zdjęcie Autora

30 listopada 2012

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Dobry Bakuś contra zły mag Jogos, czyli jak Bakoma walczy z Jogobellą

Kategoria: Twórczość

« Bezbarwna sekretarka Słodkie aromaty imitacji »

Swego czasu mój wnuk kazał sobie kupować serki Bakomy dla dzieci. Ponieważ dziecko było i jest niejadkiem, syn i synowa ulegli jego żądaniom i wszyscy w rodzinie mieli zapowiedziane, że na wizyty wnuka w domu dziadków ma być koniecznie serek Bakomy (Broń, Boże żaden inny). Moje zdumienie budził jednak fakt, że wnuk w sklepach wrzucał do koszyka rzeczone serki, w domu rozbrajał je, ale nawet nie próbował ich jeść. Twierdził, że ich nie lubi.

         Staram się swoje wydatki ograniczać do rzeczy potrzebnych, więc trochę się buntowałam, zwłaszcza, że serki te były obrzydliwie słodkie, a ja słodyczy raczej nie jadam, całość więc szła do kosza.

         Sprawa wyjaśniła się nieco później. Dekielków od pojemniczków (jak potem rozmaitych nakrętek, etykiet itp.  wnuk potrzebował do gier komputerowych. Ofiarowały one rozmaite profity w grach komputerowych, jak „kod dodatkowa energia 50%”, „Kod nieśmiertelność 90 sekund” itp.


0


         Oczywiście udział w grze zachęcał dzieci do kupowania serków. Można dyskutować, czy nie niesie to za sobą ubocznego skutku w postaci zachęty do uzależnienia w przyszłości od hazardu. Niemniej nawet na pierwszy rzut oka nie budził moich wątpliwości fakt, że ta forma sterowania dziećmi jest nieuczciwą walką z innym producentem podobnych produktów. Kim bowiem jest ten zły mag Jogos, z którym walczy dobry Bakuś? Oczywiście produktem konkurencyjnych twarożków Jogobelli. Dzieciak w sklepie zobaczy na przykład jogurcik Jogobelli (nie mówiąc o twarożku) i nawet ekstra duże kawałki owoców nie są w stanie zachęcić go do spróbowania — jeśli nawet niemądra babcia kupi mu coś „na spróbowanie”, żeby rozszerzyć żenująco ograniczoną paletę produktów, które jada dziecko. Wszak to jest „od złego maga Jogosa”, więc dobre dziecko tego nie tknie.

         Nie tylko jednak dzieci są manipulowane. Czym jest ten przesławny „Instytut Pampers”? Rozsyła niemądrym mamuśkom kilkudziesieciostronnicowe opracowania przygotowane tak, żeby wyglądały jak naukowe badania, z których wynika, że dziecko powinno nosić pieluchy aż do pójścia do przedszkola czy nawet szkoły, bowiem nie należy go stresować sadzaniem na nocnik. Nabierają się na to nawet panie z wyższym wykształceniem!

Wszyscy wiemy, że małym kotkom czy pieskom należy stosować „trening czystości” tylko w określonym przedziale czasowym, inaczej przyuczenie do pewnych zwyczajów jest trudne, jeśli nie niemożliwe. Znam więc dzieci – i jest ich coraz więcej – moczące się w wieku nawet 12-13 lat. Podobno nie zawsze są to przyczyny neurologiczne czy psychiatryczne, czy może raczej nie tylko te przyczyny. Lekarze mówią o braku wytrenowania mięśni sterujących oddawaniem moczu czy fekaliów.

         Znam też chłopca, który do 14 roku życia po przyjściu ze szkoły kładł się na tapczanie z butelką mleka ze smoczkiem. Poza tym pod każdym innym względem nie przejawiał żadnych zaburzeń. Po prostu babcia chyba za długo mu dawała butelkę. I możliwe, że odstresowywał się za pomocą tegoż smoczka. Nikt nie nauczył go, że można to robić inaczej. I że nie musi się z odstresowywaniem kryć przed rówieśnikami.

