Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

19 lipca 2019

Agnieszka Damroka Wielgopolan

z cyklu: Damroka (odcinków: 5)

Egzorcystom nie wspominajcie...
Dywagacje zagubionego wędrowca


« Między słowami

Jakże boli własna niewiedza, ta ograniczoność umysłu, gdy równocześnie coś w środku krzyczy — jest coś więcej — i każdym kawałkiem skóry czuje się, że tylko ta zewnętrzna powłoka nie pozwala doświadczyć czegoś, co jest na pewno, lecz poza ciałem. Choć może po to są ciała, by to, co zwane duszą mogło działać i nie siać trwogi będąc niewidocznym?

Umysł nie potrafi nazwać tych ułamków chwil, zdarzeń, które przecież istnieją, przytrafiają się, lecz nigdzie nie znajdzie się słownika, w którym zawarto by nienazwane. Ludzki język może tylko niedookreślonymi eufemizmami — naokoło — próbować wypowiedzieć. Nie da rady. Bezsilność, zaciśnięte pięści, tłuczenie głową o mur niezrozumienia...

Gdzie jest taka szkoła, mędrzec, który posiadł wiedzę i mimo to zechciałby wytłumaczyć niewytłumaczalne? Czuję się jak ćma, która im bliżej światła, tym bardziej cierpi i nawet nie ma pewności, czy spalenie się przyniesie odpowiedź.

Do rzeczy.

Wychodzić z siebie nie zawsze znaczy wkurzać się. Czasem chodzi o eksterioryzację. Straszne słowo. Głowę dam, że nieznane tym, którzy robili to przez te wszystkie wieki, zanim ktoś bardzo uczony je wypowiedział. Ciekawe jak nazywali to doświadczenie nasi przodkowie. Może tak samo jak ja, kiedy jeszcze nie znałam definicji zadufanych w sobie mędrków dnia dzisiejszego? Mawiałam wtedy, że wydobyłam się z własnego ciała, że wyfrunęłam z niego, bez żalu zostawiłam śpiące, jak gdyby nie moje, by odlecieć w nocne przestworza. Mniej więcej tak o tym myślałam.

Podobnie — świadomy sen. Nazwa mniej przemądrzała i może nawet użyłabym jej, by wyjaśnić stan, który się przytrafił. Choć pewnie mówiłabym np.: „Byłam dziś u ciebie. Okno miałeś niedomknięte, to od ogrodu. Spałeś jak zabity w pieleszach w kratę. Nie no, nie powiem — całkiem ładne. A te mrówki, które wchodzą do domu spod drzwi łazienki? Zrobiłbyś coś z nimi. No, chyba że je lubisz...”. Tak, mniej więcej tak by to wyglądało.

PSI-ball... Śmiesznie trochę, lecz nie tak, jak KI-ball, prawda? Skąd miałam wiedzieć, że ta dziwna rzecz, której nazwać nie potrafię, została już nazwana właśnie tak. Lecz wtedy, gdy po raz pierwszy jej doświadczyłam, myślałam — moc przybierająca formę kuli, mknąca oszałamiająco szybko przez jakieś dziwne przestrzenie aż do tych mi znanych, by zatrzymać się tuż przed rozczapierzonymi dłońmi? Właśnie. Dlaczego rozczapierzone? Bo pamiętam, że zanim wszystko się stało, czyniłam jakieś gesty, szepty... Zapewne to tylko wyobraźnia literacka, która potrafi przywołać do życia niejednego Harrego Pottera, więc egzorcystom nie wspominajcie, proszę...

Nie wiem jeszcze jak nazwać to, co czasem już się przytrafiało (napomknęłam o tym w przedostatniej części „Słowiańskiego Koła”, ale dziś znowu przyszło). Ciekawe jak się to mądrze nazywa. Wiecie, taki stan ciała, kiedy czuje się, że choć jest się w znanym, codziennym świecie, to coś się w nim zmieniło. I to coś tylko się czuje przez skórę, bo nie widać zmian. To jest tak, jak gdyby czas spowolnił swoje obroty i to zwolnione tempo przenika do środka. Czuje się fizycznie, że coś jest na rzeczy z pracą mózgu i serca, że ciało porusza się jakąś dziwną wolą... Przez chwilę przebiegło mi przez głowę porównanie do robotów czy zombie albo istot zamieszkujących starodawne mity, z którymi niewskazane były spotkania w cztery oczy. Ale, że ja — normalny (?) człowiek? Wszystko dlatego, że nie potrafię nazwać...

