Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

07 kwietnia 2017

Tina Kat Courtney

Dlaczego zarzucam szamanizm Ayahuaski po 11 latach i 1000 ceremoniach

Aya.

Żyję dzięki Ayahuasce.[1] Jestem połączona, uduchowiona, rozszerzona i rozlewam miłość własną, głównie ze względu na błogosławieństwo uczestniczenia w około 1000 sakralnych ceremoniach. Ale jeśli moja intuicja okaże się poprawna, nigdy nie będę piła Ayahuaski, ani żadnego innego roślinnego leku.

Czemu? Ponieważ działały zbyt dobrze.

Pozwólcie, że wyjaśnię.


Standardowa historia: Ayahuasca uratowała mi życie

Kiedy po raz pierwszy znalazłam Ayahuaskę — a raczej po tym, kiedy ona mnie znalazła — byłam głęboko przygnębiona, chociaż udawałam, że jestem najszczęśliwszą, głupawą blondynką, dziewczyną z LA,[2] z którą wszędzie się spotka. Miałam paraliżujące bolesne migrenowe bóle głowy co najmniej co 2 tygodnie. Piłam alkohol prawie każdego dnia, tyle ile mój organizm był w stanie wytrzymać. W weekendy brałam narkotyki, by uciec i poczuć się lepiej, ale coraz częściej one pogarszały mój stan.

Byłam nieprawdziwa. Byłam nieszczęśliwa. Umierałam wewnątrz i na zewnątrz.

Krótko mówiąc, byłam na drodze do szybkiej i całkowitej autodestrukcji, ale jawiłam się, jakbym miała szczytowe życie senne. Miałam sławnego chłopaka. Byłam współwłaścicielką studia gier wideo. Przeprowadzano ze mną wywiady w krajowej telewizji i w kanale dokumentarnym dużego formatu. Wydawało się, że taka dziewczyna z małego miasteczka w Montanie miała wszystko co się jej zamarzyło.

Życie eksplodowało, a ja implodowałam.

Ale wtedy pojawiła się Ayahuasca. W moim pierwszym cyklu w 2006 r. w dżungli Amazonii obudziłam się do prawdy — nienawidziłam siebie i nienawidziłam mojego życia.

To było najbardziej uczciwe uświadomienie, jakiego kiedykolwiek doznałam.

Ona (Ayahuasca) również dała mi odwagę i postanowienie by coś zrobić w tych ciemnościach. Wiedziałam, że muszę zmienić prawie każdy aspekt mojego życia. I to było OK. Ponieważ po raz pierwszy w końcu uwierzyłam, że zasłużyłam by poczuć się lepiej.


Kiedy dorosnę, będę szamanką Ayahuaski

Zmiany zaczęły się w momencie, gdy wróciłam do domu w LA. Kariera, przyjaciele, chłopak, dom, narkotyki, alkohol — każda część mojego świata zaczęła odczuwać konieczność przeglądu.

I w tych 2,5 latach masowej transformacji wypiłam tyle ceremonii, na ile mogłam sobie pozwolić, zanim zaproponowano mi błogosławieństwo praktykowania z kilkoma różnymi magiczkami. W procesie zakończenia starych destrukcyjnych wzorów myślałem, że odkryłem dzieło mojego życia — bycie Ayahuasquera. Szamanką. Cuarendera. Uzdrowicielką.

Cała oddałam się temu procesowi. Każdy część mnie brała w tym udział. Poddałam się w sumie 5 bardzo restrykcyjnym i wymagającym dietom roślinnym, które w sumie zajęły prawie trzy lata. Stałam się organizatorką bardzo dużej krajowej społeczności Ayahuaski, w której prowadziłem wszystkie wywiady, produkcję i późniejszą pomoc, poza współkierowaniem ceremoniami. Uczestniczyłam w setkach ceremonii Ayahuaski, z mistrzami z którymi pracowałam, prowadząc tysiące ludzi poprzez przygotowanie, sam lek i integrację.

