznej wizji świata. Nie lubię tylko gdy ktoś mną manipuluje, a tego w tych lekturach się dopatrzyłam. Nie do końca też jestem przekonana czy inspiracji w stawaniu się bardziej świadomym człowiekiem lepiej szukać w cudzych wizjach czy we własnym doświadczeniu. Z tej racji też nie zmieszam z błotem "Twardej Ścieżki" ponieważ jest doświadczeniem praktycznym, a takie cenię.  Pamiętnik siostry Faustyny nie interesuje mnie, unikam analiz przeżyć religijnych, to sprawa wewnętrzna każdego człowieka. Dlatego też nie dokończyłam Kursu Cudów i Anastazji. Ale każdy z nas miał i ma inną drogę życia, inne doświadczenia i przemyślenia. Tak powinno być - jednorodność byłaby nudna. Nie powinniśmy tylko gubić po drodze zdrowego rozsądku - jeśli zauważyłeś, to nie krytykuję poglądów, ale ich przedstawienie sprzeczne z logiką; raczej z pozycji krytyka literatury niż dyskutanta. No i trochę refleksji własnych działkowiczki - ale także praktycznych.
P.S. Naprawdę przeczytałeś 10 tomów Anastazji i nie usnąłeś?
[foto]

10. Przeczytałem... • autor: Jan Szeliga2014-02-21 12:30:20

Tak, przeczytałem. Nastawiałem sobie budzik co chwila, ale dałem rady ;)  :D
[foto]

11. Moje uznanie! Może... • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-02-21 12:46:29

Moje uznanie! Może byś przedstawił w artykule swoją analizę  książek Megrego? Dobrze jest znać rozmaite poglądy. Szkoda poza tym, żeby tyle samozaparcia poszło na marne.
[foto]

12. Nic nie idzie na marne • autor: Jan Szeliga2014-02-21 13:34:10

Dlaczego uważasz że coś u mnie poszło na marne?
Książki Władimira Megree z serii "Anastazja" czytałem jakieś 10 lat temu. Podobnie było z "Kursem cudów". Na takim etapie rozwoju na jakim wtedy byłem było mi to do czegoś potrzebne. Dzisiaj nie widzę powodu aby do tego wracać i przypominać sobie na nowo jaki jest tego sens? Tym bardziej że jak wspomniałem wcześniej mój poziom świadomości jest już całkiem inny niż wtedy gdy te książki czytałem i inaczej teraz na te sprawy patrzę.
Nie czuję też w sobie takiej misji aby obszernie powiadamiać cały świat o swoich poglądach w tej sprawie.
[foto]

13. Goło przez tajgę • autor: Wojciech Jóźwiak2014-02-23 11:12:14

Kasia Urbanowicz napisała streszczając spotkanie Megrego z Anastazją:
Pierwsze spotkanie z autorem wygląda normalnie – dziewczyna nosi kufajkę, kalosze i chustkę przykrywającą czoło. Zachowuje się jednak jak dama podsuwając rękę do pocałunku.
Po kilku kilometrach spaceru przez las chowa ubranie w dziupli drzewa zostając w niewiele zakrywającej lekkiej sukience, prawdopodobnie po to, by zawrócić w głowie autorowi, ponieważ pierwsza próba przytulenia dziewczyny kończy się dlań napadem dzikiego lęku aż do utraty przytomności. Dziewczyna boso śmiga przez bór niosąc w dodatku torbę faceta (po to chyba, żeby pokazać czytelnikowi iż robi wszystko na odwrót niż zwykłe kobiety). Dlatego też nie ma mieszkania, sypia w norach zwierząt, także w towarzystwie niedźwiedzia (prawdziwego), a wiewiórki przynoszą jej orzeszki cedrowe lub suszone grzyby (!) na jedno pstryknięcie palcami. Jednym słowem dzika i piękna – choć raz była nawet w samej Moskwie, na którą to podróż zarobiła zbieraniem jagód i grzybów.
Być może pierwowzorem dla takiego postępowania była Jane Goodall (ta sławna badaczka szymopansów), która w książce W cieniu człowieka, wyd. pol.1974 (In the Shadow of Man 1971, tłumaczona tez na ros.) pisze, że kiedy chodziła po lesie za szympansami w porze deszczowej, zdejmowała ubranie, które z powodu deszczu i wilgoci było bezużyteczne.

Przypuszczam, że Megre ten motyw ściągnął z książki Goodall.
No ale co można robić w Afryce, raczej nie przejdzie w Syberii, nie tyle z powodu chłodu, co komarów.
[foto]

14. Ciekawe spostrzeżenie • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-02-23 11:45:48

Ciekawe spostrzeżenie. W ogóle w tego typu książkach jest mnóstwo zapożyczeń, nie każde łatwo odszukać. Super, ze udało Ci się te dwie rzeczy skojarzyć!
[foto]

15. Analizy rozumowe • autor: Przemysław Kapałka2014-02-25 11:25:47

Jestem zdania, że wszystko należy poddawać analizie rozumowej. Oczywiście do pewnych granic, od pewnego poziomu rozum zawodzi i można się zamotać tak, jak robią to - nie przymierzając - racjonaliści.pl. Ale wyłączenie rozumu jest znacznie bardziej niebezpieczne niż bezkrytyczne zaufanie mu. Dlatego uważam, że dokonywanie takich analiz, jakie robi Kasia, jest bardzo potrzebne, mimo tego, że posuwa się trochę za daleko. Ja przynajmniej jako pierwsze kryterium zawsze stosuję: Czy to jest logiczne? Czy autor nie unika trudnych i niewygodnych pytań? Na szczęście jest wielu takich, którzy to kryterium spełniają, na tyle wielu, że pozostałych spokojnie można odrzucić.

