Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

24 marca 2014

Ewa Motyka

z cyklu: W ciemności (odcinków: 12)

Dryfujący myślonauta


« O prze-mocy, czyli mocy manifestującej się parciem do swego okazania się. Notatki z maja »

Gdyby zodiakalne koło potraktować jako ster, to moje jest dość potrzaskane. Naprawiam coś z jednej strony, z drugiej napotykam na zdecydowany opór. Zdarzyło się, że część steru – koła zodiaku - została magicznie „zniknięta”. Nie powiem , która.  Mający wiedzieć, wiedzą. Dokąd właściwie zmierzam?

Od kilku miesięcy słuchając wypowiedzi  lub dialogów ludzi, których znam, mam wrażenie uczestnictwa w jakimś wielkim spektaklu. Te głosy są jednym z elementów dziejącego się procesu powodującego rodzaj oddalenia, rezerwy różnej, od powiedzmy, zwyczajnych dotąd relacji z innymi, gdy słuchałam, mniej lub bardziej uważnie, rozumiałam lub starałam się zrozumieć i byłam raczej w bliskim empatycznym (chyba, tak mawiano) kontakcie. Czy było to moje ubranie/przebranie służące do chronienia siebie? Rodzaj zbroi pomagającej jednocześnie coś zdobyć? Myślę, że do pewnego stopnia tak.  Bardzo wiele chciałabym powiedzieć, a zwyczajnie nie potrafię  zrobić tego dobrze. Gdy zwrócenie uwagi, wgłębienie się w jedno, pomija drugie, trzecie, czwarte, ente zazębiające się tańczące swój taniec z pierwszym. Budzi to mój sprzeciw i złość.

Więc, nie zaczyna się zdania od więc, uczestnictwo w wielkim spektaklu. Poczucie nagości, bezbronności, przejrzystości, widoczności. Tego, ze każdy obok wie o mnie więcej niż ja sama wiem o sobie, a po chwili olbrzymi gniew wołający, to nieprawda, to nie było tak. Jakby było można powiedzieć  - jak było, skąd prowadzić tę narrację.  Jakieś wyładowanie w świecie zewnętrznym, trzask tłuczonego szkła, parę dziwnych zabiegów, gniew eksplodujący  w środku jako wstęp do ciszy w pewnego rodzaju niebycie, a raczej bez-bycie. Dość szybko rozpoznałam w prowadzonych rozmowach czy kierowanych do mnie zdaniach, głosy umysłu wciąż coś tam sobie opowiadającego na temat wyróżnionych przez niego (?) fragmentów rzeczywistości. Pozornie żyję życiem przeciętnej kobiety po czterdziestce, żony, matki dorosłego syna, córki, siostry, koleżanki, przyjaciółki. Chodzę do pracy, wykonuję swoje obowiązki, te same od lat i nie ma nawet w tym niechęci, znudzenia – bo w tych drobnych czynnościach można odnaleźć wejścia do niezwykłych światów, wystarczy tylko spojrzeć w odpowiednim czasie, pod odpowiednim kątem.

Uczestnictwo w spektaklu. Oddzielam się od siebie obserwując z innymi i obserwując innych. Mierzę się z kompleksami, skłonnościami, wszelkimi „-ami”  powstałymi  pewnie jeszcze przed moim poczęciem, z relacji między czymś potencjalnym, czym jeszcze się nie stałam a światem.  Czasem martwię się, że te moje zmagania, wspomagane (dziękuję!)  szukanie innego rodzaju reakcji w odpowiedzi na bodziec  (i nie mam tu na myśli „prostych” bodźców z  tzw. świata realnego, namacalnego, dotykalnego) mogą kogoś ranić, wbrew moim intencjom. Albo czytane są bez zrozumienia.  Niewiedza  dotycząca elementarnych faktów  z życia innych ludzi tez może, niechcący, wprowadzić niezłe zamieszanie. Za dużo zmiennych w równaniu.

 Pojawia się pytanie – skąd bierze się ta intencja? Czy to nie kolejna sztuczka – przebranie kalkulującego umysłu? Opiera się na woli zmierzenia się z własną słabością, czy ze względu na coś większego, co tę wolę przekracza, co jest wszechobejmującą akceptacją, niezależną od powierzchniowych zmarszczek i burz (trochę dualny świat wychodzi z tego opisu, ale niech nie myli on,  ów opis).  I czy ma to jakiekolwiek znaczenie dla kogokolwiek. Czy może zostać usłyszane. Coś zmienić. Ze zdumieniem odkrywam w sobie dochodzące SkądInąd twierdzące odpowiedzi na te pytania. Istnienie innego, obcego, dziwnego, świata (patrz Piotr Jaczewski), który zdaje się być bardziej moim, znanym, lecz zapomnianym, oswojonym dzikim łagodnym. I mam ochotę postukać się w czółko, gdy próbuję przekalkowywać linie demarkacyjne stąd, tam. Frapujący jest styk światów. Czy w ogóle da się go zbadać?

Próba chwycenia czegoś w słowa, zanurzenie się w przyszłości, chwycenie jednego, oderwanie kawałeczka od żyjącej jakoś całości. Odłożenie. Wybór kolejnego fragmentu, odkładanie. Składanie w nową całość. Po co? Umysł zajmujący się sam sobą nie tylko w zachwycie.

Nie korzystać z myśli o jednej rzeczy dla obrony, odgarnięcia, innej myśli. To rodzi wiatr. Pozór skuteczności, wymiatany gwałtownością potęgującego się chaosu. Nie uciekać przed myślą. Pozwolić jej wybrzmieć, nie bronić jej przejścia w Przestrzeń Słyszących. Pozwolić jej być jaką jest. Badać delikatnie skąd przyszła. Czasem natarczywie. Oglądać z zachwytem kogoś, kto wolny jest od pokusy bycia właścicielem, niczym szlachetny mieniący się w promieniu słońca, kamuszek. Dotykać. Opuszkami palców doświadczonych. Przekładać w różne miejsca umysłu. W dowolnych konfiguracjach. Chować do kieszonki na piersi słuchając jak zmienia się oddech i bicie serca. Pamiętać, że tam jest i uwiera. Wystawiać na deszcz. Obwąchać opłukaną uczuciami. Zatruć słodycz. Przekroczyć cierpkość. Poturlać jak piłeczkę ku dziecku i nie pozwolić, by została pod jego stopami. Dopaść sprężystym  lwim skokiem i położyć na niej łapę. Zaśpiewać nad swoją zdobyczą. Lub zanucić cichutko.



« O prze-mocy, czyli mocy manifestującej się parciem do swego okazania się. Notatki z maja »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)