Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

20 lipca 2003

Wojciech Jóźwiak

Domy inne niż dotąd
Krytyka pojęcia domów w astrologii. O systemie 8 domów - octotopos

Kategoria: Astrologia
Tematy/tagi: astrologiakosmogramoktotopos

1.

Wielu astrologów usiłuje znaleźć najlepszy system domów wśród nadmiaru propozycji, tymczasem wg mnie problem leży gdzie indziej. Wybieranie "najlepszego" z kilkunastu (lub, podobno, kilkuset) zdefiniowanych w przeszłości systemów domów ma sens o ile już się wstępnie założyło, że domów:

  • a) jest 12
  • b) zaczynają się do ascendentu
  • c) liczone są "anticlockwise"
  • d) ich znaczenia są takie jak w antycznym dwuwierszu: Vita, Lucrum, Fratres, Genitor, Nati ac Valetudo / Uxor, Mors, Iter et Regnum, Benefactaque Carcer, co się wykłada; co się wykłada: "Życie, Zysk, Bracia, Rodzic, Potomstwo i Zdrowie / Żona, Śmierć, Podróże, Władza, Łaskawość, Więzienie".

Taki układ domów jest powtórzeniem zodiaku: tak samo zawiera dwanaście pól na ekliptyce, ich kolejność jest taka sama jak znaków zodiaku, znaczenia są obmyślone na wzór zodiakalnych, a raczej się w zodiakalnych zawierają, są w porównaniu z zodiakiem zawężone.

Faktycznie na początku uprawiania astrologii przez Greków domy były równe znakom zodiaku: znak, który w horoskopowej chwili wschodził, był domem pierwszym, następny (cały!) znak za nim był domem drugim itd. Jeśli na przykład wschodził Rak (ascendent był w Raku, inaczej mówiąc), to domem drugim (tym od pieniędzy) był Lew, trzecim (tym od kłopotów z rodzeństwem) była Panna itd. Czyli urodzeniowe planety rozpatrywano na tle dwóch zodiaków, z których jeden był "ogólnoludzki" (to był zodiak w zwykłym sensie), a drugi był indywidualny i to był właśnie układ domów.

Zauważmy, że przez ponad dwa tysiąclecia astrologowie próbowali ten system udoskonalać, ale rzadko kto podawał w wątpliwość tamte cztery założenia: że domów ma być 12, że liczone są w kierunku "przeciwzegarowym" i od ascendentu (niekiedy od MC) i że ich znaczenia są Vita... Carcer.

Brak dobrych rozwiązań wśród dwunastopolowych, przeciwzegarowych, ascendentalnych i "witakarcerowych" systemów domów, i to po 23 wiekach poszukiwań, świadczy o tym, że takich rozwiązań nie ma i astrologia na odcinku domów wpuściła się w uporczywie trwający ślepy zaułek.

Z drugiej strony coś w rodzaju domów powinno w astrologii być. Domy odbijają dzienny ruch sfery niebieskiej względem miejsca stania, względem powierzchni Ziemi. Na zdrowy rozum jeśli planety działają (- przynajmniej niektóre!, a kto się bawi astrologią, nie może o tym wątpić), to to, czy któraś z nich znajduje się pod horyzontem i jest niewidoczna w "paśmie optycznym", czy też stoi w zenicie, powinno jakoś jej działanie na ludzki umysł modyfikować. Chyba nikt z astrologów nie wątpi w to, że planety wschodzące, zachodzące, górujące i dołujące są szczególnie ważne w horoskopie - a jeśli bierze się pod uwagę osie horoskopu (ascendent, MC, descendent, IC) to już to jest początkiem definiowania domów.

2.

Po kolei będę podważał i rozważał tamte cztery założenia.

1) Dwanaście

Skąd się wzięła w astrologii liczba dwanaście? Dlaczego uznano, że znaków zodiaku jest 12, a wcześniej nauczono się gwiazdy na niebie wzdłuż trasy planet grupować w 12 figur? Ta liczba nie jest przypadkowa. Gwiazdy mogą się obserwatorom układać w dowolną liczbę grup, tu ludzkiej fantazji nic nie krępuje. Co ją tak skrępowało, że zodiakalnych gwiazdozbiorów wyszło 12? Każdy kto patrzył w niebo widział, że zodiakalne gwiazdozbiory są nader nierówne: jedne składają się z jasnych gwiazd ułożonych w wyraziste grupy (Lew, Skorpion, Bliźnięta), inne są ledwie jakimś niewyraźnym gwiezdnym kurzem (Rak, Waga, Koziorożec). Jawne jest, że te 12 gwiazdozbiorów wymyślono na siłę, że nie w samych gwiazdach była przyczyna. Coś innego kazało starożytnym odliczać gwiazdy do dwunastu.

