zdjęcie Autora

15 lutego 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Ekwiwalentność

Kategoria: Twórczość

« Eksperymenty zdrowotne Nagle »

Postanowiłam wypowiedzieć się na modny temat: ekwiwalentności. Czyli coś za coś. Dawno temu na forum Akademii Astrologii jakaś kobieta oburzyła się na inną, początkującą, że ta ośmieliła się prosić o interpretację swojego horoskopu. Prośba nie była zwrócona do nikogo konkretnie. Pytająca oczekiwała, że może ktoś jej coś tam wytłumaczy (jeśli będzie chciał). Jedyne, co można było odczytać z jej postu to tylko to, że jest zupełnie zielona i naiwna. Odezwały się dwie stałe bywalczynie forum, astrolożki, zapewne z tych zarobkujących. Coś jej tam napisały, ale i obrzuciły wyrzutami, że takie interpretacje powodują zachwianie ich bilansu energetycznego, a nieekwiwalentność wymiany budzi zgrozę. Tłumacząc z ezoterycznego na nasze oznaczało to, że prośba o coś bez płacenia za usługę jest bezczelnością.

         Na kursach tarota Jana Witolda Suligi prowadzący przy ćwiczeniach rozkładów kart w parach każdorazowo kazał wyciągać portmonetki i płacić koleżance (koledze) po kilka symbolicznych groszy i przestrzegał tego zwyczaju rygorystycznie. Tłumaczył, że nieekwiwalentność wymiany może być źródłem późniejszych kłopotów mentalnych tarocisty. (Dla niwelowania ich palono także świeczki zapachowe – co jednak nie zapobiegało wykwitom agresji wśród kursantów).

         Tak więc przekonanie, że każda czynność podejmowana na rzecz innych musi zostać wynagrodzona ekwiwalentnie trafiła w sfery duchowości, co samo w sobie wydaje się równie zabawne, jak i smutne i pouczające.

Na fali tego poglądu liczy się, że kobiety krócej pracują i dłużej żyją, więc muszą mieć niższe emerytury. Muszą? Pełna ekwiwalentność wymiany (o tyle o ile) może być wymagana, gdy któraś z nich ciuła forsę w banku, ale emerytura to coś innego, chyba. Miało to być świadczenie wyrównujące poziom życia na ostatnim jego etapie do względnie zaspokajającego najważniejsze potrzeby. Z założenia więc jeden z płacących składki mógł stracić po to, żeby komuś można było wyrównać poziom do uznanego za względnie zaspokajającego te potrzeby. Wszystko inne poza tym jest umowne, podobnie jak wiek, sposób obliczania itp.

Chociaż więc nie ma mowy o rzeczywistej ekwiwalentności w obecnym systemie emerytalnym, stwarza się wrażenie, że jest to podstawowym jego dążeniem. Nie solidaryzm społeczny, a ekwiwalentność właśnie.

No ale rozgadałam się na poboczne, nieezoteryczne tematy. Chociaż coś z tym sumieniem społecznym u nas nie tak. Niedawno przeczytałam artykuł, którego autorka twierdzi, że pomagając biednym dzieciom i ich rodzinom trzeba wziąć pod uwagę nie konkretne potrzeby tych rodzin a ich aspiracje. Chodziło jej o to, że na przykład dzieciak w szkole, nie posiadający markowej bluzy (tylko jakąś zwyczajną, niemarkową, choć pewnie nieodróżnialną dla normalnego człowieka) czuje się wśród rówieśników gorszy. Możliwe, tak bywa. Niemniej ratunku na to wcale nie widzę w nawoływaniu, żeby opieka społeczna czy filantropia fundowała dzieciom takie towary bardziej luksusowe (wymieniono w artykule: markowe ciuchy, komputery pozwalające na granie w gry, konsole do gier itp.) bo nigdy nie dorównają dobrze sytuowanym, a tylko rozbudzają oczekiwania niemożliwe do spełnienia. Raczej powinno się dzieciom umożliwiać osiągnięcie innych satysfakcji, zdobywanie jakichś umiejętności itp.

Na przykład na Pradze, wzorem południowoafrykańskich slumsów uczono dzieci fotografii. To jest chyba słuszniejsze, niż fundowanie markowych ciuchów, bo może nie starczyć komuś na coś potrzebniejszego. A jeśli ktoś nawołuje do datków społeczeństwa na ten cel, to ma chyba trochę pozajączkowane w głowie.

