Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

17 lutego 2018

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Astro-obserwator (odcinków: 194)

Dziecko: biała plama na mapach astrologii

Kategoria: Astrologia

« Astrologia: co ważniejsze: sektory czy punkty? Peruwiański wulkan wpływa na stosunki polsko-rosyjskie »

Pracuję w większości z horoskopami osób dorosłych. Dorośli są moi klienci i uczestnicy kursów w AstroAkademii, także badane postaci historyczne są interesujące, o ile jakiś kawał życia zdążyły przeżyć, więc też są dorosłe. Zapewne tak jest w ogóle: astrologowie zajmują się życiem, sprawami i rytmami czasu osób dorosłych. Co więcej, astrologia jako metoda jest nastawiona na osoby dorosłe i życie dorosłych ma za swój przedmiot.

Z dziećmi jest tak, że łatwo jest je astrologicznie „wyobrazić” jako osoby dorosłe, tzn. kim i jakie będzie dziecko, którego horoskop widzę, gdy dorośnie – i dla tej fazy życia będzie można orzekać metodami astrologii. Za to astrologia nie ma dobrych i przećwiczonych sposobów na wyobrażenie tego-oto dziecka jako właśnie dziecka. Ani nie ma sposobów na przedłużenie jego linii czasu na najbliższe lata, kiedy jeszcze to dziecko pozostawać będzie dzieckiem.

Z drobnych fragmentów doświadczeń, a raczej zauważeń, jakie mam, mogę wnioskować, że dziećmi rządzi trochę inna astrologia, niż ta przeznaczona dla dorosłych. Niekoniecznie jest nawet tak, że dzieci z dominującym Jowiszem są po jowiszowemu wesołe, ekstrawertyczne i przebojowe, a te z dominującym Saturnem po saturnowemu przygaszone i introwertyczne. Pewne szczegóły w zachowaniach i charakterze zgodne z typową astrologią można oczywiście wyłowić i dają one satysfakcję astrologowi, ale ogólnie dzieci potrafią zaskakiwać swoją niezgodnością z horoskopem, jeśli go czytać jak dla dorosłego, z oczywistymi dziecięcymi poprawkami.

Ze swoim ułamkowych obserwacji mogą podać, że dużo silniej (wyraziściej) u dzieci przejawia się cykl Jowisza niż cykl Saturna. Co nie jest bardzo dziwne, bo przez pierwsze 11...12 lat zaliczamy jeden pełny obieg Jowisza, ale zaledwie około 1/3 cyklu Saturna.

Jak miałyby brzmieć „dziecięce” reguły czytania horoskopu, tego wciąż dobrze nie wiadomo.

Ma to związek z tym, że świat dziecka (światy dzieci) są zamknięte dla większości dorosłych, w tym dla ich rodziców. Dzieci pędzą swoje życia gdzieś obok nas. My nawet nie mamy dobrych kategorii opisu ich świata. A wiadomo, że coś, co nienazwane, to tak, jakby nie istniało. Są dziecięcy psychologowie i pedagodzy, ale oni też stanowią swój zamknięty mikroświat zawodowy. I na pewno nie interesują się astrologią, a jeśli już, to tak samo jak wszyscy inni nie potrafią przetłumaczyć swojej wiedzy i obserwacji na astrologię. Nie potrafią zasilić – feed po angielsku, więc „nakarmić” – astrologii tym, co wiedzą.

W ogóle to ciekawe jest to nieprzenikanie się i rozmijanie różnych obszarów naszej wiedzy. Nie tylko w naukach, ale i całkiem na co dzień. Stanisław Lem (tak, on) w którymś ze swoim pism zauważył, że chociaż od młodości czytał wiele po niemiecku i przeważnie były to książki składane szwabachą (inaczej: pismem gotyckim), to kiedyś złapał się na tym, że nie umie nakreślić z pamięci kształtów gotyckich liter – chociaż bezbłędnie i odruchowo odróżnia je widząc je w wydrukowanym tekście.

