Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

08 lipca 2017

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Drogi Enneagramu (odcinków: 31)

Enneagramowe problemy i próby

Kategoria: Enneagram
Tematy/tagi: enneagramlęk-gniew-wstydosobowość

« Dziewięć piekieł enneagramu Co można robić z enneagramem? »

17 czerwca w mój mental znów wtargnął enneagram. Zwykle enneagram i myślenie o nim i w jego kategoriach gdzieś mi towarzyszy, to silniej to słabiej – tym razem przydarzyło mi się z nim coś, co wymaga użycia angielskich słów: exposed oraz impact. Bo to nie było zwykłe zostanie zainteresowanym przez coś, to było właśnie wystawienie na uderzenie enneagramowych treści. Co to było za wydarzenie? 17 czerwca wysłuchałem i obejrzałem wykład Marcina Cząby i jego żony Emilii. Coś mi się zaczęło przegryzać w moich pojęciach i wyobrażeniach na temat EG – takim skrótem pozwolę sobie dalej zapisywać to długie słowo.

1) Enneagram łatwo jest pojąć/uchwycić jako system – ale znacznie trudniej stosować go w praktyce. Łatwo jest pojąć ten układ 9 typów, szczególnie gdy uczysz się go z wyrazistego wykładu, takiego jak książka Helen Palmer „Enneagram” lub z jeszcze bardziej uwyraźnionych streszczeń tej książki, jak np. mój tekst z 1999 r. pt. „Enneagram, czyli: być sobą na dziewięć sposobów”, lub z esejów Krzysztofa Wirpszy , jeśli gdzieś jeszcze są w Sieci (które nieustannie bardzo polecam); trudniej, przyznaję, jeśli poznajesz EG z dzieła Riso i Hudsona, które sprawia wrażenia pisanego dla czytelników, którzy już wiedzą, czym są i czym różnią się między sobą enneagramowe typy. Ta łatwość pojęcia jeszcze się wzmaga, gdy przyjmiemy jakiś schematyczny i systematyczny klucz do EG, w którym np. mamy 3 podstawowe negatywne emocje (lęk, gniew i wstyd-niedowartościowanie), wokół których i wokół radzenia sobie z którymi, jak się twierdzi, nadbudowują się ludzkie charaktery, przy czym każda emocja (lub raczej zmaganie z nią) wytwarza trzy typy charakteru: jeden „prosty”, drugi grzeczny i trzeci niegrzeczny. Tu koniecznie rozwinę: zmaganie czy radzenie sobie z lękiem jako podstawową emocją produkuje prosty typ (ale naprawdę wielce pokrętny) Szóstki (ale chodzi tu o prosty, bezpośredni sposób na radzenie sobie z tą emocją), grzeczny typ Piątki i niegrzeczny typ Siódemki; konieczność radzenia sobie z gniewem produkuje prosty typ Dziewiątki, niegrzeczną Ósemkę i grzeczną Jedynkę; podobnie emocja wstydu-niedowartościowania produkuje prostą Trójkę, grzeczną Dwójkę i niegrzeczną Czwórkę. Jak widać, enneagram da się uchwycić w bardzo prostym schemacie, zwłaszcza gdy się go przedstawi jako wykres. A nawet można go już na tym poziomie próbować stosować, np. widząc kogoś, kto się boi (lęka) i przy tym jest niegrzeczny (bo np. prowokuje: „ty na pewno mi w tym nie pomożesz”) można wnioskować (lub wyrokować), że osoba ta jest Szóstką.

Jednak chyba każdy, kto próbował zastosować książkową, wykresową lub wykładową wiedzę w praktyce, do rozpoznania, którym typem jest sam lub są jego przyjaciele, wie, jakie to jest trudne i ile w tym zadaniu kryje się pułapek. W moich rozmowach „którym typem jesteś, jestem, on/ona jest” nieustannie pojawiały się wątpliwości i dylematy. Czy X jest Ósemką, czy może Szóstką? (tzn. czy kieruje nim siła będąca przemienionym gniewem, czy brawura wynikająca z nadmiaru lęku?) Czy Y jest Szóstką czy Jedynką? – tzn. czy jego/jej mania upierdliwego sprawdzania szczegółów i poprawności i wytykania błędów wynika z namiętności kultywowania ideału (wtedy Jedynka), czy z fundamentalnego braku zaufania, od czego przymus niedowierzania nikomu, nigdzie, nigdy? (Wtedy Szóstka). Czy czyjś obserwowany i manifestowany bunt jest przejawem Szóstki? – Jako wyraz braku zaufania do mainstreamu i prowokowania go do zdjęcia maski, czy Czwórki? – Wtedy jako wyraz własnego ekscentryzmu?

