Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

15 grudnia 2010

autorzy różni lub anonimowi

Doświadczenia ayahuaski cz. 7
Co ayahuasca zmieniła w twoim życiu? Czy wzięcie ayahuaski ma coś wspólnego ze śmiercią? Czy to jest to coś, co wciąga?

Kategoria: Szamanizm
Tematy/tagi: ayahuascaHarner

  < poprzedni    1    2    3    4    5    6    (7)    8    dalszy >  




Henryk, wywiad 7.

Odpowiada: Henryk, mężczyzna, lat 60+, wolny zawód. Okoliczności doświadczenia: na sesji szamana z Ameryki Płd. podróżującego po Europie.


Pyt. 1. Co cię skłoniło do wzięcia ayahuaski? Czy szukałeś uzdrowienia z jakiejś dolegliwości fizycznej, psychicznej...?

Odp.: To raczej ayahuaska przyszła do mnie. Zostałem zaproszony, potem wahałem się długo, ostatecznie przyjąłem zaproszenie. Nie szukałem uzdrowienia. Traktowałem to jako kolejne doświadczenie duchowe lub rozwojowe.


Pyt. 2. Czy stan po ayahuasce przypomina któryś rodzaj bardziej znanych doświadczeń? Czy jest podobny np. do snu (śnienia) albo do upojenia alkoholowego?

Odp.: Ten stan okazał się trochę podobny do stanu po grzybach psylocibe - podobne było nienormalne odczuwanie ciała w obu przypadkach. Mrowienie, odrętwienie. Konieczność ratowania się z tego przez wzmożone oddychanie. Od snu i śnienia stan ten różni się radykalnie, bo w śnie nie masz pełnej jasnej świadomości, nie ma twojego "ja", a po ayahuasce zachowujesz pełną przytomność. Przynajmniej u mnie tak było, ale podobno doświadczenia ayahuaskowe są bardzo rożne i "wszystko może się zdarzyć". Podczas sesji okazało się, że ja ten stan już znam, pamiętam, a także smak napoju jest mi znany. Smak, to były jakieś ziołowe tabletki brane dawno temu. Stan pamiętałem z koszmarów, jakie miałem kiedy byłem dzieckiem, nachodziły mnie wtedy w nocy wizje, których się bałem i od których budziłem się. To, że ja to znam, było dla mnie dużym odkryciem.


Pyt. 3. Michael Harner po wzięciu ayahuaski był przekonany, że umiera. Czy doświadczyłeś czegoś podobnego? Czy doświadczenie ayahuaskowe ma coś wspólnego z umieraniem?

Odp.: Wejście w stan podobny do umierania zaliczyłem kiedyś pod wpływem psylocibe. Przy ayahuasce niczego podobnego nie było.


Pyt. 4. Czy w tym doświadczeniu miałeś wrażenie przekraczania jakiegoś progu? Czy miałeś wrażenie, że oto dzieje się coś nieodwracalnego?

Odp.: Nie, nie miałem takiego wrażenia. Zapewne masz na myśli to, czy nastąpiła we mnie jakaś przemiana, przemiana duchowa, i czy poczułem, że staję się innym człowiekiem, albo jakimś "szamanem"? Nie, to było doświadczenie w jakimś stopniu nieznane i nowe (ale coś mi jednak przypominało), coś jak podróż w nieznaną i nową okolicę, ale ja sam się nie zmieniałem, ani nie stawałem się kimś innym.
Przed tamtą sesją miałem wiele obaw, które się nie potwierdziły. No więc nie stałem się kimś innym. Nie zapomniałem kim jestem. Nie rwał mi się film, jak przy alkoholu albo jak codziennie przy zasypianiu. Po powrocie do domu bez oporu wróciłem do swoich normalnych zajęć. Podczas sesji nie miałem stanów lękowych. Nie miałem depersonalizacji. Nie traciłem poczucia więzi z ciałem, bycia w ciele. Nie zostałem wrzucony w jakieś abstrakcyjne przestrzenie psychiczne - tego się obawiałem najbardziej. Nie było żadnego kaca. W ogóle ayahuaska jest bardzo elegancka przez to, że jej działanie nagle mija bez żadnych przykrych śladów. Jest "jazda" - i nagle... takie ocknięcie: co to? To już? I okazuje się, że tamten stan minął. Jeszcze przez chwilę czujesz się osłabiony, trochę niewyraźny, ale działania już nie ma. Do czego to porównać? Może do przejścia burzy?


