zdjęcie Autora

01 marca 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Duchy lodowe, drewniane i inne

Kategoria: Twórczość

« Zalane kasety Kto ma zasiadać w oślich ławkach? »

W miarę, jak dłużej trwa nasze życie pojawia się w nim coraz więcej duchów. Początkowo są to nasze własne duchy, przywiązane grubym sznurem pępowiny do naszego ciała, mieniące się naszymi barwami, odzywające się naszym tembrem głosu i tylko czasem dopuszczające w barwie aury cudze wpływy. Gdzieniegdzie w przebłysku duch uzyskuje obcą twarz, mignie nią nam i wróci z powrotem do naszej własnej fizys. Na początku jesteśmy przecież całością – wszystko, co nas dotyka i czego doznajemy omiata nasze własne spojrzenie i brak nawet prób świadomego rozumienia, że może to być spojrzenie cudze.

         Cudze wpływy są zawłaszczane przez nas i nasze duchy, są tworzywem wykorzystywanym bezczelnie i arogancko. Tak w młodości przyjmujemy na przykład piosenki, literaturę, muzykę, sztukę. Nie obchodzi nas, kto napisał tekst piosenki i jej muzykę, wchłanianą przez nas niczym własne odbicie zapisane przez kogoś; już prędzej interesuje nas osoba wykonawcy, jego aparycja, wymowne oczy, temperament, rytm i ciało coś sygnalizujące.

         Kiedy więc przypadkiem jednemu z moich wnuków w czasie kilkudziesięciugodzinnej podróży tirem przez Europę uparcie przestawiającemu radio na modny łomot wspomniałam o tym, że muzyka młodzieżowa swoje powodzenie zawdzięcza transowemu rytmowi, dającemu się określić jako stosunek do szybkości uderzeń serca człowieka w stanie określonego pobudzenia i emocji, popatrzył na mnie jak na wariatkę, chociaż na tę informację dość łatwo trafić w internecie. Ba, orzekł, że gadam bzdury, jak to zwykle starsi ludzie. Niestety, mój wnuk należy do osób, które nigdy nie zajrzą do takich internetowych informacji, bowiem w sieci interesuje go coś zupełnie innego. Ja, jako jego babcia też nie trafię na strony kibiców lokalnych piłkarskich klubów, i innych miejscowych patriotów, więc nie mam prawa wypowiadać się o jego intencjonalności. Z tą tylko różnicą, że ja o tym wiem, a on nie. On jeszcze nie ma zielonego pojęcia jak jest manipulowany i nie wiem, jak by zniósł taką świadomość. Zanim jeszcze czegoś się dowiedział, zamknął się na wszystko, co do niego nie przemawia.

         W miarę nabywania dorosłości przeżywamy etap gdy czasami oddzielamy się od swoich duchów albo więź łącząca nas z nimi blednie i czasem rozmywa się. Może nawet wydawać się nam, że jesteśmy schizofrenicznie rozdwojeni na kilka ja. Jedno ja krząta się wokół codziennych obowiązków, drugie ja szybuje w przestrzeni snów i marzeń, a zdarza się i trzecie, łypiące krytycznym okiem na pozostałe dwa. Inne duchy dołączają do naszych w przyjaźni lub opozycji; jedne przytulamy, inne odtrącamy, z niektórymi kłócimy się zażarcie, ale zaczynamy dostrzegać, że jesteśmy ich królem w naszym świecie i stosownie do tego dzielimy lub rządzimy. Wtedy to właśnie czasami dołączają do nas cudze duchy z ich własną obcością i odrębnością i zdarza się nam wątpić, czy przypadkiem to nie my dołączyliśmy do ich królestwa, a nie one do naszego.

         I wreszcie na starość świat kłębiących się wokół nas duchów traci pozycję naszych własnych duchów. Przestaje mieć znaczenie czyje są — żywych, umarłych, realnych czy wymyślonych.

         Oczywiście zdarza się i odwrotnie, jako że starzy ludzie usztywniają się nie tylko w swoich poglądach ale i w swojej osobistej więzi ze światem duchów. Jest to jakby ich powrót do sytuacji dziecka tyle, że nie tak nieświadomy i nie tak spontaniczny.

         Ja jednak, niestety, nie umiem zamknąć się w owej skorupie bezpiecznej i zorganizowanej i wydana jestem na pastwę wszystkich duchów hulających po pustych zimowych przestrzeniach do czasu, aż zmienią się w niebieskie pastwiska.

         Jakie są dla mnie owe duchy, których jestem służką, a nie królową? Na ogół życzliwe i wyrozumiałe. Nie żądają ode mnie zbyt wiele poza oczywiście uwagą i poświęceniem im myśli. Niektóre materializują się opanowując chwilowo jeden albo drugi zmysł. Pojawiają się obrazy, frazy jakichś melodii, przebłyski zapamiętanych fragmentów rozmów i scen, czyjeś argumentacje oddarte z wywołujących je opisów stanu świata. Potem duchy wirują, mieszają się, kojarzą w dziwaczne i niezrozumiałe pary czy trójce, rodzą się w tej konfiguracji jakieś inne duchy, rozbłyskują nagłym fajerwerkiem i giną po chwili.

         Na zakończenie: jeden z lodowych duchów Jerzego Płaczka.

lodowe_duchy.jpg

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Zalane kasety Kto ma zasiadać w oślich ławkach? »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)