Praca z tymi roślinami to niewymownie trudny proces,. Uczenie się ułatwiania. Konieczność wzniesienia się na taki poziom uczciwości, przejrzystości, siły, odwagi, ufności i zdyscyplinowania jest nie do opisania. Mój nauczyciel ostrzegł mnie, że będzie to coraz trudniejsze, a była to prawda. Ale to tylko czyniło mnie bardziej oddaną. Bardziej skłonną by dać więcej z siebie.


Rzeczy nie są tym, czym wydają się być

W przeciągu roku lub dwóch, około dziesięciu lat po tym jak włączyłam pełny gaz, stało się jasne, że ścieżki mojego życia są inne niż sobie wyobrażałam. Nie była przeznaczona do prowadzenia ceremonii. Prawdę mówiąc, moje przywiązanie do tego procesu nieomal mnie zabiło, ale może podzielę się kiedy tymi szczegółami kiedy indziej. Okoliczności nie są obecnie ważne, ale to, o co mi chodzi, to czym chcę się podzielić, to to że: szamanizm nie jest dla wszystkich.

Podstawowym pojęciem każdego, kto poświęca się ścieżce szamańskiej jest to, że istnieją dobre i złe energie wokół nas, a szaman pomaga w ochronie i oczyszczaniu. Rośliny mają duchy. Zwierzęta. Skały. Oczywiście ludzie. Ziemia sama w sobie. Szaman to most, wiodący do innych środowisk, pomagający w odzyskaniu duszy i oczyszczaniu duchowym, które wpływają na materialne (ciała) i niematerialne (dusza, umysł, emocje itp.)

Obserwowałam, że ludzie z rakiem uzdrawiają sami siebie. Cukrzyca. Depresja. Choroba Lyme (borelioza). Niewydolność nerek. Przekrwienie serca. PTSD.[3] Intensywne emocjonalne traumy. Wymień jakieś, widziałam, jak się zmieniają w tym procesie.


Nic nie jest zdolne do uzdrowienia nas. Musimy to zrobić sami.

` Ayahuasca, w przeciwieństwie do tego co mówią inni, nie jest uzdrowicielką. Jest rozwinięciem świadomości, co jest o wiele lepsze. Pokazuje nam, jak się uleczyć, jeśli jesteśmy gotowi i chętni. Nie może tego wymusić, może nam tylko pokazać portal. Jeśli nasza dusza wie, że nadszedł czas, wtedy magia może się rozwijać.

Ona otwiera nas na inną perspektywę, bardziej poszerzony widok na siebie, naszego plemienia i naszego świata. Daje nam okazję poznać naszą prawdziwą naturę, nasze wzory, nasze obawy, a następnie dostarczyć wskazówek (za pośrednictwem naczynia w postaci wyszkolonego i autentycznego szamana), aby wybrać coś innego. Uzdrawiać. Rozszerzać.

Ostatecznie Ayahuasca jest tym, co nazywam „lekiem dwoistości”. Pracuje poprzez głębokie kontrasty, takie jak strach i nieustraszenie, ciemność i światło, opór i poddanie.

Ale im bardziej pracowałam z nią, coraz bardziej stawałam się samotna w mej świadomości. Mam na myśli „nie dwoista”. Rozumiem przez to, że wszystkie kontrasty zapadły się w jeden. Nauczyłam się poprzez DOŚWIADCZENIE (w przeciwieństwie do myśli), że ciepło i zimno są po przeciwnych stronach tej samej monety. Ciemność i światło są wykonane z boskiej materii — wszystkie są ze źródła. I tak w najwyższej prawdzie, są one zasadniczo tym samym doświadczeniem, po prostu otrzymujemy je z filtru preferencji, uczucia i klasyfikowania.

