zdjęcie Autora

01 czerwca 2020

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 202)

Lasy post-apo. Energia z reaktora nie z tartaku. Państwo bez mózgu
E-prasówka 1 czerwca 2020


« Jareda Diamonda „Upheaval” czyli narody na terapii

W ostatnich dniach wrzuciłem do znalezisk Taraki kilka tekstów, z których chcę się niniejszym wytłumaczyć.

Michael-Shawn Fletcher. This rainforest was once a grassland savanna maintained by Aboriginal people – until colonisation (→ Podróże i regiony, wrzucone 17 maja 2020)

Czyli: „Oto las deszczowy, który kiedyś był trawiastą sawanną utrzymywaną przez ludzi-tubylców”. Rzecz dotyczy Tasmanii, lasy deszczowe nie są tymi tropikalnymi, mimo, że tak się w pierwszym odruchu kojarzą. Co się okazuje? Owych lasów deszczowych w czasie brytyjskiej inwazji na Tasmanię w początku XIX wieku, zwyczajnie nie było. Pierwsi podróżnicy donosili, że widzą przed sobą trawiaste równiny z rzadkimi drzewami, krajobraz jak w parku, gdzie pasą się gęste stada kangurów. Co więcej, te kangury nie bały się ludzi i wyglądały na wpół-oswojone. Lasy zajęły ten teren kiedy wyniszczono – chorobami i pogromami – właścicieli tej ziemi czyli tasmańskich Aborygenów. Badania, które prowadził i zrelacjonował autor, polegały na mierzeniu wieku – przez zliczanie słojów w odwiertach – najstarszych drzew w tamtych lasach, wyglądających jak najbardziej na pierwotne i odwieczne. Okazało się, że drzewa nie są starsze niż rok 1840, co dokładnie zgadza się z brytyjską inwazją. Tasmańczycy zrobili krajobraz sawann, kangurzych pastwisk, i podtrzymywali go przez wypalanie traw i podrostów. Gdy ich zagładzono, wyrósł las.

Przy okazji, z tego artykułu dowiedziałem się o istnieniu na Tasmanii nieznanego mi dotąd drzewa iglastego (jeśli można je nazwać iglastym), które Anglojęzyczni nazywają po swojemu w czambuł pine, dokładniej zaś celery-top pine czyli „sosna z końcówkami jak seler”. Faktycznie jest to roślina (wielkie i długowieczne drzewo) z rodziny Podocarpaceae , jednej z dwóch rodzin iglastych (właściwie: nagozalążkowych) rosnących na kontynentach pochodzących z rozpadu Gondwany; drugą rodziną są araukariowate. Podokarpy u nas nieznane, bo w większości tropikalne i nie wytrzymują, chociaż niektóre spotyka się w sklepach jako bonsaje. Tasmańska „selerówka” (Phyllocladus aspeniifolius) poszła ciekawą ewolucją: mając zrazu igły, przekształciła je z powrotem w liście. Chętnie bym ją obejrzał, dotknął i podziwił, Tasmania diabelnie daleko, ale może któryś ogród botaniczny ją ma gdzieś bliżej, Anglia? Włochy?

Artykuł polecam jako przyczynek do wiedzy o tym, jak głęboki i dawny jest impakt ludzi na środowisko, i jak praca tych dwóch żywiołów, Natury i Człowieka, splata się w nierozróżnialne często Jedno.


O polskim atomie: Bolesław Wójtowicz gościnnie w blogu Krzysztofa Wojczala (→ Futurologia i współczesność, wrzucone 28 maja 2020)

Krzysztofa Wojczala w tekstach na jego blogu obserwuję od paru lat; treścią są głównie analizy stosunków międzynarodowych. Tym razem autor jest zewnętrzny, a tekst poleciłem w Tarace, gdyż jest obszernym przedstawieniem polskiej do tej pory nieudanej i niespełnionej przygody z energią jądrową. Tekst jest długi, rozmiaru sporej książki i warto go mieć pod ręką jako źródło dokumentacji. Autor nie zajmuje stanowiska: iść w energetykę jądrową, czy nie iść? Akcję moich przyjaciół z FOTA4Climate, którzy w grudniu ub. roku oprotestowali przedterminowe zamknięcie jądrowej elektrowni w Phillipsburgu, Badenia-Wirtembergia, nazywa „absurdalną”. (Elektrownię tę kilka dni temu „zaorano” tzn. wysadzono w powietrze.) Czytać warto, bo pokazano gąszcz tych wszystkich technicznych i politycznych za i przeciw.