Mam przed oczami książkę (ciekawe, że nie potrafię przypomnieć jej autora, tytułu ani o czym poza tym była! – mogła to też być strona w internecie) w której autor przedstawiał ćwiczenie, które zadał studentom: narysować z pamięci banknot jednodolarowy. Nie umiano! Wychodziły jakieś dziwactwa. A przecież każdy Amerykanin „nosi w pamięci” obraz tego kawałka papieru i bezbłędnie go rozpoznaje.[*]

Coś podobnego dzieje się widocznie z naszą wiedzą bardziej „wysoką”. Każdy astrolog ma prócz astrologii jakiś swój „zawodowy zawód”, a jednak wiedza z tamtych zawodów prawie wcale nie przedostaje się do astrologii – która w końcu jest nauką o życiu ludzi. Nie bardzo wiadomo, jak astrologia mogłaby być zasilona („nakarmiona”) wiedzą np. prawników, socjologów, politologów. Prawdziwym skandalem jest brak kontaktu między współczesną medycyną a astrologią i brak przenikania idei z medycyny do astrologii. Temat „zdrowie, choroby i leczenie w astrologii” opiera się na jakichś baśniach ze starożytności lub renesansu. Na czym polega ta nieprzenikliwa membrana między medycyną a astrologią? Bo przecież chyba jest kilku lekarzy znających się na astrologii?

Na powyższym tle mniej już dziwi to, że najpierw przeżywamy ileś lat jako dzieci, a później w towarzystwie swoich dzieci, a jednak jakoś nie przyswajamy sobie wiedzy o dziecięcym świecie. A jako astrologowie umiemy nauczyć się dopasowywać horoskopowe reguły do nas-dorosłych, ale nie potrafimy zadowalająco nagiąć ich do dzieci.

Gdyby ktoś chciał zająć się badaniami astrologii dziecięcej, to mam parę przestróg. Po pierwsze, nie bardzo możesz korzystać z własnych przypomnień, jak to było, kiedy było się dzieckiem. Nasza dorosła pamięć bardzo zniekształca nasze dzieciństwo, jakieś strzępy z niego pozostają, a i te są dopasowane do schematycznych wyobrażeń, „modeli”, jakie powzięliśmy o swoim dzieciństwie.

Po drugie, nie bardzo możesz korzystać z pamięci o swoim dziecku czy dzieciach. Jest tak samo zawodna i lubi naginać się do powziętych z góry schematów i wyobrażeń. Prócz tego nie wiemy, zapominamy, nie kojarzymy, przestaje to nas obchodzić, mijamy się z własnymi dziećmi, nie mówiąc o cudzych.

Większą wartość ma obserwacja na bieżąco: dzieci swoich albo podopiecznych w szkole, przedszkolu lub w innej organizacji przetwarzającej dzieci. Cennym materiałem do astrologicznych badan i wniosków byłyby pamiętniki świadomego rodzica lub pedagoga i zarazem astrologa.

Ale żeby ten materiał obrodził i zaowocował uogólnieniami, musiałoby zaistnieć coś jeszcze. Co? – Rynek czyli forum wymiany idei między astrologami. Co oznacza, że astrologia musiałaby być nauką. Jako nauka dysponować organizacją, rutyną, uznaniem i funduszem.

Na razie nie jest i masy materiałów leżą, nie to nawet, że odłogiem, co jakąś celiną-calizną: nieruszone, nierozpoznane. Mam na myśli takie materiały, jak biografie, pamiętniki, historie chorób, daty zawierania małżeństw i rodzenia dzieci przez kobiety, daty śmierci (widziane w świetle urodzeniowego horoskopu). Profile osobowości sporządzane przez psychologów, ale i przez firmy profilujące klientów przez internet technikami big data. Te materiały pozostają poza zasięgiem, poza polem widzenia astrologów, ponieważ nie ma komunikacji ani między nimi-astrologami, ani (gdy działają jako astrologowie) pomiędzy nimi a światem zewnętrznym, czyli tym nie-astrologicznym. Może za bardzo minorowo wyszła mi ta przemowa, może zbyt i niesprawiedliwie krytycznie, ale coś w tym jest.


