Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

24 listopada 2010

autorzy różni lub anonimowi

Doświadczenia ayahuaski

Kategoria: Szamanizm
Tematy/tagi: ayahuascaHarner

  (1)    2    3    4    5    6    7    8    dalszy >  

Jeszcze paręnaście lat temu ayahuasca była egzotyczną ciekawostką i mało kto o niej słyszał. W Tarace pisano o niej kilkakrotnie (zob. np.: Metzner Nadchodzi ayahuasca, Lubiński Wysoka Selva, Pillado W Peru, na pograniczu światów, Metzner Święte Pnącze Duchów, Alverga Las wizji). Od tamtego czasu coraz więcej osób miało własne doświadczenia z "lianą duchów". W tych wywiadach pięcioro z nich opowiada o własnych, często intymnych przeżyciach. Imiona autorów ze zrozumiałych względów są fikcyjne, treść nie. Pytania do poszczególnych osób bywają różne, chociaż niektóre się powtarzają. Zachowano oryginalną pisownię autorów, dlatego "ayahuasca" bywa pisana przez c lub k, niekiedy z wielkiej litery. (WJ)




Artur, wywiad 1.

Odpowiada: Artur - mężczyzna, lat 40+, menedżer. Miejsce doświadczenia: w Europie, pensjonat za miastem.


Pyt.1. Z jakim zamiarem wybrałeś się na ayahuaskę: czy chciałeś poznać, jak to jest, czy chciałeś zostać wyleczony lub uzdrowiony, lub może dostać jakieś wskazówki na życie?

Odp.: Z chrześcijaństwa pozostało mi poszukiwanie "tego czegoś", co zapewni mi doskonałość, będzie końcem niepokoju i zmian. Już jakiś czas temu zrozumiałem, że to fałszywa obietnica, "tego czegoś" nie ma. Że niezależnie od tego dokąd pojadę, co zobaczę czy poczuję, z kim się spotkam dalej będę podlegał tym samym cierpieniom. Żadna nowość: arya duhkha satya. Nie jestem oświecony, ale wiem, że nie ma zbawienia od tego rodzaju cierpień.

Jednak mimo zrozumienia, złudzenie możliwości zbawienia trwa nadal, a przynajmniej czasami się pojawia. W takim właśnie stanie chciałem je (zbawienie) znaleźć za pomocą Ayahuaski, głównie pod wpływem jej entuzjastycznych recenzji. Liczyłem, że w tych wizjach odnajdę ten sposób widzenia świata, który da mi spokój. Wcześniejsze doświadczenia z szukaniem zbawienia spowodowały, że nie obiecywałem sobie już zbyt wiele, ale nie chciałem postępować jak człowiek który na targu szuka portfela we wszystkich kieszeniach oprócz jednej. Zapytany dlaczego ją omija, odpowiada: "Bo jeżeli tam go nie ma, to mnie naprawdę okradli!"

Sprawdziłem więc ostatnią możliwość osiągnięcia zbawienia i wybrałem się na ceremonię.


Pyt. 2. Czy stan po ayahuasce przypomina któryś rodzaj bardziej znanych doświadczeń? Czy jest podobny np. do snu (śnienia), albo do upojenia alkoholowego?

Odp.: Nie. Nie jest podobny do niczego, co znam.

Wziąłem udział w weekendowej sesji, w czasie której Ayahuaska była podawana trzykrotnie. Odbywało się to niezwykle ceremonialnie, w wygodnej sali, gdzie każdy miał przygotowane miejsce do położenia się i przykrycia, osobno kobiety i mężczyźni. Mówienia było niewiele, dużo muzyki albo śpiewanej przez prowadzących albo z odtwarzacza. Ayahuaskę podawał prowadzący, wydzielając ją kieliszkiem według swojego uznania. Naturalną rzeczą było odmówienie swojej kolejki.

Dla mnie pierwsza sesja była fatalna, a druga jeszcze gorsza. Czułem się źle, cały chory, tak fizycznie. Pomijając nawet poczucie kamienia w brzuchu, mdłości i rozwolnienie których się spodziewałem, zaskoczyło mnie poczucie ogólnego osłabienia, dezorientacji, niezdolności do szybszego poruszania się. Zachowywałem się jak stary, kruchy człowiek, przytrzymując się ścian przy chodzeniu.

Nie czułem się też dobrze psychicznie. Niezwykle silnie martwiłem się swoją aktualną sytuacją, błędnymi decyzjami, różnymi mniej i bardzie wymyślonymi zagrożeniami. Dopadły mnie wszystkie moje troski i wyolbrzymiły się.

Podczas pierwszej sesji widziałem przez chwilę jakieś fraktalne wzorki, ale to właściwie niewarte wzmianki.

