Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

01 listopada 2019

Mirosław Czylek

z cyklu: Uran w Byku i wojna o Ziemię (odcinków: 8)

Dziadki neoliberalizmu i rusałki ekologiczne

Kategoria: Astrologia
Tematy/tagi: astrologiacykle planetspołeczne podziały

« O mitycznej Erze Wodnika i Erze Kobiet O egocentrycznych wampirach neoliberalizmu i niedobrych korporacjach »

Od kilkunastu miesięcy pozwalam sobie felietonizować na łamach Taraki Wojtka Jóźwiaka, wskazując na ekologiczno - ziemskie manifestacje związane z pobytami Urana w znaku Byka i Neptuna w znaku Ryb. Dla formalnego przypomnienia - Byk to reprezentant wyrażający swoją ziemskość i materię aż do bólu. Syntezą byczej esencji i uranicznej rewolucji zdaje się być Karol Marks, reprezentant Byka w nowiu, z eksponowanym Uranem w swoim horoskopie. Jego diagnoza rzeczywistości pożeniona ze światem polityki święciła swoje triumfy w czasach komunizmu uprawianego w krajach radzieckich (etapami od 1917), a następnie definiowała dwubiegunowy układ sił, którego główny rozkład miał dopiero miejsce pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku. Ale brodaty pan nie wszystek umarł i ma ostatnio swój renesans.

Neomarksizm znajduje swoje wzmocnienie poprzez teraźniejszy pochód Neptuna przez znak Ryb. To ważny moment dziejowy. Przedostatni cykl Neptuna rozpoczął się w roku 1848. Wiosna Ludów? Tak, to ten czas. Zalew niepokojów społecznych, które oprócz celów politycznych miały na celu poprawienie warunków bytowych. Neptun i Saturn, a zwłaszcza ich koniunkcje (przypomnę: 1917, 1953, 1989) lubią się kręcić tam, gdzie struktury rdzewieją z powodu parujących uczuciami i emocjami mas ludzkich. Nawet niewinne kwadratury coś potrafią „wyprodukować”, więc w 2016 roku w zaskakującym prezencie ludzkość otrzymała Trumpa i Brexit.

*

Tymczasem neomarksizm powraca do gry. Niespodziewanie zmienili się jednak aktorzy tego spektaklu. Miejsce wyzyskiwanej klasy robotniczej i ludu zajęli nie tylko sfrustrowani i przemęczeni pracownicy korporacji lub ledwo nadążający za rzeczywistością mikroprzedsiębiorcy czy freelancerzy. Otóż, do gry weszły czynniki, które wydawały się jeszcze jakiś czas temu mało zauważalne i niegroźne. Wyklęty lud nagle i niespodziewanie zaczął rekrutować ... ekologów. Neptun w Rybach znowu jest na swoim miejscu. Rewolucja ma na tym razem na imię Gaja, nie Marianna. Rolę stymulatora ekonomicznego dla Zielonych Rewolucji pełni tym razem Uran w Byku w trygonie do Saturna w znaku Koziorożca. Stąd m.in. fenomen Grety Thunberg (podwójnego Koziorożca) czy nawet... papieża Franciszka (Saturn współcześnie tranzytowany przez Neptuna, eksponowany Koziorożec w horoskopie papieża, tamże też m.in. jego Jowisz).

Tyle tytułem wstępu. Powracam do cyklu „Uran w Byku i wojna o Ziemię” podnosząc wagę tytułowego sporu pomiędzy "dziadkami neoliberalizmu" i nową falą "rusałek ekologicznych".