[*] Przypomniałem sobie: to nie była książka tylko internet: Robert Epstein. Mózg to nie komputer – stworzenie Sztucznej Inteligencji nie będzie możliwe. Przekład artykułu o fundamentalnym niepodobieństwie mózgu do komputera, a umysłu do algorytmu. Jest w Znaleziskach Taraki. Zalecam zapamiętać u siebie na dysku, bo tekst cenny, a publikacje w Internecie lubią znikać.


Astro-obserwator: wstęp na końcu

Dawniej "Mesuranema", z greckiego mesouranêma co znaczy "środek nieba" czyli medium coeli.


« Astrologia: co ważniejsze: sektory czy punkty? Peruwiański wulkan wpływa na stosunki polsko-rosyjskie »

komentarze

[foto]

1. wspólny mianownik?Astrologia systemem szacowania szans? • autor: Aleksandra O-J2018-03-06 20:34:06

Jestem pedagogiem.Jednak już na początku studiów co ciekawsi wykładowcy  zwracali uwagę na fakt, iż pedagogika jest w istocie zlepkiem nauk badających sposoby wpływania na człowieka, kształtowania go wg.zamierzeń osób bardziej doświadczonych.Historia wykazywała ,że wpływać można.Co lub kto wpływa jednak? Jowisz czy nauczyciel?Astrologia bada i zdaje się zakłada wpływ np.planety dominującej na osiągnięcia i tok życia człowieka.Zdaje się istnieje między tymi dziedzinami spór co do powodów takiego a nie innego ukształtowania się losu człowieka.Spór u podstaw filozoficzny.Czym jest astrologia? Astrologia to jednak system założeń a nie obserwacji.Przepisów apriorycznych.Nie bada czy można ukształtować z faceta o słabym marsie np sportowca. Opowiada , że nie warto się mordować.Astrologia to  system opisywania szans nieznanego autorstwa. A pedagogika ciągle się łudzi, nie szacuje szans powodzenia działań.Zakłada logiczny ciąg wydarzeń .Inaczej niż astrologia i ...religia :))))Może astrologia mogłaby wejść w skład nauk pedagogicznych na wyraźne życzenie doświadczonego rodzica , pewnego co do tego systemu szacowania szans.Tak, jak weszła religia...Co sprawiło, że mając mocno poszkodowanego merkurego, w kwadracie do urana, plutona i saturna, z zapałem odbywałam kolejne studia?Trygon księżyca?Może  gdybym miała za ojca astrologa nie miałabym szans na tę przygodę? Czy astrologia byłaby pomocą czy przeszkodą ? Gdybym w dzieciństwie zadała sobie pytanie czy w moim przypadku warto  się uczyć? Pytania o astrologię to pytania o rolę przeznaczenia.Może jednak astrologia to bardziej filozofia opisywania świata, system wierzeń niż badań?
[foto]

2. Astrologia jest czymś dużo prostszym • autor: Wojciech Jóźwiak2018-03-06 21:03:20

Droga Aleksandro J-O i Inni. Astrologia jest czymś dużo prostszym i radzę to w końcu zrozumieć. Astrologia nie służy do manipulowania ludźmi ani nie jest jakimś "system wierzeń" czyli czymś na kształt religii. Oraz nigdzie w astrologii nie ma pytania, które zadajesz: "Kto uczy: Jowisz czy nauczyciel?"
Astrologia jest czymś dużo prostszym. Po jednej stronie masz układy planet (P). Po drugiej stronie wydarzenia "ziemskie" lub "ludzkie" (Z).  P i Z dzieją się w tym samym czasie. Jaki jest związek Z z P?
To wszystko.
Czytając wypowiedź Twoją powyżej i setki podobnych nieustannie dziwię się, jak ludzie nie potrafią oduczyć się nałogu widzenia we wszystkim jakichś ideologii i manipulacji.
[foto]

