Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

26 listopada 2009

Michał Łuczyński

Dziady, święto polskich rodzimowierców
Wywiad z Leszą, żerczynią Rodzimego Kościoła Polskiego

Niewielu z nas wie, ale zaledwie kilkanaście kilometrów od Warszawy wciąż odbywają się starożytne obrzędy ku czci zmarłych, które nasi pradziadowie nazywali "Dziadami".



Rodzimy Kościół Polski to drugi, obok Rodzimej Wiary zarejestrowany związek wyznaniowy w Polsce, który kultywuje prastarą religię pogańskich Słowian.

W sobotę, 7 listopada odbyło się jedno z najważniejszych świąt corocznych w życiu każdego neopoganina, choć oni sami wolą się nazywać rodzimowiercami lub poganami. Specjalnie o tym wydarzeniu rozmawiam z Anną, bardziej znaną w środowisku rodzimowierców jako "Lesza" - żerczynią Rodzimego Kościoła Polskiego i główną organizatorką tegorocznych "Dziadów" w Chramie Mazowieckim.


- Dlaczego obchodzicie Dziady?

- Jest to kwestia naszej wiary. Wierzymy, że nasi przodkowie nie odchodzą zupełnie. Możemy im w tym szczególnym czasie coś od siebie dać, w jakiś sposób pomóc w ich drodze w zaświatach. Wierzymy, że i oni nam mogą pomóc, obdarzając nas swoją wiedzą, mądrością, doświadczeniem, i w ten szczególny czas my dajemy im coś od siebie. Spotykamy się właśnie dla nich. Jest to jedyne święto, w którym spotykamy się wyłącznie dla naszych przodków, prosimy ich na wieczerzę, dla nich rozstawiamy stół, dla nich szykujemy potrawy. Jest to święto dla naszych przodków. I oczywiście przede wszystkim to dla nich rozpalamy ogień.


- Które to z kolei wasze święto "Dziadów" obchodzicie w tym roku?

- RKP działa przeszło 10 lat. Ale pierwsze "Dziady" odbyły się jeszcze przed zarejestrowaniem związku jako formalnie działającego. Jeżeli chodzi w ogóle o obrzęd "Dziadów", jest to tradycja, która trwa tak naprawdę nieprzerwanie od czasów pogańskich, i nie ma ona związku z instytucją, ale jest to święto, które obchodzi każdy z nas. Nie zostało ono wymyślone przez Kościół Katolicki czy jakikolwiek inny kościół, ale zostało, po prostu, przyjęte. W tradycji, z której wyrosło chrześcijaństwo, nie ma - powiedzmy sobie - kultu zmarłych, który jest typowy dla kultów pogańskich, animistycznych. Kult zmarłych jest pozostałością po najstarszym systemie wierzeń człowieka, jakim jest animizm. I elementy czci zmarłych są obecne, w każdej albo w prawie każdej religii. Więc mówienie o tym, w którym roku pierwszy raz odprawiono obrzęd "Dziadów" jest co najmniej dziwne, ponieważ jest to kult tak stary, jak człowieczeństwo.


- Kto bierze udział w waszych "Dziadach". Jakie osoby przychodzą, czy mówią, co jest sprowadza na wasze święto?

- Dla mnie każda pamięć o zmarłych jest pewnego rodzaju obrzędem "Dziadów". Każde zapalenie znicza, każde złożenie kwiatów. Bo ja wiem, z czego ono wynika. Nie każdy człowiek musi mieć oczywiście tego świadomość i nie do końca go też o to chodzi. Ja, nie spotkałam się osobiście, z kimś kto by powiedział mi wprost: że on w to nie wierzy, on nie pójdzie na grób swego rodzica, nie zapali znicza bo nie wierzy w cokolwiek po śmierci, i w to, że to jest to w jakikolwiek sposób człowiekowi potrzebne.

Jeśli chodzi o Dziady, na których my się spotykamy, przychodzą osoby z dokładnie taką samą motywacją, i chcą w ten konkretny sposób uczcić pamięć swoich bliskich.

To święto jest właśnie przeznaczone dla takich osób.

W jakiekolwiek inne święto ludzie przychodzą równocześnie z wielu różnych pobudek,. Jak np. na Kupałę, gdzie osoby przychodzą również się pobawić albo po podrywać panny, co w przypadku święta Kupały jest zupełnie zrozumiałe i naturalne, tu jednak - podobnie jak w całej polskiej tradycji - obrządek związany z czcią zmarłych jest sprawą bardzo poważnie traktowaną i towarzyszy mu nastrój zadumy i kontemplacji.


- Co w RKP uważacie za istotę tego święta?

- Istotą tego święta jest uczczenie pamięci zmarłych i złożenie im ofiary, rozpalenie dla nich ognia - dokładnie to.


