Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

22 marca 2020

Andrzej Gąsiorowski

z cyklu: Notatki z pandemii (odcinków: 6)

Dlaczego w Japonii nie widziałem Japonki
21.03.2020


« Re-terraformacja Dlaczego należy zniszczyć Kartaginę, czyli wzorcowy przebieg wydarzeń »

Japonia maski

Pod koniec lutego, na zaproszenie Japońskiego Międzynarodowego Centrum Współpracy Atomowej (JICC), wziąłem udział w seminarium poświęconym perspektywom rozwoju energetyki jądrowej na świecie. Ponieważ samolotami praktycznie nie latam, a podróż na tak dużym dystansie odbyłem pierwszy raz, był to dla mnie głęboki szok. Wszystko w środku mówiło mi, że taki świat, świat w którym każdego dnia miliony ludzi odbywają przejażdżki samolotem, nie ma prawa istnieć. W tym samym czasie na świecie zaczynała się pandemia.

Pisać czy nie pisać?

Mam wielki kłopot z tymi notatkami. Na początku nie do końca uświadomiłem sobie, jak głęboko zejdzie kryzys. To znaczy byłem pewien, że bardzo głęboko, ale nie uświadamiałem sobie, że zdefiniuje na nowo wszystko. Dziś trzeba się już liczyć z każdym słowem. Tymczasem, przez lata pisania o rozpadającym się świecie jaki znamy (zacząłem to robić niemal dokładnie osiem lat temu), dokładałem tym i owym, fantazjującym o nieograniczonych ludzkich możliwościach, nieuwzględniającym w swoich narracjach biologicznego aspektu życia itd. itp. Dziś, kiedy wchodzimy w etap wielkiego cierpienia, bardzo trudno mi to robić i nie wiem, czy to robić. Czy nie wstrzymać się z krytycznym, a może zwykłym krytykanctwem, do lepszych czasów? Czy ktokolwiek wierzy w to, że jeszcze nadejdą?

Ikarowym lotem

Co mnie uderzyło podczas mojej wyprawy, to to, że w ogóle może się dziać taka rzecz jak latanie na tak masową skalę. Setki tysięcy ludzi (może miliony) każdego dnia w powietrzu, podróżujący często znikąd donikąd, pracujący w samolotach, żyjących w samolotach, przenoszących patogeny w samolotach, na monstrualnych lotniskach, gdzie człowiek czuje się zagubiony ja Tom Hanks w „Terminalu”. Monstrualna infrastruktura zapewniająca tę „możliwość”. Nie wiedziałem niczego o skali naszej ignorancji i arogancji, póki nie odbyłem podróży samolotem między kontynentami. Przez 44 lata mojego życia leciałem samolotem 9 razy. Lecąc nad Eurazją w lutym niemal nie wiedziałam śniegu i lodu.

Dyscyplina i jej brak

Japończycy są niezwykle zdyscyplinowanym społeczeństwem. To banał. Uderzający banał. Większość z Japończyków i Japonek (szczególnie kobiety) już na początku lutego chodziła w maskach. Byłem w Japonii, a nie widziałem ani jednej Japonki. To był wielki brak tej poruszającej podróży, którą chyba opiszę już w lepszych czasach, bo do dziś, z wielu względów, niezwykle trudno mi ją uchwycić. Chyba czułem, że coś wisi nad światem, bo nie mogłem w pełni cieszyć się podróżą do tego niezwykłego kraju.

Krótko, najkrócej jak się da

Może, jeśli już pisać o czymś trudnym, to pisać tylko luźne myśli? Same myśli, którego nikogo nie urażą. A przecież nasza kultura wytworzyła ludzi wiecznie czymś urażonych i na coś obrażonych. Wiecznie zagrożonych i pobudzonych. Czy w ogóle warto jeszcze komunikować cokolwiek. Wprowadzający „stan epidemii” premier Mateusz Morawiecki zdaje się przeczyć tej tezie, dopuszczając się systemowego przekształcania języka w dźwięki i znaki, które są dalekie od tego, co literalnie znaczą. Być może nie znaczą nic.