3. Bardzo chętnie zrozumiem.... • autor: Aleksandra O-J2018-03-06 22:16:04

Bardzo chętnie  zrozumiem. Skąd wzięłam wiedzę o tym, że gdy układ planet jest X to najczęściej dzieje się Y? Przecież nie uczono mnie tego na religii, tylko czytałam rozważania Pana, Panie  Wojtku, Piotra Piotrowskiego, Welesa, Konarzewskiej, Szumana itd.Mogę podać więcej szacownych nazwisk osób, które posługują się astrologiką: podczas tranzytu saturna najczęściej XY. Bynajmniej nie tylko  zachęcają :obserwujmy czy coś się będzie działo.(choć kilka lat na Tarace akurat to częste) Bardzo bym chciała dowiedzieć się, że książek,takich jak "Mandala życia" i artykułów z "Gwiazdy Mówią" nie czytałam ze zrozumieniem.Jednak tak nie jest.W zasadzie od kilku lat dopiero  " Po jednej stronie masz układy planet (P). Po drugiej stronie wydarzenia "ziemskie" lub "ludzkie" (Z).  P i Z dzieją się w tym samym czasie. Jaki jest związek Z z P?To wszystko."to Pana autorskie uczciwe podejście , rzec można rodem z twardej ścieżki. Nie ma się czego oburzać, nie zawsze i nie dla każdego astrologa to jest takie oczywiste:)

4. Ciekawa dyskusja • autor: Jarosław Koziński2018-05-29 00:38:44

Uczyłem przez 5 lat historii i społeczeństwa. I czasem się nad horoskopami uczniów zastanawiałem. W dodatku ta korelacja pedagog- astrolog amator coś tam kiełkowało się w mojej głowie.
[foto]

5. Uwaga do cytatu • autor: Mirosław Czylek2018-05-29 15:19:48

cyt: "ogólnie dzieci potrafią zaskakiwać swoją niezgodnością z horoskopem, jeśli go czytać jak dla dorosłego, z oczywistymi dziecięcymi poprawkami"

Zdecydowanie tak. Przypomina mi się moje spotkanie klasowe, które zrobiliśmy jako 39 latkowie. Rówieśnicy w czasach podstawówkowych wyglądali inaczej niż 24 lata później. Część nieśmiałych osób nagle porobiła się śmiała. Część przebojowych poszła w jakiś marazm. 

Obserwowane zjawisko jest zwłaszcza ciekawe, gdy widzę horoskopy "kujonów", czyli osób które zdobywały największe laury jako dzieciaki. Czerwone paski i takie tam. One niekoniecznie były testerem dla dalszych losów życiowych, bo wiele dzieci straciło swoją moc. Ta fałszywa moc musiała mieć związek z potencjałem, presją, oczekiwaniami i skryptem rodzinnym. Dlatego jak robię horoskop dla dziecka, to nie krępuję się i często mówię: proszę się nie przejmować, że on wg mnie ma mieć cechy A, B, C, a teraz ma cechy X, Y, Z. Ja też miałem problemy z wyrażaniem się, asertywnością, pisaniem wypracowań i wyczuwaniem pewnych skryptów społecznych. 

Przy okazji dobra lekcja życiowa dla rodziców, żeby nie zachłystywać się "karierą" dziecka do etapu nastolatka, lub go nie skreślać. I nie porównywać do "lepszych" bo można zrobić mu wielką krzywdę.

6. Re • autor: Jarosław Koziński2018-05-31 01:57:02

A ja zauważyłem, że wielu paskowych ze wszystkich etapów edukacyjnych albo nie pokończyło studiów albo skończyło "coś poniżej ich możliwości "

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)