Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

27 kwietnia 2014

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia ezoteryczna (odcinków: 94)

Emocjonalne zbieractwo


« Dzikość świata i trzy lub cztery opowieści o trampkach Straszliwy BUT »

         Od jakiegoś czasu trapią mnie meczące sny. Przewijają się w nich moi bliscy przyjaciele, nieżyjący i tacy, o losach których nic nie wiem, a także osoby żyjące, zmierzające do im tylko znanego celu, którego z nimi nie dzielę. Jest w tym nastrój bliskości, porozumienia, może nowych, nie wykorzystanych kiedyś możliwości porozumienia — ale nie zmienia to faktu, że wszystkie te osoby (wraz z hipotecznymi, towarzyszącymi im ich bliskimi nie zawsze mi znanymi) połączone ze mną moimi wspomnieniami oddalają się ode mnie, coraz bardziej niepewnej, dokąd zmierzają one, a dokąd zmierzam ja.

         Moja koleżanka prezentuje mi taką hipotezę: Męczące sny przynosi zaćmienie w Byku – skumulowało się w tobie wiele rzeczy i rozładowanie ich przychodzi poprzez sny. Trawisz zassane materiały, a bycze zaćmienie sprzyja temu zajęciu; nazbierałaś tych cookies, system ci się spowolnił i mulisz, co skutkuje tym, że zmarli i żyjący zmierzają do jakiejś nieodgadnionej, ale tej samej mety.

         Żalę się jej, że trudno mi pisać, gromadzić zdania i ich znaczenie, nawiązywać i łączyć jedno z drugim. Wszak chcąc zapisać coś z sensem muszę te artefakty oczyścić z brudu i naleciałości, dodać im koloru, nabłyszczającego płynu dolać do zbiorniczka, wypolerować i wypięknić każdą sztukę, wydobyć na jaw poszarzałe i zaśniedziałe jej właściwości. Ale jak to zrobić, jeśli się nie wie dokąd zmierzasz?

         Oglądałam niedawno pewien film*, w którym jeden z bohaterów twierdzi, że każdy człowiek ma bieg życia podporządkowany jakiejś dość szerokiej zresztą ścieżce. Kiedy podejmuje niezgodne z nią decyzje narasta na jego drodze sterta przeszkód. Wydarzenia w życiu stają się dziwaczne i niezrozumiałe. Radą na to jest poddać się biernie temu, by jakieś  niewidoczne koleiny cię prowadziły. Jeśli masz wyczucie rozpoznasz ten moment, kiedy powinieneś porzucić bierność i podejmować decyzje – byle prowadziły cię one w pożądanym kierunku. Skąd masz to wiedzieć? Są znaki, a ty musisz ich poszukiwać.

         Dziś trwają uroczystości związane z kanonizacją dwóch Papieży. Mój kolega, Marek Zürn zamieścił z tej okazji serię swoich fotografii przywołujących ostatnią pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski.( Druga pielgrzymka Jana Pawla II do Polski  Krakowskie Błonia, 22 czerwca 1983 —https://www.facebook.com/marek.zurn/media_set?set=a.10152195071991144.1073741936.567541143&type=1)

         Jedno z tych zdjęć, z kordonem policyjnym stojącym wzdłuż ulicy, przypomniało mi wydarzenia w rodzinie. Mój szwagier, kombatant, uczestnik walk pod Monte Cassino, osoba bardzo religijna i pełna energii w pierwszej pielgrzymce aktywnie uczestniczył jako jeden z jej organizatorów. W czasie drugiej nie czuł się zbyt dobrze, ale codziennie jechał do swojej bliźniaczej siostry, którą się opiekował, ponieważ nieco wcześniej uległa wylewowi i była częściowo sparaliżowana. Szwagier, dużo starszy od mojej siostry był już na emeryturze, Pracował w instytucie doświadczalnym w zespole, który opracował unikalny w tamtych czasach sprzęt do ratowania zawałowców. Pomysłodawcy tej aparatury zauważyli pewne możliwości wiążące się z kombinezonami przeznaczonymi dla kosmonautów, które dla zapobieżenia zastoinom krwi w ciele człowieka poddanego nieważkości, swoją budową wymuszały krążenie krwi i wspomagały pracę serca. Oglądałam tę aparaturę, nawet dałam się w nią zapakować i podłączyć do prądu, ponieważ szwagier zachęcił mnie stwierdzeniem, że uboczne działanie polega na efekcie odchudzenia nawet po jednym seansie. Był to wielki i ciężki kombinezon na wózku, a agregat prądu zajmował cały spód wózka. W czasie, gdy szwagier poszedł na emeryturę zespół pracował nad zmniejszeniem wagi zestawu oraz jego stroną estetyczną. Jednocześnie stale prowadzono doświadczenia i jedną z karetek współpracującego szpitala wyposażono na stałe w ten sprzęt.

         W czasie przejazdu kolumny papieskiej Aleją Krakowską w Warszawie szwagier dostał zawału. Szpital był niedaleko, karetka zaraz wyjechała i była po dwóch minutach naprzeciwko domu siostry, gdzie zasłabł. Niestety, stała po niewłaściwej stronie jezdni (albo on przebywał nie tam gdzie powinien) i zanim mogła do niego dotrzeć upłynęła blisko godzina. Po tym czasie już nawet ta aparatura, której budową szwagier żył, nie zdołała jego życia uratować. Także przejazd Ojca Świętego nie sprowadził cudu. Wielkie świętowanie Polaków zbiegło się ze smutkiem i żałobą w mojej rodzinie – co zresztą nie było pierwszym tego rodzaju rodzinnym wydarzeniem.

