zdjęcie Autora

16 października 2006

Wojciech Jóźwiak

Enneagram według Krzysztofa Wirpszy
Recenzja artykułu „Enneagram: przewodnik po typach” K. Wirpszy

Kategoria: Enneagram

Artykuł o enneagramie, który do Taraki przysłał Krzysztof Wirpsza, ucieszył mnie, bo już obawiałem się, że enneagramem przestano się zajmować i odszedł w mrok nie-mody, co dla systemu myślowego zabójcze. Zresztą i tak dotąd po polsku można było o enneagramie poczytać tyle, co przysłowiowy kot napłakał, z czego wniosek, że mało nas, czytającą nadwiślańską publiczność, ten temat obchodzi. Gdyby nie serdeczny poryw Wydawnictwa Santorski i Spółka, które w zamierzchłym roku 1994 wydało Grubą Księgę Helen Palmer pod tytułem "Enneagram", zapewne przysłowiowy pies z kulawą nogą by na Wisłą-Odrą o enneagramie słyszał. A i tak słyszano niewiele. Poryw, jak się powiedziało, Santorskiego i jego Spółki był tyleż szlachetny, co desperacki, bo pięć lat później w taniej jatce na książki w przejściu podziemnym koło stacji metra Śródmieście w Warszawie minąłem książkę Palmer wystawioną po makulaturowej cenie 7 zł za sztukę. Przez chwilę obliczałem zamiar, by kupić ze 20 egzemplarzy na zapas, jednak skąpstwo i spóźnienie spowodowały, że poniechałem i później już dzieła Palmer w handlu nie uświadczyłem. Ta i inne anegdoty sprowadzają się do tego, że enneagram u nas był i postał niszową ciekawostką, podczas gdy w krajach angielskojęzycznych (i we Francji, a może i dalej) jest rozległych ruchem poznawczym, a i biznesem poradniczo-warsztatowym, w przeszłości zaś różne szkoły wywodzące się od "ojców założycieli" enneagramu, czyli Oscara Ichazo i Claudio Naranjo, toczyły procesy o wyłączność używania tej lub innej nomenklatury enneagramowych typów. Sumując; dobrze, że Krzysztof Wirpsza napisał i cieszy, że są u nas myśliciele, którzy drążą ten temat, bo warto.


Dlaczego 9?

W traktacie Wirpszy nie ma "enneagramowej gwiazdy", owego wykresu 9 punktów połączonych liniami we wzór przypominający pajęczynę, który aż w nadmiarze zwykle zdobi książki i strony n.t. enneagramu i stał się znakiem rozpoznawczym tego systemu. I bardzo dobrze! Mnie się podoba wykład enneagramu bez tej gwiazdy, która więcej obiecuje niż realnie informuje. Także w systemie Palmer strzałki tamtej gwiazdy są trochę dodatkiem doczepionym na siłę... I pewnie bardziej służą reklamie niż poznaniu.

Okazuje się, że bez gwiazdy można się obyć. Ale warto by było zapytać, dlaczego tych typów ma być akurat dziewięć? A nie na przykład 12, jak znaków zodiaku, albo 32, bo tyle wynikałoby z koncepcji Pięciu Wymiarów Osobowości? Tym bardziej, że dziewiątka jest kłopotliwa, kojarząc się z numerologią, z jawnym więc zabobonem. Liczba dziewięć jest zbyt wielka i zbyt złożona (3 razy 3, trzy do kwadratu), żeby przyjmować ją bez objaśnień. Z drugiej strony ta liczba typów - dziewięć - budzi podejrzenia, że pochodzi z empirii, nie z systemu, tak jak dziesięć palców u obu dłoni jest z empirii, czyli z ewolucyjnego przypadku, nie z matematycznej konieczności.


Trzy negatywne emocje

Tu zaczyna się drugi pominięty wątek, mianowicie oparcie enneagramu w podstawowych negatywnych emocjach, którymi są gniew, lęk i wstyd albo poczucie mniejszej wartości. Te negatywne emocji są trzy i ich liczba jest uzasadniona trój-podziałem faz działania lub rozwoju, gdzie mamy atak (skojarzony z gniewem), obronę (skojarzoną z lękiem) i przyłączenie się (skojarzone w poczuciem niższej wartości). Każda z trzech emocji konstytuuje się w psychologiczny typ na (także) trzy sposoby: wprost, ekstrawertycznie i introwertycznie. Dla poszczególnych przypadków wygląda to tak:

  • gniew wprost: 9-Mediator
  • gniew ekstrawertycznie: 8-Szef
  • gniew introwertycznie: 1-Perfekcjonista
  • lęk wprost: 6-Adwokat-Diabła
  • lęk ekstrawertycznie: 7-Epikurejczyk
  • lęk introwertycznie: 5-Obserwator
  • wstyd wprost: 3-Wykonawca
  • wstyd ekstrawertycznie: 2-Dawca
  • wstyd introwertycznie: 4-Tragiczny-Romantyk

W tekście Krzysztofa Wirpszy brakuje mi nacisku na ugruntowanie typów enneagramu w powyższych negatywnych emocjach, a bez tego nie jest jasne, dlaczego typów jest dziewięć, a jeśli jasne nie jest, to zaczynają Czytelnikowi fantazje po głowie chodzić: może z empirii, tak jak dziewięć jest krukowatych w Europie? Może - brrr... - z numerologii?


Tak... ale

Ciekawym pomysłem jest przedstawienie enneagramowych typów w schemacie: świadoma deklaracja - nieświadomy warunek, czyli: "tak... ale". Jednak tabela, w której Autor zestawia Deklaracje i Warunki niepokoi swoim brakiem symetrii. Jedna Zewnętrzna Deklaracja powtarza się (dwukrotnie): "Chcę działać" - tak mówią typy 3-Wykonawca i 8-Szef. Powtarza się też jeden Wewnętrzny Warunek: "Nie chcę się rozluźnić", który blokuje zarówno 1-Perfekcjonistę, jak i 6-Adwokata-Diabła. To powtarzanie się atrybutów budzi domniemanie, że coś tu pozostało niedopracowane lub niewyjaśnione. Bo jeśli to nie błąd, to musi być tajemnica.


Ein Mensch... Ein Typ

Autor z mocą podkreśla (za większością enneagramistów), że każdy człowiek należy do jednego i tylko jednego typu. W sensie zarówno takim, że nie ma się domieszek innych typów i nie można być mieszańcem dwóch lub więcej typów - ani w czasie nie ma ewolucji, więc nie można w ciągu życia typu odmienić. To założenie lub dogmat, jak wszelkie fundamentalizmy, jest zarówno opoką siły, jak i przyczyną słabości systemu. Słabość jest taka, że większość ludzi jednak rozpoznaje w sobie cechy kilku typów, a czytając, że tak ma nie być, że przecież "jeden człowiek, jeden typ" - enneagramowi nie dowierza. Ja też nie dowierzam i przedstawiłem pogląd-model, w którym każdy człowiek jest złożeniem trzech (dokładnie trzech!) enneagramowych typów w tym sensie, że musi dysponować sposobami ekspresji lub "obsługi" dla trzech głównych negatywnych emocji. Wzorami obsługi negatywnych emocji są właśnie typy enneagramu. W tym sensie ktoś jest np. 8-Szefem od wyrażania gniewu, ale 7-Epikurejczykiem, gdy przychodzi mu stawić czoła lękowi, i 2-Dawcą, gdy przezwycięża wstyd lub poczucie niższej własnej wartości. Tak zestawione typy w jednej osobie się nie kłócą. Jedna z tych negatywnych emocji zwykle przeważa, stanowi fundament osobowości i zarazem główny problem i w tym sensie wyznacza główny enneagramowy typ danego człowieka. (Mój znajomy, którego wspomniałem dwa zdania wcześniej, jest z grubsza w 50% Dawcą, w 30% Szefem i wreszcie 20% Epikurejczykiem.) Jeśli ktoś twierdzi, że "jeden człowiek, jeden typ", to koniecznie musi przedstawić sposoby radzenia sobie każdego typu z wszystkimi trzema negatywnymi emocjami, a nie tylko jedną, tą "tytułową", jak to się czyni zwykle.


Zbawcza wartość enneagramu

Autor pisze o tej wartości enneagramu, którą tu, nie całkiem żartem, nazwałem zbawczą. Chodzi o to, że enneagram ma prowadzić do ostatecznej samowiedzy, że daje wgląd w "esencję", czyli w najgłębszą duchowa tożsamość "mnie", że tylko z latarnią enneagramu wiedzie droga do duchowego wyzwolenia. Nie twierdzę, że tak nie jest. Być może tak być może. Jednak na pewno przeczytanie jednej, dwóch lub więcej książek o enneagramie nie skutkuje duchowym przeobrażeniem, owym "zbawieniem" tytułowym. Nie daje też takiego skutku przyswojenie sobie tego systemu. Nawet najlepiej wyuczony, enneagram pozostaje czymś podobnym do podziału ludzi na 12 typów zodiaku ("Ja to jestem k... Rak. To najgorszy znak" - z autentycznej rozmowy kiedyś na zapleczu Radia Zet), albo na 9 typów (brrr...) numerologicznych. Ciekawostką do plotkowania, w sam raz na party. Być może istnieje gdzieś, znane jest komuś, albo powinno istnieć, być komuś znane, wyższe lub głębsze piętro, dostarczające praktycznych narzędzi do samopoznania i samoprzekształcenia, bazujących na enneagramie - niestety, nic o nim nie wiem, ani nie słyszałem o jego "dzierżycielach", przynajmniej o takich, którym bym zaufał. Jeśli Autor jest kimś takim, chętnie w to wejdę.