*

Skąd takie rozróżnienie płciowe i tendencja, by naprzeciwko siebie postawić męski autorytaryzm i dziewczyński infantylizm? Być może genezą są sentymentalizmy z liceum, w których mickiewiczowski spór między "dzieweczką" (która "ma serce i patrza w serce") a Starcem (który sądzi, że "dziewczyna duby smalone bredzi, a gmin rozumowi bluźni")? Być może to złośliwa wizualizacja zajęć u profesora Balcerowicza, który stawia ocenę niedostateczną Grecie Thunberg na zajęciach z ekonomii, a polską młodzież batoży za niedojrzałość obywatelskich postaw? (wypowiedź na Twitterze z marca 2019: "gdzie są młodzi w obronie praworządności i demokracji?") Raczej sądzę, że główny pretekst do takiego a nie innego podziału na dziadków i rusałki odnajduję z powodu wyników badań społecznych dla Kantara (kwiecień 2019 r.). Tam młodzi ludzie (od 18 r.ż. do 30 r.ż.) definiują na nowo polaryzację polityczną. Kojarzone "prawicowo" Konfederacja i PiS zgarniają u mężczyzn 29 i 22%, zaś kojarzone "lewicowo" Wiosna Biedronia i KO u kobiet zyskują 27 i 27%. Czy taka będzie linia przyszłego podziału politycznego? Raczej mało prawdopodobne, zważywszy na ciągłe tasowania na polskiej scenie politycznej, ba – tanie zmiany poglądów. Jednak "coś" w tym schemacie poznawczym możemy wynaleźć. Choćby ten prosty przekaz, że wojna płci to przyczynek kulturowy do silnych zmian, które będą zachodzić na przestrzeni najbliższych lat. Może nie kilku, ale kilkunastu jak najbardziej. Związki partnerskie? Poparcie u młodych kobiet 73%. Analogicznie u mężczyzn 49%. Przepaść. Duże różnice wypadają również w kwestii traktowania rządów autorytarnych, jeśli chodzi o status związku lub wykształcenie.

Jak się sytuuje ekologia? W majowym artykule "Focus" z 2019 roku dokonuje się to, co ... było do przewidzenia. Badacze mówią wprost - ekologia jest kobietą! Cytuję: "Journal of Consumer Research określił takie zachowania jak dzielenie się dojazdem samochodowym (carpooling) czy sortowanie odpadów jako „kobiece” ponieważ statystyki pokazuję, że chętniej są praktykowane przez kobiety. Zatem ekologia jest kobietą". I jeszcze: "Zarówno mężczyźni jak i kobiety chętniej przypisywali kobiece cechy osobie o wyraźnie ekologicznych zachowaniach". Artykuł, o którym wspomina "Focus" nie posiada uprawień, jeśli jednak ktoś chciałby się tym zająć szerzej, podaję odnośnik: https://academic.oup.com/jcr/article-abstract/43/4/567/2630509?redirectedFrom=fulltext .

Przewaga ekologicznej troski wśród kobiet znajduje potwierdzenie również w sondażu dla oko.press. Wśród najpoważniejszych zagrożeń dla Polski wymieniony został problem kryzysu klimatycznego (brak wody, wzrost temperatury). Tutaj również jest dostrzegalna różnica dla ludzi przed czterdziestką: troska ekologiczna u kobiet jest wyższa o dziesięć procent, niż u młodych mężczyzn. Gwoli ścisłości, nie dziwi pokrywająca się zbieżność poglądów pro-eko z linią polityczną. Przynależność prawicową i centroprawicową deklaruje 54% mężczyzn (wobec 31% kobiet), natomiast poglądy lewicowe i centrolewicowe bliskie są 36% kobiet (wobec 21% mężczyzn). Tutaj już jestem od krok od płciowego klasizmu, otóż wychodzi z tego, że dziadki neoliberalizmu częściej niż rzadziej mają orientację prawicową, zaś rusałki ekologiczne są lewicujące.