- Skąd nazwa "Dziady Zimowe"?

- Bo odbywają się w zimnej części roku. Oprócz tego są "Dziady wiosenne", poświęcone duchom przodków, które - jak wierzymy - przychodzą na ziemię w postaci dzieci.


- Czym się różnią "Zimowe" od "Wiosennych Dziadów"?

- Wszystkim (śmiech). Przede wszystkim tym, że nie ma wezwania, wymieniania z nazwiska. Nie wymieniamy konkretnych osób, jest tylko złożenie ofiary dla tych duchów przodków, które pragną do nas wrócić, właśnie, w postaci naszych dzieci.

Jest to złożenie ofiary duchom znajdującym się w tzw. Wyraju Ptasim, czyli Górnym, dokładnie w tym miejscu, z którego - jak wierzymy - duchy schodzą na ziemię...

Oczywiście nastrój towarzyszący temu świętu jest też bardziej radosny, ponieważ jest to celebracja nowego życia.


- ... i wcielają się w dzieci?

- Nie wcielają się... to nie dokładnie to samo, co wiara w powszechnie rozumianą reinkarnację. Każdy wierzy w to troszeczkę inaczej. Wcielanie to jest może złe słowo. Po prostu rodzimy się na nowo, choć pewien pierwiastek duchowy jest przekazywany dalej... Umieramy i rodzimy się. Krąg życia i śmierci się zamyka. I jest to naturalny proces.


- Czyli wierzycie, że obecnie żyjący ludzie mają duszę swoich dziadów czy pradziadów?

- Może jest to zbyt uproszczone - koncepcja duszy według Słowian jest bowiem bardziej złożona niż np. w chrześcijaństwie. Niektórzy wierzą np., że pierwiastków duchowych w człowieku jest więcej niż tylko jeden, a ich losy pośmiertne są różne. Jeszcze inni wierzą w ten sposób, że na podstawie różnych technik można odkryć to, kim się było w poprzednim wcieleniu. Ja osobiście uważam, że jest to bezzasadne i tak naprawdę bez znaczenia. Jak się człowiek rodzi na nowo, to następuje pewnego rodzaju "reset". I jeśli on jest, to znaczy, że jest potrzebny i ma głęboki sens. To czy dusza krąży w kole życia i śmierci od tysiącleci, czy dopiero jest nowym bytem, to naprawdę ma niewielkie znaczenie. Gdy przychodzimy tutaj, każde doświadczenie w jakiś sposób nas kształtuje, i najważniejsze jest to, co się dzieje tu i teraz.


- Czy wasze "Dziady" miały kiedyś jakiś stały termin, czy jest to święto ruchome?

- To jest tak: my jesteśmy w jakiś sposób ograniczeni kalendarzem aktualnie obowiązującym w Polsce. Więc najczęściej spotykamy się po prostu w jakiś najbliższy weekend, tym bardziej że samo Święto Zaduszne poświęcamy, tak jak wszyscy, na wizyty na grobach naszych bliskich. I jest to rzeczywiście stały termin. Historycznie, to było bardzo różnie. Nawet różnice były pomiędzy wsiami. Różnie się to odbywało. Na przykład w niektórych miejscach było tak, że takie święto urządzało się wtedy, gdy jakiś nieżyjący już członek rodziny przyśnił się najstarszej kobiecie z rodu. I ona wtedy zwoływała wszystkich i mówiła: "Dzisiaj róbmy Dziady, bo...". W tradycji polskiej jest tak, że te Zaduszki odbywają się 1 listopada i jakiś najbliższy termin wybieramy właśnie, po to by uczcić pamięć naszych przodków.


- A czym się różnią Dziady Słowian pogańskich o Dziadów neopogan? Czy są jakieś różnice między tym, jak dawniej je obchodzono, a jak robicie to wy?

- Mogę powiedzieć, że z jednej strony nic się nie zmieniło, a z drugiej - zmieniło się wszystko. Przecież osoby, które brały udział w "Dziadach" dawniej, już są w Nawii. Ponieważ do obrzędu dzisiaj stają osoby, które żyją współcześnie, każdy z takich obrzędów ma element nowości. Co roku każdy z nas ma inne doświadczenia, i co roku do takiego obrzędu staje jako ktoś inny. Z nowymi doświadczeniami, a czasem z nowymi zmarłymi, więc my się zmieniamy i stąd zmienia się też sam obrzęd.


- Padło tu słowo "Nawia". Jawia, Prawia i Nawia - to nazwy, które często na stronach internetowych RKP się pojawiają. Może wyjaśnić, co one oznaczają?