Przechodząc do sławnych ludzi: czy np. Carlos Castaneda był Szóstką, bo opisuje przygody studenta, który broni się przez przyznaniem, że jego mentor (indiański czarownik Don Juan Matus) posiada nadludzkie moce, a przy tym się go zwyczajnie boi, lęk czując do bólu we wnętrznościach, o czym co raz pisze? – Czy raczej był Trójką, a więc zręcznym inscenizatorem, który stworzył zajmującą i przynoszącą niezłe dochody fikcję, o której trochę kłamał, że jest prawdą, a trochę nie, bo z dużą zręcznością powłączał do swoich opowieści to, co jego koledzy etnologowie faktycznie znajdowali w terenie u Indian.

Sumując, próby stosowania enneagramu do rozpoznawania konkretnych ludzi są najeżone konfuzjami. Dlaczego?

Czy nie ma (albo właśnie może jest?) taki sposób definiowania i wykładania enneagramu, przy którym trudno jest mylić się w rozpoznaniu, kto jest który? (Którym typem?)

2) U podstaw EG istnieje (nie zawsze wypowiadany wprost) koncept, że typy enneagramu odnoszą się do pewnej esencji, którą każdy posiada (bo każdy należy do któregoś typu EG), i ta esencja jest właśnie dziewięcio-dzielna, czyli występuje w dziewięciu wariantach. To esencjonalistyczne podejście każe traktować sprawę tak, że wszystko to, co możemy o ludziach z poszczególnych typów powiedzieć, wszystkie ich „cechy charakterystyczne” (np. że Piątki mają skłonność się fizycznie zaniedbywać; a znów Ósemki mówią głośniej niż inni i coś takiego robią z ciałem i postawą, że wydają się wyższe i większe; itp.) – są zaledwie przejawami esencji. Co znaczy też, że takich charakterystyk można pisać i wyliczać mnóstwo, a jednak nigdy się nimi tamtej esencji nie określi, nie zdefiniuje ani nie wyczerpie, ponieważ jest ona poza opisem (lub jakoś „głębiej” niż opis), a może nawet poza zjawiskami. (Byłaby więc jakimś filozoficznym noumenon, ale nie chcę tak daleko się zapędzać.)

Co wtedy, skoro typ EG jest w istocie esencją, której nie da się wypowiedzieć? Wtedy pozostaje tylko liczyć na to, że są ludzie, którzy mają pewien dodatkowy zmysł uchwytywania esencji, albo, prostszych słów używając, mają wyczucie enneagramowe – które przejawia się tak, że tylko spojrzą a już wiedzą. A jeśli ktoś tego Enneagramgefühl (koniecznie po niemiecku; aż się dziwię, że EG nie wynaleźli – po prostu – Niemcy, tak vom Grunde aus niemiecka jest to doktryna; EG wynaleźli jak wiadomo ludzie z południowego końca Ameryki Łacińskiej: Boliwia, Argentyna, Chile) – nie ma, to powinien szukać mistrza, który ów dar intuicyjnego uchwytywania EG-owych typów ma, i iść za jego wskazówkami, nie tracąc sił na – zawsze złudne, astray wiodące – dociekania własnym zawodnym intelektem.