Przyczyną jest ruch Księżyca, Słońca i Jowisza. Słońce zamyka swój cykl, zwany rokiem zwrotnikowym i równy okresowi zmian pór roku, w ciągu 365.2422 dni. Nowie i pełnie Księżyca są co 29.5306 dni (jest to tzw. miesiąc synodyczny). W ciągu roku występuje więc średnio 12.368 nowiów i pełni, tyle jest naturalnych miesięcy księżycowych. Od pełni do pełni (lub od nowiu do nowiu) Słońce przesuwa się co 29.107 stopnia. Widzimy więc, że kiedy podzielono niebo na 12 równych odcinków po 30 stopni i dopasowano do nich gwiazdozbiory (czyli tak połączono gwiazdy liniami, żeby w jednym znaku widzieć jeden charakterystyczny wzorek z gwiazd), to można było mówić, że każda kolejna pełnia (lub: nów) wypada w kolejnym znaku zodiaku. To wprowadzało bardzo dobry porządek na niebie, porządek, który był podstawą kalendarza, a panowanie nad czasem było rzeczą wielkiej wagi, zwłaszcza dla społeczeństw rolniczych i dla pierwszych organizacji państwowych. Jak trudne było to zadanie, widać choćby po tym, że tak rozwinięta społeczność, jak Rzymianie, zwalczyła (w osobie Juliusza Cezara) kalendarzowy bałagan dopiero w roku 45 pne, a żydowskiego odliczania tygodni nie udało się uzgodnić z cyklem słonecznym do dziś, żeby nie wspomnieć o kalendarzu muzułmańskim, dla Europejczyka niezrozumiałym.

Jest jeszcze drugi cykl odliczania do 12 po 30 stopni: jest to ruch Jowisza. Obieg Jowisza trwa 11.862 lata zwrotnikowe, z czego wynika, że kolejne koniunkcje Słońca z Jowiszem odległe są o 30.349 stopnia! Można więc z dobrą dokładnością powiedzieć, że co roku Jowisz przesuwa się co jeden znak zodiaku, albo że koniunkcje (lub łatwiejsze do zaobserwowania opozycje) co roku występują na tle kolejnych znaków zodiaku. Tak więc ruchy Słońca, Księżyca i Jowisza forsują podział nieba na 12 odcinków po 30 stopni. Można też ułożyć taką proporcję:

Jowisz : Słońce = Słońce : Księżyc

Z pewnością paleoastronomom wydała się ona Wielką Tajemnicą Niebios!

Zauważono też, że między kolejnymi pełniami (lub nowiami) mija 29.5306 dnia. Czy ta liczba - około 29 i pół - nie pojawia się w jakimś innym cyklu? Tak, to jest liczba cyklu Saturna: obieg Saturna trwa 29.458 lat zwrotnikowych, a koniunkcje Słońca z Saturnem następują na niebie co 12.221 stopnia. Niemal taki sam odcinek przebiega średnio Księżyc w ciągu jednego dnia: 12.195 stopnia. Mamy więc drugą proporcję:

Saturn : Słońce = Księżyc : dzień

Z pierwszej proporcji (Jowisz : Słońce = Słońce : Księżyc) wziął się kalendarzowy podział roku na 12 miesięcy, podział ekliptyki na 12 znaków zodiaku, oraz (wcześniej) pogrupowanie gwiazd na 12 zodiakalnych gwiazdozbiorów. (Zauważmy też, że astrologia musiała zwrotnie wpływać na grupowanie gwiazd, gdyż zodiakalne gwiazdozbiory noszą nazwy tak dobrane, żeby były mnemotechnicznymi skrótami charakteru ludzi urodzonych w tych znakach.)