W prawdziwym duchu dwoistości ona również pomogła mi posiąść prawdę o naszym ludzkim doświadczeniu — to znaczy naszą boską (postrzeganą, ale wciąż bardzo realną) odrębność. Oznacza to zagłębienie się w duszę, gdzie ból jest niezaprzeczalny. Odczuwałem strach tak obłędnie intensywnie, że myślałem, że się spalę jego realnością. W tej przestrzeni każda chwila wydawała się jak całe życie. W każdej milisekundzie musiałam trzymać się życia, myśląc, że coś znacznie gorszego, niż śmierć, miało mnie skonsumować.

Pomimo świadomości, że to wszystko jest iluzją, moje emocjonalne doświadczenie przebiło się do każdego zakątka spektrum. Jeśli chodzi o tą część mnie, to cholerstwo jest bardzo, bardzo realne. Moja dusza nie da grosza, jeśli mój umysł mówi, że to tylko percepcja. Czuję. A do części mnie pozostającej w odrębności, to prawdziwe sprawa.

Dopóki tego nie było. Dopóki nie zaczęłam doświadczać tego jako jedność. Dopóki przypadkowo nie odkryłam bardziej jednolitej prawdy.


Doświadczając ciemności jako części światła

Nadal czuję ciemność — myślę czasami aż tak intensywnie, że mogę stracić przytomność. Ale nigdy, nigdy nie uwierzę, że to coś innego niż dokładnie to, czego potrzebuję. Wiem, że to miłość. A skoro tak, dualność odeszła.

To faktycznie sprawiło, że jestem bezsilna jako Ayahuasquera.

Czemu? Ponieważ chociaż widzę i doświadczam te wszystkie duchy, w tym demoniczne, zaczęłam głęboko zrozumieć, że są tylko projekcjami wynikającymi z naszej obecnej perspektywy i wibracji. Oba są prawdziwe (jeśli w nie wierzymy), a wtedy, kiedy zobaczymy większy obraz rzeczywistości, stają się projekcjami.

Zarówno realne, jak i nierealne. Ostateczny kontrast.

Rzecz w tym, że jeśli nie wierzysz w ich egzystencję jako jednostek, a także w naszą zasadniczą odrębność, narzędzia te wypadają. Stają się pomysłami, a nie konkretnymi taktykami. Raczej hologramami, zamiast metod bona fide (wiarygodnych).

Stało się to jak oglądanie filmu. Tak, widziałam ciemne energie wokół danej istoty, zwłaszcza gdy je naprawiano i im pomagano. Osobiście nie mogłam odróżnić, czy te jednostki były po prostu (a może nie tak po prostu), aby nie torturować, osłabiać i krzywdzić, ale uczyć, pomagać i asystować. Ciemność jest kimś złym, kto daje nam najgruntowniejsze lekcje. A ponieważ nie możemy zabić ciemności, możemy zwrócić naszą ciekawość ku niej i ważyć się na jej zrozumienie.


Nie ma tu nic złego. Z wyjątkiem tego, że myślimy, że coś jest złe

Przestałam chcieć ingerować w piękno naszych podróży. Przestałem się czuć jakby coś było nie tak. Przestałam wierzyć w złego ducha. Przestałem się zastanawiać, jak walczyć z ciemnością, bo zdałem sobie sprawę, że ciemność ma nas nauczać. Tak, to pieprzone cholerstwo sprawia, że zapadamy na choroby, zarazy i paraliżujący strach. Ból, utrata, separacja, dramat i o mój Boże (OMG) tyle jest cierpienia na tym świecie!

Ale nic nie jest przypadkiem. To prezenty, które musimy posiąść, zintegrować, zrozumieć i kochać, zanim zdołamy je przekroczyć. Jedynym wyjściem jest przejść przez nie.

Jak mi Ayahuasca powiedziała, możesz się ukryć dzieciaku, ale nie możesz uciec. Cień jest częścią jaźni. Jaźń jest częścią wszystkiego. Nie ma nic do naprawienia. Należy tylko słuchać. Tylko zrozumieć.

Podsumowując, nauczyłem się akceptować wszystko jako idealne.