            Wszystko sprowadza się do tego, że zatracono jakąś sensowność i spójność działań ukierunkowanych pomocowo i wyrównująco w społeczeństwie. Rzeczy ważne dla ludzi starszych (dostępność lecznictwa, poziom dochodów, komfort bezpieczeństwa) często uznaje się za mniej ważne niż rzeczy drugorzędne, ale zaspokajające ambicje młodych. Jest to odbicie trendu stawiającego młodość w pozycji ważniejszej dla życia społeczeństwa niż starość – częściowo ze względu na liczebność grup, ale i wyraźnie widać w tym dążenie do ekwiwalentności. Oczywiście nie jest to ekwiwalentność licząca wszystkie wkłady tych grup i wydatki społeczne na ich rzecz, a ekwiwalentność liczona prostacko — to, co było, się zmyło; ważne jest to, co jest.

         Ale i tak nie ma mowy o ekwiwalentności. Nie wiadomo czy młodsze pokolenia (nawet zaopatrzone w markowe bluzy, obuwie i gadżety) wniosą tyle w życie społeczne ile wniosły starsze. Żyjemy więc, jako społeczeństwo złudzeniami w dodatku łatwo dającym się obalić za pomocą zwykłego rozsądku. Ale nikomu na tym nie zależy. Lepiej mieć złudzenia bzdurne niż ich nie mieć. Tutaj oszukujący i oszukiwani zawierają dziwaczny sojusz.

         Wracając do ezoteryki. Nie jest złem żądanie pieniędzy za wykonywane usługi, także ezoteryczne. Złe jest dorabianie do tego ideologii, że się komuś pomaga z dobroci serca, nakłanianie drogą straszenia i mącenia w głowie albo wmawianie, że jeśli ktoś komuś odpowie na zadane pytanie  czy napisze z rozpędu albo zwyczajnej chęci z tego tytułu należy się wynagrodzenie np. „za utratę energii”.

         A propos – pewien pan, dyskutujący na moim blogu z takim poglądem obiecywał napisać artykuł do Taraki. I co? Chyba przegrałam zakład z innym autorem Taraki, który twierdził, że na pewno nie napisze. Muszę uznać, że często mylę się w swojej ocenie ludzi, przeceniam wartość ich deklaracji.

         Obiecuję, że w przyszłości przestanę być stękającą babcią i zajmę się weselszymi sprawami. Tylko trochę dojdę do siebie.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Eksperymenty zdrowotne Nagle »

komentarze

[foto]

1. Coś w tym jest • autor: Przemysław Kapałka2013-02-15 16:34:01

Kiedyś znajoma mi stawiała wróżby z tarota. Na zakończenie spytałem, czy jestem jej coś winien. Odpowiedziała, że muszę jej zapłacić kilka złotych, bo jest to przecięcie powiązań karmicznych. I faktycznie, kiedy dałem jej te 5 złotych (co absolutnie nie było ekwiwalentne), poczułem, jak coś między nami pęka. 

Coś więc jest w tym płaceniu, choć trochę co innego, niż wyrównywanie utraty energii.

2. A czy ten... • autor: Nierozpoznany#32012013-02-15 18:46:28


A czy ten ekwiwalent nie przeciął też nici przyjaźni i poczucia dobrych obyczajów?

 

Znam forum, gdzie nie wymagaja ekwiwalentów za parę słów komentarza do wykresu horoskopu.Co prawda ,ekwiwalent nie zmusza komentatorów do odpowiedzi na każde pytanie i z tego powodu nie można się spodziewać zawsze odpowiedzi, ale jest tam sporo dusz, które komentują wykresy bez ekwiwalentów. Poziom jak wszędzie indziej, zgodnie z ogólnym poziomem astrologii. Jakby co, to mogę ewentualnym zainteresowanym wskazać miejsce. 

[foto]

3. Nie przeciął • autor: Przemysław Kapałka2013-02-16 16:36:50

Ten ekwiwalent, o którym ja pisałem, nie przeciął przyjaźni i dobrych oobyczajów chyba też nie. Wszystko chyba zależy od sposobu.


[foto]

4. Marcusieuranicusie • autor: Katarzyna Urbanowicz2013-02-16 16:45:20


w następnym odcinku blogu podziękowanie dla Ciebie.

Pozdrowienia

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)