Pyt. 5. Czy twoje dotychczasowe praktyki - joga, medytacje, praca z oddechem - były jakoś przydatne podczas tego doświadczenia?

Odp.: Zdecydowanie tak! Podczas sesji używaliśmy, jako pomocniczego środka, wywaru z tytoniu, który trzeba było wciągać nosem. Wciąganie płynu nosem? - Okazało się, że znam to z jogi, tylko z tą różnicą, że w jodze płucze się nos słoną wodą - ale sama czynność, ruch, były te same. Po wzięciu ayahuaski włącza się potrzeba, a właściwie przymus, głębokiego oddychania. Nawet wydaje mi się, że osoby, które nie wpadną na to, że muszą oddychać i którym to oddychanie się nie włączy, właśnie wtedy cierpią, mają bardzo nieprzyjemne sensacje, wymiotują, boli je coś, stan wydaje się nie do wytrzymania. Szaman wielokrotnie przypominał, żeby pamiętać o oddychaniu i oddychać głęboko. Ja odkryłem, że to oddychanie, które wtedy trzeba włączyć, jest identyczne z oddychaniem holotropowym, że to jest ten sam proces. Czyli sesje oddychania holotropowego w tym momencie przydały mi się. Ayahuaska, można tak powiedzieć, zmusza do medytacji - i wszystkie doświadczenia medytacyjne wtedy się przydają. Przydała mi się też praktyka z podróżami przy bębnie, bo to uczy obserwowania wizji. Szałas potu - to też jest doświadczenie, które przygotowuje do ayahuaski, przynajmniej tak mi się wydaje, gdyż uczy przebywać w stanach, kiedy z ciałem i umysłem dzieje się coś innego niż zwykle. Płukanie jelit (też kiedyś robiłem) oswaja z wymiotami i ze słabością ciała. W ogóle wydaje mi się, że poszczególne "szkoły" doświadczeń szamańskich i jogicznych wyprowadzają jakby na jedną, wspólną drogę - wszystkie prowadzą do ayahuaski.


Pyt. 6. Raymundo Irineu pod wpływem ayahuaski ujrzał Panią Lasu, którą uznał za identyczną z Matką Boską. Michael Harner rozmawiał z potworami, które podawały się (kłamliwie) za stwórców świata. Czy Ty widziałeś jakieś boskie lub demoniczne istoty?

Odp.: To, że można Ayahuaskę uznać za boginię, wydaje mi się bardzo prawdopodobne. Mnie nie ukazała się jako osoba lub postać, ale ta energia, która była obecna, niewątpliwie była żeńska. Chętnie nazwałbym ją "Panią Ayahuaską". Jej kolorem był fiolet, w słabszym stopniu soczysta zieleń i błękit. Jej znakiem były kwiaty tworzące kule - coś jak dmuchawce, ale z kwiatów. Była kusząca i zachęcająca, ale nie narzucająca się. W doświadczeniu tym nie było też nic, co by domagało się czci - żaden bóg. Powiedziałbym nawet, że to było coś lepszej jakości niż bóg. Jako osoby jej nie widziałem, chociaż asystentka szamana w dużym stopniu ją ucieleśniała. Trudno o tym mówić, nasz zwykły język tu się łamie.
Demonów ani potworów nie było. Za to kiedy prowadzący przestawali śpiewać i grać, i przez chwilę nie dopływała energia z ich icaros i rytmicznego szumu wachlarza, wtedy w tę próżnię wchodził strumień innej energii: to byli triksterzy, błazny, przebierańcy. W kolorach czerwonym, czarnym i żółtym, z nosami i dziobami. Istoty pstre, niepoważne i złośliwe, i bardzo płytkie, właściwie nieżywe. Zupełnie inne niż tamta żeńska fioletowa żywa głębia.


Pyt. 7. Czy widziałeś te istoty? W jaki sposób je się widzi?

Odp.: To jest chyba najtrudniej wyjaśnić, jak te rzeczy się "widzi". Bo to nie były ani halucynacje w realnej przestrzeni, ani jak sny z zamkniętymi oczami, też były inne niż wizje przy bębnie. Najlepiej byłoby powiedzieć, że wiedziałem, że takie coś - te sceny, istoty, wrażenia - dzieje się, gdzieś we mnie lub obok mnie. Że takie coś gdzieś "tu" jest. Ale możliwe, że inni tego doświadczają inaczej lub że ja sam kiedy indziej będę tego doświadczał inaczej. Jestem przekonany, że nie ma jednego wzorca.