„Gdyby bogowie byli, jakbym ja to zniósł, bogiem nie będąc? Zatem nie ma bogów” – pocieszał się Nietzsche. Więc podobnie pozwolę sobie przyjąć, że ani nie ma specjalnego jakby paranormalnego EG-gefühl, ani nie ma tamtej esencji. Wobec tego nie są konieczne specjalne zmysły do poznawania, kto którym typem jest. Ta umiejętność jest normalna i mieści się w Gardnerowskiej „inteligencji biologicznej”, czyli umiejętności rozpoznawania decydujących cech, którymi wyróżniają się gatunki zwierząt i roślin – tyle, że tutaj ten rodzaj inteligencji byłby zastosowany do ludzi i ich zachowań, a nie do ptasich piór i śpiewów lub poruszania się liści na wietrze. Konieczna dygresja: ze sposobu poruszania się liści na wietrze można z daleka określić gatunek drzewa, nie widząc jeszcze kształtu liści. Jeszcze o tym rodzaju inteligencji: zdarzyło mi się rozpoznać-określić gatunek ptaka, który przeleciał nade mną, widząc tylko cień tego ptaka na drodze przede mną. (Była to sójka.) A esencja enneagramowa nie jest bardziej czymś „spoza zjawisk i opisu” niż odpowiednie esencje „sójkowości” lub „dębowości”.

Więc po prostu trzeba uczyć się i nauczyć całościowo określać ludzi, ich charaktery. Do tego trzeba gromadzić przypadki: ciekawych ludzi-postaci jako przedstawicieli, a nawet wzorów EG-owych typów, przypadki charakterystycznych zachowań, które mogą (w odpowiednich momentach) zdecydować o rozpoznaniu, oraz przypadki różnic: „Szóstka od Ósemki różni się tak, że...”.

3) Jednak istnieje podejrzenie, że podział na enneagramowe dziewięć jest sztuczny i wymyślony. Że polega na usiłowaniu, żeby kontinuum ludzkich postaci prokrustycznie dopasować do schematu wziętego z sufitu.

Właśnie te uporczywe błędy, dylematy („Ósemka czy Szóstka?”), nieudane rozpoznania i rewizje rozpoznania świadczyłyby o tym, że system jest sztuczny i nieadekwatny – coś jak byłaby tym próba sprowadzenia znanych dziś związków chemicznych do alchemicznej „soli”, „siarki” i „rtęci”.

Miłośnicy enneagramu powinni umieć obronić się przed tym zarzutem! Powinni gromadzić argumenty za nim.

4) W wykładzie enneagramu (czyli w sposobie wprowadzania i uczenia tego systemu) krzyżują się dwa przeciwstawne nurty, podejścia. Pierwsze mówi: typów EG jest dziewięć, każdy człowiek należy do jednego typu i nie ma osobników enneagramowo nieokreślonych, rozmytych czy mieszanych („metysów ani mulatów”), a także enneagramowa przynależność do typu jest niezmienna, raz na całe życie. Równolegle z tamtym przekazywane jest drugie podejście: „a jednak są przejścia od typu do typu”. (Czyli mamy tu przeciwstawne, a mimo to „jednym tchem” wprowadzane, podejścia dyskretne i kontynualne.)

Dwa rodzaje przejść od typu do typu należą do doktryny; są to po pierwsze skrzydła (typy lub podtypy skrzydłowe), tzn. takie N-tki, które mają cechy swoich sąsiadów na kole EG, więc N+1-ki i N-1-ki. Ósemka ma skrzydła w (poprzedzającej, N-1) Siódemce i w (następującej, N+1) Dziewiątce. (Pod)typami skrzydłowymi są więc „Ósemka ze skrzydłem Siódemki” czyli Ósemka mająca cechy którymi zbliża się do Siódemki; Riso i Hudson nazywają ją „Oportunistą” – oraz „Ósemka ze skrzydłem Dziewiątki”; u Riso i Hudsona z przydomkiem „Niedźwiedź”.