Drugą proporcję też próbowano zaprząc do podobnych celów, ale czyniono to mniej śmiało; właściwie tylko w astrologii indyjskiej przyjął się podział nieba na tyle odcinków, aby ich liczba przypominała saturnowo-księżycowe 29 i pół. Mowa o nakszatrach, stacjach księżycowych, których jest 28 albo 27. Ja w latach 80-tych obmyśliłem "zodiak siedmiokrotny", który zawiera 7 razy 4 czyli 28 równo odległych punktów znaczących. Astrologiczne znaczenia tych punktów wydedukowalem między innymi z obserwacji dni, w których Księżyc mijał dany punkt. Opisane jest to TUTAJ; w latach 90-tych uzgodniłem ten system z małymi arkanami tarota, co jest TUTAJ.

Przy okazji zauważmy, że tydzień jako cykl odliczania czasu wziął się stąd, że pół czasu od nowiu do pełni liczy 7.38 dnia; zaokrąglenie do siedmiu jak widać okazało się wystarczające do dziś.

Ale wracając do liczby 12: kiedy uświadomimy sobie, skąd się wzięły dwunastokrotne podziały, widzimy, że nie mają one nic wspólnego z dobowym ruchem sfery niebieskiej ani z obrotem Ziemi wokół swej osi, które to zjawisko stoi u podstaw (ewentualnego) podziału na domy. Nie ma żadnych powodów, aby "przestrzeń lokalna" miała mieć dwunastokrotną strukturę!

Liczba 12 domów pojawia się jako wynik usiłowania, aby dobę upodobnić do roku, a zodiak do przestrzeni lokalnej.

2) Ascendent jako "początek"

...Ale niby dlaczego układ domów, struktura kolista, ma mieć jakiś "początek"? Rozważane założenie przyjmijmy raczej w bardziej "nowoczesnym" sformułowaniu: że ewentualny dobry układ domów powinien zawierać cztery (równoprawne co do swej "mocy" i "początkowości") punkty osiowe/kardynalne: ascendent, medium coeli, descendent, imum coeli. Które odpowiadają (na półkuli północnej) czterem stronom świata: wschodowi, południu, zachodowi, północy. Symbolicznie zaś kojarzą się ze świtem, południem ( w sensie pory dnia), zmierzchem i północą (środkiem nocy), a także z wiosną, latem, jesienią i zimą. I mogą mieć odpowiedniki w mnóstwie innych symbolicznych czwórc, o których kiedyś pisałem TU.

3) Kierunek "przeciwzegarowy"

Kierunek "przeciwzegarowy" odliczania domów, czyli zgodny z zodiakalnym (rocznym) ruchem Słońca na tle gwiazd, ale przeciwny do pozornego ruchu sfery niebieskiej względem ziemskiego horyzontu jest bezsensowny - skoro układ domów (takich lub innych) ma właśnie za zadanie odwzorowywać ruch tejże sfery względem punktu stania. Słuszniejszy byłby tu kierunek zgodny ze wskazówkami zegara. (...Który na południowej półkuli należałoby jednak zmienić na przeciwny. A co robić na równiku?)

4) Vita... Carcer

...Czyli analogia domów do znaków zodiaku. Obrażających rozsądek głupstw, które nagromadziły się w tym punkcie jest tyle i są tak naiwne, że daruję sobie ich rozważanie. Nie ma żadnego powodu, aby planety, które dopiero co wzeszły, uważać za szczególnie nieszczęśliwe tylko dlatego, że znajdują się w feralnym domu dwunastym, wróżąc więzienie, urwanie stopy albo szpital psychiatryczny. Podobnie, czy ktoś w ogóle zastanawiał się przez minione 2000 lat, co takiego strasznego miałoby być w kierunku południowo-zachodnim, że z niego ma przychodzić śmierć, którą zapowiada (jakoby) dom ósmy? Intelektualna jakość tych dogmatów jest niższa niż wiara w przejście czarnego kota.

Aby nie zamulać sobie umysłu tymi i podobnymi przesądami, najprościej by było odrzucić domy - w jakimkolwiek wariancie dwunastopolowym, przeciwzegarowym, witakarcerowym i zawierającym początek. Nie ma lepszych i gorszych układów domów, nie ma też tego jedynie słusznego i daremnie poszukiwanego - wszystkie są jednakowo do kitu.

Powstaje problem, czym je zastąpić i jak w takim razie podzielić przestrzeń lokalną, aby ten podział był użyteczny dla astrologa?

3.

Moje propozycje składają się z czterech punktów, o których dalej. (W ostatnich latach niezależnie do podobnych wniosków doszedł Patrice Guinard.)