Przywódca na miarę czasów. Ale których?

Wszyscy się zachwycają przemówieniem kanclerz Angeli Merkel. Na tle demokratycznych tyranów tego świata, rzeczywiście wypada nieźle, ale światowy kryzys, którego pandemia jest istotną, a być może zasadniczą częścią, zaczynał się wcześniej. Wcześniej, to znaczy wtedy, kiedy wycofano się z posługiwania się cokolwiek znaczącym językiem w obszarze katastrofy klimatycznej i kiedy wycofano się z uprawiania polityki w tym obszarze. Kiedy zaczęto tworzyć przejmująco fantazmatyczne scenariusze dekarbonizacji, kiedy przenoszono przemysł do krajów azjatyckich na czele z Chinami, kiedy zdemobilizowany, zdemotywowany względnym dobrobytem świat Zachodu i Północy pozbywał się dobrowolnie większego znaczenia w polityce międzynarodowej, zmuszając własnych obywateli do rozwijania u siebie coraz to absurdalniejszych programów europejskiego dobrostanu. Jeśli niczego nie przeoczyłem, w przemówieniu Angeli Merkel nie padło nawet słowo o szerszych przyczynach kryzysu. Ale zapewne nie ma co rozwadniać tematu.

Ekonomia, kapitał, gospodarka

Przez ostanie lata przeżywałem katusze przemieszane z rozbawieniem, kiedy, szczególnie w radio, słuchałem audycji ekonomicznych (i wielu innych bardzo różnych audycji), w których snuto plany na jakieś następne sto lat co najmniej. Było to tak przejmująco zabawne i tragiczne jednocześnie. Do dziś nic mnie mało co tak bawi. Rozwój, plany, kariery, ubezpieczenia społeczne, edukacja, najmłodsi, seniorzy. Ależ to był piękny język! Zen mówi, że rzeczy są najpiękniejsze w chwili śmierci.

Fantazje schyłkowego antropocenu

O ile fantazje „prawackie” są płytkie i oczywiste (bandyta wpadający z nożem w środku nocy do naszego domu, którego my nie możemy zastrzelić, bo nie pozwala nam państwo, względnie szczepionkowe zniewolenie obywateli, czy wiara w dalszą niczym nie ograniczoną eksploatację), o tyle fantazje „lewackie” są – przyznaję – finezyjne i wielopiętrowe. Mam wrażenie, że z myślą, czy może lepiej lewicową ideą, dzieje się podobna historia, jak z owym radzieckim naukowcem, który wyrywa musze po jednym odnóżu i za każdym razie woła – „mucho idź”! Kiedy owadowi zostają już tylko dwa odnóża i nie chce „iść”, naukowiec notuje „mucha ogłuchła”. Mówię to z wielkim żalem, bo nie ma dziś czego przeciwstawić tej ludowo-konserwatywnej utopii panoszącej się na świecie, która w Polsce powoduje, że dziś przy oglądaniu relacji z pandemii w tak zwanej telewizji publicznej, po dwudziestu sekundach musiałem wyłączyć telewizor. Myślę, że orkowie z samego Mordoru byliby bardziej litościwi dla widza.

Naturalizacja systemu

Do czego zmierzam? Świat się rozpada. Potrzeba nam myślenia, idei i ludzi czasów ostatecznego kryzysu mogących wyrwać ludzkość z tej, w najlepszym razie XX-wiecznej, a może i XIX wiecznej dychotomicznej bańki kapitalizm-socjalizm, przez którą przerastają w różnych konfiguracjach inne utrwalone i nieweryfikowane idee postępu, oświecenia, modernizmu, konserwatyzmu, nacjonalizmu, faszyzmu i czego tam chcecie.