Drugim rodzajem przejść, które dopuszcza doktryna, są „przejścia w stresie i w komforcie” (wg Palmer) lub „kierunki” – integracji lub dezintegracji (wg Riso i Hudsona). Chodzi tu o to, że (jakoby) w stresie lub w procesach dezintegracji osobowości dany typ zaczyna chwytać pewne negatywne cechy innego typu. Kolejność dezintegracji lub stresu pokazują cyfry w dzieleniu 1:7 = .1428571... czyli Jedynka łapie złe cechy Czwórki (np. negatywny stosunek do własnej osoby), Czwórka złe cechy Dwójki (np. uwieszanie się na innych), Dwójka Ósemki (autorytaryzm) itd. W drugą stronę w tym ciągu cyfr idą przejścia w komforcie lub integracji: Piątka wykazuje pewne dobre cechy Ósemki (np. śmiało przedstawia wspólne cele), Ósemka cechy Dwójki (opiekuńczość), Dwójka Czwórki (staje się szczera w swoich uczuciach). Typy „proste” – 3, 6 i 9 – mają własny cykl stresu/komfortu: w kierunku rosnącym przechodzą w komforcie, w kierunku malejącym (...9639...) przechodzą w stresie. Dodam już bardzo prywatnie od siebie, że ten punkt, dla enneagramu przecież ważny, bo pozwalający rysować wykres jako tajemniczą zwichrowaną gwiazdę, a nie jak równy podział koła – mnie wydaje się najbardziej wątpliwy, bardziej niż inne punkty z sufitu wzięty.

Skrzydła i przejścia są więc legalnym w doktrynie odstępstwem od modelu dyskretnego na rzecz podejścia kontynualnego. Coś jak sakramentalne małżeństwo jest legalnym odstępstwem od ogólnej grzeszności seksu.

5) Nie ma jednak legalnych (usankcjonowanych doktryną) odstępstw od zasady, że „jeden typ na całe życie”. Praktyka przynosi za to furtkę w postaci stwierdzenia pomyłki! Błędnej diagnozy. Oto ktoś, kto przez lata rozpoznawał siebie jako powiedzmy Jedynkę, po głębszym studium lub przeczytaniu nowej książki, na nowo rozpoznaje się jako powiedzmy Szóstkę. Mówi wtedy: myliłem się, jestem naprawdę kimś innym. EG-owa społeczność (czy opinia publiczna, jeśli taka jest) uznaje to. I znów bardzo przypomina to sytuację w kościele katolickim, gdzie wprawdzie rozwodów nie ma, ale można stwierdzić nieważność, więc jakby omyłkowość, zawartego małżeństwa. Katolicy przyjmują wtedy, że małżeństwo ani się nie rozpadło, ani nie zostało rozwiązane, tylko oto okazało się, że od początku go nie było. Podobnie pan/pani X może spokojnie wiedzieć, że nigdy nie była Jedynką, tylko od początku Szóstką, co w końcu wyszło na jaw, przejrzała na oczy.

Podobnie można powiedzieć o naszych zmieniających się enneagramowych rozpoznaniach znajomych. Oto przez 20 lat Iksa uważałem za Siódemkę (bo luzak, ruchliwy, pełen odlotowych planów...), a teraz ów wygląda mi na Szóstkę (bo od jakiegoś czasu pisze na FB uporczywie prowokujące wypowiedzi, czepia się tych, których uważa za nie swoich). A może to nie mój błąd, że czegoś w nim nie widziałem, co zobaczyłem teraz, tylko ów mężczyzna faktycznie w swoim charakterze przesunął się, przeewoluował od 7 do 6? (W kategoriach podstawowych negatywnych emocji oznaczałoby to, że swoją pracę z lękiem zmienił, i o ile wcześniej transformował swój podstawowy lęk w poszukiwanie dreszczu emocji, adrenaliny, to teraz motywowany tym samym lękiem drażni innych, żeby sprawdzić, czy jeszcze należą do jego formacji ideologicznej, czy są „swoimi ludźmi” i może na nich liczyć w biedzie, czy już straceni?)

6) Jeśli są „metysi i mulaci” to doktryna enneagramu nakłada na ich rozmaitość surowe ograniczenia. Można w sobie mieszać i łączyć (mulatować i metysić) tylko typy skrzydłowe lub przejściowe. Powyższy przypadek Siódemki która zaczęła wykazywać cechy Szóstki jest przykładem skrzydła, więc w doktrynie się mieści. Znów ktoś, kto wykazuje uderzające cechy i Ósemki i Dwójki (mam takiego znajomego, chociaż lata go nie widziałem...) jest przykładem przejścia, a raczej oscylacji między Dwójką, która jest punktem integracyjnym-komfortowym dla Ósemki, i Ósemką, która dla Dwójki dezintegracyjna-stresowa.