*

Tego typu politykujący podział nie spodoba się niektórym osobom, zwłaszcza sympatykom prawej strony, którzy zaangażowani są w działania na rzecz Matki Gai (która kulturowo kojarzy się bardziej z kobietą, w przeciwieństwie do Pana Boga, którego liczne freski stylizują na wszechmocnego starca z brodą). Co ciekawe, współczesność jest wywróceniem tego, co pisze np. Remigiusz Okraska w tekście "Jak prawica ekologię porzuciła". W polecanym przeze mnie artykule czytam: "Świat się przeobraża. Ale jedna zmiana jest szczególna: porzucenie czy zupełne niezrozumienie haseł ochrony środowiska naturalnego przez kręgi prawicowe. Ekologia, wbrew dzisiejszym wyobrażeniom, była kiedyś bliższa konserwatystom niż lewicy". Sam Tolkien został przedstawiony w jasnym świetle jako eko-konserwatysta. Jego "troska o tradycyjny krajobraz, pochwała niewielkich osad rolniczych żyjących w symbiozie z naturą, szacunek dla kulturowej ciągłości i niechęć do gwałtownych przemian społecznych". Tak było: "wiara w postęp, uprzemysłowienie, urbanizację i ujarzmienie przyrody towarzyszyły lewicy przez dekady i tylko bardziej refleksyjni jej przedstawiciele podnosili postulaty ochroniarskie. Prawicowcy – byli w awangardzie trendu".

Jednak, co sugeruje Okraska w ostatnim akapicie, stary porządek uległ wywróceniu. Pozwolę sobie go szeroko przytoczyć:

"Dziś ekologia jest jednak niewątpliwie bliższa lewicy niż prawicy. Co jakiś czas w środowiskach konserwatywnych przypomina się o dawnym rodowodzie nurtu i narzeka, że „lewacy” tę ideę „ukradli” prawicy. Trudno to traktować poważnie. Lewica dostrzegła skutki uboczne postępu, kruchość świata natury, bezpardonową eksploatację surowców. Zrozumiała, że prawdziwy postęp obejmuje nie tylko rozwój materialny, ale także niewymierną jakość życia i zachowanie dobrej kondycji środowiska. W tym samym czasie prawica zachłysnęła się neoliberalizmem i obietnicami niekończącego się wzrostu, zaczęła wyrażać interesy globalnego biznesu, a konserwatywne wartości ograniczyła do wojny kulturowej na gruncie obyczajowo-seksualnym. Dziś to na prawicy trudno o taki stosunek wobec kultury i przyrody, jaki sto lat temu rzadko występował na lewicy. Prawica ekologię porzuciła, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ponownie po nią sięgnęła".

*

Reasumując: trudnym do zaakceptowania jest fakt, że rozmowy o ekologii wymykają się podziałowi na lewicę i prawicę. Zależności są widoczne w wyborach politycznych, powiązaniach pomiędzy neoliberalizmem a konserwatyzmem lub ekologią a lewicą. Bardzo silne rozróżnienia dotyczą kwestii samej płci, gdzie kultura infantylnych rusałek zdecydowanie idzie w stronę ekologicznych innowacji, w przeciwieństwie do autorytarnych dziadków, którzy bronią starej rewolucji ekonomicznej. A dokładniej reaganomiki i thacheryzmu, których symboliczne narodziny miały miejsce w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, zaś na szczyty popularności wyciągnęła je polityczne trzęsienia liczone od czasów Gorbaczowa, których efekt końcowy uruchomił gwałtowny wzrost gospodarczy w Europie Środkowowschodniej, synchroniczny z rozwojem azjatyckich tygrysów. Wisienką na torcie tych cudownych przemian są Chiny, w których niektórzy ekonomiści i politycy są zakochani do dziś.

Dlaczego świat kultury autorytarnych dziadków jest u progu upadku? Ładnie to podsumowuje filozofia reaganomiki: "Już w czasie kampanii wyborczej Reagan powiedział, że problem polega po prostu na tym, iż zbyt wiele dolarów goni za zbyt małą ilością dóbr. I to było bardzo celne stwierdzenie. Bo pokazywało nasz główny cel. To znaczy: dość manipulowania przy popycie. Czas zająć się zwiększaniem podaży". Kult zwiększonej podaży i rozwinięcie wywiadu z Craigiem Robertsem, piewcą reaganomiki w następnym tekście.

