Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 sierpnia 2006

Jacek Dobrowolski

Dziewanna. Dramat
Fragment początkowy


+ + +

WSTĘP DO PROLOGU

Na proscenium, na tle kurtyny z dziewannami stoją: grecka Muza, Poeta i gruby Dyrektor Teatru.

MUZA do Poety. Dyrektor Teatru nie slyszy jej i nie widzi, zanurzony w lekturze dramatu.

Dziś będziesz mistrzem ceremonii,
Raz szaławiłą, raz muz księciem,
Wygłosisz wszystko jak przystoi,
Z dowcipem, swadą i przejęciem.
Dziś będziesz stukał w nasze uszy
Groszkami dźwięcznokrągłych głosek
I może w końcu kogoś wzruszysz,
Albo rozbawisz na początek...

Sypnij perłami, nakarm wieprza,
Niech w nim zadzwoni nuta lepsza,

Rytm nieśmiertelny nam odkrywaj,
Mów do nas wprost bez celebracji.
Niech mowa twoja będzie żywa,
Unikaj zbędnej afektacji.

Do dzieła zatem, prawda czeka.
Kto ją wyśpiewa? Ty, Poeta.

DYREKTOR TEATRU do Poety. Gdy mówi, Muza chichocze bezgłośnie.

Nie chcemy grać dramatów tych,
Ani zanurzyć w głąb tej mowy.
Dlaczego wierszem? Po co rym i rytm?
To serce wzrusza, skutek jest niezdrowy.
Pisz pan, jak ludzie mówią. Pisz pan tak,
By w telewizji można było to pokazać.
Zbyt piękne słowa dźwięczą wspak
Naszej epoki, szkoda gadać.
Ten pański dramat - mit Dziewanny,
To efektowna boczna ścieżka
Do jakiejś staromodnej panny,
Która od dawna tu nie mieszka.
My chcemy cwanych, mocnych słów,
Nie żadnych romatycznych strof
Po co bogini? Jaki bóg?
Już lepszy drwiny silny kop.

Poeta milczy. Muza i Dyrektor Teatru chwilę czekają, a potem schodzą ze sceny, idąc w przeciwne strony. Poeta stoi nieruchomo. Ściemnienie.

GŁOS POETY

A ja jednego chcę - wzruszenia, łzy,
By po policzku ci spływała,
Taka gorąca, żeby ci,
Aż skórę przepalała.

+ + +


OSOBY

POETA
DZIEWANNA - MARZANNA - BABA JAGA
CZAROWNICA LUBCZYK
TWARDOWSKI
FILUT
HANNA
JELEŃ
KRÓL WĘŻY
DWIE BABY JAGI
KSIĄDZ
DIABŁY
CZAROWNICE
RUSAŁKI
WIŁY
KRÓLOWA AMAZONEK
AMAZONKI
SKRZATY
CHŁOPY ZE WSI
DZIEWKI
BABY
MŁODZIENIEC
DZIEWCZYNA

MIEJSCE

Góry Świętokrzyskie, czyli Łysogóry. Okolice Klonówki-Kamienia i Łyśca. Scenografia fantastyczna, może w duchu Zofii Stryjeńskiej, dużo batiku i prawdziwych roślin.

CZAS

Koniec maja i czerwiec, lecz poza czasem historycznym. Jakby wczoraj, może dziś.

PROLOG

Młodzieniec i Dziewczyna ubrani jak na majówkę, w słomkowych kapeluszach, z kwiatami i pękami ziół w rękach, wychodzą przed kurtynę z przeciwnych stron. Na kurtynie duża dziewanna.

MŁODZIENIEC

Dziwna, dzika dziewanna między kamieniami,
Wyższa nieraz od chłopa, kwitnie rozetami
Bladozłocistych płatków, choć miewa odmiany
Ze rdzawymi, a nawet czarnymi kwiatami,
Podług trzech faz i wcieleń Bogini Księżyca:
Białej, krwawej i czarnej, co piekło zachwyca.

DZIEWCZYNA

Dziewanna stoi prosto i z daleka świeci.
(Stąd "panna jak dziewanna" śpiewali poeci.)
Liście grube, włochate i przy ziemi duże,
W elipsę przewężone, maleją ku górze,
Coraz to bardziej ścięte na kształt piramidy
Z ziela, chłonącej słońce, kryjącej sok żywy.
Z niej łodyga wystrzela, kwiatami zwieńczona.
W niebo bije jak płomień, lśni nieugaszona...
Pszczoły jąbardzo chętnie za dnia nawiedzają,
A w nocy dziwożony na skrzypkach jej grają.

