Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

17 czerwca 2007

Wojciech Jóźwiak

Drużbowie rakowie
Święto Kupały i inicjacyjne motywy w mitologii Słowian

Na kilka dni przed Świętym Janem 2007 znalazłem stronę "Konopielka", www.konopielka.isx.pl - dzieło Impudencji (wielkie wyrazy wdzięczności!) - z kapitalną kolekcją polskich pieśni kupalnych. Zwróciła zwłaszcza moją uwagę pieśń pt. "Z tamtej strony jezioreczka". Pieśń ma 14 zwrotek, w których część słów jest powtarzana. Pierwsza zwrotka w całości brzmi:

Z tamtej strony jezioreczka, jezioreczka
Panowie jadą
Hej, hej mocny Boże, panowie jadą

Zacytuję cały tekst, ale już bez powtórzeń i bez refrenu "Hej, hej mocny Boże":

Z tamtej strony jezioreczka Panowie jadą
Jeden mówi do drugiego Wianeczek płynie
Drugi mówi do trzeciego Dziewczyna tonie
Trzeci skoczył, konia zmoczył I sam utonął
Oj idźże ty wrony koniu Z siodłem do domu
Nie powiadaj ojcu, matce, Żem ja utonął
Jeno powiedz wrony koniu, Żem się ożenił
Cóż było za ożenienie W wodzie tonienie
Cóż była za panna młoda Ta zimna woda
Cóż tam byli za drużbowie W wodzie rakowie
Cóż tam były za druchenki W wodzie rybeńki
Cóż były za dziewosłęby Nad wodą dęby
Cóż tam była za drużyna Nad wodą trzcina
Cóż tam było za łóżeńko W wodzie dziarenko


Pierwsze czytanie

Dwa słowa mogą być niezrozumiałe, zwłaszcza ostatnie: "dziarno" (w tekście "dziarenko", ale to zdrobnienie). W dostępnych mi papierowych słownikach go nie ma. W internecie objaśniane jest jako "drobne kruszywo z ceramiki dodawane do gliny garncarskiej" (na stronach "Olszewscy ze Studzianego Lasu" i Słownik gwary Suwalszczyzny). Ja to słowo znam z pamięci, z nieistniejącej już gwary z okolic mojego rodzinnego Łowicza, w brzmieniu "dziorno" i w znaczeniu "korzenie i kłącza, zwłaszcza perzu, wydarte z ziemi", co zapewne jest zawężeniem szerszego i etymologicznego znaczenia "coś wydartego", bo dziarno, dziorno od drzeć. Więc to "w wodzie dziarenko" oznaczałoby wijące się korzenie roślin wydarte przez nurt wody.

"Dziewosłąb" to, dosłownie i etymologicznie, "ten, kto wydaje dziewczynę za mąż" czyli "dziewę snębi": starsze brzmienie: *dziewosnąb. Ten sam rdzeń, co w słowie "snębić" prof. Andrzej Bańkowski znajduje w greckim nymphe czyli "nimfa", a właściwie "wychodząca za mąż". Ale przecież nimfy mają coś wspólnego z wodami, rzekami... To jest ważny ślad, jeden z wielu.


Drugie czytanie

"Z tamtej strony jezioreczka": dzisiaj gotowiśmy przeoczyć ten wstęp, nie zauważyć, ale to jest wprowadzająca fraza podobna co do funkcji do "dawno, dawno temu...". Z tamtej strony - to przecież to samo, co po angielsku beyond, łacińskie trans. Poza... Świat zostaje tu podzielony na obszar "przed" tamtą wodą, jeziorem, i za nią, po drugiej stronie. Co jest po drugiej stronie wody? Nic innego jak zaświaty. Więc anekumena, świat nie-oswojony, nie-ludzki, nie-swój, wypełniony pierwotną mocą bóstw i duchów, kraina nadludzkich mocy, ale i ojczyzna zmarłych.

"Panowie jadą". Jadą konno, wierzchem. To jest wyprawa wojowników, bo tylko w tym celu (i paru podobnych) wsiadano na koń. Zresztą jadą nie chłopi, lecz elita, panowie. Wyprawa wojowników do anekumeny - w zaświaty, może mieć tylko jeden sens: to jest inicjacja. Po inne rzeczy tam się nie wyprawiano.