I odkąd zobaczyłam u ktoś (i u mnie samej) chorobę jako aspekt duszy, jako szansę na uzdrowienie, rozwój i wzrost, nie czułam już, że moim powołaniem jest bycie uzdrowicielem. Na zewnątrz dualności nie ma niczego do uzdrowienia.

Nie miałam pracy. Zostałam przez Boga nabrana.


Ayahuasca się mnie pozbywa

Ayahuasca, w jej nieskończonej mądrości, wypchnęła mnie z naszego związku. Ona w zasadzie się mnie pozbyła. Porzuciła mnie bezwzględnie. Ale kiedy wydobrzałam, odkryłam to, co jest zawsze, zawsze prawdziwe — był to doskonały, śmiesznie niesamowity prezent. To nie zostało zrobione przeciw mnie, ten demontaż tożsamości — to zostało zrobione dla mnie. I tak, pomimo poświęcenia całego życia Ayahuasce i medycynie roślinnej, pomimo tego, że zarzuciłam wszystko, aby wykonywać tą pracę, pomimo wytatuowania roślin i totemów zwierząt na całym moim ciele — osobiście skończyłam z szamanizmem. Ale czy na pewno?

Życie jest zawsze pełne kontrastów.

Prawdę mówiąc, skończyłam z moim starym ja, jako szamanką. Musiałam „odpuścić, by coś o tyle większego mogło się zmaterializować”.

Kiedyś myślałam, że nie może być nic większego ani bardziej satysfakcjonującego niż pomaganie ludziom łagodzić ich cierpienia. Jak zwykle się myliłam.


Zrozumienie cierpienia, nie wyeliminowanie go

Teraz biorę to całe głębokie uczenie się, te wszystkie noce strachu, przełamania się i szczęścia i dualności, i wyruszenie na dwie podróże (dualność raz jeszcze):

1) Pogłębiam mój własny związek z duszą. Robiąc wszystko, aby mieć pewność, że jestem tylko naczyniem boskości, że nie znam gówna, że ??wszystko, co przechodzę (szczególnie moje cierpienie, tego któremu najbardziej się przeciwstawiam) jest wspaniałym błogosławieństwem, a intencją uczenia się I rozszerzenia jest Wszystkim Co Jest (bo to wszystko prowadzi do miłości ....)

2) Prowadzenie innych poprzez niezbadane terytorium duszy. Pomaganie komukolwiek, kto nawołuje do pracy ze mną, aby poznać siebie — a więc całe doświadczenie świadomości — w bardziej kompletny sposób. Niezależnie od tego, czy pracują z Ayahuasca i z głównymi roślinami, czy nie, cieszy mnie, że pomagamy ludziom zrozumieć ich prawdziwą istotę. Ich wieczną naturę. Że wszystko jest zarówno prawdziwe i nie realne. Że jesteśmy zarówno śmiertelni, jak i nieśmiertelni.

Nie robię tego, prowadząc ceremonie. Wybrałam zamiast tego bycie przewodnikiem , przed i po, ponieważ tam mogę pozostać w mej integralności.

Ale pozwólcie mi jednoznacznie wyjaśnić jedno: To jest moja osobista podróż z Ayahuaską. Nauczyła mnie tajemnic wszechświata, a potem wyłączyła się z naszego związku.

Nie znaczy to, że inni nie mogą mieć dokładnie tej samej realizacji i być silniejszym szamanem w celu uzyskania dostępu do stanu nie-dualnego. To nie po prostu nie było moim przeznaczeniem. Całą sobą chciałem to wszystko mieć. Byłam tak przywiązana i zakochana byciem z nią. Ale ona i moja dusza mają inne plany i ja szanuję to całkowicie.

Wiedząc, że wszystko jest doskonałe, automatycznie nie czyni z kogoś niefunkcjonującego szamana. To właśnie zrobiło ze MNIE takiego:


Autentyczni szamani i podróżnicy wszyscy są duchowymi wojownikami

Jestem uhonorowana tym, że jestem każdą odważną duszą, która zarówno ułatwia jak i uczestniczy w świętych, ugruntowanych przeżyciach. To NIE jest łatwa droga. To może być, i często bywa, najbardziej satysfakcjonującym doświadczeniem bytu.