Co otrzymujemy? Żeby pozostać na polskim podwórku – opętanych cyników, którzy mogą robić wybory w czasach epidemii (dziś we Włoszech zmarło z powodu koronawirusa 800 osób) z jednej strony, z drugiej pięknoduchów sprowadzających rozpad świata, mający swe najgłębsze i istotne źródło w dość dobrze poznanych przez naukę prawach biologii, do jakiegoś „narzuconego” ludzkości jakąś „autonomiczną” decyzją „systemu”, który mocą jakiejś przedziwnej siły nadal określa się mianem „kapitalizmu”, nie weryfikując jego rzeczywistego przyrodniczego źródła. Nie akceptując źródła, miotamy się między ideami. Od co najmniej 30 lat nie wnosi to do sprawy niczego.

Nawet tak głęboki kryzys, który ma potencjał do wywalenia wszystkiego, nie może ludzi wyrwać z tych tragicznych dychotomii. Co zadziwia najbardziej, to że wszelkie próby zwracania uwagi, na przyrodnicze, biologiczne mechanizmy stojące u źródła problemu niekontrolowanej ekspansji tak wywindowanego ewolucyjnie gatunku, są traktowane jako „faszyzowanie”, choć przynajmniej można by spróbować spojrzeć na nie, jak na jakąś, radykalną być może formę humanizmu.

Jak słusznie zauważył mój dobry znajomy Wiktor Winogradski w kontekście o tym, jak pomagać padającym pracodawcom i pracownikom, Georg Simmel trafnie wykazał w „Filozofii pieniądza”, że pieniądze to relacja. Nie ma relacji, nie ma pieniędzy. Drukowanie pieniędzy ma sens w przypadku kryzysu na „skalę człowieka”. Kryzys fundamentalny, mitygacyjny, zmienia (naturalizuje), reguły gry. Giełda papierów bezwartościowych ilustruje to przykładnie: akcjami elektronicznymi nie można się nawet podetrzeć. Marzenie lewicy spełnia się: wszyscy będziemy mieli po równo, zwycięża młodzi, zdrowi, organizujący corona parties, pieniądze wyparują, a koniki polne wprowadza się do opuszczonych po wymarłych mrówkach domów”. To chyba tyle, w tym wątku.

Czy można krytykować innych bez nienawiści? Czy można cokolwiek krytykować bez nienawiści?

W jednym z moich ulubionych wierszy, znanych Termopilach Konstadinos Kawafis pisze chwała tym, którzy zawsze mówią prawdę, ale bez nienawiści do tych, którzy kłamią. W ostatnich latach, często myślałem o tym fragmencie. Myślałem o nim, kiedy zdarzało mi się pokazywać obrazy z azjatyckich „mokrych rynków”, gdzie na masową skalę dręczy się zwierzęta w niewyobrażalny sposób (dręczy się je wszędzie, ale sposoby są różne) i gdzie „spożywa się” wszystko co żyje.

Nie nienawidzę żadnych ludzi. Owszem, jestem mizantropem, ale w jakiś przewrotny sposób współczuję nam wszystkim i może nawet nie za dużo będzie powiedzieć, że kocham ludzi, ale te zachowania wywoływały mój sprzeciw. Często kiedy je pokazywałem w internecie (staram się teg unikać – wszyscy wiemy, że okrucieństwo istnieje), dobrzy ludzie mówili – „my nie jesteśmy lepsi” i to zawsze miało zamykać temat.

I rzeczywiście zamykało. W międzynarodowej polityce temat ten nigdy nie został otwarty jako część międzynarodowej debaty, choć piszą o nim gremia w rodzaju IPCC, czy naukowcy. Nikt z polityków nigdy nie powiedział (a przynajmniej ja nie słyszałem) – musimy coś zrobić ze zjadaniem zwierząt, tych hodowlanych, ale przede wszystkim tych dzikich, bo się stanie się coś bardzo złego. Coś, co może zagrozić całej populacji. Od jakiegoś czasu na mniejszą skalę już się to zdarzało, a przewidywania były takie, że wydarzy się na skalę monstrualną. No i się wydarzyło.