"Mocny Boże". Właściwie niby dlaczego w tej wiankowej śpiewce tak natrętnie przywołuje się Boga i to we właśnie takim, dość rzadkim nazwaniu? W katolickich obrzędowych mowach epitet ten rzadko jest Bogu przydawany - przeważnie tam, gdzie zachowała się jeszcze pamięć, iż był On kiedyś Panem Zastępów, Adonaj Cewaot, i Bogiem burz i piorunów. W tej pieśni ten epitet powtarzany jako refren dźwięczy tak, jakby był wspomnieniem starych "mocnych bogów", bóstw burzy i wojny, i bohaterskich czynów, jak kijowski Perun i jego skandynawski brat Thor, czy jak połabski Świętowit.

"Trzeci skoczył ... utonął". Dlaczego trzeci? Ilu było w orszaku tych konnych wojowników zapuszczających się w zaświaty? Artur Kowalik w swojej monumentalnej i natchnionej książce "Kosmologia dawnych Słowian", której autorskie streszczenie jest w Tarace pt. "Zarys kosmologii dawnych Słowian", obszerny rozdział poświęca motywowi Trzeciego. Jego rozważania można streścić do zawołania: "TRZEĆ TRZECIEGO"! Trzecia osoba w mitach jest inicjacyjnym bohaterem, który idzie drogą poświęcenia, złożenia siebie w ofierze. Trzeci musi się zetrzeć, zostać roztarty - i według krakowskiego religioznawcy podobieństwo tych dwóch indoeuropejskich słów, rażące w polskim, nie jest wcale przypadkowe! Należą tu jeszcze słowa takie jak cierń, cierpieć, targać, trząść, drzeć, trup - wraz z obrazami ofiarniczo-inicjacyjnego cierpienia, skojarzonego z tarciem ziarna na mąkę ("mękę" - też nieprzypadkowe podobieństwo) i krzesaniem ognia deskami. [1]

"Dziewczyna tonie; utonął - ożenił; ożenienie - w wodzie tonienie; panna młoda - zimna woda". Znaczące jest, że pieśń w ogóle nie zajmuje się i nie przejmuje losem dziewczyny, która jakoby utonęła, a przedmiotem troski jest wyłącznie chłopak! Wytłumaczenie może być takie, że dziewczyna (inaczej niż jej zalotnik) wcale nie zginęła w wodzie, lecz zawsze w tej wodzie była, będąc z wodą, rzeką, wodnym żywiołem tożsama. "Wianeczek płynie": oznacza więc, że wianek panny młodej został nałożony na rzekę, która oto jest gotowa do swej roli w inicjacyjnych zaślubinach.

"Konia zmoczył - idźże koniu - powiedz...". Zanurzają się w wody śmierci (wyprzedzam tu wątek) obaj: mężczyzna wraz z koniem, lecz koń wydostaje się z odmętów i biegnie z wiadomością do domu utopionego bohatera. Koń - czarny koń - występuje tu jako psychopompos, jako ten, który przeprowadza dusze lub zmarłych przez wody śmierci okalające ("z tamtej strony") niby grecki Styks, ekumenę, świat żywych. Koń zaprowadza bohatera w głąb wód, opuszcza nietknięty owe wody śmierci i wraca "do domu" czyli do świata żywych z wiadomością. Przypomina się tu koń Świętowita, którego dosiadał ów bóg podczas swych nocnych wypraw; także konie trzymane przy słowiańskich świątyniach jako zwierzęta wieszcze. Ich zdolność wieszczenia logicznie wynika stąd, że miały zdolność zapuszczać się w zaświaty i stamtąd wracać, przynosząc wiedzę niedostępną poza tym dla żywych. Dalekim echem tych wierzeń wydaje się być koń z piosenki o ułanie, grzebiący zabitemu panu grób kopytem.

"Dziewosłęby dęby". Dziewosłąb, dziewosnąb to naczelnik rodu, który wydaje córkę za mąż, a właściwie, idąc za etymologią słowa "snębić", doprowadza do jej związku seksualnego z wybranym mężczyzną. W liczbie mnogiej "dziewosłęby" to grupa mężczyzn krewniaków, którzy młodą kobietę ze swego rodu wydają innemu plemieniu. Miejmy to w pamięci przy dalszych rozważaniach. Dziewosłębami są tu dęby, zatem wodna dziewczyna lub dziewa-woda (a może śmierć? - znów wyprzedzam) jest córką dębu. Dąb to drzewo piorunowe, związane z Bogiem Burzy, którego z tylko jednego miejsca, z Kijowa, znamy pod imieniem: Perun.


