zdjęcie Autora

12 października 2015

Jan Szeliga

z cyklu: Twarda Ścieżka i podobne sposoby (odcinków: 66)

Dwa różne szałasy
Różne ceremonie szałasu potu, które ktoś może uważać za "słuszne", "bardziej słuszne" i "jedynie słuszne"

Kategoria: Twarda Ścieżka
Tematy/tagi: szamanizmszałas potuTwarda Ścieżka

« Potrzebna nazwa Powitanie Słońca »
Jak do tej pory wziąłem udział w ponad stu ceremoniach szałasu potu. Były to różne ceremonie. Wiele z nich prowadziłem ja sam, na wielu szałasach byłem u Wojtka Jóźwiaka i u innych prowadzących, którzy pochodzą z Polski. Kilka razy byłem też na ceremoniach, które były prowadzone przez osoby podające się za szamanów. Osoby te przyjechały do nas z Ameryki i można powiedzieć, że są dobrze znane zarówno w Polsce jak też i w kilku innych krajach na świecie. Poniżej opisuję moje wrażenia z dwóch szałasów.

Szałas pierwszy.
17:00. Przyjechałem na miejsce. Zastałem tam tylko dwoje gospodarzy i dwoje innych uczestników. Szałas miał się rozpocząć o godzinie 18:00. Za kilka minut przyjechali też szaman wraz z tłumaczką i organizatorami.
Do godz. 18:00 zostało jeszcze trochę czasu, więc trochę pochodziłem sobie po terenie gospodarstwa. Niestety, nigdzie nie zauważyłem tam szałasu. Miał być dopiero budowany (podobno) wspólnymi siłami.
Powoli zjeżdżały się też inne osoby.
18:00. Czekam na rozpoczęcie imprezy. Z tego co widać, to nie ma jeszcze wszystkich uczestników. Kręcę się w okolicach organizatorów, ale nikt mi nie zaproponował nawet kawy czy herbaty.
18:40. Zaczyna się ściemniać. Większość uczestników poszło na kolację. Zaproponowano mi wreszcie herbatę. Poszedłem i wypiłem.
19:00. Już jest prawie całkiem ciemno. Jeden z organizatorów naciął kilka patyków do szałasu na pobliskich wierzbach. Poprosił mnie o pomoc w ich przyniesieniu. Poszedłem i przyniosłem. Reszta uczestników dalej je kolację.
19:30. Większość uczestników przeniosła się w miejsce, gdzie mamy budować szałas. Szaman jest już na miejscu. Pstryka komórką dużo zdjęć.
Zrobiło się już ciemno, więc ktoś wpadł na pomysł, aby rozpalić ognisko. Do tego ogniska każdy wrzucił jeden kamień.
Od palącego się ogniska zrobiło się w miarę jasno. Poproszono mnie o wykopanie dołka na kamienie. Szaman wstał z krzesła i pokazał gdzie mam kopać i jakiej wielkości ma być dołek. Na moje pytanie o to, gdzie składać ziemię z dołka, powiedział mi, że tak gdzieś z boku, np. pod drzewem.
20:00. Zaczynam kopać dołek na kamienie. Reszta uczestników kręci się w pobliżu i nie za bardzo wie, co ma robić?
Ktoś zapytał: - Kto tu właściwie rządzi? Pytanie pozostało bez odpowiedzi.
Ziemia jest dość twarda i kopie się bardzo ciężko. Z pomocą przychodzą mi dwaj uczestnicy.
21:00. Pierwsze zorganizowane działanie.
Szaman zarządził, że będziemy pojedynczo okrążać ognisko w lewo, w prawo, przodem i tyłem. Szybkie wyliczenie pokazało mi, że jeśli jednej osobie cały ten taniec wokół ogniska zajmuje około 5 minut, to potrzeba około półtorej godziny, aby wszyscy uczestnicy tego dokonali.
22:00. Uczestnicy szałasu w dalszym ciągu okrążają ognisko. O wspólnym budowaniu szałasu ani widu, ani słychu.
22:30. Ktoś z organizatorów wpadł na pomysł, aby zacząć wreszcie budować szałas. Tylko że z kim tu budować, skoro ludzie okrążają ognisko?
W końcu gospodarz z organizatorem zapytali szamana o to, jakiej wielkości ma być ten szałas?
- No taki "grande" na 2 albo 3 metry - odpowiada szaman.
To w końcu na ile? 2 czy 3?.
23:00. Uczestnicy zakończyli okrążać ognisko. Przyszedł czas na układanie patyków i ich wiązanie.
Uczestnicy już trochę tym wszystkim zmęczeni i znudzeni nie za bardzo kwapią się do budowy szałasu.
Ognisko już mocno wygasło i kamienie stygną.
23.45. Szałas gotowy. Za chwilę będziemy wchodzić. Wszyscy rozeszli się aby się przygotować do szałasu.
24:00. Szaman wszedł do szałasu wraz z wiaderkiem wody. Reszta uczestników stoi koło szałasu i nie wie co ma robić?
Ktoś się pyta: "Można wchodzić, czy nie?".
Szaman potwierdza - można wchodzić.
Wchodzę. Szaman wskazuje mi miejsce, gdzie mam usiąść.
Jako jedyny wchodzę do szałasu całkiem bez ubrania. Reszta uczestników ubrana przeważnie w różnokolorowe stroje kąpielowe lub w jakieś koszulki.
Około 00:20. Wszyscy są już w szałasie. Wnoszone są kamienie. Rozpoczyna się ceremonia.
Wniesiono tylko kilka kamieni. Jak dla mnie osobiście to trochę zimno. W końcu szaman polewa kamienie wodą. Robi się cieplej.
Przerwa na wniesienie kolejnych kamieni. Po ich wniesieniu robi się trochę cieplej.
Ciągle siedzę, bo nie jest mi za ciepło. Zwykle w drugiej rundzie w szałasie już leżę.
Drzwi do szałasu są otwierane tylko w czasie, gdy donoszone są kolejne kamienie. Robi się coraz cieplej. Może nie tyle cieplej, co bardziej parno.
W czwartej rundzie w środku jest dużo gorącej pary, która zaczyna parzyć. Dobrze, że mam mały kocyk na którym leżę. Okrywam nogi kocykiem, aby zapobiec poparzeniom.
Wszyscy leżą i starają się jakoś przeżyć ten napór pary.
W tym czasie szaman niepostrzeżenie wychodzi z szałasu i przygotowuje się na nasze wyście.
Ktoś nieśmiało zapytał, czy można już wychodzić?
Ktoś z zewnątrz potwierdził, że tak.
Wychodzę z szałasu. Na zewnątrz na plastikowym krześle siedział szaman i trzymał wąż, z którego polewał osoby, które wyszły z szałasu. Zimny strumień wody był dobrym otrzeźwieniem po tym wszystkim, czego doznałem w szałasie.
Wszyscy uczestnicy ceremonii wyszli z szałasu. Cały czas wszyscy zwracają się do innych per pan/pani. Większość z uczestników podeszła pod prysznic, który robił szaman. Później chwilę postaliśmy przy ognisku i praktycznie bez słowa wszyscy się rozeszli na nocleg.
Popatrzyłem na zegarek, była druga w nocy. Pożegnałem się z 3 osobami, które jeszcze stały przy ognisku i poszedłem spać.