Mimo to, nawet dziś żaden z przywódców nie wspomniał o tym ani słowa. NIKT Z POLITYKÓW NA CAŁYM ŚWIECIE NIE POWIEDZIAŁ GŁOŚNO, CO JEST PRZYCZYNĄ PANDEMII! (Proszę o sprostowanie, jeśli powiedziała to Angela Merkel).

Kiedy ktoś próbuje dziś mówić o takich sprawach, bez brania na siebie winy w kierunku rozwiązania problemu, jest oskarżany o nienawiść i temat jest zamykany. Mówić o problemie można jedynie językiem nauki, a nie polityki. Brak przełożenia między jednym i drugim skutkuje niemocą klimatyczną, a doraźnie katastrofą pandemii, która jest również katastrofą ekologiczną. Częścią globalnego i – jak wiele wskazuje – największego kryzysu ludzkości w jej krótkich dziejach. Bez adekwatnego języka nie można rozwiązać żadnego problemu.

Na razie siedźmy w domu i nośmy maski. Wedle oficjalnych danych to coś daje. Statystki Japonii są niezłe, a służba zdrowia na całym świecie pada z wycieńczenia. Jesteśmy na początku kryzysu.

Póki co niewiele więcej możemy zrobić.

Poza tym uważam, że musimy pozwolić na naturalną sukcesję przyrody wokół nas. Im szybciej to zrobimy, tym lepiej. To nas nic nie kosztuje. Jej dalsze usuwanie, ja widać, kosztuje wiele. Być może wszystko.



BARDZO WAŻNE ZASTRZEŻENIE – nie jestem ekspertem od jakiegokolwiek z głównych zakresów problemu pandemii. Robiąc te notatki, głośno myślę i czekam na wszelkie uwagi i sprostowania. Od jakiegoś czasu zajmuję się katastrofą klimatyczną i ekologiczną i – pozostając w stałym kontakcie z ekspertami, ale również aktywistami, intelektualistami, czy po prostu praktykami różnych obszarów życia  – poszukujemy razem rozwiązań nadchodzącego kryzysu. Moje notatki są skromną próbą pewnej rekapitulacji myśli związanych z kryzysem. Jeśli zdarzy mi się podawać tu jakiekolwiek dane, to tylko takie, których będę absolutnie pewny. Proszę jednak nie traktować ich nigdy jako oficjalne źródło.

Notatki z pandemii: wstęp na końcu

Teksty re-publikowane z bloga Autora p.t. Dlaczego ludzie wycinają drzewa?, subseria „Notatki z pandemii”. W Tarace za uprzejmą zgodą.


« Re-terraformacja Dlaczego należy zniszczyć Kartaginę, czyli wzorcowy przebieg wydarzeń »

komentarze

1. takie tam... • autor: And21022020-03-22 12:37:03

Mam takie spostrzeżenie.  Charakterystyka wieku ofiar wirusa mówi ,że umierają głównie osoby najsłabsze: stare (emeryci), po przeszczepach, przewlekle chorzy, bezdomni (niedożywieni, niezdiagnozowani), obłożnie chorzy pensjonariusze różnych hospicjów itp. Wszystkie te osoby są głównym obciążeniem budżetów wszystkich krajów ("ZUSy" , ubezpieczalnie prywatne, służba zdrowia itp) Ich szybka masowa śmierć to wybawienie dla gospodarki opartej na kredycie i zadłużeniu. Ich śmierć to oddech dla obecnego systemu ! To przedłużenie statu quo może o kolejne 20 lat. (Tyle  czasu by zestarzało się następne pokolenie). Poza tym zamrożenie handlu i usług to bankructwo tysięcy firm i firemek. Gdy kurz opadanie ,kowalski jest zadłużony i nie założy już ponownie firmy ... Firmę "spółkę córkę" założy światowy moloch  z dostępem do morza drukowanych pieniędzy. Loty zostaną wznowione ,ale za duuuże pieniądze (bo ryzyko jest wiecie.. roozumiecie)A  masy - przecież nie wyjdą na ulicę. bo strach i nie wolno poza tym .Tak można długo wyliczać.A wniosek: to wydarzenie nie zmienia systemu tylko go ratuje i umacnia. CEMENTUJE.  To nów P- S w Koziorożcu!  - nie  w Wodniku (bunt) czy w Raku (opozycja).
[foto]