Trzecie czytanie

Mamy już wszystkie elementy, które składają się na całość. Pieśń mówi o małżeństwie zawartym między człowiekiem, członkiem "plemienia ludzi", a boginką, członkinią "plemienia bogów". Jest to więc komunia dwóch zbiorowości - małżeństwo ludzko-boskie, a więc i zawiązanie jedności bogów i ludzi. Te dwie odosobnione zwykle i zajmujące różne terytoria "rasy" tutaj się łączą. (Z "tej" strony jeziora-rzeki w rodzaju Styksu żyją ludzie, z "tamtej" strony owych wód żyją bogowie.) Woda jednak jest nie tylko żywiołem dzielącym ich. Córka najwyższego boga, Boga Burzy - którego umownie możemy nazywać Perunem - jest tożsama z Wodą-żywiołem i z płynącą rzeką. Żywioł wody nie przestaje jednak być zarazem żywiołem Śmierci. Jednak Śmierć, jako Córka Dębu, "króla roślin", jest także Władczynią Roślin, a więc dawczynią pokarmu podtrzymującego życie ludzi, jest więc Śmiercią Życiodajną. Nie jest przypadkiem, że drużbami i druchnami niewymienianej z imienia - też nie przypadkiem, bo to tabu śmierci! - oblubienicy są ryby i raki, a więc istoty będące pożądanym pożywieniem i jadalnym darem anekumeny, wraz z grzybami, też należącymi do tego szeregu.[2]

W tle ceremonii realnego małżeństwa majaczy idealne mityczne małżeństwo plemienia ludzi i plemienia bogów. Jest ono dla ludzi warunkiem życia, bo żeby ludzie żyli, potrzebują pokarmu, który biorą z roślin i zwierząt będących we władzy bogów zamieszkujących nie-ludzkie zaświaty. Za ten pokarm płacą bogom w wymiennej transakcji, gdzie ceną za życie jest śmierć. Śmierć jest drugą stroną związku ludzi z bogami, ceną życia.

Małżeństwo jako związek ze "zwykłą" kobietą jest dla mężczyzny inicjacją, która zarazem jest odwzorowaniem prawdziwej inicjacji, mianowicie zanurzenia się w otchłaniach śmierci podczas wyprawy w zaświaty. Ta inicjacyjna śmierć "roztartego" Trzeciego okazuje się zarazem małżeństwem - i to nie byle jakim, bo małżeństwem z boginią, o której wiadomo, że jest tożsama z wodą i rzeką (o kulcie, jakim Słowianie darzyli rzeki, wiadomo skądinąd) i jest córką dębu, więc w istocie rezydującego w dębach Boga Mocnego, Gromowładcy. Dęby nad Wodą tworzą obraz obu stron Bóstwa - jego strony męskiej i żeńskiej.[3]

Małżeństwo Człowieka z Boginią zaczyna się jednak od wojennej wyprawy i jest zarazem inicjacją wojenną, ponieważ wojna to wtargnięcie na terytorium wroga, a wrogi kraj jest utożsamiony z niebezpiecznymi Zaświatami zamieszkałymi przecież przez bóstwa. Graniczna rzeka oddziela od innoplemieńców, od wrogów, podobnie jak kosmiczna rzeka oddziela od bogów. Śmierć przez utonięcie w rzece jest innym sposobem przedstawienia śmierci na wojnie - ostatecznie poległy żołnierz też trafia do krainy bogów. Tu warto przypomnieć, jakie wrażenie uczyniła śmierć Józefa Poniatowskiego w nurcie Elstery - archetyp stał się znów ciałem. Podobnie gwałtowna wodna śmierć innego wodza - Władysława Sikorskiego. Konie, na których pędzili wojownicy, były zarazem przewodnikami zmarłych przez Styksy. W popularnej mitologii ulubiony koń wojownika był jakby jego zewnętrzną duszą lub aniołem stróżem, że wspomnieć Kasztankę Piłsudskiego. Wojenna inicjacja jest tu na miejscu też z tej racji, że ostatecznym patronem mitu okazuje się Dębobyły Gromowładny, który w chrześcijaństwie wcielił się w św. Jerzego, patrona wojowników.

Woda jest w słowiańskiej kosmologii upostaciowaniem śmierci. W cyklu obrzędów kupalnych woda jako śmierć i bez-dech okazuje się też źródłem życia, więc Śmiercią Życiodajną. Imię tej bogini brzmiało Mara lub Mora, także w wersjach Marena, Marzanna i podobne. Dziwnym trafem po nadejściu chrześcijaństwa Matka Boża okazała się nosić imię Maria, które Słowianie wymawiali ze swoją trącą palatalizacją jako Marza.