Ale nie można („nie wolno...”) oscylować między na przykład Dziewiątką a Piątką, albo między Jedynką a Szóstką – wg doktryny tamtych par typów nic nie łączy, przejścia lub oscylacje między nimi są zabronione; jak w fizyce między stanami różniącymi się spinem.

7) Pewne typy mylimy, ponieważ są podobne jeden do drugiego. Te podobieństwa lub mylenia nie są dowolne, przeciwnie, tworzą określony wzór. Kiedyś znalazłem (i napisałem: „Schizofreniczny klucz do enneagramu”), że typy EG można podzielić na trójki, które trochę przypominają trzy odmiany schizofrenii: ekstrawertyczną i ludyczną hebefrenię, tężejącą stuporyczną katatonię i perwersyjnie intelektualną paranoję. Łatwo zauważyć, że Siódemka, Ósemka i Trójka są hebefreniczne, Dziewiątka, Czwórka i Piątka katatoniczne, Jedynka, Dwójka i (oczywiście) Szóstka paranoiczne. Wtedy jeszcze nie znałem książki Riso i Hudsona; w niej niedawno znalazłem podobny, właściwie ten sam podział na triady, tylko z innymi nazwami. „Moje” typy paranoiczne są u nich nazwane „ugodowymi” i zdominowanymi przez superego; „moi” katatonicy u nich są „wycofani” i dominuje u nich id; moi hebefrenicy są „agresywni” i rządzi nimi ego. Oba sposoby nazwań i skojarzeń znakomicie się uzupełniają.

Ważne w tym jest jednak, że mamy skłonność mylić typy z jednej frenii. Czy np. Ole Nydahl jest Ósemką czy Siódemką? Ale na pewno, poza wszelkimi wątpliwościami należy do któregoś z typów hebefrenicznych. Tak samo hebefreniczny poza wątpliwościami jest Donald Trump, z różnicą, że przy nim nasz wgląd oscyluje między Ósemką a Trójką. (Lama Ole też jednak ma coś z Trójki...)

Trzy frenie byłyby więc pewnymi nad-typami. (Ponad typami enneagramu.) Zgadywanie zaś, z której ktoś jest frenii, jest znacznie łatwiejsze niż którym kto jest ennea-typem. Frenie byłyby również bardziej rzeczywiste psychologicznie niż typy.

Nie bardzo wierzę w superego, id i ego, ale być może możliwe byłoby odwrócenie poznawczej kolejności i trzy frenie dałyby klucz do bardziej operacyjnego określenia, czym są superego, id i ego.

Klucz do oznaczania typu enneagramu (na wzór kluczy do oznaczania gatunków roślin, owadów, ptaków...) powinien zaczynać się od sposobów oznaczenia frenii.

8) W każdej frenii jeden typ należy do triady lęku, drugi do triady gniewu, trzeci do triady wstydu. (Riso i Hudson nazywają je odpowiednio triadami myśli, instynktu i uczuć – bardziej dyplomatycznie to brzmi.) Trzy typy w jednej frenii obsługują więc każdą z trzech podstawowych negatywnych emocji: lęk, gniew, wstyd. Ole Nydahl lub Donald Trump, jako hebefrenicy, mają więc pod ręką narzędzia w postaci trzech hebefrenicznych typów do obsługi każdej z trzech podstawowych negatywnych emocji: mogą wejść w skórę Ósemki, by wyrazić gniew; w skórę Siódemki, by zneutralizować lęk (zamieniając go na dreszcz emocji: Nydahl skakał ze spadochronem w pozycji lotosowej); w skórę Trójki, by zdobyć uznanie, poklask, podziw.

(Ja (WJ) należąc do frenii-katatonii, gniew ukrywam jak Dziewiątka, lęk intelektualizuję jak Piątka, ze wstydem-niedowartościowaniem radzę sobie czując się ekscentrykiem jak Czwórka.)

Kiedyś miałem pomysł, żeby to odwrócić i przyjąć, że każdy człowiek ma do dyspozycji narzędzia do radzenia sobie z każdą z trzech podstawowych negatywnych emocji w postaci zachowań, procesów i sposobów z trzech typów: jeden służy mu do obsługi lęku, drugi do gniewu, trzeci do wstydu – zob. „Enneagram zdekomponowany”, 2006. (Później znalazłem publikację w internecie, przedstawiającą b. podobny koncept; niestety, nie potrafię jej teraz wskazać. Może znajdą na nowo.) Czy te trzy składniki psychiczne koniecznie należą do jednej frenii? (Jak u Nydahla do hebe, u mnie do kata). – Nie. Znam ludzi, u których najwyraźniej te typy składowe się mieszają. Jeśli w ogóle ten koncept ma sens.