W księdze, która wpadła mi dawno temu w ręce, napisano coś, co tu pasuje, że: „Nikt nie jest w stanie opisać tego stanu umysłu. Można jedynie wyszczególnić coś z jego cech i to w języku, który nie tworzy wyobrażeń w umyśle. Nikt, kto tego doświadczył, nie jest w stanie odpowiednio wyrazić tego w swojej pamięci ani też pomyśleć o czymś, co to przekracza”.

Tadam! — chciałoby się zakrzyknąć, bo to koniec wynurzeń. A tak poważnie, to bardzo bym chciała dowiedzieć się wreszcie wszystkiego. Zastanawiam się, czy po tym życiu będzie dane. Czy wszystkim? Czy tylko tym, którzy doznali? A może jeszcze za tego życia? Życzę Wam. Życzcie mnie :)

Ps.
Idzie noc. Może nie warto oddawać wszystkich myśli temu co tu, teraz, w miejscu, co do którego nie mieliśmy wyboru...
DobraMoc




« Między słowami

komentarze

1. Piękny wpis. • autor: Jarosław Koziński2019-07-19 21:01:37

Mnie zdarzały się świadome sny, najczęściej w latach 2014-2015. Byłem między innymi Królem, Szefem mafii, księdzem, śpiewakiem operowym, a także Nocnym Wędrowcem. Pozdrawiam z Ponidzia :)
[foto]

2. Miło mi, Jarosławie.... • autor: Agnieszka Damroka Wielgopolan2019-07-19 21:11:06

Miło mi, Jarosławie. W świadomych snach zawsze jestem tylko sobą :) Ślę pozdrowienia życząc pięknych snów.

3. Świadomy sen • autor: Ylvaluiza2019-07-21 20:48:38

Mnie przyśnił się świadomy sen, gdy miałam 16 lat. Wiedziałam podczas snu, że po obudzeniu muszę go zapamiętać. Weszłam w nim do jakiejś pustej katedry i zobaczyłam po prawej stronie od tonącego w mroku ołtarza świetliste "lustro", które powiedziało, że mówi w imieniu Boga (i jeszcze kilka zdań). Po ponad 30 latach, gdy najstarszy kościół w naszym mieście stał się już katedrą, w kaplicy po prawej stronie od ołtarza zaczęto w nim wystawiać każdego dnia Najświętszy Sakrament do adoracji w monstrancji wyglądającej identycznie jak "lustro" z mojego snu (tzn. - jak lusterko kosmetyczne na nóżce - kiedyś takich monstrancji z tak wielką, kilkunastocentymetrową hostią nie było). Na wszelki wypadek chodzę tam pomedytować, gdy mam nieco wolnego czasu. Nie czuję mentalnego problemu z łączeniem wiary chrześcijańskiej z buddyzmem - według mnie są różne drogi prowadzące do tego samego celu.
[foto]

4. Interesujące doświadczenie. Pamięć... • autor: Agnieszka Damroka Wielgopolan2019-07-22 02:03:52

Interesujące doświadczenie. Pamięć o śnie wróciła do Ciebie nagle po 30 latach czy dawała znać o nim częściej? 

5. Do autorki - pamięć o śnie • autor: Ylvaluiza2019-07-22 12:03:04

Sen zapisałam po przebudzeniu (a obudziłam się z uczuciem, że wszystko jest możliwe) i jego opis mam do dziś (wraz z kilkoma innymi). Kilka miesięcy wcześniej zginął tragicznie krewny będący moim rówieśnikiem i właśnie mieliśmy jechać do tej rodziny w odwiedziny. Myślałam wtedy dużo o śmierci. Głos z "lustra" przyniósł mi  uspokojenie. Sen był tak niezwykły, że nigdy o nim nie zapomniałam - przypominał mi się zwłaszcza, gdy w Wielkanoc odwiedzałam jakiś kościół i wystawiano monstrancję (choć inną niż ta z katedry we śnie), bo owo "lustro" zawsze jakoś mi się z monstrancją kojarzyło. W międzyczasie nasze miasto stało się siedzibą biskupa i główny kościół przemianowano na katedrę, rzadko tam jednak zaglądałam. Kiedy zobaczyłam pierwszy raz monstrancję identyczną jak se snu i w dodatku w podobnym miejscu, niemal osłupiałam. Może jednak czas, przestrzeń i wszytko co widzimy też jest jak senna wizja?