         Idąc torem myślenia owego bohatera filmu, wytyczona ścieżka życiowa mojego szwagra nie przewidywała pozytywnych skutków jego fascynacji naukowych dla niego samego. O ile zresztą wiem aparatura ta uległa zapomnieniu i nie jest stosowana – przynajmniej nie w tej postaci.

         Patrząc z tego punktu widzenia brak znajomości wytyczonej mojej ścieżki życiowej nie jest taki zły — nie pozwoli mi ulec iluzji, że jestem tam, gdzie powinnam być. Możliwe, że dopóki jej szukam, dopóty jeszcze mam coś przed sobą.

         Ze sprawami paranormalnymi zresztą czasami bywa dziwacznie: inny bohater tego filmu, wzrokiem rozpraszający chmury i na mentalny zew swojego przewodnika odnajdujący na wyczucie drogę przez piaski afgańskiej pustyni, wylatuje w powietrze na przydrożnej minie, której istnienia nie przeczuł. A przecież spojrzeniem zabił kozę i wyłączył wojskowe komputery.

 

* Film nosi tytuł „Człowiek, który gapił się na kozy” i nawiązuje do prób wykorzystania zjawisk paranormalnych przez armię USA – mniej lub bardziej prawdziwych.



« Dzikość świata i trzy lub cztery opowieści o trampkach Straszliwy BUT »

komentarze

1. Ścieżka przed sobą.... • autor: Nierozpoznany#33372014-04-28 15:01:22

"  Możliwe, że dopóki jej szukam, dopóty jeszcze mam coś przed sobą."   Nigdy nie miałam celu i pewnie dlatego do niczego "znaczącego" nie doszłam. Dzisiaj , z perspektywy czasu,  patrząc na swoje dawniejsze życie, uważam, że byłam szczęśliwsza. Żyłam z dnia na dzień spontanicznie biorąc to, co życie mi oferowało....od kiedy dowiedziałam się, że "powinnam" mieć jakiś cel ogarnęła mnie panika. Poważnie!....do tego stopnia, że popadłam w stress, mojemu sercu groziło migotanie komór....(tak jakoś lekarze to opisywali) i dostałam jakiś strasznych alergii). Najgorsze, że nie wiedziałam czego naprawdę "powinnam" chcieć, bo od tego przecież zależy wyznaczanie celu. To trwało parę dobrych lat zanim wszystko uładziłam w sobie, przemyślałam i wyklarowałam wartości, przekonania itp...ale powiem Ci Kasiu, że o mało nie przypłaciłam życiem tego emocjonalnego i psychicznego zamętu. ..coś chyba jest w tej astrologii  ;) Wiele lat później zobaczyłam swój horoskop..sama Woda i Mars też w Rybach....no, znalazłam sobie wymówkę ;)  ale Cel zaczął przybierać na wyrazistości, choć ciągle jeszcze mglisty...Jak w filmie "Jeżyk we mgle" tak i dla mnie od tamtej pory nic już nie było takie samo... Nadal jednak , każdy najmniejszy cel jest dla mnie prawdziwym wyzwaniem..No i, z wiekiem trudniej jakoś. Dzięki Kasiu za ten blog...wiele Twoich przemyśleń jest dla mnie inspiracją
... ogólnie Taraka jest inspirująca..że Piotra Jaczewskiego jeszcze wymienię..Kasiu, trzymaj się. ..nie jesteś sama :D
www.ruslink.pl%2Ffilm%2Ffilmy_rosyjskie%2Fjezyk_we_mgle%2C4707%2F&ei=fU1eU9L1B-akyAP6u4HoAQ&usg=AFQjCNFI6ZVJLteCKRrs2pkelXQlLbZyng&bvm=bv.65397613,d.bGQ">
[foto]

2. Anty-cud • autor: Przemysław Kapałka2014-04-28 15:03:44

W czasie przejazdu kolumny papieskiej Aleją Krakowską w Warszawie szwagier dostał zawału

To anty-cud taki sam, jak niedawne zawalenie się krzyża.

3. cud jest chyba silnie zdefiniowany • autor: Jerzy Pomianowski2014-04-28 23:22:10

Trafne spostrzeżenie.
Właściwie to do cudów powinno być zaliczane  "cudowne zachorowanie". Przypadek gdy człowiek zdrowy jak byk pada nagle np na zawał, a medycyna nie potrafi wyjaśnić zjawiska.
No ,ale to taki dowcip antykościelny.
Cud musi być po pierwsze bardzo rzadko spotykanym zjawiskiem, po drugie pozytywnym.

[foto]

4. Antycud • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-04-29 17:50:20

Ja też zgadzam się z tym określeniem. Po pierwsze antycud religijny - nagła śmierć kogoś bardzo wierzącego, angażującego się wcześniej w przygotowanie wizyty papieża w Polsce. Po drugie antycud miłosierdzia - w trakcie pełnienia opieki nad kimś chorym i niesamodzielnym. Po trzecie antycud z pozycji wynalazcy - oczekiwalibyśmy raczej, że urządzenie nad którym pracował i w który była wyposażona ta karetka uratuje mu życie. Ja bym się tu dopatrywała raczej kpiny sił wyższych z cudów jako takich, Uranicznej przewrotności. 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)