Szałas pierwszy następnego dnia


Szałas drugi:
14:00. Wszyscy uczestnicy są już na miejscu. Rozpoczyna się powitalny krąg. Po chwili wszyscy znają już imiona pozostałych uczestników i zwracają się do siebie po imieniu.
15:00. Wszyscy jedzą wspólnie lekki posiłek.
16:00. Wyruszamy budować konstrukcję szałasu. Wszyscy uczestnicy aktywnie w tym uczestniczą.
19:00. Wszystko gotowe, zarówno konstrukcja szałasu jak i ognisko. Zapalamy ognisko.
19.30. Zrobiło się całkiem ciemno. Ognisko płonie. Wszyscy uczestnicy szałasu grają na bębnach, grzechotkach i tańczą wokół ogniska. Po kilkunastu minutach praktycznie wszyscy są bez ubrań.
20:30. Wchodzimy do szałasu, wnoszone są kamienie, zaczyna się ceremonia.
Już w pierwszej rundzie jest gorąco, ale nie parno. Po zakończeniu rundy jest krótka przerwa na napicie się wody i na zaczerpnięcie świeżego powietrza. Przed rozpoczęciem każdej rundy wnoszone są nowe kamienie.
W szałasie odczuwalna jest jedność wszystkich uczestników, którzy są aktywnie zaangażowani w to, co się dzieje w trakcie ceremonii.
23:00. Wychodzimy z szałasu i wchodzimy na chwilę do pobliskiej rzeki, po czym wracamy do ogniska, aby podziękować ogniowi za oczyszczenie i nabranie energii w szałasie. Dziękujemy też sobie, przytulając się nawzajem.
Tańczymy przy ognisku grając na bębnach. Nikomu nie chce się ubierać. To wszystko trwa jeszcze około godziny, po czym ubieramy się i idziemy spać.

Szałas drugi następnego dnia

Moje refleksje po tych dwóch szałasach.