Jestem upokorzona i szczęśliwa, że jestem cheerleaderką. Prowadzącą przed i po. Aby pomóc w rozwiązywaniu. W łączeniu z prawdą. W pogłębieniu zrozumienia siebie. A co najważniejsze, do bardziej kompletnego doznawania miłości — miłości do siebie, innych i całego kosmicznego multi-świata. Oznacza to, że kochamy nasz cień, który w najpełniejszym kształcie oznacza miłość do Śmierci.

Więc dziękuję ci, Ayahuasko. Całą sobą, kim jestem i wszystkimi łzy ja wołam ciebie, szanuję cię. Uwielbiam cię. Będziesz Mamacita (mateczką) mojej duszy przez całą wieczność. Będę tęskniła za naszymi szalonymi czasami ceremonii. Więcej niż mogę wyrazić. Wydaje się niemożliwe, że można wyrosnąć z dala od ciebie, ale taką jest moja prawda.

Ale aby obserwować jak inni doświadczają unikalnych przekazów, które masz dla NICH — to jak bym sama była z tobą, wielokrotnie, w ciągłym strumieniu prawdy i miłości.


Idźcie naprzód i Znajdźcie Waszą Własną Prawdę

Jeśli zostanie przez nią wezwani, odpowiedzcie. Jeśli zadzwonią ponownie, odbierz i odpowiedz. Będzie to podróż życia. Jeśli jednak czujesz się kompletny, nie popełnij przestępstwa. Wszystkim, co możemy zrobić, jest bycie zgodnym z naszą własną świadomością. To jest miłość. I miłość naprawdę jest wszystkim, co istnieje.


Oryginał: Why I Quit Ayahuasca Shamanism After 11 Years and 1,000 Ceremonies, March 05, 2017, on Author's blog AfterLife Coach.
W Tarace dzięki uprzejmej zgodzie Autorki – In Taraka by courtesy of the Author.
Przełożył/translated by Jerzy Janusz Florczykowski.


Przypisy Tłumacza

[1] Ayahuasca (wym. ajałaska; w języku keczua „liana duszy”, „pnącze dusz”), yagé, natema, caapi oraz huaraca – rytualny psychodelik zażywany w formie napoju. Zawiera DMT występujące w roślinach z gatunków Acacia sp. i Mimosa sp. oraz harmalinę (będącą inhibitorem MAO) występującą np. w nasionach ruty stepowej (Peganum harmala). Jednak najczęstszą kombinacją roślin, którą stosują południowoamerykańscy szamani do przyrządzenia wywaru jest Banisteriopsis caapi (zawierająca inhibitor MAO) oraz Psychotria viridis lub Diplopterys cabrerana (zawierające DMT) — patrz https://pl.wikipedia.org/wiki/Ayahuasca.

[2] Los Angeles.

[3] Zespół stresu pourazowego, zaburzenie stresowe pourazowe (ang. posttraumatic stress disorder, PTSD) – zaburzenie psychiczne będące formą reakcji na skrajnie stresujące wydarzenie (traumę), które przekracza zdolności danej osoby do radzenia sobie i adaptacji, patrz http://tiny.pl/g5538.


komentarze

[foto]