- Taki podział jest podobny u wszystkich ludów indoeuropejskich - tj. podział na świat górny, Świat Bogów, świat Środkowy, w którym żyjemy (czyli świat materialny), i świat podziemny, czyli świat Zaświatów i duchów. Można to rozumieć na bardzo wiele różnych sposobów. Nadświadomość, świadomość, podświadomość - tj. ten sam typ podziału. Świat idei, świat materii, świat podziemnego chaosu, z którego bierzemy siłę do działania (świat naszych instynktów). W kontekście święta "Dziadów" Prawia jest Wyrajem Ptasim, tam gdzie panują bogowie nieba, gdzie przebywają te duchy, które chcą zejść na ziemię. Oczywiście Jawia tj. nasz świat materialny. I Nawia świat podziemny, w którym przebywają duchy naszych przodków - te, które wzywamy podczas zimowego święta, i którym składamy ofiary.


- A co się dzieje z duszą po śmierci, jak wyglądają zaświaty według RKP? Czy macie jakąś "doktrynę" na ten temat, jakąś wspólnie ustaloną wersję?

- Jak wspomniałam wcześniej - Słowianie zasadniczo wierzą, że elementów duchowych w człowieku jest zapewne więcej niż tylko jeden, a ich losy pośmiertne były różne. Większość wychodzi też z założenia że jeden z tych pierwiastków jako iskra boża stanowi swego rodzaju reinkarnowalny element życia, który po śmierci, poprzez Wyraj Niebiański lub też Drzewo Przodków, powracał na ten świat by się odrodzić drugi zaś przenikał na inną płaszczyznę bytowania by zjednoczyć się w Nawii z przodkami. Jeśli więc chodzi o zaświaty to również wyodrębnia się tu więcej niż jedną krainę, przy czym żadna z nich nie jest odpowiednikiem chrześcijańskiego piekła.

Generalnie natomiast pogaństwo jest anty-doktrynalne. W RKP, podobnie jak w każdej innej podobnej organizacji, jest pewna dowolność rozumienia takich spraw. I różnice teologiczne choćby między samymi członkami RKP i jakichś innych grup rodzimowierczych lub osób niezrzeszonych, nie przeszkadzają nam we wspólnym stanięciu do obrzędu. Poganie nie mają doktryny i uznają, że każdy ma prawo do pewnej własnej wizji wiary. Owszem, możemy na ten temat dyskutować, możemy sobie czasem nawet pożartować, ale generalnie szanujemy wiarę każdego człowieka.


To z jednej strony może się wydawać relatywistyczne, ale z drugiej - niesie za sobą pewną, dla mnie bardzo głęboką, mądrość, która mówi, że każdy człowiek ma prawo do swojej drogi życiowej i swojego widzenia świata.

- Jakie wobec tego są Twoje wyobrażenia na temat życia pośmiertnego, w nawiązaniu do obchodów Dziadów?

- Osobiście odwołuję się do takiego tradycyjnego poglądu, o którym też pisze paru etnografów - pogląd dość ciekawy i mi się on wydaje bardzo logiczny. ( ma też potwierdzenie biologiczne). Co się działo z duszą po śmierci? Generalnie, według Słowian najpierw człowiek umierał, i tu się kończyła jego ziemska droga i zaczynała droga po zaświatach.

Pierwszym jej etapem było odprowadzenie ducha zmarłego, nawii bądź weli, bo tak dawniej nazywano duszę, do "Zaświata Dolnego". Odbywało się to w ten sposób, że dusza przebywała do momentu pogrzebu (ciałopalenia) w tzw. Świętym Gaju. Stos pogrzebowy rozpalano po zachodzie słońca, ponieważ wierzono, że wtedy ta bariera między światami staje się szczególnie cienka. Nie tak, jak np. niektórzy okultyści którzy wierzą, że to północ i południe są godzinami granicznymi- kiedyś nie było takiej możliwości wyznaczania bardzo dokładnego czasu północy, więc uznawano zachód i wschód słońca za punkt graniczny. (Moment, kiedy nie ma dnia i nie ma nocy).

Stos pogrzebowy rozpalano o zachodzie słońca aby dusza zmarłego mogła zejść do "Zaświatów Dolnych", czasem zwanych "Wężowymi" z tego tytułu, iż "Wyrajem Dolnym", "Wężowym" zarządzał Weles - pan podziemia. Było to miejsce, w którym dusze mogły przebywać dowolnie długo, miejsce z którym można było się z nimi kontaktować, z którego można było uzyskać od nich pomoc i poradę. Był to bardzo rozbudowany system wierzeń. Duchom przebywającym w Wyraju Dolnym poświęcone są szczególnie "Zimowe Dziady".