MŁODZIENIEC

Kwiat jej, kto chce, to zbiera, suszy i zaparza.
Pije się go na kaszel, chrypkę - przez zielarza,
Zewnętrznie na okłady bywa zalecany,
Gojąc wszelkie urazy i broczące rany...
Zapach suszonych kwiatów odstraszać potrafi
Wszystkie myszy i szczury żyjące w parafii.
Gospodarz o tym wiedział, gumna i stodoły
Przystrajał bukietami dziewanny, wesoły,
Że ziarno swe ochroni, mamrocząc do siebie
Zaklęcie, jakie babka szeptała w potrzebie...

DZIEWCZYNA

Jest pora, kiedy wzrasta jej moc i potęga,
Kiedy już kwitnie cała, a czerwiec wytęża
Wszystkie swoje energie, skwarne i zapalne,
Bo zbliża się Kupała, a z nią niewidzialne
Duchy roją się wszędzie, na wodzie i ziemi.

MŁODZIENIEC

W taki czas - kiedy Luna w pełni się odmieni
I z wolna dźwiga w górę, łuną zalewając
Znieruchomiałe lasy, pola nasycając
Światłem boskiego oka świętej ladacznicy,
Miękkim i hipnotycznym, jak z kota źrenicy -
Dziewanna, chłonąc blask ten, staje się boginią,
W żywym srebrze odlaną najświętszą rośliną.

DZIEWCZYNA

Im dłużej na nią patrzysz, w tym większym zdumieniu
Podziwiasz ją zaklętą. Medytuj w milczeniu,
A zrozumiesz, dlaczego w noc Świętego Jana
Żagwie Panny Dziewanny płonęły do rana.
Pojmiesz także, dlaczego Potrójna Bogini
Z pochodnią na dno piekieł schodzi przed zmarłymi,
Przepasana bylicą i z pszenicy kitą,
Koronę mając z maków i makówek witą,
Światło czerpiąc z pochodni, która nasycona
Mocą słońca, księżyca, spalając się kona.

RAZEM

Niechaj rozświetli naraz wszystkie świata strony,
A dym z niej niech oczyści wasz umysł szalony!

Schodzą ze sceny.

+ + +


AKT PIERWSZY

Scena I

Popołudnie na polanie w lesie. Słychać brzęczenie pszczół i głos kukułki. Na polanę wychodzi Poeta.

POETA

Góry, bory przebyłem, błota, trzęsawiska,
Pustynie, stepy, morza i strome urwiska.
W połowie życia drogi prawdy nie znajduję.
Gdzie jest taka potęga, co ku niej kieruje?
Muzo, jak ciebie znaleźć i gdzie ciebie szukać?
Przez gaje się przedzierać? W stare wierzby pukać?
Łowić ciebie j ak echo, czy może w strumieniu?
Wzywać ciebie okrzykiem, z duszą na ramieniu?
Znam liczne twe imiona - które jest prawdziwe?
Mam je puszczać jak strzały, naciągać cięciwę
Gardła i po kolei śpiewać twe imiona,
Aż - ciepłooka łanio - przyjdziesz tu zdziwiona?
Aditi, Ardwi Suro, Auszro, Admete,
Ahalio, Afrodyto, Antiope, Arete,
Astrajo, Atalanto, Ausko, Aretuzo,
Bandeo, Beregynio, Bharati, Babuzo,
Bogunko, Bona Deo, Biedronko Bogini,
Brygancjo, Britomartis, Biała Babałyni,
Cerero i Cardeio, Cupro i Carmento,
Camo i Celestyno, Cylio i Cercento,
Circe - Cud Czarownico - Córeczko Heliosa,
Dewi, Dione, Daeno, Dafne - dzika, bosa,
Demeter, Derdiu, Deklo, Dejwo i Dyjanno,
Diope i Dzidzilejo, Dodolo, Dziewanno!

Słychać dźwięki myśliwskiego rogu

Tyś Panią pierwszej gwiazdy i kroplą na liściu,
Ty błyszczysz w rannej zorzy i tęczy na Łyścu.
Ty zioła wyprowadzasz i budząc zdumienie,
Unosisz się do nieba lub kryjesz pod ziemię.
Czasem konno przebiegasz zielone gęstwiny,
Czasem z dzbanem glinianym chodzisz na maliny.
Widującię z pochodnią w Noce Świętojańskie,
Lub ze sforą ogarów w sabaty szatańskie.
Ale teraz, gdy maj już bzami w krąg rozbrzmiewa,
Czy królujesz w tym gaju, tak jak matka Ewa?
Sprzyjasz i bocianowi, i zielonej żabce?
Tu wąchasz białe róże, tam żółte dziurawce?
A może tropisz dzika, polujesz z rarogiem,
Uganiasz się za lisem, jak za młodym bogiem?
Szukam ciebie bez przerwy, śpiewam twe imiona,
Czy tyś jest hamadriada, czy też dziwożona?