2. Szkoda • autor: Edward Kirejczyk2020-03-22 15:49:42

że nie widziałeś Japonek. Mają śliczne buzie, a trądzik, wągry itp . są tam w zasadzie nie znane. Zapomnijcie o skośnych oczach - nawet bezdomni mają fałdkę oczną zoperowaną. Żeby zobaczyć skośnookie Japonki trzeba zapłacić wysoki  rachunek w drogiej knajpie - tam mogą być niezoperowane kelnerki. W dodatku Japonki lubią białych, z podobnych powodów, co Polki murzynów. Tylko te nóżki nieszczęsne...
Początek był, żeby ktoś to przeczytał, a teraz do rzeczy. Waluta jako stosunek? W czasach gdy Georg Simmel pisał "Filozofię pieniądza" ten ostatni nie był relacją, lecz towarem, a ściślej złotem. Marka, rubel, dolar itp. były jednostkami miary złota, a nie jakąkolwiek relacją. Tu i ówdzie pieniądzem bywało jeszcze srebro. Tyle, że w niecałe 20 lat po publikacji "Filozofii pieniądza" dzieło nagle nabrało prawdziwego sensu i pewnie dlatego jest do dziś pamiętane, jako naprawdę prekursorskie*.
Wreszcie zaczęły się kryptowaluty. Bitcoin na początku też był może nie tyle towarem, co usługą. Prawdziwą usługą. A co z pozostałymi tysiącami kryptowalut? Niesamowity temat do analizy! Naprawdę nikt jeszcze się jej nie podjął?
--------
*Złoto przestało być pieniądzem dla ludu w Europie wkrótce po wybuchu I w. św., zaś w trakcie długiego i zawikłanego procesu (świetnie opisanego przez teorie spiskowe) dla wszystkich w latach 70. XX w.
[foto]

3. To był szalony świat • autor: Edward Kirejczyk2020-03-22 17:05:29

Rzeczywiście, to był bezsensowny świat. Pamiętam ze 30 lat temu przelot z Osaki (na lotnisko dowiózł nas bezzałogowy pociąg) do Kopenhagi. Lot był ze trzy razy droższy niż z Warszawy do Chicago lub Nowego Jorku. Nakupiłem japońskiej porcelany, licząc się z dopłatą za nadbagaż. Nikt nie chciał dopłaty, bo wszyscy razem pasażerowie nie wypełnili biznezklasy. Wszyscy też świetnie bawili się, bo alkohol był bezpłatny. Zapewne lądowała najtrzeźwiejsza stewardesa, bo tak walnęliśmy o airstrip (chyba w tym przypadku lepiej brzmi niż pas startowy?), że nie tylko otworzyły się schowki, ale i odpadła podsufitka. Niestety nie tylko ja byłem taki głupi. Wkrótce pod hasłem Fly Virgin dołączyły setki milionów (miliardy?) chętnych do zabawy. Oczywiście tańszej, bo wyższe obroty to niższe ceny.
Dziś nie brak chętnych do potępienia tego stylu życia. Dręczy mnie wszakże pewne pytanie. Czemu 30 lat temu nikt mi nie powiedział, czym to się skończy?
[foto]

4. Dzięki za fajne... • autor: Andrzej Gąsiorowski2020-03-23 20:03:09

Dzięki za fajne uwagi. Na szczęście jakieś nieliczne Japonki widziałem. :) 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)