9) Gdy spotykasz się z lekarzem (lekarką) w locum szpitalnym lub przychodnianym, masz do czynienia, przekładając tę sytuację na enneagram, z Jedynką! Kiedy obserwujesz członków festiwalowych zespołów tańcząco-śpiewająco-grających, widzisz enneagramowe Siódemki. Policjant któremu zgłaszasz czyjeś przestępstwo, jest Szóstką. Wielcy fizycy byli Piątkami – ale pytanie, czy byli nimi faktycznie, czy rola dociekiniera w dziedzinie opisywanej abstrakcyjnymi modelami nie wymusza przestrojenia się na Piątkę? Bokser musi być ósemką. W tych przypadkach typ EG nie jest cechą psychiki indywiduum, tylko społecznej roli lub zawodu. A może tak właśnie jest w ogóle? I typy enneagramu nie są esencjami psyche, tylko społecznymi rolami? A przynajmniej taka jest jedna z ich funkcji.

Co oczywiście by oznaczało, że ennea-typy można zmieniać, przechodzić od jednego do drugiego. Lekarz poza szpitalem nie musi już być Jedynką, itd.

Być może łatwiej byłoby zestawić listę zachowań, które są charakterystyczne dla ennea-typów rozumianych jako role, niż w przypadku, gdy ennea-typy rozumie się jako nieprzenośne i niezbywalne esencje.

10) Czy typu enneagramu można się nauczyć? Czy można nauczyć „nosić” się albo nawet być jak ten typ? W jakimś sensie i stopniu zapewne można, przecież aktorzy uczą się różnych roli. Marcin Cząba na wspomnianym wykładzie zauważył, że jednak jest tak, że aktorowi łatwiej jest nauczyć się roli, która zgadza się z jego osobistym czyli właściwym typem. Dlatego Daniela Olbrychskiego, grającego Ósemki: Kmicica, Azję Tuhajbejowicza, „von” Borowieckiego i Gerwazego – zaklasyfikował właśnie jako Ósemkę.

Rzecz dotyczy nie tylko aktorów, ich zresztą dotyczy mniej, skoro mogą wybierać role właśnie z własnego typu. W życiu zwykłym uczymy się cudzych typów, tzn. zachowań właściwych dla typów, które niekoniecznie muszą być tymi naszymi, własnymi. Zacytuję to co napisałem w dyskusji pod poprzednim odcinkiem:

„Dodatki, czyli zachowania w stylu innego typu, to są bądź przejęcia – czyli wdruki od rodziców albo od małżonka, albo indukcje – czyli przeciw-wdruki, kiedy np. agresywny małżonek-Ósemka indukuje w swoim „współ” zachowania typu biernie się dopasowującego czyli Dziewiątki; albo dekoracje – czyli przyjmowanie persony oczekiwanej i prestiżowej w danym środowisku, np. szanujący się muzyk klasyczny musi nosić się jak Jedynka, a szanujący się gangster lub aktor grający gangsterów jak Ósemka, bankowiec jak Trójka, hippie jak Siódemka, punk jak Szóstka.”

W tym miejscu otwiera się pewna droga. Skoro nosimy na sobie, niby narzucone ubranie, obce, nie-swoje typy enneagramu lub ich jakieś strzępy, łachmany, to nasuwa się terapia – żeby się ich pozbyć, od nich się uwolnić. Droga ta polegałaby na świadomym odczarowaniu spod wpływu typu przejętego od rodzica, małżonka albo (nie taki rzadki przypadek) guru; także od typu indukowanego (jak nachalnie spowiadani/przesłuchiwani przez księży Polacy indukują w sobie typ Szóstki i to od razu patologicznej, „niezdrowej” wg Riso-Hudsona – masochistycznej) – i od typu dekoracyjnego. Czy takie podejście zakłada istnienie esencji jako tego osobowościowego klejnotu, który trzeba wydobyć spod szkaradnych skorup? Niekoniecznie. Taka droga mogłaby być drogą w nieznane, a niekoniecznie ku kształtowi z góry założonemu, istniejącemu, czekającemu. „Swój właściwy typ enneagramu dopiero stworzysz!” – Takie mogłoby być hasło reklamowe.