Mamy różne ceremonie szałasu potu. Mamy też różne osoby, które szałasy potu prowadzą. Jedni prowadzący przyjeżdżają do nas z Ameryki lub z innych miejsc na świecie, a inni pochodzą z Polski.
Jeśli przy wyborze takiej czy innej ceremonii szałasu będziemy się sugerować tylko pochodzeniem danego prowadzącego, to wcale nie oznacza, że trafimy na taki szałas, który będzie dla nas w tym momencie najlepszy. Może się nawet tak zdarzyć, że trafimy na ceremonie na której będziemy się czuć tak jak na przysłowiowym "tureckim kazaniu", nic nie rozumiejąc z tego, co się dzieje, ani nie wiedząc, jaki to ma sens. Po takiej ceremonii możemy też się czuć mocno zdegustowani i zniesmaczeni.
Każdy z tych dwóch szałasów, zarówno jeden jak i drugi, pełni ważną rolę w rozwoju duchowym. Dlatego, moim zdaniem, przy wyborze najlepszej dla nas ceremonii powinniśmy kierować się intuicją. Jak to już pisałem kiedyś, że świata energii nie da się oszukać, to działając w ten sposób trafimy zarówno na odpowiednią dla nas ceremonię i odpowiedniego prowadzącego.
[foto] Jan Szeliga

Twarda Ścieżka i podobne sposoby: wstęp na końcu

O tej ścieżce rozwoju, którą sam praktykuję, blog trochę autopromocyjny. ( -- Wojciech Jóźwiak)

Uwaga: Ten blog jest multi-blogiem, czyli każdy praktyk Twardej Ścieżce może tu pisać, jeśli chce.

Korekta przez: ()



« Potrzebna nazwa Powitanie Słońca »

komentarze

[foto]

1. Współczuję • autor: Wojciech Jóźwiak2015-10-13 10:05:44

Współczuję, Janku, tej pierwszej "przygody". Dziwi mnie, że takie rzeczy się zdarzają. Powiedzmy po polsku: co to za bałwan?
[foto]

2. Takie rzeczy się zdarzają • autor: Jan Szeliga2015-10-13 19:08:41

Wojtku, z tego co sam widzę i słyszę od znajomych , to takie rzeczy zdarzają się niestety dość często. Nie chcę tutaj nikogo obrażać, ale działania pewnych osób przypominają mi  eksportowanie polskiej Cepelii z wozami konnymi załadowanymi snopkami i podobnymi cepeliowskimi gadżetami na które wiele osób się łapie tylko dlatego, że są dla nas egzotyczne , pochodzą z dalekich krajów i są prowadzone przez osoby które nie są szamanami a za takich się podają.
Tymczasem nie dostrzegamy tego, że podobne rzeczy robią ludzie, którzy mieszkają w Polsce i prowadzą ceremonie w sposób bardziej zrozumiały dla nas.
Wspomnę jeszcze o innym szałasie, w którym brałem udział wraz z kilkoma moimi znajomymi. Osoba która prowadziła ten szałas też pochodzi z Peru.
Opis ceremonii tego szałasu w dużej mierze pokrywa się z powyższym opisem pierwszego szałasu.
Dobrze  że szałas już stał i nie trzeba było go budować. Dzięki temu udało się  do szałasu wejść  w miarę wcześniej.
Niestety szałas został przykryty czarną bardzo toksyczną folią, o takim zapachu jakbyśmy rozłożyli nowy złożony worek na śmieci, a dopiero na tą folię zostały położone koce. Folia po rozgrzaniu  lepiła się do pleców, co było bardzo nieprzyjemne. Najgorszy jednak był zapach który się z niej wydobywał.
Po wyjściu z szałasu wiele osób skarżyło się na to że jest im bardzo słabo i niedobrze. Kilka osób nawet wymiotowało. Kilka osób ma też do dziś traumę z tego powodu.
Jednak są też takie osoby, którym taki szałas i takie jego prowadzenie bardzo się podoba i jeździ za tym prowadzącym  w różne miejsca w Polsce.
Na moje pytanie: - czy były na innych szałasach prowadzonych przez inne osoby?, osoby te najczęściej odpowiadają że NIE i puki co nie chcą iść na szałas do kogoś innego.
Skoro więc taka ich wola...

[foto]

3. Ci pseudoszamani psują NAM opinię • autor: Wojciech Jóźwiak2015-10-13 20:28:07

To co Janku piszesz, to kolejny dla mnie sygnał, że jakaś część Południowych Amerykanów przyjeżdżających do nas z szamanizmem to naciągacze albo handlarze którzy uważają nas za naiwnych, takich, co "wszystko kupią i zjedzą".
Między innymi dlatego szukam wciąż dobrej NAZWY, która pozwoliłaby nam ogłaszać się i opowiadać o sobie, a przy tym NIE wiązać się z coraz bardziej dewaluowanym "szamanizmem".
[foto]

4. Egzotyka • autor: Jan Szeliga2015-10-14 15:49:21

Nie wiem czy wszystkie osoby które przyjeżdżają do nas ze swoimi praktykami to naciągacze? Zapewne nie, bo chociażby David Thomson moim zdaniem należy do solidnych i godnych zaufania nauczycieli.
W każdym bądź razie jest takich osób całkiem sporo i przyjeżdżają one do nas zarówno z Ameryki jak i z dalekiej Rosji, a ludzie łapią się na tę egzotykę. Refleksje przychodzą zwykle wtedy gdy już jest za późno.
Co do nazwy, to myślę że Twarda Ścieżka jest dobrą nazwą. Nazwa ta jest już dość dobrze kojarzona.
Jeśli znajdzie się inna jeszcze lepsza nazwa, to byłoby super.

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)