Po tych doświadczeniach wahałem się poważnie, czy brać udział w trzeciej sesji. Przeważyło poczucie obowiązku - oraz informacje, że na niektórych, zwłaszcza na początku, Ayahuaska działa bardzo słabo.

Trzecia sesja zaczęła się podobnie, czułem się źle, ale udało mi się odwrócić uwagę od swojego samopoczucia. Zostawiłem siebie leżącego na materacu z bólem brzucha i zmartwieniami i po prostu byłem. Na ten stan nie ma słów. Istniałem poza ciałem, poza swoją codzienną tożsamością, poza swoją osobistą historią, poza słowami także. Dźwięki muzyki stwarzały przestrzeń w której się znajdowałem. Kiedy muzyka się przerwała, wystarczył szum krwi w uszach, żeby powoływać to miejsce w którym istniałem. Dźwięki nadawały tej przestrzeni jakąś strukturę, ale samo jej istnienie nie zależało do dźwięków. W tej przestrzeni nie było nikogo ani niczego, właściwie mnie też tam nie było. Obserwowałem ją będąc wewnątrz niej, a jednocześnie nie zakłócając jej swoją obecnością. Ten opis zrobił się już skomplikowany, natomiast samo doświadczenie było bardzo proste - prostsze niż oddychanie.

Stan takiego oddzielenia nie był stabilny, łatwo było połączyć się znowu ze zwyczajnym doświadczeniem, tak jak łatwo jest ulegać nawykom. Nawykiem było odczuwanie trosk i niewygody. Jednak uczyłem się jak odnajdywać ten stan i kolejne wejścia w niego stawały się coraz łatwiejsze. Pod koniec mogłem to robić już z otwartymi oczami i nie wytrącało mnie to z transu.

Kiedy poczułem się w miarę swobodnie w tym transie, poczułem też ogromną potęgę stanu do którego prowadzi Ayahuaska, nie doświadczyłem tej potęgi, ale jej przeczucia. Tak, jakbym został przyprowadzony na brzeg oceanu, pierwszy raz zanurzył się w wodzie i pozwolił jej unieść, a później otworzył oczy i zobaczył cały ogrom tej wody. Tak czuję moje pierwsze doświadczenie z Ayahuaską, ma ona ogromy potencjał, którego zaledwie zacząłem doświadczać.


Pyt. 3. Czy branie ayahuaski jest lub może być niebezpieczne dla zdrowia? Czy wymaga jakichś środków ostrożności?

Odp.: Tak. Ayahuaska składa się z dwóch czynnych substancji: halucynogenu DMT i inhibitora MAO. DMT jest szybko rozkładane w przewodzie pokarmowym przez enzym MAO i połknięte samo nie daje żadnych efektów. Do zablokowania działania MAO dodaje się inhibitor MAO. Jednak MAO jest potrzebne do trawienia tyraminy, aminokwasu znajdującego się w wielu potrawach. Niestrawiona tyramina może prowadzić do gwałtownego wzrostu ciśnienia krwi i innych objawów nieprzyjemnych a w skrajnym natężeniu groźnych. Rozwiązaniem jest unikanie przez kilka dni przed i po ceremonii pokarmów bogatych w tyraminę: serów żółtych, śledzi, drożdży, czerwonego wina, czekolady, awokado i kilku innych. Zastosowanie się do tego zalecenia czyni Ayahuaskę bezpieczną.

Z drugiej strony, Ayahuaska powoduje fizycznie złe samopoczucie. Osłabienie, spowolnienie reakcji, ograniczenie pola widzenia, mdłości i biegunkę. Wszystko to jest dosyć nieprzyjemne, ale nie jest groźne, w każdym razie nie groźniejsze niż osłabienie kontroli ruchów po dwóch piwach.


Pyt. 4. Czy z twojego doświadczenia wynika, że stan ayahuaskowy i samo branie tego środka jest wciągające i uzależniające? Czy można tu popaść w nałóg?

Odp.: Nie sądzę. Paliłem papierosy, miałem kontakt z opiatami, regularnie (codziennie wieczorem) pijałem piwo albo wino; wiem, rozumiem i czuję w jaki sposób można popaść w uzależnienia. O marihuanie nawet nie warto wspominać w tym kontekście.

Ayahuaska wydaje się nie mieć potencjału uzależniającego, nie większy od konopi. Nie występuje kac ani nic podobnego, a raczej coś przeciwnego. Podróż jest wyczerpująca, a z ulgą wraca się do normalniejszej rzeczywistości i sprawniejszego ciała.

Druga sprawa to rytuał. Jestem przekonany, że grupa i jakiś rytuał przy zażywaniu Ayahuaski jest niezbędny. Ona jest potężna i delikatna jednocześnie. Wymaga spokoju i wsparcia ze strony grupy. Nawet podczas pierwszych sesji, kiedy po prostu czułem się źle, doświadczałem wspólnoty z innymi i ich życzliwości - chociaż właściwie nikt nic nie mówił.

