zdjęcie Autora

14 lutego 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Eksperymenty zdrowotne

Kategoria: Twórczość

« Lodowe duchy Ekwiwalentność »

Miałam nieprzyjemność odbyć ostatnio wizytę u lekarza specjalisty w ogromnej przychodni w Warszawie. Przychodnia ta jest skomputeryzowana, co poznaje się po tym, że komputer wyznacza absurdalne godziny wizyt u lekarzy. Ja na przykład miałam wyznaczoną godzinę 9 min. 28, pewien Pan po mnie 9 min 31, a jeszcze kolejna Pani dopiero 11 min 04. Ponieważ w przychodni tej leczy się wiele starszych osób nie mających pojęcia o działaniu systemów komputerowych, takie wydruki są pretekstem do stanowczych oświadczeń, typu „teraz ja wchodzę, bo ja najdłużej stoję”, albo jeszcze bardziej wyrafinowanych dyskusji wywołanych próbą ustalenia godziny wyznaczonej na „numerku” w rodzaju: „Co mam może jeszcze dowód osobisty okazać?”

         System ten wymyślono zapewne po to, żeby ucywilizować kolejki do lekarzy i ułatwić chorym bezstresową wizytę. Nic z tego, w Polsce wszystko szybko staje się swoją karykaturą.

         W przychodni tej zamiast stać około półtorej godziny w kolejce do rejestracji można zapisać się przez telefon. Teoretycznie ma to dużo zalet: zamiast jechać w drugi koniec miasta bladym świtem i stać w monstrualnej kolejce, wygodnie siedząc w swoim mieszkaniu z taką samą albo podobną dozą cierpliwości możesz ustawić się w kolejkę telefoniczną i zostać zapisanym na wizytę za kilka miesięcy. W dniu wizyty jednak trzeba zgłosić się do oddzielnego stanowiska wydającego owe zarezerwowane „numerki”.

Teoretycznie tu już nie powinno być kolejki, no może 2-3 osoby, bo formalności jest niewiele. Dowód osobisty, legitymacja ubezpieczeniowa i jako taka orientacja w świecie, przestrzeni i czasie i już. Niestety tego dnia, gdy ja przyszłam, kolejka tych, co bez kolejki, liczyła już kilkadziesiąt osób więc postałam nieco dłużej niż zakładałam i spóźniłam się do lekarza o 1 minutę w stosunku do godziny wyznaczonej systemem komputerowym. Wywołało to trochę dyskusji w kolejnej kolejce, ale taka stara wyjadaczka jak ja, pamiętająca kolejkowe oszustwa z czasów PRL nie dała się omamić argumentom, że „mi się spieszy”, albo „ja muszę”, albo „ja chcę, a pani się spóźniła więc pani traci swoje miejsce” i udało mi się wejść do pana doktora specjalisty. Moja wizyta trwała nie dłużej niż 3 minuty – tyle czasu, ile pani pielęgniarka poodhaczała mnie na rozmaitych listach i wypisała skierowanie. Pan doktor oświadczył, że skoro dotychczasowe terapie mi nie pomogły, a zaszkodziły, może mnie tylko skierować do poradni leczenia bólu. Na moje nieśmiałe sugestie, że może to, co mi jest, to nie jest statystycznie najczęstsza dolegliwość osób starszych, tylko coś innego, ale pan doktor machnął tylko ręką: — „Ja tak zapisałem w karcie, więc na to pani choruje”.

Zaklasyfikowana, zaszufladkowana, podlegająca poufnemu okólnikowi MZiOS, na jakie badania i zabiegi można kierować osoby po 70-tce. Siły wyższe ustaliły, na co może chorować osoba taka jak ja i wara od dyskusji z takimi siłami. (Oczywiście nikt nie pytał, które objawy i jakie symptomy są inne, niż u przeciętnej osoby w moim wieku, cierpiącej na przydzielone i zatwierdzone mocą komputera schorzenie i nie zastanawiał, się dlaczego dotychczasowe terapie pomagające wszystkim na to schorzenie, mnie tylko pogorszyły dolegliwości.).

         Potem nieco załamana zeszłam do ogromnego holu i tak za małego na kłębiące się tłumy podobnych mnie babć i dziadków i ustawiłam się w kolejce do rejestracji głównej. Stałam półtorej godziny, zanim zostałam ponownie sprawdzona, wpisana do systemu komputerowego, zakwalifikowana do tych, co im już nic nie pomoże (chyba, że niedozwolone w Polsce ciasteczka z marihuaną). Po półtorej godziny stania można się rozchorować na inne jednostki chorobowe, chyba, że czas ten wykorzysta się na obserwacje i refleksje.

