zdjęcie Autora

19 października 2012

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Dzień Tryfidów

Kategoria: Twórczość

« Laurka na dzień Nauczyciela — Niezrozumienie w metrze Esej o starości »

W książkach i filmach szukam zupełnie innych przekazów niż otoczenie, choć interesuje mnie nie tylko to, co autor chciał powiedzieć, lecz i to co mu mimowolnie „powiedziało się”, choć to nieco schizofreniczne.

Początek takiego szukania zawdzięczam mojej koleżance, nie polonistce bynajmniej, a wieloletniemu pracownikowi ubezpieczeniowemu byłej Centrali Rolniczej Samopomoc Chłopska, z którą jako młoda dziewczyna pracowałam. Koleżanka ta była świetnym fachowcem od ubezpieczeń, zwłaszcza transportowych, autorką kilku podręczników, w owych czasach jedynych z tego zakresu. Była kobietą bardzo inteligentną i dociekliwą. Współpracując przy opiniowaniu dokumentów prawnych, nabyła umiejętności czytania tekstów, odzierania ich z prawnych ozdobników i mętnej mowy. Niesłychanie trafnie potrafiła ocenić konsekwencje dla sensu danego tekstu użycia takiego a nie innego sformułowania. Poza tym, że cała moja znajomość zawodu pochodzi od niej, łączyło nas jeszcze zamiłowanie do literatury SF i Tolkiena, przy czym ja podsuwałam jej książki, ona zaś czytając je uwielbiała dyskusje nad nimi. Czytając jednak te dzieła, robiła to inaczej niż ja; ja nie rozmyślałam zbyt nad tą literaturą, po prostu ją lubiłam, a tylko niektóre z książek uważałam za warte głębszej analizy, ona zaś czytała je podobnie jak projekty rozporządzeń prezesa Rady Ministrów czy ogólne warunki ubezpieczeń, wyłuskując także i to, czego autor bynajmniej nie chciał powiedzieć, ale co wylazło z jego książki jak szydło z worka.

 

W latach, gdy dobra zagraniczna literatura SF była mało dostępna wpadła mi w rękę książka, której autora nie pamiętam o niewiele mówiącym, choć tajemniczym tytule: „Dzień Tryfidów”. Była wtedy taka moda (do dziś nie całkiem zapomniana) na „dni” w tytułach: „Dzień szakala”, „Dzień świstaka”, „Dzień świra” i jeszcze całe mnóstwo innych, bardziej zapomnianych dni.

Książkę przeczytałam jednym tchem i tak mnie poruszyła, że natychmiast z powodu zachwytu i chęci podzielenia się moją fascynacją pożyczyłam ją koleżance. Tymczasem ona, o zgrozo, wcale się nią nie zachwyciła. Zapytała mnie: Czy ty nie widzisz, że autor jest faszystą? Że proponuje podporządkowanie człowieka i całej jego osobowości, uczuć, miłości i marzeń wreszcie, społeczeństwu, które wprawdzie w słusznym zdaniem autora celu, niby dla konieczności przetrwania, decyduje o prokreacji, sposobie życia, narzucając jednostce rygory nie do przyjęcia. Nawet w naszym ustroju (były wówczas lata 70-te PRL) to jest nie do przyjęcia!

Zastanowiłam się. Oczywiście, miała rację. Jak najbardziej! Zrozumiałam, że autor zbudował społeczeństwo głęboko totalitarne, z reglamentacją wszystkich zachowań, w dodatku zakładających jednomyślność tego społeczeństwa, co nieuchronnie musi doprowadzić do eliminacji myślących inaczej (o czym jednak autor nawet nie napomykał).

Ale… Zepsuła mi przyjemność czytania.

Skłamałabym, gdybym stwierdziła, że byłam z takiej analizy dzieła zadowolona. Jako czytelniczka literatury rozrywkowej straciłam swoją dziewiczość, jako czytelniczka literatury poważnej wpadłam w pułapkę oceny wartości autorytetów. Wcale tego nie chciałam. Pisarzom chciałam wierzyć, wejść w ich świat z całym jego konstrukcyjnym i przesłaniowym bogactwem, stając się przez to na moment autorem książki. To wejście w cudzy świat było na tyle fascynujące, że uważałam iż jest warte porzucenia na czas czytania normalnego krytycyzmu.

Ona była recenzentką, ja czytelnikiem, gotowym naiwnie uwierzyć w tezy autora, bo świat przez niego przedstawiony był frapujący i na chwilę uległam złudzeniu, że wszystko w nim jest piękne i słuszne.