Następnie, dusza wędrowała, właśnie w trakcie "Wiosennych Dziadów" do "Wyraju Ptasiego", zarządzanego przez bogów nieba - Peruna, Swaroga, i stamtąd z powrotem wracała na ziemię w postaci dziecka. Przy czym wierzono, że ludzie odradzają się w swoim rodzie(rozumianym dużo szerzej niż my dziś to rozumiemy) .

Nie można się było odrodzić - tak jak wierzą Hindusi, że jeśli będziesz dobry, to odrodzisz się jako Maharadża, chociaż teraz jesteś - powiedzmy - rzemieślnikiem czy rolnikiem. Wierzono, po prostu, że odradzamy się w tym samym rodzie, czyli np. jako swój prapraprawnuk.

Można to wytłumaczyć genetyką. Jakiś kawałek mnie przeżyje w moich potomkach. Więc można to wytłumaczyć czysto biologicznie, ale też duchowo. Jeżeli ja teraz pracuję dla dobra swego rodu, to wiadomo, że moi potomkowie będą mieli lepiej. No więc jeżeli się odrodzę jako swój daleki potomek, to siłą rzeczy odrodzę się w dużo lepszym świecie. No, jest to nieco skomplikowane, ale - moim zdaniem - takie wytłumaczenie,tego co się po śmierci z nami dzieje daje dobrą motywację do działania tu i teraz.

Niemniej jednak faktem jest, że wcześniej czy później wszyscy się przekonamy, jak jest naprawdę.


- Co będzie się działo na święcie w sobotę?

- Co roku z jednej strony scenariusz jest taki sam, a z drugiej - trochę inny. Słowianie pierwotnie raczej nie stawiali świątyń, ale świętowali pod gołym niebem, w świętych gajach. My jesteśmy trochę bardziej współcześni, więc mamy dach, co ma swoje zalety, zwłaszcza jak zacznie padać. Chram - jest to po prostu zadaszone miejsce, gdzie punktem centralnym jest oczywiście ogień, i gdzie stoi kopia posągu zbruczańskiego. Dla nas, szczególnie dla RKP jest to szczególnie ważny posąg, gdyż - oprócz tego, że jest on przedstawieniem bóstwa najwyższego, jest również pewnego rodzaju opisem świata, włącznie trójpodziałem na sferę bogów, ludzi i sferę chtoniczną.

Samo święto wygląda tak, że stajemy w półkolu -z powodów praktycznych - bo jedną ścianę chramu zajmuje posąg. Można powiedzieć, że stajemy w kręgu razem z posągiem. Na każdym obrzędzie rodzimowierczym musi być ognisko, ponieważ ogień jest ołtarzem, uosobieniem siły najwyższej. Ognisko jest rozpalane w najważniejszym czasie w sposób rytualny, za pomocą świdra ogniowego albo krzesiwa. Jest to bardzo ważny element każdego rytuału.

Tak więc będzie rozpalony ogień, będą wezwani nasi bogowie, każdy z uczestników będzie wzywał swoich bliskich i będzie dla nich składał ofiarę i zapalał ogień. Będziemy, po prostu, zapalać znicze, tak jak zapala się je na grobach.


- Jakie to będą ofiary?

- Podstawowymi ofiarami dla przodków są ofiary z płodów rolnych, czyli kaszy, maku, ziarna, chleba, miodu. W praktyce będzie to wyglądało w ten sposób, że każdy z uczestników obrzędu weźmie kawałek chleba, który włoży do ognia dla swoich bliskich zmarłych, A pozostałe potrawy będą stały w miskach u stóp posągu.

"Dziadowe święto" jest przeznaczone przede wszystkim dla naszych przodków, którym oddajemy cześć z imienia i nazwiska - tych, których czcimy, pamiętamy, których znaliśmy i z którymi się spotkaliśmy. Tych, którym coś zawdzięczamy. Chociażby życie. Jest to też moment, który w bardzo szczególny sposób dotyka nas, bo jesteśmy wdzięczni tym, którzy byli przed nami. Tak, jak podczas święta wiosennego, Jarego Święta, patrzymy na tych, którzy po nas przyjdą.

I to jest, dla mnie, podstawowa różnica między chrześcijaństwem pogaństwem. Poganin widzi czas jako pewnego rodzaju spiralę, po której się wznosi, chrześcijanin - jako linię, która ma początek i koniec. To jest troszeczkę inny obraz świata.

Podczas "Dziadów" następuje właśnie moment spotkania: Tych którzy byli z tymi którzy są. Prędzej czy później my też umrzemy. Bo każdy, kto się urodził, musi umrzeć. Tak zamyka się odwieczny krąg życia i śmierci.


- Dziękuję za rozmowę.


Wywiad przeprowadził Michał Łuczyński



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)