         Uświadomiłam sobie, że jestem przykładem nieudanego polskiego eksperymentu, który w innych krajach znakomicie się udawał.

         Słynny eksperyment więzienny profesora Zimbardo — http://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_wi%C4%99zien

powtórzono w warunkach polskich w roku 2005 (czytałam o tym artykuł w „Charakterach”) i okazało się, że w Polsce całkiem to nie działa. Po dwóch dniach nastąpiło krańcowe rozprzężenie wśród „strażników” i zaczęli handlować z „więźniami”, bodajże piwem, o napisanie prac zaliczeniowych. W związku z tym eksperyment przerwano i w podsumowaniu stwierdzono, że eksperyment bardziej był uzależniony od określonych społeczeństw, niż uprzednio sądzono.

Ja jednak sądzę, że wszystkie pomysły zachodnie w Polsce nie całkiem się sprawdzają. Na dowód przytoczę wypowiedź pewnego francuskiego eksperta od ubezpieczeń z École nationale d’administration (ENA) – najsłynniejszej francuskiej uczelni wyższej (byłam na tej konferencji w 1991 r, ale od tamtej pory raczej sytuacja się zaostrzyła, przynajmniej w Polsce), który zapytany jak francuscy ubezpieczyciele radzą sobie z próbami wyłudzenia odszkodowań za rzekomo rozbite lub ukradzione samochody, długo nawijał o tym, że zaprasza się te osoby do restauracji i pracownicy ubezpieczyciela oraz psychologowie prowadzą z nimi rozmowy tłumacząc, że czynią źle… Nie mógł zrozumieć dlaczego Polacy obecni na konferencji ryczeli ze śmiechu. Nie śmiali się tylko Rosjanie, ale to z powodu takiego, że u nich nie było ubezpieczeń komunikacyjnych.

Mam dwie koleżanki: jedną zamieszkałą w Holandii, drugą przebywającą tam jakiś czas, zamężną z Holendrem, człowiekiem dość schorowanym. Słyszałam ich narzekania na tamtejsze eksperymenty, ale gdy opowiadano mi o tym, jak traktuje się pacjentów w szpitalu i odwiedzające ich rodziny, o tym, że codziennie organizuje się im koncerty i inne rozrywki, że rodziny częstuje się obiadem i kawą, że wreszcie robi się wszystko aby chorzy nie byli narażeni na stres i złe myśli zrozumiałam, że pewien wspólny poziom europejski został osiągnięty. I u nas i u nich zrozumiano, że stres szkodzi i trzeba z nim walczyć.

Jeśli pamiętacie odcinek blogu o starszym panu który w stanie wojennym zmarł w kolejce, bowiem doznał szczęścia kupienia kaszy gryczanej, rozumiecie zapewne dlaczego w polskich przychodniach (przynajmniej w stolicy) dba się o to, żeby dziadki i babcie nie doznały nagłego stresu z powodu, iż zostali bez czekania przyjęci do lekarza i że wszyscy specjaliści interesowali się tym, co mieli do powiedzenia.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Lodowe duchy Ekwiwalentność »

komentarze

[foto]

1. Artysytyczny • autor: Piotr Jaczewski2013-02-14 11:38:04

Nasz eksperyment, był nie tyleż e. naukowym a próbą artystyczną. I tak nie bylo tak różowo...
[foto]

2. No tak • autor: Katarzyna Urbanowicz2013-02-14 12:07:04


Ale ja nie czytałam w "Charakterach" o projekcie Żmijewskiego, tylko innym. Nie pamiętam konkretów poza tym, że brali w nim udział wyłącznie studenci.

Eksperymenty artystyczne mają pewne odchyłki, które najlepiej widać w tzw. "instalacjach" - w każdym razie ich obiektywizm stoi pod znakiem zapytania.

3. ściągnięte z netu • autor: Nierozpoznany#32012013-02-15 12:13:00

 

 

Wstrząsająca prawda o służbie zdrowia: "Pani z ministerstwa? To lekarz już czeka!"