Zza drzew wychodzi jasnowłosa Dziewanna w wianku na głowie. Ma na sobie giezlo w kolorach dziewanny - zielonozłote.

DZIEWANNA

Wołałeś mnie, więc jestem i stoję przed tobą.
Dawno już żaden człowiek nie szedł tu tą drogą.
Dawno nikt mnie nie wzywał i o nic nie pytał.
Czego szukasz Poeto, po coś tu zawitał?

POETA

Pani, pragnę opiewać źródło tego świata.
Chcę usłyszeć, jak dźwięczy świateł boskich harfa,
Jakie są tony planet, jakie gwiazd akordy.
Ten świat jest dźwiękiem Boga. Gdybym w cieniu morwy
Mógł teraz z tobą usiąść, patrząc w twe oblicze,
Ujrzałbym w twej źrenicy wieczną tajemnicę
I piękno twe, Bogini, głosił bezustannie.
Dzięki ci za tę łaskę, co spłynęła na mnie.

DZIEWANNA

Podobasz mi się, Panie - ty tańczysz z bogami,
Masz serce, głos i ucho, witaj między nami.
Jeżeli mi przysięgniesz wierność i oddanie,
Wszystko tobie odsłonię, nawet planet granie.
Ale musisz pamiętać, że drogę do nieba,
Zstąpienie do czeluści piekielnych poprzedza.
Czy ty masz silne nerwy, by śmiertelne lęki,
Bez skarg i łez wytrzymać, cierpiąc liczne męki?

POETA

Przysięgam, że na wieki będę ci oddany.
Chętnie znosząc i trudy, i najcięższe rany,
By móc u kresu życia opuścić to ciało,
Stając się duchem jasnym i jednocząc z chwałą
Nieśmiertelnego światła, którego odbicie
Dostrzegam w twoich oczach i kocham nad życie.

Bogini bierze Poetę za ręce i recytuje obracając się z nim tanecznie w prawo, jednocześnie zataczają w prawo krąg wokół sceny.

DZIEWANNA
Duch i wieniec -
Oblubieniec.
Głodne charty -
Nie na żarty.
Mój koziołku -
Pstry jelonku.
Jednorożcu -
Słodki gościu.
Baw się ze mną -
Potajemną.
Czuwaj w nocy,
Nie chciej mocy.
Tylko w sercu -
Szukaj źródła.
Patrz do środka -
Jaka studnia.
W cembrowinę
Głos uderza,
Mam poetę
I żołnierza.
Pójdzie na dno
I wyłowi
Sierp księżyca,
Co ozdobi
Moje czoło!
Tańczmy w koło!
Jak przenikniesz
Mnie w uścisku,
Zadźwięczymy
W jednym błysku.
Dam ci piersi
Moich wiśnie.
Mleczną Drogą
We mnie tryśniesz.
Zachłyśnięci
Dźwiękoświatem
Tęczą będę,
A ty światłem.
Wielka fala
Nas uderzy,
Boski akord,
Jaki świeży!
Tak bzu kiście,
Mokre liście
Po ulewie
Drżą
Kropliście.

Dziewanna i Poeta wirują spleceni, Dziewanna obejmuje go udami w pasie, odchylając się do tyłu. Następnie, nie przerywając ruchu wirowego, rozplatają się, tak że Dziewanna krąży w powietrzu, trzymana za ramiona, a następnie puszcza się i miękko, jak kot, ląduje w ciemnościach poza kręgiem światła, w którym dalej wiruje Poeta z szeroko rozłożonymi ramionami, jak w tańcach derwiszów czy chasydów. Ściemnienie.

/.../

+ + +


Jacek Dobrowolski
jdobro@wp.pl

Tekst niniejszy, zamieszczony tu za zgodą Autora i Wydawcy, stanowi początek utworu zawartego w książce:
Jacek Dobrowolski. Dziewanna. Dramat. Warszawa 2006
Wydawca: tCHu, doM wYdawniczy, www.tchu.com.pl

Książka do nabycia we wszystkich chyba księgarniach internetowych, np. tchu, lideria, merlin, ksiegarnia.ksiazki, albertus, play, fantastyczna, sam24, traffic-club i inne.





Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)