1. Pani Courtnej znalazła... • autor: Jarosław Bzoma2017-04-08 14:29:46

Pani Courtnej znalazła nową niszę biznesową.Nazwała ją „Afterlife Coach"  i ma zamiar teraz ją rozwijać, jak każdą swoją poprzednią aktywność.Najważniejsze to być pierwszym w jakiejś dziedzinie.Wyczuła widać, że będzie potrzebne wsparcie dla chcących wyjść z ayahuaskowego  uazależnienia, psychicznego a w jej przypadku to już chyba nawet farmakologicznego. Amerykanie mają jakąś ciekawą właściwość, może nawet umiejętność, robienia kasy na wszystkim.Oto kilka jej porad biznesowych. https://medium.com/@TinaKatCourtney
Tysiąc ceremonii? Zakładając, że autorka ma czterdzieści lat ,to już od drugiego tygodnia po urodzeniu musiałaby brać udział w ceremonii ayahuaskowej, raz na dwa tygodnie. Wydaje się mało prawdopodobne ? Jeszcze ciekawiej wypadłby ten rachunek zakładając, że proceder trwał jedynie 11 lat, jak twierdzi autorka artykułu. Uwaga liczę........Co cztery dni :)
[foto]

2. Trójka • autor: Wojciech Jóźwiak2017-04-08 15:42:48

Enneagramowy typ 3-Performer czyli Zadaniowiec. Czy Tina Kat Courtney do tego typu należy, nie wiem, za mało mam danych, ale wiadomo, że należy Naród Amerykański.
[foto]

3. Policzyłem .Jedna ceremonia... • autor: Jarosław Bzoma2017-04-08 15:43:43

Policzyłem. Jedna ceremonia co cztery dni.I tak przez jedenaście lat ??? :)
[foto]

4. Skoro alkohol piła... • autor: Mirosław Piróg2017-04-10 14:35:25

Skoro alkohol piła codziennie, to ceremonia co cztery dni to skromny wynik :D.

[foto]

5. Czestotliwosc • autor: Artur Olczykowski2017-04-10 15:55:53

W kosciele Santo Daime pije sie Ayahuasce (Daime) conajmniej dwa razy w miesiacu, i zwykle sa to dwie, albo trzy dawki w ciagu wieczora, daje to jakies 800 "ceremonii" w ciagu 11 lat, grupy niezalezne, ktore znam, udostepniajace ten sakrament innym robia to przewaznie co tydzien w piatek, w sobote. Tak wiec prowadzacy je szamani pija zwykle dwa/trzy razy w tygodniu. Jej liczba jest moze przesadzona dla efektu, (1000 ladnie brzmi) ale nie az taka nierealna.......

6. Aya • autor: Nierozpoznany#97542017-04-11 07:07:37

Pani Tina pisze że po 10 latach zauważyła że Ayahuasca ma dwie strony medalu ,tą jasną i tą mroczną. Mi zostało to pokazane już na pierwszej.Jeszcze nie wiem czy kiedykolwiek zdecydujesię na kolejną.Wiem na pewno że z Ają nie ma żartu.Tak czy inaczej cieszę się że doznałam tego piękna i brzydoty podczas ceremonii. 

7. Amerykański sen • autor: Nierozpoznany#99162017-04-12 22:20:14

Jak to z Ają nie ma żartów? Wręcz przeciwnie, nigdy tak nie śmiałem się z siebie, z wydumanych przesądów którymi byłem karmiony, kulturowej otoczki w którą obrosłem.
Czy możemy powiedzieć że dla Matki Ziemi coś jest piękne a coś brzydkie? Pustka pojęć. Dobre jest to co służy życiu każdego istnienia.
Tina mimo tylu ceremonii nie pojęła że  to nie duchy wybrały ją na bycie szamanem, a tylko jej ego. I nie Bóg ją nabrał, bo kto raz poczuł JEGO miłość wie że to nieprawda. Amerykański sen się skończył . Koniec astralnego kina, praca czeka.
[foto]

8. słowo o pijakach • autor: Grzegorz Halkiew2017-04-17 13:36:04

odkąd to picie, rozwija duchowo?
[foto]

9. Picie • autor: Artur Olczykowski2017-04-17 16:35:45

Przecież nie chodzi o picie. Ayahuasca jest dla wielu tylko srodkiem, takim samym jak bebny, taniec, szalas potu, na wejscie w odmienne stany umyslu, doswiadczenia sacrum i po tym doswiadczeniu podjeciu rozwoju duchowego na rozne sposoby....wszystko zalezy od intencji.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)