6. Stefan i eksterioryzacja • autor: Monikakucharska19702019-07-23 17:37:11

Mój ś.p. dziadek Stefan ćwiczył eksterioryzację już w latach 70-tych i 80-tych. Nie pamiętam tylko, skąd czerpał wiedzę na ten temat. Bo wtedy chyba ciężko było o literaturę na ten temat, zwłaszcza w tak prowincjonalnym mieście jak Skierniewice. Kiedy byłam dzieckiem i młodą dziewczyną, dziadek często opowiadał mi o swoich wyjściach z ciała. I pamiętam jak mówił,  że zaprzestał tych praktyk po tym, jak w trakcie kolejnego wyjścia za daleko cofnął się w czasie i miał duży problem z powrotem do ciała. Do dziś pieczołowicie przechowuję jego ręcznie zapisane wspomnienia  na ten temat. W ogóle ten mój dziadek był niezłym indywiduum, zwłaszcza na tamte czasy. Warszawiak od pokoleń, urodzony (22.02.1910 r) i wychowany na Starym Mieście, dobrze wykształcony jak na tamte czasy (przedwojenna Szkoła Konarskiego). Człowiek o szerokich horyzontach, wiecznie głodny wiedzy (tej tajemnej również). Przywiązujący ogromną wagę do snów, miał czasem przebłyski jasnowidzenia. Od kiedy sięgam pamięcią, zawsze mówił, że będzie żył 86 lat, bo taką informację uzyskał w czasie jednej ze swoich podróży poza ciałem. I tak rzeczywiście było. Ten pęd ku wiedzy ezoterycznej  odziedziczyła po dziadku moja Mama no i oczywiście ja. W ich przypadku mnie to nie dziwi, bo dziadek był spod znaku Ryb a Mama jest spod Raka (16.07.1946 r). A skąd to się wzięło u przysłowiowo logicznej i racjonalnej Panny z Asc. w Pannie?

7. I jeszcze coś o snach, nie tylko Stefana • autor: Monikakucharska19702019-07-23 18:40:27

Kilkanaście lat temu, gdy dowiedziałam się o świadomym śnieniu, kupiłam w Galerii Nieznany Świat książkę ,,Tybetańska joga snu i praktyka naturalnego światła’’ Namkhai Norbu. Chciałam nauczyć się jasno śnić wg. jej instrukcji. Niestety miałam problem z wyobrażeniem sobie białej tybetańskiej litery A w gardle. Zabrakło mi cierpliwości i ćwiczenia zarzuciłam. Nie nauczyłam się świadomie śnić, jednak czasami, kiedy w snach gwałtownie spadam z dużej wysokości lub grozi mi jakieś niebezpieczeństwo, potrafię zdać sobie sprawę, że to tylko sen i nakazać sobie samej obudzić się. Ale wyraziste i magiczne sny pojawiają się również po wprowadzeniu się przed snem w stan Alfa metodą Silvy. Takich snów, jakie miałam stosując przez kilka lat  tę metodę, nie miałam wcześniej ani potem. Choć różne niesamowite sny miałam już jako dziecko (niektóre z nich pamiętam do dziś). Od jakiegoś czasu ciekawe rzeczy przydarzają mi się przed snem, kiedy jestem jeszcze w pełni świadoma. Gdy zamykam oczy, ukazują mi się postaci z różnych epok, w różnych strojach i z różnych stron świata. Widzę ich twarze bardzo wyraźnie, czasem się do mnie uśmiechają, czasem coś mówią. Nie wiem, czy dobrze robię pisząc o tym, bo może ktoś pomyśli, że mam coś z deklem. Ale mam nadzieję, że akurat czytelnicy Taraki są otwarci na takie tematy.
[foto]

8. Były czasy, nie... • autor: Agnieszka Damroka Wielgopolan2019-07-24 11:30:22

Były czasy, nie tak znowu odległe, iż w zdumienie wprawiały sprawy, które dziś są na porządku dziennym, ba - objęte są programem nauczania, a więc uznane za całkiem racjonalne. Myślę, że kwestią tego samego czasu jest uznanie przez naukę tego, o czym tutaj rozmawiamy. Idąc tym tropem rzec mogę, że nie masz nic z przysłowiowym deklem. Pozdrawiam dodając, iż udał Ci się dziadek :)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)