1) Przestrzeń lokalna ma cztery wyróżnione punkty (kierunki), tzn. osie horoskopu (albo kierunki kardynalne): ascendent, mc, descendent, ic. (Tzn. każdy sensowny podział przestrzeni lokalnej musi te cztery osie uwzględniać i zawierać.)

2) Wraz z obszarami pomiędzy osiami tych wyróżnionych kierunków jest osiem. (Czyli można mówić o "układzie ośmiu domów", oktotopos - termin Guinard'a.)

3) Jeśli do jakichś celów konieczne byłoby uporządkowanie tych miejsc w jedną stronę obrotu, to należy jako podstawowy przyjąć kierunek w prawo, zgodnie ze wskazówkami zegara, w kierunku widocznego obrotu sfery niebieskiej.

4) Najprawdopodobniej jeden układ takich "ośmiokrotnych domów" nie wystarczy - wydaje mi się, że do różnych celów należy posługiwać się trzema ich układami:

- pierwszy, wertykalny, rzutuje na pierwszy wertykał; kierunkami kardynalnymi są tu wschód (geograficzny), zenit, zachód i nadir;

- drugi, horyzontalny, rzutuje na horyzont; kierunkami kardynalnymi są wschód (jak poprzednio), południe, zachód i północ;

- trzeci, ekliptyczny, powstaje kiedy przetniemy płaszczyzny podziału wertykalnego z ekliptyką; tu kierunkami kardynalnymi są ascendent, medium coeli, descendent i imum coeli.

(Na półkuli południowej z zenitem i medium coeli sprzężony będzie - także symbolicznie - kierunek północny, nie południowy jak na półkuli północnej. Na równiku zenit i medium coeli nie mają związku z kierunkami horyzontalnymi. Na biegunie horyzont nie ma kierunków - wszystkie są umowne!, a płaszczyzny pierwszego wertykału nie da się zdefiniować. Na kole podbiegunowym zdarza się raz na dobę, że ekliptyka "skleja się" z horyzontem i wtedy traci sens większość dawnych systemów domów.)

Dobry program astrologiczny powinien wyświetlać wszystkie trzy podziały; dobry astrolog powinien oglądać horoskopy urodzeniowe i zdarzenia w tych trzech rzutach. Zapewne do różnych celów rożne z nich okazałyby się najbardziej odpowiednie.

4.

Według Patrice'a Guinarda imum coeli symbolicznie wiąże się z Tajemnicą - bo tak należy nazwać to, co ma miejsce przy przejściu od nieistnienia do istnienia: jakiegokolwiek bytu, zwłaszcza człowieka. Na tajemnicę natrafiamy, kiedy chcemy sobie przypomnieć i uświadomić swoje własne początki; tajemnica okrywa nasze dzieciństwo i pochodzenie i bywa tym mentalnym klejem, który łączy rodzinę. Podobny rodzaj tajemnicy skrywa początki państw (Mieszko i Popiel, a jak było naprawdę?), języków (zagadka pochodzenia Słowian a wcześniej języków indoeuropejskich), gatunków (Homo sapiens) i całego Wszechświata.

Ascendent łączy się z Samopoznaniem, samowiedzą, przejściem od bytu istniejącego, ale nie znającego siebie, do takiego, który swoje istnienie poznał i zaznaczył. Oryginalnie Guinard tę ideę nazywa "Komunikacją". Jest to impuls, który wyzwala deklarację: "Oto-Ja-Jestem-Tutaj!".

Medium Coeli to sytuacja, kiedy wiele "bytów" zmieścić się jakoś musi w ograniczonej przestrzeni. Łączy się z tym świadomość ograniczeń i natykanie się na opory, ale także konkurencja i walka o udowodnienie, że "ja jestem ten lepszy". Stąd wywodzi się też porządek i sprawiedliwość, jako zasada dzielenia ograniczonej przestrzeni, jak również rygor i organizacja. Guinard nazwał ten kompleks hasłem "Pozycja".

Descendent związany jest symbolicznie ze znalezieniem swego dopełnienia, Tego-Drugiego. Hasło Guinarda brzmi tu; "Para".

Jak widać, podając symboliczne charakterystyki czterech osi horoskopu, Guinard nie odchodzi od "odwiecznej tradycji", co jest uzasadnione tym, że cztery kierunki (osie) należą przecież jako składnik do systemów 12 domów.