Dziś, jako osoba znacznie bardziej dojrzała wiem, co w tej wizji tak mnie pociągało. Po pierwsze: skojarzenie. Pomiędzy tryfidami z powieści, dziwnymi stworami podobnymi do roślin, a tzw. „barszczem Sosnowskiego”, rośliną która wyrwała się z plantacji kołchozowych b. ZSRR, gdzie hodowano ja na wysoko wydajną paszę, i pochłonęła na terenie południowo wschodniej Polski pierwsze ofiary, wprawdzie nie śmiertelne, ale dotkliwie poparzone, na pozór nie istniało podobieństwo. Barszcz Sosnowskiego nie był inteligentnym stworem i nie sposób mu było przypisać zamiaru „polowania” na ludzi. Jego ofiary zapuszczały się na nieużytki, tereny nieskoszone i, zwłaszcza w czasie upałów, wskutek dotknięcia samej rośliny lub nawet nadmiernego zbliżenia, parzyły się otoczką olejków eterycznych, unoszących się wokół. Barszcz był więc jedynie czymś w rodzaju groźniejszej pokrzywy.

Jednak skojarzenie tryfidów z rośliną, która realnie i namacalnie wyrwała się spod władzy człowieka po raz pierwszy uświadomiło mi, że nie wszystko, co robi się w dobrym celu, przynosi dobre wyniki. Jednym słowem „dobrymi chęciami piekło wybrukowane”.

Pozostawiając na boku słuszność lub niesłuszność rozwiązań zastosowanych przez społeczność w „Dniu tryfidów” wiem już, że takie rozwiązania nie są niemożliwe w praktyce i że Ludzkość może łatwo nieoczekiwanie znaleźć się między młotem chaosu a kowadłem uporządkowania.

Co to ma wspólnego z recenzjami?  Od tamtych czasów nie miałam nigdy ochoty dzielić się swoimi przeżyciami z czytania książek, a już zwłaszcza tych, które mi się podobały. Odkryciem ich głębi i piękna wolałam nie dzielić się z nikim w lęku, że odbiorą mi nieuchwytny intymny kontakt łączący pisarza z czytelnikiem. Recenzent był dla mnie tylko niechcianym pośrednikiem, kimś w rodzaju konkurenta do tego związku. Jak w trójkącie miłosnym.

Rozumiem też tych, którzy, jak większość społeczeństwa, deklaracje polityków odbierają jak audioboki. I w pewnej mierze zazdroszczę im.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Laurka na dzień Nauczyciela — Niezrozumienie w metrze Esej o starości »

komentarze

[foto]

1. No cóż, postawa... • autor: Przemysław Kapałka2012-10-20 15:08:03

No cóż, postawa Ezoterycznej Babci ma wiele wspólnego z chęcią trwania w iluzji i unikania wszystkiego, co może z niej wytrącić.


[foto]

2. SUE • autor: Katarzyna Urbanowicz2012-10-20 18:11:02

Piotr ŒŚpiący NiedźdŸwiedźŸ Jaczewski napisał: ”Uzależnienie najprośœciej mówiąc jest błędnym dążeniem do dobrego samopoczucia.” Moje uzależnienie od literatury najprawdopodobniej podpada pod definicję SUE. Czy więc dla przekonania, że jest podejśjciem nieracjonalnym należy przestać korzystać z życiowych przyjemnośœci? Dla bezdusznej logiki wierzyć temu, co powinnam wierzyć zgodnie z okreœślonym przez kogoœś stereotypem? Ja patrzę na to inaczej: moja koleżanka odbierała dzieło literackie na swój, prawniczy sposób, a ja odbieram go na swój i poszukuję w nim czegoœ innego. Komu to przeszkadza? Czy mam wstydzić się, że ulegam złudzeniom? Że daję się chwilowo ponieśœć wyobraźŸni pisarza? Dlaczego nie mogą współistnieć różne spojrzenia na literaturę bez poddawania ich krytyce? Nie jesteœśmy jednakowi panie Przemysławie i całe szcz궜cie!


[foto]

3. Dzięki • autor: Piotr Jaczewski2012-10-21 11:13:59

Za namiar na książeczkę, miło się czyta i dobrze wciąga w swój świat i za TĄ historię. Dla mnie ma jeszcze jeden przykład "jak duchy-idee przeskakują pomiędzy wewnętrznym a zewnętrznym światem". 

Autorowi wyszła świetna metafora  terrified - przerażeni zmieniają się w myślące rośliny atakujące i oślepiające ludzi tryfidy, niszczące świat i sprowadzające do średniowiecza. I jeszcze kilka społecznych odcieni strachu, umieszczonych w lekkiej grotesce(co lubię). Niestety u nas nie wychodzi ta gra słów. (kalkując wyszłoby tylko szelaszacze, psylostraszki?).

W każdym razie świat wciągający na tyle, i spostrzeżenie-duch na tyle żywy i silny, żeby pojawiło się u koleżanki zachowanie tryfida lub(i) aby móc to tak postrzegać :-) 

[foto]

4. Jeszcze o świadomości • autor: Przemysław Kapałka2012-10-26 11:42:02

Nazwała się Pani (możemy pozostać przy tej formie, choć jest sprzeczna ze zwyczajami przyjętymi w środowiskach takich, jak Taraka) babcią ezoteryczną. W ezoteryce absolutnie podstawową sprawą jest świadomość. Tu nie można sobie pozwolić na ignorowanie faktów pod pozorem, że ktoś psuje przyjemność czytania. W opisanym przez Panią przypadku nie chodzi o wmuszanie własnej, jedynie słusznej interpretacji. Pada bardzo poważny zarzut - postawa faszystowska, totalitarna, zmierzająca do eliminacji myślących inaczej. I co? Zepsuta przyjemność czytania. Może warto tej przyjemności poszukać gdzie indziej? Rozwijając tą postawę można by powiedzieć, że ten gość to dla mnie fajny wujek i nie chcę słuchać opowieści o tym, jak rujnuje życie swojej rodziny (w wersji lekkiej) lub wymordował kilka milionów ludzi (w wersji ciężkiej), bo to mi odbiera przyjemność obcowania z nim. Tu naprawdę cisną mi się określenia dalekie od delikatności.  