Dalszy ciąg mitu znajdujemy w całkiem nowym źródle, bo w baśni Bolesława Leśmiana "Majka" - z początku XX wieku. Bohatera imieniem Marcin Dziura uwodzi wodno-polna boginka imieniem (lub: gatunkiem) Majka, oczywiste zdrobnienie tamtego imienia bogini. Majka mieszka w jeziorze, ale z równą łatwością pływa w nocy w łanach pszenicy, jest więc boginią nie tylko wody, ale i żywiącej roślinności-zboża! A i swój wężowy warkocz ma pszennej barwy. Marcin Dziura pozwala się uwodzić zakochanej weń bogince, ale chroniąc się za zielem bylicy, nie pozwala na spełnienie związku - które, co jest najzupełniej jasne i dla niego i dla czytelników, byłoby dlań równe śmierci, jak każde zresztą przejście na stronę bogów. Sprowadzając rzecz do parteru, tamta baśń byłaby wtedy historią o chłopie, co się utopił po pijanemu... [4] Majka ma związki z Księżycem i z wężem, a domyślać się też można jej związków z makówką, więc i opiatowymi transami, które - "siała baba mak" - nie były nieznane Słowianom.

Mit kupalny zawarty w pieśni "Z tamtej strony jezioreczka" jest jednak niekompletny, bo z rzeczy grających w kupalnych obrzędach w pieśni brakuje ognia. Być może dlatego, że przedmiotem zainteresowania i troski tej pieśni jest mężczyzna - jako że obrzęd i mit Kupały jest tu przedstawiony wyłącznie z męskiego punktu widzenia. Co poznajemy po tym, że kobieta jest tu obca - obca tak dalece, jak tylko można sięgnąć wyobraźnią: jest tożsama z zimnem, wodą, otchłanią i nie-życiem, a związek z nią - nie dość tego powtarzać - równoznaczny jest śmierci. Ale przecież głównym zamysłem święta kupalnego jest połączenie i pojednanie sprzecznych i obcych sobie żywiołów: wody z ogniem, zimna z żarem, ciemności ze światłem, ludzi z bogami - i, ostatecznie, bo w tym się tamto wszystko zawiera - mężczyzny i kobiety. Świętojańska miłość była gęsto naładowana, przesycona sensami w sposób już dla nas trudny do wyobrażenia! Wracając do kwestii braku ognia, zapewne właśnie ogień stawał się osią kupalnego programu - ale z kobiecego punktu widzenia! Mężczyzna-ogień nie musiał dostrzegać ognia, podobnie kobieta-woda nie musiała martwić się o wodę.

Jak zwykle w takich razach może nasuwać się wyjaśnienie (lub: pseudo-wyjaśnienie) że rozważana pieśń jest echem, pozostałością, starego kultu, w którym jakoby składano ofiary z ludzi, mianowicie topiono młodzieńca. Pomysł kuszący, ale takie wyjaśnienie wcale nie jest konieczne. Ostatecznie przez tysiąc lat trwania kultu Ukrzyżowanego nikogo z żyjących nie złożono na Jego wzór w śmiertelnej ofierze; co więcej, nawet kiedy praktykowano okrutne tortury, śmierć taka gdyby była zastosowana do człowieka, jako zastrzeżona dla Boga, budziła zgrozę i zgorszenie, które skutecznie owemu czynowi zapobiegały. Sądzę, że podobnie u pogan zbędne były realne ofiary z ludzi - wystarczało, że przypadkowe śmierci, jak na wojnie lub w nieostrożnej kąpieli interpretowano jako branie przez bogów swojej własności.