Dodajmy, że Imum Coeli odpowiada pierwszej matrycy okołoporodowej Grofa: Oceanicznemu Zjednoczeniu. Odpowiada też żywiołowi Wody - co zgadza się z uznawaniem (jak każe Tradycja) domu czwartego podobnym do znaku Raka. Podobnie, medium coeli w pewnym stopniu odpowiada drugiej matrycy Grofa, Opresji i żywiołowi Ziemi. Trudniej jednak byłoby utożsamić sens ascendentu z Ogniem i matryca trzecią, albo descendent z matrycą czwartą i Powietrzem. Nie wszystko w symbolicznych systemach musi się odbywać na jedno kopyto!

Wymienione cztery osie, punkty kardynalne horoskopu, to "domy" (w ośmiokrotnym systemie) "pierwotne". Przesuwając się o pięć punktów (piątka i ósemka są kolejnymi wyrazami ciągu Fibonacciego) natrafiamy na "domy" wtórne lub pochodne, czyli te, które leżą pomiędzy osiami.

Pochodny od imum coeli, Tajemnicy, jest "dom" nazwany przez Guinarda Harmonia, leżący między mc a descendentem, czyli na południowym zachodzie. W domu Harmonii (4) człowiek zanurza się w społeczeństwie i w związkach z innymi, wchodzi w symbiozę z innymi ludźmi i korzysta z bogactwa (nie tylko materialnego!), które przychodzi od innych.

Pochodny od ascendentu-Komunikacji jest "dom" Wiedzy, który skłania do zdobywania wiedzy, takiej, która wymaga postawy badacza i dystansu wobec świata. Leży on pod horyzontem po północno-zachodniej stronie.

Pochodny od medium coeli (Pozycji) jest "dom" Sławy, którego sens polega na wychodzeniu ku tym, którzy są daleko: ku publiczności, czyli tym, którzy są daleko w przestrzeni, i ku potomności, czyli tym, którzy są oddaleni w czasie. W przestrzeni opowiada północnemu wschodowi, jeszcze pod horyzontem.

Od descendentu (Pary) pochodny jest "dom" Przyjaźni, w myśl którego człowiek otwiera się na innych, wychodzi ku nim i kieruje się ku społecznym interakcjom. Jest to obszar nieba nad horyzontem na południowym wschodzie. (Opisałem to już kiedyś TUTAJ.)

Jak widać, w systemie Guinarda nie ma obszarów złoczynnych, takich jak tradycyjne domy (nie wiedzieć dlaczego) szósty, ósmy i dwunasty. Ale można sobie łatwo dopowiedzieć, jakie pozytywne i negatywne zjawiska mogą się rozwinąć z pobytu pewnych planet w poszczególnych obszarach "oktotoposu". Znam np. przypadki rodzinnych tragedii, za które astrologicznie odpowiadały Saturn i Pluton w pobliżu imum coeli.

System Guinarda wyjaśnia też, dlaczego badania Gauquelina wykazały tak poważną nadwyżkę Marsa w horoskopach sportowców w polach Komunikacji (około ascendentu) i Pozycji (około mc) - ponieważ próbka mistrzów sportów składała się z ludzi wyselekcjonowanych pod kątem zaznaczania swojej obecności (taki jest sens ascendentu - guinardowska Komunikacja) oraz wygrywania w (ujętej w reguły) rywalizacji z innymi (co jest sensem medium coeli, czyli Pozycji w rozumieniu Guinarda). Sam Gauquelin własne wykresy rozumiał inaczej i "mechanistycznie": że oto Mars (i inne planety) są silne przechodząc przez ascendent i mc, zaś słabną (w jego terminologii "są w strefie niskiej aktywności) pomiędzy ascendentem a mc. Według interpretacji Guinarda byłoby zaś tak, że Mars w strefie Przyjaźni - pomiędzy ascendentem a mc - wprawdzie nic ze swojej aktywności nie tracił, za to jego aktywność w tym obszarze nie sprzyjała wygrywaniu zawodów sportowych i wyładowywała się w innych dziedzinach życia.

5.

Mnie cieszy, że dawne systemy domów należy odrzucić, a w ich miejsce wymyślić coś nowego.

Wojciech Jóźwiak

Milanówek, 20 lipca 2003


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)