Kwestia interpretacji książek jest mi bliska z pokrewnej dziedziny - interpretacji utworu muzycznego. Nieraz mając już wyrobioną własną interpretację czytałem albo słyszałem, co inni, zawodowi muzycy i krytycy, mają do powiedzenia o tym utworze. Moja reakcja była różna - czasami uznawałem, że mówimy o czym innym i wcale sobie nie przeczymy, czasami, że to jednak ja mam rację, czasami jeszcze inaczej. Ale nigdy nie było to ignorowanie, zawsze zastanowienie i czasami korekta mojej interpretacji. Z perspektywy czasu widzę, że zdecydowanie było warto, i zdecydowanie należy czytać prace innych i wytrącać się ze swoich przekonań, jeśli będzie trzeba (przeważnie jednak nie trzeba).

Marzenia i swoje własne interpretacje jak najbardziej można mieć. Ale w pewnych granicach - w takich, żeby nie oznaczało to ignorowania realiów, bo tak mi się podoba. Marzenia wcale nie na tym polegają.

Na wszelki wypadek dodam, że ogólnie rzecz biorąc blog mi się podoba. Z pewnymi wyjątkami.


[foto]

5. ignorowanie realiów • autor: Katarzyna Urbanowicz2012-10-26 12:15:19

Tu się z Tobą zgodzę, że nie należy ignorować realiów (choć ignorowanie ich to całkiem coś innego niż trwanie w iluzji, ponieważ "ignorowanie" może być czynnością jednorazową, w przeciwieństwie do "trwania"). Jednak chcę zaznaczyć, ze interpretacja mojej koleżanki postawy bohaterów książki jako faszystowskiej jest skrojona nieco na wyrost. Jej wiek i biografia upoważniała ją do tropienia każdego cienia tej ideologii, moje jednak podejście do literatury (muzyki, plastyki i innych dzieł) jest zupełnie inne. Zaczynam od zaufania, z nim wchodzę w świat twórcy, staram się z nim utożsamić, potem zaś, jeśli "coś nie gra" mogę zdecydować, że ten świat nie jest moim światem. Autorowi książki "Dzień Tryfidów" w ogóle zapewne nie przyszło do głowy, że pomysł sterowania rozrodczością populacji ludzi "po katastrofie" jest pomysłem faszystowskim. Mnie też nie przyszło to do głowy, choć dzisiaj jako osoba dojrzalsza wiekiem i doświadczeniem widzę do czego w perspektywie może doprowadzić. Podam aktualny przykład: osoby sprzeciwiające się finansowaniu wspomaganej rozrodczości zapewne jako jeden z argumentów przytoczą możliwość (jeśliby tak dalej ładnie szło) doboru dzieci "z katalogu": kolor oczu, włosów, zdolności itp. A przecież do tego jeszcze bardzo bardzo daleko. Istotnie, gdyby tak się stało można by potępiać to zjawisko, ale póki co, jeszcze takich możliwości nie ma, można zastanowić się jak temu zapobiec nie potępiając w czambuł np. mrożenia zarodków ludzkich.

Fakty odróżnić musimy od możliwości zaistnienia innych faktów. Optymiści chcą wierzyć, że wszystko pójdzie dobrze, pesymiści zawsze starają się dostrzec ujemne strony. To jest sprawa charakterów raczej niż poglądów, a raczej można powiedzieć, że część poglądów jest wypadkową charakterów.

Życie bez złudzeń byłoby okropne, co nie znaczy, że mamy podtrzymywać je za wszelką cenę.

Lektury są tak różne, jak bywają ich twórcy. W jednym z kolejnych odcinków mam zamiar opisać wrażenia z innej lektury - całkiem odmienne.

Reasumując: niektóre dzieła odbieram kochając ich iluzje, inne krytycznie i niezbyt życzliwie.

Pozwalam sobie przejść na "Ty" ponieważ uznajesz to za normę Taraki. Pewnie masz rację, ja jestem z tego pokolenia, gdzie "tykanie" dotyczyło istot młodszych, na gorszej pozycji socjalnej, podporządkowanych. Instynktownie stosuję te formy zamiennie: do przyjaciół "Ty" do osób nie aprobujących mnie "Pan", "Pani" - nie chcąć przypadkiem ich urazić na wypadek gdyby miały moje uprzedzenia.Uświadomiłeś mi te moje uprzedzenia i jest to jeszcze jeden plus wyniesiony z naszej dyskusji. Pozdrawian
 

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)