zdjęcie Autora

29 marca 2020

Radek Ziemic

z cyklu: Sny i wizje (odcinków: 2518)

Dwa sny: na skraju deszczu / gang Jarosława Kaczyńskiego

Kategoria: Sny i wizje

« Anielskie skrzydła Sen o Nagórzankach, c.d. »

1.

To była taka budka dróżnika, murowana, chyba tam pracowałem albo byłem w jakiś inny sposób zadomowiony i zaginęły mi jakieś drobne rzeczy, których szukałem. Okazało się, że skrył je inny pracownik (dróżnik?), który mocno przypominał aktora Mariana Dzięgiela. Chciałem się z nim bić, ale gotowość wyraził mój kolega z pracy, W. I „wyszliśmy”, tzn. wyszliśmy z tego „domku” i chodziliśmy po jakiejś okolicy, przez pewien czas myślałem, że idziemy na jakieś wybrane miejsce bójki, ale tylko tak chodziliśmy, byliśmy w jakiejś restauracji, w której było przyjęcie – ślub?  stypa? – na które jakoś się chyba wprosiliśmy na chwilę i jadłem pomidora, który mi nie smakował. To był chyba nieduży lokal, bo widzę jego szybę wystawową, jak w sklepie, a naprzeciwko gości przy stole i siebie wśród nich (prawa strona stołu, tyłem do okna, od zewnątrz (nie przy ścianie)). Idziemy też po jakichś schodach, takich trochę jak na dworcach, tylko bardziej pionowych i nieprowadzących do przejścia, choć z czymś w rodzaju półpięter, bo stojąc i rozmawiając na jednym z nich widzimy idącą do góry kobietę, wysoką, która mi się podoba. W trakcie tej wędrówki okazuje się, że W. sprawił, że kupiłem tanio samochód, bo w tym śnie znaleźliśmy dwa samochody (ja i jacyś moi znajomi) i jeden kupiliśmy, taniej jak się zdaje o dwa tysiące (i ten jeden tysiąc to zasługa W.). Tu zresztą jest jakiś wątek komiczny ze zdjęciami z tymi samochodami czy samochodem i jakimiś zmieniającymi się przy nich (przy nim) policjantami / dróżnikami / strażnikami. Coś mundurowego. W każdym razie w pewnym momencie udajemy się w miejsce, w którym ma jakoś specjalnie padać deszcz, po drzewach czy jakoś tak, ale takimi strugami. Wiem to, bo ten wątek już gdzieś wcześniej się przyklejał, albo ja w śnie myślę, że się przyklejał i ostatecznie idziemy na skraj deszczu, tam gdzie deszcz się kończy i gdzie stajemy, na wpół w deszczu, na wpół poza deszczem. Widzimy krople które na nas spadają, chyba lekko błękitnawe i jakby trochę rozproszone (nie każda z osobna, ale wszystkie razem właśnie, tzn. jakby odległość między nimi, gdy zbliżają się do twarzy, nieco się zwiększała.) W. mówi, że R. (koleżanka z klasy w liceum, którą widuję raz na dziesięć lat mniej więcej, ale taki subtelny i nienarzucający się typ urody, drobna, zgrabna blondynka) to wspaniała dziewczyna (kobieta?). Nie pamiętam, co jest na końcu snu, my w połowie deszczu, czy te słowa W. o R. Pamiętam jeszcze, że W. w pewnym momencie gdzieś leży i myślę przy tym, że przecież mieliśmy się bić. (Ja chyba nawet w którymś momencie podciągam rękawy.) I mówi też o brzuchu, że też (bo ja coś o tym mówiłem) ma nieduży brzuch i jakąś na nim ranę. Sen jest jasny. Taka wędrówka przez powietrze, przez szarawą jasność, kilka obrazów i trochę słów.

2.

W tym śnie chyba nie byłem sobą. Byłem bratem mojego kolegi z młodości (faktycznie ma brata, którego też znam). Ta tożsamość była jednak jakoś nieokreślona, jakbym był jego bratem (najbardziej), ale i trochę sobą i nim jednocześnie. W każdym razie goniono mnie, goniła mnie jakaś szajka, gang, w której był Jarosław Kaczyński. Tło ganstersko-apokaliptyczne. Pamiętam tylko jeden obraz, gdy już udaje mi się uciec. Widzę ulicę, na której drugi koniec wbiega ten gang. Ulica jest szeroka i oni stoją na całą szerokość, jest ich dość dużo, może kilku, może kilkunastu i grożą, że jak się nie dam schwytać, to zrobią coś złego mojemu bratu/koledze. Ja jednak uciekam dalej i kiedy się odwracam, to widzę, że oni go przebrali w strój kobiecy, buty na obcasie, czarne pończochy. Z oddali widzę taką kobiecą, zdradzającą jednak jakieś cechy męskie sylwetkę i rozpoznaję lub wiem, że to on. (Ten wątek w związku z Otto Weiningerem i podobnymi kwestiami, którymi się ostatnio zajmuję.) Ale uciekam dalej, bo wiem, że będziemy go odbijać i wiem, że będziemy się mścić. Sen kończy się chyba jakimś mierzeniem do nich z broni palnej, z karabinów, widzę ich lufy, pochylone sylwetki strzelców. To był chyba niespokojny sen, bo kiedy się przebudziłem, to przed oczy wciskały mi się jakieś bardzo niespokojne obrazy z moją córką lub twarzami ludzkimi i zwierzęcymi, które były jakoś do niej podobne, barwne przy tym i ruchliwe, twarzami, z którymi działo się coś niedobrego, nie umiem tego nazwać (po pierwsze, coś jak z horroru, po drugie jakaś fragmentacja, deformacja). Więc aby to odsunąć, zacząłem myśleć o mojej nieżyjącej już od ponad 30 lat babce.

Sny i wizje: wstęp na końcu

Każdy, kto ma profil w Tarace, może swoje sny i wizje tu zapisywać.
Każdy, kto jest zalogowany, może sny i wizje komentować.


« Anielskie skrzydła Sen o Nagórzankach, c.d. »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)