Pyt. 7. Po alkoholu ludzie lgną do siebie. Czy ayahuaska łączy ludzi, czy przeciwnie, izoluje ich od siebie? Czy osoby doświadczające ayahuaski chcą być razem, czy spontanicznie tworzą jakieś związki lub grupy?

Odp.: W tym stanie jesteś słaby i brakuje woli, żeby zrobić cokolwiek. Bywa tak, że każdy ruch wywołuje wymioty. Przewrócenie się z boku na bok jest dużą pracą. Chciałoby się tylko leżeć w pozycji embrionalnej, naciągnąć kołdrę na głowę. Nie ma siły ani miejsca w umyśle, żeby coś robić razem z innymi. Każdy w swojej norce, jak jakieś małe zwierzątka.


Pyt. 8. Czy ayahuaskę można przenieść do Europy? Czy może jest tak, że wizje, których udziela w Amazonii, bledną i nikną, stają się czymś innym, gdy ayahuaskę przyjmuje się w świecie cywilizowanym i miejskim?

Odp.: Nie byłem w Amazonii, więc nie porównam. Z tego, co doświadczyłem, widzę, że działa również w otoczeniu miejskim. Możliwe, że tam działa silniej. Wydaje mi się też, że arcyważna jest rola prowadzącego, szamana. Ten u którego byłem, w jakimś sensie przywiózł ze sobą cząstkę tamtego, amazońskiego świata, takie ochronne pole amazońskie. Nie wyobrażam sobie, co mogłoby się zdarzyć bez jego prowadzenia i poza jego osobą.


Pyt. 9. Czy branie ayahuaski może być niebezpieczne, w tym sensie, że uszkodzi czyjąś psychikę, doprowadzi do szaleństwa lub do nałogu?

Odp.: Czy do szaleństwa, nie wiem - brakuje mi wiedzy. Czy można wpaść w nałóg? Dobre pytanie. Chyba nie, bo jest wiele przeszkód. Przede wszystkim wzięcie ayahuaski nie jest przyjemne, a może być, jak wiem, nawet bardzo nieprzyjemne. To nie są przyjemne wrażenia, które by chciało się powtarzać. Nie daje euforii, poczucia szczęścia i zadowolenia, czyli nie ma tu tego, co jest wabikiem i pułapką w przypadku opiatów. Ayahuaska nie podnosi nastroju, nie daje wspólnej uciechy, jak alkohol albo konopie, więc nie może być atrakcją towarzyską. Wiadomo też, że nie uzależnia.


Pyt. 10. Czy doświadczenia ze stanami ayahuaskowymi są szokiem dla wykształconego, "oświeconego" Europejczyka? Czy skłaniają do tego, żeby porzucić pewne myślowe nawyki i przyjąć inne, może przeciwne? Mówiąc w skrócie, czy ayahuaska z fizyka robi mistyka?

Odp.: Może komuś tak się przydarzyło... Mnie nie. Ja miałem wrażenie, że mój światopogląd jest zupełnie w porządku i że nie muszę go wcale zmieniać, żeby zaakceptować doświadczenie ayahuaskowe. Więcej, mam wrażenie, że ayahuaska - "Pani Ayahuaska" - potwierdziła moją dotychczasową drogę.


Pyt. 11. Seanse ayahuaski nazywane są ceremoniami. Czy są to ceremonie podobne do religijnych? Czy w samym stanie ayahuaski jest coś, co domaga się niezwykłych - właśnie ceremonialnych - zachowań, rytuałów, jakichś zaklęć, modlitw i procesji?

Odp.: Gdy porównuję znane mi religie z procesem ayahuaskowym, to religie z ich ceremoniami i modlitwami wydają mi się czymś sztucznym, płytkim, pustym i oszukańczym. Małpowaniem prawdziwej duchowej praktyki. Albo czymś dziecinnym. Doświadczenie ayahuaskowe jest czyste i naturalne, po prostu dzieje się - przynajmniej takie było dla mnie. Ani nie poczułem w sobie żadnej ochoty na oddawanie czci komukolwiek i czemukolwiek, ani czegoś takiego nie widziałem u innych uczestników. Szaman też robił to, co było uczestnikom rzeczywiście potrzebne. Żadnej religii! Nie odniosłem też wrażenia, że jestem do czegokolwiek agitowany, namawiany itd. Żadnej sekty, żadnej ideologii.




  < poprzedni    1    2    3    4    5    6    (7)    8    dalszy >  
x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)