Łukasz Dąbrowiecki. Elektryczne auta napędzane spalonym lasem (część pierwsza) (→ Ekologia, wrzucone 30 maja 2020))

Horror! Potworność – jak rzekł Kurtz z Conradowego „Jądra ciemności”. Literackie analogie i mityczne metafory nie wystarczają by nazwać to, co się odbywa: krew człowieka zalewa. W trakcie i po przeczytaniu tego artykułu ma się dojmujące, powalające poczucie bezsilności. Co się stało? Oto w odpowiedzi na wołania o ratowanie środowiska, światowi decydenci postanowili napędzać elektrownie spalaniem „biomasy”, pod którą to kategorię trafiło... drewno z lasów. Tak to w imię ochrony klimatu tym gorliwiej wycina się drzewa i wypala lasy. Kto jest władny zatrzymać ten obłęd? Obłęd to mało powiedzieć: zbrodnię na światową skalę. „My”, tzn. polskie i europejskie elektrownie też w tym uczestniczą. A ty i ja w każdej chwili, korzystając z elektryczności, bierzemy udział w tej zbrodni.

Dowiadując się o tym i podobnym, czekam, kiedy przyjdzie Norymberga, w której na kary, których chwilowo nie ma w kodeksach, winni zostaną skazani.


Łukasz Sakowski. Dlaczego popieram energetykę jądrową w Polsce i UE (→ Futurologia i współczesność, wrzucone 1 czerwca 2020)

Autor tekstu i jednocześnie miejsca-bloga, w którym to jest, czyli To Tylko Teoria, krótko, zwięźle i przystępnie przedstawia w punktach zalety energii jądrowej. Popiera, ponieważ: elektrownie jądrowe są najbezpieczniejsze; energia jądrowa jest najbardziej ekologiczna; po wstępnej inwestycji energia ta jest tania; elektrownie jądrowe nie psują tak krajobrazu jak wiatraki i fotopanele; i ponieważ energia jądrowa jest przyszłościowa.

Ja też popieram i w całości zgadzam się z Autorem. Do tej przyszłościowości dopowiem tutaj więcej. Cywilizacyjna tendencja jest taka, że człowiek w coraz większym stopniu uniezależnia się od przyrody, odrywa się od niej. Przedstaw sobie domy, które nas odrywają od niesprzyjającego klimatu. Elektryczne oświetlenie, które odrywa nas od konieczności dopasowania się do dnia i nocy. Telefon i inne mobilne komunikatory, które odrywają nas od ograniczeń przestrzeni, czyli od fizycznych spotkań. Ubranie, które odrywa nas od bieżących problemów z pogodą. Środki antykoncepcyjne, które odrywają nas od płodzenia dzieci za każdym razem, gdy chcemy by było przyjemnie we dwoje. Tymczasem, w przeciwieństwie do tej listy wynalazków, którą można by długo wydłużać, tak zwane OZE, czyli wiatraki, fotopanele i palenie drewnem w elektrowniach, są ostrym zwrotem wstecz. Są wsteczne – nie postępowe. Nie idą w kierunku nie-mieszania się w sprawy przyrody, tylko w kierunku jeszcze większego ingerowania w przyrodę, większego grzebania w niej, babrania się w niej, co oczywiście skutkuje jej zajmowaniem, naruszaniem, zatruwaniem, zaśmiecaniem i niszczeniem. OZE są jawnie gorszą energetyką, bardziej brudną i bardziej uzależniającą nas od przyrody.