Uran w Byku i wojna o Ziemię: wstęp na końcu

Tekst ten jest po trosze kontynuacją mojego wpisu „uraniczni socjaliści z konstelacji Byka”. Inspiruje mnie to, co wydarza się z niesamowitą intensywnością, jeśli chodzi o sprawy związane z ekologią, klimatem i całą resztą. Inspirują mnie teksty pisane w „Tarace” przez Andrzeja Gąsiorowskiego czy Wojciecha Jóźwiaka. Zwłaszcza tekst „Temperatura mokrego termometru, czyli od czego wymrze homo sapiens” zrobił na mnie fenomenalne wrażenie.



« O mitycznej Erze Wodnika i Erze Kobiet O egocentrycznych wampirach neoliberalizmu i niedobrych korporacjach »

komentarze

1. Westalki konsumeryzmu i nieślubne syny Coen-Bandytyzmu • autor: Tomasz Wasyłyk2019-11-04 16:05:02

Kontrując:
Nie bardzo rozumiem, dlaczego fakt o wymykaniu się tego akurat problemu z podziału na lewicę i prawicę, miałby być trudny do zaakceptowania. Czyż ów podział nie służy roboczemu zakreśleniu stron, celem skutecznego prowadzenia sporów? Może inaczej zapytam: czy widział ktoś definicję takiego podziału, która zadowalałaby każdego zainteresowanego?
 
Zacytowany artykuł z Focusa, jedyny wniosek jaki wyciąga, to że marketing ochronoprzyrodowy, jest nakierowany w obecnej chwili na kobiety. Trzeba, moim zdaniem, być trochę też oderwanym od wyobraźni, żeby nie widzieć, iż brak skłonności mężczyzn do carpoolingu, wynika z silnie umocowanego w kulturze stereotypu, że rolą mężczyzny, jest prowadzić samochód - co więcej, rodzaj samochodu definiuje status mężczyzny i to w dość istotnej kwestii, jaką jest podobanie się kobietom (i niektórym mężczyznom, zapewne też).
 
Co do artykułu p. Okraski to owszem, trudno traktować poważnie kogoś, kto jojczy że ktoś mu coś zabrał, kiedy sam nie próbuje tego odzyskać, ale mi trudno traktować do końca poważnie p. Okraskę, kiedy pisze: "Lewica dostrzegła skutki uboczne postępu, kruchość świata natury, bezpardonową eksploatację surowców. Zrozumiała, że prawdziwy postęp obejmuje nie tylko rozwój materialny", gdyż jest to ten poziom sielankowej naiwności, w którym mój umysł odmawia współpracy. cdn.

2. Wielkomiejskie driady. • autor: Tomasz Wasyłyk2019-11-04 17:11:27

Pisze jednak p. Okraska "Prawica ekologię porzuciła, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ponownie po nią sięgnęła". Ja widzę pewną przeszkodę. Jest nią sam fakt, że lewica ów sztandar ochrony przyrody dzierży, a jeśli chce się nim podzielić, to tylko na swoich warunkach. Może sięgnąć po "ekologię", ale nie po "queerowo-feministyczną sprawiedliwość klimatyczną i przezwyciężenie kapitalizmu i patriarchatu" (źródło) - żeby nie było że sam to wymyśliłem).
Wracając do podziału na Rusałki i Antyrusałki - znaczna część propagandy optującej za "walką ze zmianami klimatu", opiera się jednak na batożeniu ciemnogrodu z pozycji bycia w komunii z nauką czy też naukowcami, gdzie szkiełko i oko jest niezbędnym atrybutem, a jakiekolwiek kwestionowanie, jest równoznaczne z byciem "płaskoziemcem".
Zasię, jeśli mowa o podlinkowanej interpretacji sondażu dla oko.press, to urzekł mnie tam następujący fragment:
"Gorzej wykształceni i seksualnie sfrustrowani młodzi Polacy sięgają po prawicowe idee, żyją w kulcie „żołnierzy niezłomnych”,  tworzą relacje z kolegami (co nasila odrzucenie homoseksualizmu w związku z pokusą takich relacji), tęskną za nieprzyjacielem do pokonania (Rosja), a z braku innych wrogów mogą się wyładować na „pedałach”."
Chętnie bym to skomentował, ale obawiam się, że jest to jedna z tych myśli, które niczym kawior, należy podawać bez przypraw i bez przyrządzania, aby nie zaćmiewać ich niepowtarzalnego smaku i aromatu.