Czy to odczytanie pieśni "Z tamtej strony jezioreczka" jest prawdopodobne? Testem mogą być owi "rakowie". W podwodnej ceremonii małżeństwa bogince-rzece jako druchny towarzyszą ryby, zaś utopionemu jeźdźcowi drużbami są raki. Rak jest ewidentnym "naturalnym znakiem" męskim: ma okazałe wąsy i ramiona zbrojne w ostrza niby broń, a jego pancerz nie kojarzy się z niewieścią miękkością. (Warto też zastanowić się, czy rak nie jest falliczny?) Zastanawiająca jest dalej zbieżność nazwy raka, *ork-u w prajęzyku, z nadwodnym drzewem i diabłem Rokitą (*orkyta) i z latyńskim demonem śmierci Orkusem. Byłyby raki demonami śmierci? Ale wtedy by ich raczej nie jadano. Rak, wodny i jak wodna otchłań czarny, ugotowany, więc podany ogniowi, czerwienieje - przybiera barwę żywiołu ognia. Jak nic innego nadaje się więc na symboliczny pośrednik miedzy dwiema wielkimi kupalnymi przeciwieństwami, które mają się stać jednym. (Coraz bardziej fallicznie mi ten rak wygląda. "Raka spiec" to dostać wypieków na twarzy, też oznaka seksualnego podniecenia.) Hipoteza powyższa, a wraz z nią cała rekonstrukcja mitu, może zostać sprawdzona poprzez raki i potrawy z nich. Przez zupę rakową! Jaką rolę grały potrawy z raków w obrzędach kupalnych lub weselnych? Czy etnografowie to gdziekolwiek zarejestrowali?

Wojciech Jóźwiak
adres

16-17 czerwca 2007
tuż po nowiu, Księżyc w znaku Raka



Przypis:

Druchna, druchenki: to nie błąd; piszę tak za Bańkowskim, patrz jego "Etymologiczny słownik języka polskiego" t.I, s. 302:

DRUCHNA 'towarzyszka (zastępczyni) panny młodej w obrzędach weselnych' od XV, dziś też w harcerstwie; stp. dru-chna spieszczeniem do drużka /.../, por. druch. Błędnym dekretem ortograficznym (1936) dziś pisane druhna!

Tamże: dru-ch : drug jak bra-ch : brat, itp. [wróć]



Dalsze skojarzenia w przypisach:

[1] Trzeci jest naznaczony jako przeznaczony na ofiarę, ponieważ liczba trzy symbolizuje centrum, zatem oś świata, która jest miejscem styku ziemi z niebem, czyli także ludzkiego z boskim. Właśnie jako pośrednik, Ten Trzeci jest zarazem ofiarą.

[2] "Na ryby... na grzyby... na lwy-by" - śpiewali około 1965 roku Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski, i okazuje się, że to wyraz tego samego archetypu. Zaczyna się od brania jadalnych darów anekumeny czyli ryb i grzybów, po czym w piosence zjawia się w swojej prastarej postaci śmierć "pod osobą" dzika, dalsza zaś wyprawa wiedzie już do krainy lwów, czyli jakby w samo zaświatowe jądro anekumeny.

[3] Drzewo nad wodą i pomiędzy nimi naga dziewczyna gotowa do seksualnego przyjęcia - ten obraz mamy w karcie nr XVII tarota, w atucie "Gwiazda". Można uznać, że jest to przedstawienie tego samego mitu! Gwiazdy na niebie wskazują na noc - jak w kupalnym obrzędzie. Pozostaje do wyjaśnienia, nietrudnego, co znaczą ptak i gest wylewania wody na ziemię.

[4] Wodna boginka w swoim śmiercionośnym aspekcie przybiera też, niekiedy, postać wodnego ludożerczego potwora - wyobrażenie rozpowszechnione chyba na całym świecie; tu kłania się Warszawska Syrenka i wężowa bogini z Dniepru-Borystenesu, która miała potomstwo spłodzone z Heraklesem, wzmiankowana przez Herodota - mit z kraju chyba już wówczas jeśli nie słowiańskiego, to od siedzib Słowian nieodległego. Przypomnę też brazylijski film pt. "Macunaima" z 1969 roku, którego bohater ginie w nurcie rzeki, uwiedziony i pożarty przez ponętną wodną demonicę.

Co do klechdy "Majka": zakończenie tamtej opowieści, kiedy Marcin Dziura odrzuciwszy Majkę żeni się z Młynarzową i zostaje przez nią od razu paskudnie zdominowany, wygląda na trafną diagnozę, którą odgadł Leśmian, co dzieje się z małżeństwem, które traci oparcie w swojej zaświatowej dopełniającej części, czyli w micie i inicjacji. Odrzucający wraz z zalotami Majki inicjację Dziura zostaje żałosnym pantoflarzem-niewolnikiem kobiety wyłącznie ziemskiej; staje się "ostatnim człowiekiem". Memento... Ale Dziura przecież czyni to - odrzuca Majkę - z lęku zarówno przed śmiercią jak i tajemnicą. Jeszcze raz wychodzi na jaw jedność śmierci i życia: memento wtóre.




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)