Chcę powtórzyć to doświadczenie, ale w podobnych warunkach. Moim zdaniem rytualność, grupowość bardzo skutecznie dodatkowo zabezpiecza przed nałogiem czy nawykiem, takim w jaki można popaść np. paląc marihuanę.


Pyt. 5. Jak porównujesz swoje doświadczenie z tym, co opisał Michael Harner, jako jego pierwszy raz? (Harner był przekonany, że został otruty i zaraz umrze, i zobaczył mitologiczne sceny pełne spektakularnych potworów, które opowiadały mu, kim są i jakie moce mają.) Jak skomentujesz wizje opisywane przez innych podróżników?

Odp.: Gdybym dostał tę obrzydliwą, gorzką, błotnistą ciecz w mokrym lesie na końcu świata, z pewnością byłbym przekonany, że zostałem otruty. Na szczęście było to w odległości kilu metrów od łazienki, a wszyscy byli ubrani.

Nie zobaczyłem żadnych scen, nikt mi nic nie mówił. Była tylko przestrzeń.

Jest to tym dziwniejsze, że wizje - przy bębnie albo w półśnie - osiągam dosyć łatwo i często są dosyć barwne i szczegółowe. Tymczasem pod działaniem substancji niezwykle halucynogennej nie zobaczyłem nic.


Pyt. 6. Czy ayahuasca może być pomocna w rozwoju wewnętrznym?

Odp. Nie wiem. To pytanie zakłada, że zmiany w osobowości układają się w jakiś wzór i że niektóre z nich są wyróżnione jako rozwojowe i jako takie pozytywnie wartościowane. Drugim założeniem jest, że jest to wzór i wartościowanie przynajmniej w części wspólne dla jakiejś grupy ludzi. Oba założenia uważam za fałszywe, więc odpowiedź jest niemożliwa.

Zamiast tego proponuję pytanie: Czy Ayahuaska może sprowokować zmiany wewnętrzne trudne do osiągnięcia w inny sposób?

I odpowiadam: Tak sądzę, ale tylko na podstawie własnego doświadczenia. Jest ono nieprzekazywalne słowami i dlatego nie wiem, czy inni, nawet jeśli się ze mną zgodzą, mówią o tym samym.

Nie spotkałem się dotąd ze stanem, który byłby choć trochę porównywalny do transu po Ayahuasce. To doświadczenie pozwoliło mi odczuć stan, jakiego nie potrafiłem sobie nawet wyobrazić, a przeczytałem sporo opisów, także pisanych przez bardziej niż ja utalentowanych autorów.


Pyt. 7. Co myślisz o tym, co powiedział Terrence McKenna: że ktoś kto nie doświadczył halucynogenów, podobny jest do kogoś, kto nigdy w życiu nie miał seksu, podobnie pozbawiony jest całej ważnej sfery przeżyć?

Odp.: Sądzę podobnie. Czuję się jak ślepy, który całe życie spędził na swojej zakurzonej wiejskiej uliczce, poznał wielu ludzi, usłyszał wiele historii, porusza się całkiem sprawnie po znanych drogach. W tym stanie zostałem zabrany nad ocean, a zanurzenie w jego wodach spowodowało, że odzyskałem wzrok (i dostałem mdłości). Nie tylko poczułem, że woda mnie unosi - czego wcześniej, z braku wody, nie dało się doświadczyć - ale także odzyskałem wzrok, zmysł, który działa w zupełnie nowy sposób. A co więcej, zobaczyłem nie tylko znane już okoliczne drzewa, ale wielką przestrzeń, ocean i gwiazdy.

Przestrzeń wizji, do których daje dostęp Ayahuaska, nie jest środowiskiem dla ludzi, tu nie można żyć, trzeba wrócić do swojego zwykłego funkcjonowania, do miejsc, gdzie nie potrzebuję już korzystać z tego nowego zmysłu, żeby trafić z pracy do domu. Jednak wspomnienie oceanu zmienia wszystko.


Pyt. 8. Czy coś się zmieniło w twoim życiu po tym doświadczeniu?

Odp.: W zasadzie nie, ale jednak tak.

Nie - bo dalej żyję tak jak żyłem, zajmuję się tym samym, moje problemy nie zostały rozwiązane, poczucie codziennego cierpienia wróciło (a właściwie to nigdy na dobre nie odeszło)

Tak - bo od tego czasu wiem, z doświadczenia, że stan ustania cierpienia (nirodha) jest możliwy. To powoduje, że nie traktuję siebie i swoich spraw tak poważnie. Więc w pewien sposób zmieniło się wszystko.



(© Wojciech Jóźwiak 2010)



  (1)    2    3    4    5    6    7    8    dalszy >  
x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)