11) Jedne typy narzucają się jako bardziej „kobiece”, inne jako „męskie” – jako bardziej pasujące kobietom lub mężczyznom. Ósemka – konfrontacyjna, silna, energiczna, stanowcza, waleczna, skłonna do uniesień – jest uderzająco męska; Dwójka – kochająca, pełna oddania, asystująca partnerowi, bodźcująca, inspirująca, poświęcająca się i manipulująca – jest w takim samym stopniu kobieca. Musimy sporo się nagłówkować, by wymyślić lub przypomnieć sobie wśród znajomych kobietę-Ósemkę lub mężczyznę-Dwójkę.

Dlatego ucząc enneagramu, warto przygotować wzorcowe obrazy osobno dla mężczyzny i dla kobiety z każdego typu. Bo jednak cechy poszczególnych typów odmiennie się wyrażają w materii kobiety – i mężczyzny.

12) Biorąc pod uwagę to, jak często mylimy się w rozpoznaniach, kto którym typem jest, należałoby w następnym etapie pracy, po przedstawieniu samych typów, jakie są i jakie cechy mają – przejść do kontrastowania typów. Do skupienia uwagi na różnicach między nimi, do uchwycenia tych różnic i w miarę jasnego ich przedstawienia. Czyli, w takiej wyobrażonej książce, po rozdziale „jaka Czwórka jest” następowałyby rozdziały: „Czym Czwórka różni się od Jedynki?”, od Dwójki, od Trójki itd. Być może już takie książki napisano, tylko ja ich nie znam. U Palmer są zaczątki takiego kontrastowania.

13) Podział każdego typu na pewną liczbę „poziomów” u Riso-Hudsona jest ciekawą próbą, ale też jest parokrotnie konfundujący. Wątpliwe wydaje mi się, czy faktycznie można te „poziomy duchowego zdrowia” wyodrębnić. Myląca jest też narracja autorów, w której każdy niższy stan przedstawiony jest jako wynik upadku z poziomu o jeden wyższego, przez co powstaje nieprzyjemne i nieprawdziwe wrażenie, że ludzkie życie polega na nieustannym i nieodwracalnym upadku ducha i moralności, i na pogłębiającym się nieradzeniu ze sobą. Z drugiej strony podział typu na tamte poziomy ma to dobre, że oducza traktowania kolejnych typów jako wznoszących się w rozwoju – przy czym liczbowa pospolitość każe Jedynkę widzieć jako etap najbardziej prymitywny, a Dziewiątkę jako najbardziej rozwinięty. – Oczywiste głupstwo, bo pod względem duchowo-rozwojowym typy enneagramu są doskonale równe.

Jednak czegoś w tych poziomach Riso-Hudsona mi brakuje. Poziomy Riso-Hudsona oddają, w jakimś stopniu, skalę od oświeconych i ich cnót (poziom 1) do upadku, „piekieł” i rozpadu osobowości (poziom 9). To był ambitny, może nawet zbyt ambitny projekt, żeby w jednym systemie zawrzeć świętych razem z szaleńcami leczonymi psychiatrycznie lub więziennie. Jednak nie tylko to nas w ludziach interesuje, nie tylko ich „poziom rozwoju”. Przy enneagramie często mamy wrażenie, że ktoś „bardzo jest Piątką” (przykładowo), a ktoś inny też wprawdzie jest Piątką, ale „jest nią tylko trochę”. Więc istniałaby tu oś czy skala wyrazistości lub intensywności czy pełni realizacji danego typu. „Skrajną” czyli skrajnie wyrazistą Ósemką byłby więc ktoś, kto w każdych sytuacjach zachowuje się jak Ósemka i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Z drugiej strony są też inne Ósemki, których „ósemkowość” jest bardziej pochowana, ukryta czy przyćmiona.