         Manipulowani jesteśmy tak powszechnie, że w końcu przestajemy sobie z tego zdawać sprawę. Pół biedy, jeśli jedna babcia daje jednemu wnukowi smoczka nie bacząc na jego wiek. Sprawa jednak jest poważniejsza, gdy producent jednorazowych pieluch wmawia tysiącom matek, że nie muszą uczyć dzieci treningu czystości, a producent papek w słoiczkach dla małych dzieci, że nie muszą ich podgrzewać i zawierają wszystkie konieczne składniki dla człowieka. Do diety z tych przecieranek dołożą się jeszcze osłodzone produkty konkurencyjnej walki producentów i diabli wezmą wszystkie dążenia do zdrowego odżywiania. Potem na maturze, za pomocą testów ćwiczy się dzieci w odgadywanie jednej słusznej odpowiedzi.

(Czytałam w którymś roku w „Wyborczej” zadania maturalne z języka polskiego i wytyczne do ich sprawdzania. Pytanie brzmiało:  „Jakie jest przeciwne sformułowanie do określenia „romantyczna fikcja””. Prawidłowa odpowiedź brzmiała ”Racjonalistyczny świat”. A jeśli ktoś odpowiedziałby: „Racjonalna rzeczywistość” albo „pozytywistyczna przyziemność”? Czyż nie lepszym przeciwstawieniem „fikcji” jest „rzeczywistość” zamiast preferowanego „świata”? A może „fikcji” należy przeciwstawiać „faktyczność” lub po prostu „fakty” w określeniu: „przyziemne fakty”?. Prawdę mówiąc tylko przez przypadek użyłabym w tym przeciwstawieniu słowo „świat”. Dla mnie przeciwstawnym pojęciem do „fikcji” jest „realność”. Jak można tak bardzo narzucać jedynie słuszną, niezbyt prawidłową odpowiedź? To brzmi jak teleturniej z odgadywania, co powie większość, niezależnie od tego, jakie głupoty by ta większość plotła!)

... Aż wreszcie w wieku dorosłym dochodzimy do jednej słusznej opcji politycznej i faktu, że musi być wyłącznie jedna. PO albo PiS. Bakuś albo Jogos. I mamy, na miarę czyichś potrzeb i poglądów, prawidłowo ukształtowanego człowieka. Biada mu, jeśli myśli nieco inaczej niż wszyscy!

         Nieważne, że jeden człowiek uwierzy, iż straszliwy wróg ludzkości czyha w latającym talerzu na jego zakodowane w ciele geny i w celu ich poznania porywa nieszczęśnika, rozkłada na laboratoryjnym stole i bada, bada, bada (a nawet coś mu wszczepia). Gorzej, jeśli wiele osób wierzy, że Katastrofę spowodowali Rosjanie za pomocą sztucznej mgły, obłoku azotu, czy wreszcie środków pirotechnicznych. Znajomi jednak poinformowali mnie, że skoro Rosjanie mają tak bardzo rozwinięte badania psychotroniczne, to całkowicie niepotrzebne są im środki tego rodzaju. Czterdziestu telepatów plus jeden jasnowidzący i dwóch szpiegów oraz flaszka wódki dla kontrolerów lotów, w zupełności wystarczyłaby.

         Pośmiałam się trochę, ale gdyby przyjąć tę teorię na serio, mamy coś w rodzaju „zamienił stryjek siekierkę na kijek” Czterdziestu telepatów na usługach Putina to ten sam gatunek, co sztuczna mgła.

         Jednego jasnowidzącego darowałabym sobie — ich skuteczność podobno nie przekracza 65%, w przeciwieństwie do flaszki wódki.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Bezbarwna sekretarka Słodkie aromaty imitacji »

komentarze

[foto]

1. Dobre, dobre • autor: Przemysław Kapałka2012-12-01 17:58:26

Choć nawiasem mówiąc manipulowani byliśmy chyba zawsze. Sprobowałabyś kilka wieków temu zacząć myśleć samodzielnie! Mamy wystarczającą ilość przykładów, czym to się mogło skończyć. Inne przykłady pochodzą ze szkoły - to prezentowanie przez ucznia własnego zdania to przecież wymysł najnowszych czasów. Myślę, że nasze czasy nie są specjalnie gorsze, niż dawne.


Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)