3. cd. • autor: Tomasz Wasyłyk2019-11-04 17:12:11

Redaktor był jednak na tyle uprzejmy, żeby poza swoimi wywodami, dostarczyć trochę surowych danych. Tam zasię stoi, że oto 30% (dla mnie zaskoczenie) neoliberalnych dziadków i srogich nacjonalistów od "Konfederacji", podziela lęki klimatyczne z zatroskanymi lewicowymi rusałkami. Z których to 40%, zadeklarowało, że boi się ludzi, z których 30% boją się tego, co one same? To może jednak same się boją, tkwiącego w ich głębi nacjonalisty, jak rzekomo nacjonaliści, tkwiącego w ich głębi homoseksualisty? Wielce ubolewam, że redaktor tegoż opracowania, uznał, że nie jestem godzien samodzielnie zapoznać się z danymi, bo wyciągnąłbym kilka innych ciekawych, myślę, wniosków.
Podsumowując: Fakt trudny do zaakceptowania, a jednak chyba będzie zaakceptowany zostać musiał, że kontynuowanie sporu na zasadzie tradycyjnego ostrzału artylerii między "prawicą", a "lewicą", może do niczego nie doprowadzić.
[foto]

4. Spokojnie, jeszcze mam... • autor: Mirosław Czylek2019-11-04 17:31:38

Spokojnie, jeszcze mam trzy teksty do wpuszczenia, a później... później się ustosunkuję do tych uwag :-)

O tym, że "marketing ochronoprzyrodowy, jest nakierowany w obecnej chwili na kobiety" będzie. 

Co do uwagi: "lewica ów sztandar ochrony przyrody dzierży, a jeśli chce się nim podzielić, to tylko na swoich warunkach", możemy analogicznie przenieść to na grunt polityki i np wykreować tezę "partia X sztandar ochrony demokracji i konstytucji dzierży, a jeśli chce się nim podzielić, to tylko na swoich warunkach". To odnajduje się w wielu kontekstach.

Jeśli zaś chodzi o wojny prawicowo - lewicowe, to czasami odnoszę wrażenie, że jest kilkanaście armii i w trakcie wielkiej bitwy dochodzi wielokrotnie do zmian sojuszy. Bałagan robi się straszny. Dlatego polaryzacja jest staraniem, żeby wyznaczać jakieś resztki "starego, dobrego porządku". 

5. W takim razie... • autor: Tomasz Wasyłyk2019-11-04 18:55:41

W takim razie zaczekam z uwagami, aż nie zostanie złamana ostatnia pieczęć i ujawnion nie będzie cały przekaz.

Zgadzam się, że można wyszczególnić całą klasę podobnych postaw, u różnych ruchów w różnych sprawach

Ja odnoszę wręcz przeciwne wrażenie, że front jest utrzymywany doskonale i każdy wie, kto swój, kto wróg. Dopiero gdy znika wspólny nieprzyjaciel, zaczyna się walka pomiędzy dawnymi sojusznikami. Ale może doświadczasz ciekawszych wojen.
[foto]

6. Jeśli idzie o... • autor: Mirosław Czylek2019-11-04 19:40:04

Jeśli idzie o komentarz "nie bardzo rozumiem, dlaczego fakt o wymykaniu się tego akurat problemu z podziału na lewicę i prawicę, miałby być trudny do zaakceptowania", jest on odniesieniem do mojej wypowiedzi "trudnym do zaakceptowania jest fakt, że rozmowy o ekologii wymykają się podziałowi na lewicę i prawicę". Dlaczego taką rzecz napisałem?