 


"Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do śœwiadczeń opieki zdrowotnej finansowanej" – tyle Konstytucja RP. A jak wygląda rzeczywistoœć? Jak informuje "Fakt", jest jak za komuny, gdy dla dygnitarzy były lepsze szpitale. Okazuje się, że obecni ludzie władzy i rządowi urzędnicy nie muszą czekać w upokarzających kolejkach do lekarza.


 

 

 Uprzywilejowani pacjenci w ministerialnych przychodniach mogą liczyć na wizytę u lekarza w każdej chwili. Dziennikarka "Faktu" sprawdziła to wydzwaniając po ministerialnych lecznicach.

 Jak się okazało, dla "pani z ministerstwa", za którą się podała, umówienie wizyty od ręki to żaden problem. Wizyta? Choćby jutro! Tak "panią z ministerstwa" zapisano do stomatologa w przychodni lekarskiej resortu spraw zagranicznych. Jeszcze lepiej było w poradni Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Kielcach. Tam dla pracownika resortu wizyta u okulisty została umówiona jeszcze tego samego dnia.
 

A reszta Polaków? Na stomatologa czy okulistę sfinansowanego przez NFZ czekać można ponad dwa lata. Na dziecięcego kardiologa – też. Dorosły, który choruje na serce, na "pilną wizytę w nagłym trybie" poczeka miesiąc! Podobnie długo w całym kraju czeka się na zabieg wszczepienia stawu biodrowego.

 

 Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz obejmując stanowisko zapowiadał, że zmniejszenie kolejek do lekarzy będzie jego najważniejszym zadaniem. Na razie nie widać, by cokolwiek z tym zrobił. Miesiąc temu w Sejmie znowu zapewniał o tym, że wkrótce kolejki będą krótsze.

 Telefon do przychodni przy MSZ:

 – Dzień dobry, jak długo będę czekać na wizytę u lekarza okulisty?

 – A pani skąd dzwoni?

 – Pracuję w ministerstwie.

 – No to mogę panią na jutro zapisać

 Telefon do NZOZ Optomed w Sędziszowie:

 – Na kiedy mogę się zapisać do lekarza okulisty?

 – Prywatnie czy z NFZ?

 – Z NFZ.

 – To najbliższy termin dopiero początek marca 2015 roku niestety.

 ŒŚredni czas oczekiwania na wizytę u lekarza specjalisty:

- Wrocław - kardiolog - 370 dni

 - Radom - kardiolog - 30 dni (pilny przypadek)

 - Warszawa - kardiolog dziecięcy - 501 dni

 - Koœcian - ortopeda - 913 dni (endoprotezoplastyka stawu biodrowego)

 - Kluczewo - stomatolog - 900 dni

 - Pabianice - stomatolog - 407 dni

 - Zgierz - okulista - 350 dni

 - Toruń - okulista - 282 dni

 - Sędziszów - okulista - 754 dni

 - Koszalin - alergolog - 248 dni

 - Plichowice - ginekolog - 1031 dni

 - Koszalin - ginekolog - 198 dni

 Czytaj więcej na Fakt.pl: Pani z ministerstwa? To lekarz już czeka

(TR)

ródło:Fakt.pl
 

 

 

[foto]

4. Nie rozdrabniajmy Taraki • autor: Wojciech Jóźwiak2013-02-15 13:05:29

Marcusie, nie musimy w Tarace pisać o wszystkim. Byś może to, co wkleiłeś, jest  wstrząsające, ale do tematyki Taraki nie należy. Proszę wyciągnij wniosek.
~Wydawca Taraki

5. Myślę ,że mój... • autor: Nierozpoznany#32012013-02-15 18:35:56


Myślę ,że mój wpis trzymał się tematu powyżej.

Skłonił mnie Pan pośrednio, bym dokładnie przeczytał, czym zajmuje się Taraka oprócz astrologii i zwróciłem uwagę na rozwój duchowy. Ale czym ma być owy rozwój duchowy, skoro nie służyłby budowaniu wyższej świadomosci, rozróznianiu tego co ważne, a co nieważne, co nam służy, a co jest szkodliwe. Jest coś o " twardej scieżce". Może ową twardą ścieżkę przyrównam do rzeczywistosci, w której żyjemy. Nie musimy robić specjalnych zabiegów by się poddać owej twardej scieżce, ona nas sama dopada w świecie codziennym i odziera ze złudzeń, wystarczy nie przymykać oczu na rzeczywistość. Treśc mojego komentarza, to taka twarda ścieżka , której niekoniecznie sobie życzymy, ale znaczna część społeczeństwa jej doświadcza.

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)