Inaczej, przeciwnie, robi energetyka jądrowa. Jej źródło i surowiec, czyli pierwiastki uran (i w przyszłości tor) w ogóle nie biorą udziału w życiu ekosystemów! Na tle innych obywateli najszerzej pojętego ekosystemu czy po prostu systemu Ziemia, są izolatem. Nie „stąd” się wzięły, nie z ziemskiego obiegu, nie z „tutejszych” procesów, tylko są prezentem od kosmicznych zjawisk, które dały początek temu rodzajowi materii, z której zbudowany jest Układ Słoneczny. Uran i tor na Ziemi są starsze od Układu Słonecznego i dotąd (jakby) czekały na naszą przemyślność, by zostać uruchomione, wybudzone ze snu. Popatrzmy też na to tak, że całe „życie” ekosystemu Ziemi polega na chemii przetwarzającej fotony z zakresu od czerwieni do bliskiego nadfioletu, o umiarkowanej energii około 2 elektronowoltów. Po energię z tego systemu sięgają zarówno tradycyjne elektrownie na węgiel, ropę i gaz ziemny (oraz elektrownie na tamowanych rzekach), jak i te na OZE, czyli wiatraki, fotopanele i najbardziej wrogie przyrodzie na „biomasę”. Tymczasem energetyka jądrowa zagospodarowuje energię ze znacznie wyższego widma i z odpowiednio większej jej koncentracji. Energetyka jądrowa jest – w dziedzinie zaopatrzenia w energię – naszą ucieczką w górę, podobnie jak na znane wady transportu konnego cywilizacja uciekła w kolej, tramwaje i samochody. Tymczasem OZE to coś, jakby zastępować niedogodne zaprzęgi konne zaprzęganiem do wozów stad królików.


I najnowsze znalezisko: Andrzej Zybała, Kacper Leśniewicz. Państwo bez mózgu. Polska ma zbyt małe zasoby kapitału intelektualnego (→ Futurologia i współczesność, wrzucone 1 czerwca 2020)

Co się okazuje: rząd (polski) broni się przed ekspertami i przed rozpoznawaniem przez nich politycznej, społecznej, ekonomicznej i ekologicznej rzeczywistości wraz z międzynarodowym otoczeniem. Politycy nie chcą wiedzieć, bo boją się, że błądzą i zostanie to im wypomniane przez ekspertów. Że kosa polityków natrafi na ekspercki kamień. Sami utrzymują siebie w ciemnocie (tak to trzeba nazwać) i podtrzymywanie tej ciemnoty wymuszają na podległym sobie aparacie intelektualistów. Wywiadowany prof. Zybała porównuje ten stan rzeczy z tym, co działo się w latach przed 1939 rokiem: przed runięciem II Rzeczypospolitej, oraz podobnie w okresie przez rozbiorami na Rzplitej nr I. W jednym i drugim okresie nawet jawne śmiertelne zagrożenia, groźba zagłady państwa, nie powstrzymały rządzących przed pielęgnowaniem niewiedzy. Autorzy czarno widzą.

Od siebie dodam, że żal ... ściska. Bo przecież siedzimy tak blisko środka, prawie w centrum-epicentrum wiodącej światowej cywilizacji. Nie musimy po naukę chodzić w obce strony świata. Mamy język jawnie podobny do angielskiego, niemieckiego, francuskiego czy włoskiego – nie musimy więc przebijać się do obcej i niezrozumiałej indoeuropejszczyzny jak handicaped przez to Węgrzy lub Finowie, o Azji nie mówiąc. Podobnie, nie musimy przebijać się do obcego alfabetu, jak Rosjanie, Ukraińcy, Grecy, Arabowie, Persowie, Hindusi z najnieszczęśliwszymi na końcu Chinami i Japonią. Nie musimy – żeby dostać się do tego centrum – uczyć się od podstaw obcych mitologii ni literackich kanonów. Nie musimy uczyć się obcych kodów kulturowych niby dzieci z buszu. Należymy do dwóch klubów wybrańców: do Unii Europejskiej i do NATO. Co więcej, nie przeszkadzają nam anse i wąty jakie mają wobec dominujących Anglojęzycznych tacy Rosjanie (że to zgniły zachód), Niemcy (że tamci ich bili i poniżali) lub Francuzi (że tamci ich wykonkurowali) – przeciwnie, do Nowoczesnej Anglojęzycznej Światowej Przestrzeni mamy odruchowo ciepły, przyjazny, lub wręcz entuzjastyczny stosunek. Mamy za wzór galerię własnych noblistów. Jesteśmy na tle świata w podobnie uprzywilejowanej kulturowo pozycji jak Skandynawia. Azjaci i inne dalekie narody mogą nam zazdrościć sytuacji i historii. I co wynika z tego? – Gówno. Polski Rządzący, jak kultywował głupotę, tak to robi. Nad ciemną Wisłą bez zmian.


Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.

Korekta przez: Wojciech Jóźwiak (2020-06-01)



« Jareda Diamonda „Upheaval” czyli narody na terapii

komentarze

[foto]

1. Swoją drogą • autor: Jakub Brodacki2020-06-02 07:24:36

często nachodzi mnie myśl złowieszcza...Właściwie dlaczego nie spalarnie śmieci?
Oczywiście, zaraz usłysze zaklęcia o Co2, o ociepleniu klimatu, o zanieczyszczaniu powietrza itd. Istnieją jednak pewne argumenty za spalarniami.
Po pierwsze, recykling to właściwie wielka gałąź przemysłu. A przemysł jako biznes ma to do siebie, że chce istnieć i dokonywac ekspansji. W gruncie rzeczy w interesie firm recyklingowych jest to, byśmy śmieci produkowali coraz więcej i więcej...
Po drugie, nie uwierzę, że recykling nie pochłania energii elektrycznej. A przecież jej deficyty są coraz większe, a potrzeby rosną. No ale tu niech wypowiedzą się specjaliści...
Wreszcie, w polskich warunkach, odbiór śmieci kuleje. Firmy śmieciarskie niechętnie odbierają popiół, który wysypywany jest gdzie bądź. Segregacja śmieci jest uciążliwa dla mieszkańców, a zarabia na niej kto inny.
[foto]

2. Chcieliśmy dobrze • autor: Edward Kirejczyk2020-06-02 18:45:16

a wyszło jak zawsze. Rzeczywiście są i znakomicie funkcjonują przepisy unijne o spalaniu biomasy w elektrowniach. Pomysł był dobry: nie wyrzucać na wysypiska czegoś, z czego da się jeszcze wycisnąć energię. Przykład: kaloryczność spalanych opon samochodowych jest porównywalna z kalorycznością węgla kamiennego. W oponie może być czysty kauczuk. To oczywiście  żart - kosztowała by fortunę. Czysty kauczuk jest w prezerwatywach. W oponach jest w mieszanka związków zsyntetyzowanych z surowców kopalnych i uprawnych.  Dobrze byłoby spalać jak najwięcej tych biologicznych. Ale jak ustalić, ile czego naprawdę spalono? To akurat najprostsze: wystarczy przebadać popioły na zawartość izotopów C12 i C14, tymi samymi metodami, jakimi ustalano wiek całunu turyńskiego. Trzeba więc przepisy sformułować tak, aby zmaksymalizować spalanie węgla odnawialnego. Pomysł był dobry. Skutek: polskie fabryki mebli podniosły wrzask, że nie mają drewna, bo elektrownie niemieckie płacą więcej za drewno energetyczne niż Polacy mogą zapłacić za surowce meblarskie najwyższej klasy.
Powyżej był opis optymistyczny. Jest też wersja pesymistyczna: spalanie ukraińskich ziaren słonecznika (surowca oleistego) przez polskie elektrownie, kupujące je po cenach wyższych, niż kraje głodującej Afryki mogą kupić je dla celów spożywczych. A zadowoleni z siebie urzędnicy brukselscy mogą zająć się czymś innym, np. wspieraniem finansowym rządów Polski i Węgier.

3. Ziemia nie wytrzyma inwazji OZE • autor: Jerzy Pomianowski2020-06-06 20:57:47

Rzeczywiście większość OZE to barbarzyństwo, ze spalaniem lasu  i biopaliw na czele. Spalanie roślin ma rekordowo niską wydajność 0,5 Wat/metr kwadratowy. W porządku są elektrownie wodne, ale w niewielu miejscach świata mają sens. Trzeba niestety zauważyć, że spalanie lasów w elektrowniach to skutek obłąkanej akcji anty dwutlenkowców którzy dali się wciągnąć w rolę pożytecznych idiotów.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)