Otóż, z perspektywy własnej trochę mi się nie podoba, że wiele osób udaje, że dyskusje o ekologii nie kreują podziałów politycznych. Pojawiają się postulaty, żeby nie mieszać prawicy, lewicy, itd. do tych debat. Mój tekst jest właśnie o tym, że - abstrahując od wpływu różnych rzeczywistości (np marketingu), podział istnieje, stąd moje przyporządkowanie w stronę "ekologicznej lewicy" i "nieekologicznej prawicy", przynajmniej jeśli chodzi o współczesność. Ten podział jest. Nie powinno się udawać, że ekologia jest jak sport i "obchodzi" sobie kręgiem poglądy polityczne.

Często po kilku - kilkunastu latach odnoszę wrażenie, że część osób "zapomina" historię, lub przełącza się na paradygmat nienależący wcześniej do "światopoglądu". Następuje coś w rodzaju niewidzialnego nadpisania swojej tożsamości. Widoczne to było w patriotycznych uroczystościach typu "żołnierze wyklęci", która została zarezerwowana przez pewne siły prawicy, ale próbowała tą treść "podłapać" liberalna i centrowa siła polityczna. Rodzaj fenomenu (kuriozalnego) pełni tzw 500+, które najpierw było ostro krytykowane, a później pojawiły się głosy, że to "ktoś wcześniej przecież wymyślił". Natomiast mój tekst jest szczepionką wobec uwag, które się pojawią za kilka - kilkanaście lat, że lewica nigdy nie była ekologiczna, nie miała takich postulatów. Zresztą kuriozalne teksty na temat ekologii ze strony tzw "prawicy" już widziałem. 
[foto]

7. ... (ucięło). Tzw "prawica"... • autor: Mirosław Czylek2019-11-04 19:48:59

... (ucięło). 
Tzw "prawica" uczyła ekologów, że nie mają żadnego pojęcia na temat Puszczy Białowieskiej, Doliny Rospudy i innych rzeczy. Już było o krok od stwierdzenia, że politycy są odpowiedzialni, a ekolodzy nie (czasami "lewacy", bo dla niektórych "lewactwo" i "ekooszołomy" to pojęcia równoznaczne).
Znamienne, że co jakiś czas czytam w internecie informacje, jak to piękna Polska pada ofiarą gwałtu złej Unii Europejskiej, Niemcy palą węglem, a jakaś inna nacja ma większe stężenie w powietrzu jakiegoś chemicznego związku. Za kilka - kilkanaście lat możliwa jest narracja, że lewacy truli, a prawicowcy czyścili środowisko. 

Daleki jestem od idealizacji "lewicowców", ponieważ uważam Polskę jako kraj bardzo regresywny, ekologicznie zacofany, w którym kultura (antykultura raczej) ekonomiczna wygrywa w sposób nokautujący ze środowiskowymi potrzebami. Może i dlatego napisałem właśnie kiedyś to: http://www.taraka.pl/ekologia_kontra_polski_folwarczny


8. Nie rozpocznę polemiki,... • autor: Tomasz Wasyłyk2019-11-10 11:09:46

Nie rozpocznę polemiki, żeby nie "zaspoilować" myśli zawartych w nieopublikowanych jeszcze tekstach.
Odniosę się jednak do "Za kilka - kilkanaście lat możliwa jest narracja, że lewacy truli, a prawicowcy czyścili środowisko." mianowicie:
Przypuszczam, że narracja pójdzie w kierunku "Odurzona mlekiem sojowym, zemasukulowana lewica, otrzymała w podziale idei pieczę nad przyrodą, a swojej misji nie podołała, dlatego teraz sprawę musi przejąć, umięśniona, twarda prawica.".

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)