Przykładowe postaci

Przeciwko przykładowym postaciom zamieszczonym na końcu każdego z rozdziałów o każdym typie, zaprotestował wcześniej (na liście dyskusyjnej "Rynia") Tomasz Stawiszyński, cytuję:

totalnie dziwaczne wydają mi się 'przykłady'. Klasyfikacje, w których obok siebie jako reprezentanci tego samego typu, występują np. Roman Giertych i Woody Allen oraz Sherlock Holmes, albo Tadeusz Ross i CG Jung - otóż takie klasyfikacje wywaliłbym do kosza! (Czy też raczej - takie przyporządkowania wywaliłbym do kosza!) To jakiś absurd czysty!

To radykalizm zawyżony, bo skoro wszystkich ludzi, a zatem także postaci literackie, dzielimy na dziewięć i tylko dziewięć typów, to należy spodziewać się, że do jednej przegródki wpadną osoby na co dzień niewiele mające ze sobą wspólnego, jak Giertych i Allen, dla mnie zresztą dwaj oczywiści "przykładowie" 6-Adwokatów-Diabła. To raczej na Krytyku (czyli T.S.) spoczywa ciężar dowodu, iż zestawienia takie są "absurdalne". Ja natomiast mam inny i chyba bardziej uzasadniony zarzut. Otóż Krzysztof Wirpsza jako przykłady podaje żywych ludzi obok postaci fikcyjnych, księdza Rydzyka obok Prosiaczka z powieści Milne'a w jednym typie 6-Adwokata-Diabła. I to jest metodologicznie nieoczywiste. W istocie przykładowe postaci można (by) brać z czterech grup, są to (1) ludzie "żywi", tzn. znani z bezpośredniego kontaktu; w praktyce zwykle takimi są znajomi danego enneagramisty, (2) postaci historyczne lub ludzie publiczni, których osobowość zawsze jest przefiltrowana i systematycznie zniekształcona przez pryzmat ich publicznej roli, stąd np. u Wirpszy wśród 6-Adwokatów-Diabła tylu jest polityków, typ zaś 4-Tragicznego-Romantyka reprezentują głównie artyści. Dzieje się tak, ponieważ zawód demokratycznego polityka wymaga nałożenia maski Szóstki, a zawód artysty maski Czwórki - tak każe moda, legenda i pi-ar. Podobnie szef przedsiębiorstwa musi naciągnąć maskę 3-Wykonawcy (bo wcale nie 8-Szefa!), a ksiądz maskę 1-Perfekcjonisty. (3) Trzecią grupą są postaci fikcyjne, literackie, a więc celowo wykreowane; (4) czwartą - aktorzy grający te postaci lub literaci je tworzący - istnieje bowiem presja, by utożsamiać autora lub aktora z postacią. I tu jest pytanie: czy Kevina Costnera Autor wymienił jako 9-mediatora ponieważ wie, iż ten amerykański filmowiec takim typem osobowości faktycznie jest - czy też uznał go za takiego, ponieważ Costner w swoim najbardziej znanym filmie "Tańczący z wilkami" gra postać porucznika Dunbara, która została obmyślana przez scenarzystę właśnie jako 9-Mediator? (Kopiując zresztą w ramach sukcesji literackiego mitu wcześniejszą postać Mediatora-uciekiniera od cywilizacji, czyli Jeremiaha Johnsona, którego grał Robert Redfort, w innych rolach częściej chyba Epikurejczyk.) Sugeruję Autorowi, by dopisał suplement do swojego artykułu i byłby to zbiór uzasadnień, na jakiej zasadzie owi księża Rydzykowie i Prosiaczkowie-od-Puchatków zostali zaklasyfikowani do tego lub owego typu. Przy okazji: warto by było odnaleźć autorów mott - bo większość w tekście jest anonimowa, a przecież powiedzenia "kocham pana, panie Sułku", "przyjedź mamo na przysięgę" i inne mają swoich osobowych autorów.

Wojciech Jóźwiak
taraka@taraka.pl
16 października 2006





Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)