Kolejną skalą byłoby „successfulness”: tutaj należałoby zastanawiać się, jak realizacja cech i predyspozycji własnego typu przyniosła pewnej osobie satysfakcje różnego rodzaju. Ta skala pozwoliłaby uchwycić, jak to się dzieje, że jedni ludzie ze swoim typem, powiedzmy numer Cztery, osiągają sławę, uznanie, miłość, pieniądze i wpływy, a inni, tak samo uzbrojeni w zestaw nr Cztery (czyli należący do tego samego typu Czwórki) przez całe życie tylko się ze sobą męczą. Oczywiście założenie jest takie, że szczęście, sukcesy i satysfakcje nie zależą od ennea-typu: są osobnym wymiarem.

Być może różnice między successful a unsuccessful w obrębie tego samego typu są znikome. Gdyby tak było, byłby to początek nowego rodzaju coachingu.

14) Jednak nie jestem enneagramistą, tylko astrologiem. Zawiłe, niejasne, niezbadane i oporne związki między obu systemami rozpoznawania ludzkiej duszy i życia to osobny temat.

Drogi Enneagramu: wstęp na końcu

Enneagramowe przemyślenia, przebłyski i nowości...


« Dziewięć piekieł enneagramu Co można robić z enneagramem? »

komentarze

1. czy światło jest falą czy cząsteczką ;) ??? • autor: Nierozpoznany2017-07-16 20:14:05

Te wątpliwości z pierwszych Twoich punktów nasuwają mi takie pytanie: czy rzeczywistość, którą widzimy jest mózgowo - prawopółkulowa (holistycznym eklektyzmem) czy mózgowo - lewopółkulowa (systemowa). Pewnie i taka i taka i nie taka i nie taka - to zależy jaką częścią ją przyjmujesz/absorbujesz/postrzegasz. Ze względu na to, że od lat zajmuję się komunikacją od lat w głowie oddzielam te dwa komunikaty. Bez bicia przyznaje się, że ja wrzucam Ennea do worka "postrzeganie" a nie sztywny system - i... przez to podchodzę do tego prawopółkulowo - psychologia akademicka pogardliwie określiłaby to "nienaukowo"; natomiast C.G. Jung określił "metodyką nauk przyrodniczych". 

2. pkt 10 • autor: Nierozpoznany2017-07-16 20:27:28

Ciekawie się robi u Ciebie w pkt. 10 (na marginesie: określiliśmy typ Olbrychskiego nie przez jego role, tylko mieliśmy przyjemność poznać go osobiście) - czy wpisujemy się w kolektywne archetypy - otóż spotkałem się wcześnie z tym dylematem przy okazji "Drogi bohatera", gdzie np. jest figura "mentora" czy "donatora". No ale Mentorem czy donatorem może być każdy z typów ennea - więc jak to jest? Wtedy zaczęliśmy rozróżniać archetypy na archetypy osobowości oraz archetypy funkcji społecznej. Np. "wczesna" Pearson opisuje właśnie te drugie (wojownik, męczennik, mędrzec)  - jaką pełnisz funkcję społeczną, zamiast w jakim stylu przechodzisz całą drogę bohatera (ennea - typ). Ale już "późna" Person opisuje to jako archetyp osobowości (jej 12 archetypów zresztą bardzo korelatywne do Enneagramu) ;)
[foto]

3. Enneagram jako... • autor: Wojciech Jóźwiak2017-07-16 21:23:58

Dzięki, Marcinie, za Uwagi. Enneagram jest dobrym ćwiczeniem dla astrologa, ponieważ uczy obserwacji i prawopółkulowego chwytania obrazu (tu: człowieka) jednym "Gefühlem". Astrolog ma tendencję do rozmnażania obrazu na składniki i szczegóły, których mu potem nie zebrać w całość.

(Podobnie dobrym ćwiczeniem dla astrologa jest tarot. Który odsztywnia. Oducza sztywności. Bo drugą wadą astrologa jest recytowanie sztywnych, "drewniamych" formuł. Dlatego na moje rozeznanie wśród astrologów przeważają Jedynki. (Ale jeszcze więcej i bardziej strasznych Jedynek siedzi w Feng-Shui. Sztywne jak Pal Azji! Razem ze swoimi umysłami.)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)