Co do tych prawd i fałszów, to w duchowości często okazuje się, że dwa stwierdzenia, które na logikę się wykluczają, są jednocześnie prawdziwe. Po prostu trzeba wznieść się na trochę wyższy poziom logiki (logika klasyczna, arystotelesowska, już dawno przestała być jedyną nawet w naukach ścisłych). Przykład najbardziej oklepany: Czy Wszechświat został stworzony w jednej chwili, czy ewoluował? Oba te stwierdzenia są prawdziwe. Jeśli ktoś twierdzi, że prawdziwe może być tylko jedno ze sprzecznych stwierdzeń, to znaczy, że niewiele zrozumiał.

P.S. Kasiu, czytając komentarze Janka Suligi nie odniosłem wrażenia, że odsyła Cię do pamiętników Faustyny i podobnych religijnych dzieł. Po prostu jest ciekawy, jak to byś odebrała. Mnie, szczerze mówiąc, również by to ciekawiło i wcale nie oznacza to, że uważam, że powinnaś zostawić Anastazję i podobne lektury. Chyba trochę za bardzo zaczynasz brać wszystko do siebie.

[foto]

16. "Czy Wszechświat został... • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-02-25 11:46:23

"Czy Wszechświat został stworzony w jednej chwili, czy ewoluował?" Na dobrą sprawę nie wiesz, czy oba te stwierdzenia są prawdziwe, czy tylko któreś z nich. Kluczem jest tu także rozumienie słowa "stworzenie". Czy to powstanie czegoś z niczego? Czy może do stworzenia starczy przekształcenie się czegoś w coś, a nie niczego w coś? Te pytania zadają sobie filozofowie i nie znajdują odpowiedzi. Nie jest więc tak, że rozum potrafi wszystkie zagadnienia rozwiązać. Ale potrafi wyłonić z nich te, które przeczą same sobie, są wewnętrznie niespójne. Być może to błąd definicji - jak w podanym przez Ciebie przykładzie dwojakie rozumienie słowa "stworzenie". Być może błąd założeń - jeśli okazałoby się, że Bóg nie istnieje. Ale są oczywiście rzeczy, których się nie dowiemy i nie będziemy wiedzieć na pewno. Uważam jednak, że trzeba pokazywać, że one są.
Tak, możliwe że masz rację i mnie zbytnio poniosła chęć dyskusji, literackie uniesienie, co stworzyło wrażenie iż wokół widzę wrogów rozumu. Nieprawda. Ja sama posługuję się sporą dawką nierozumności w swoim pisaniu i mogę też innych źle rozumieć. Bywam też zapalczywa, co nie powinno dziwić w świecie, który coraz bardziej kieruje się na czarno-biały odbiór, choć potrafi jednocześnie ukazywać niechętnie przyjmowaną wiedzę, że między prawdą a fałszem jest nieciągłość. O tym, to znaczy wyciąganiu wniosków z tekstów napiszę w drugiej części "Manipulacji". Dzięki za wyważony głos!
[foto]

17. Spotkałem w swoim... • autor: Jan Szeliga2014-02-25 20:39:32

Spotkałem w swoim życiu różnych nauczycieli. Jedni byli "pozytywni" czyli bardzo dla mnie mili i starali się jak najlepiej abym zrozumiał (doświadczył) ich nauki. Spotkałem też w życiu "negatywnych nauczycieli", czyli takich którzy nie za bardzo interesowali się tym jak ja odbieram ich przekaz i jak się na warsztatach czuję.
Powiem jednak że zarówno  jedni jak i drudzy przyczynili się do mojego wzrostu świadomości i jestem dzisiaj wdzięczny zarówno jednym jak i drugim.
Pisał o tym min  Carlos Castaneda nazywając takie osoby "sprzymierzeńcami"
Pisał też A de Mello

Nieszczęścia mogą prowadzić do rozwoju i oświecenia - powiedział Mistrz. I tak to wyjaśnił: Pewien ptak codziennie chronił się w suchych gałęziach drzewa, stojącego pośród rozległego pustynnego krajobrazu. Razu pewnego trąba powietrzna wyrwała drzewo z korzeniami, i biedny ptak musiał przelecieć co najmniej sto mil, nim znalazł sobie nowe schronienie. Dotarł wreszcie do lasu, gdzie drzewa uginały się od owoców. I zakończył: - Gdyby uschnięte drzewo ocalało, nic nie skłoniłoby ptaka, by wyrzekł się bezpieczeństwa i poszybował w przestworza.

Można się rozwijać ucząc się tylko u "pozytywnych nauczycieli", czytając "pozytywne" i mówiące tylko prawdę książki.

Można też  robić to samo ucząc się u "negatywnych nauczycieli" i czytając książki uznawane z niektórych za bezwartościowe gnioty.

Na szczęście to ja sam dokonuje wyborów z jakich książek i od jakich nauczycieli chcę się uczyć.

P.S. i mam to daleko gdzieś że komuś moje książki i moi nauczyciele się bardzo nie podobają.


[foto]

18. I z takim... • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-02-25 20:57:34

I z takim postawieniem sprawy się zgadzam.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)