zdjęcie Autora

22 marca 2020

Piotr Gibaszewski

Eros i Tanatos, czyli o włoskiej walce postu z karnawałem

Kategoria: Astrologia

W Europie wirus zaatakował wcale nie najgorzej zarządzany, wcale nie najbiedniejszy, wcale nie najgorzej przygotowany rejon Europy – północne Włochy. Bardzo mylne mają wyobrażenia na temat tego kraju pobieżnie czytający internetowe teksty czytelnicy, którzy uważają Włochy za państwo chaotyczne, słabe, bezradne. Jeśli już, to prędzej ich południowe rejony (zwł. Sycylia), gdzie tymczasowość, brak państwa i porządku jest mocno widoczne. Północne Włochy (przede wszystkim Lombardia) to jedne z najbogatszych rejonów nie tylko Włoch, ale i Unii Europejskiej, świetnie uprzemysłowione, z bardzo dobrą służbą zdrowia. I to właśnie te rejony Włochy cierpią niemiłosiernie z powodu epidemii koronowirusa.

Różne są hipotezy na temat przyczyn wybuchu epidemii we Włoszech. Jedni twierdzą, że przyczyną jest wrodzona Włochom luzacka postawa wobec ograniczeń i restrykcji. Gdy bowiem zamknięto szkoły, młodzi Włosi ruszyli do restauracji, dyskotek i pubów rozsiewając wokół koronowirusa, który zaczął zabijać starszych. Inni zaś twierdzą, że przyczyną jest liczna chińska diaspora, która zaciągnęła wirusa z Chin do Włoch. Inni zaś uważają, że to konsekwencja starzenia się społeczeństwa, gdyż to przede wszystkim starsze, schorowane osoby umierają przez koronowirusa. Dziś (21.03) żniwo koronowirusa we Włoszech wynosi blisko 5 tys. osób, a liczba ta i tempo zarażeń i ofiar rośnie.

Ale co ma do powiedzenia astrologia? Włosi znajdują się w wyjątkowym, szczególnym momencie swojej historii. I – o dziwo! Wcale niekoniecznie jakoś tragicznym i złym! W horoskopie Republiki Włoskiej (10.06.1946, godz. 10.00 Rzym) progresywne Słońce osiąga właśnie Medium Coeli tegoż horoskopu. Toż to znak chwały, osiągnięcia celu, sukcesu, potęgi! Nijak to, co się dzieje we Włoszech, nie przypomina jednak sukcesu i wzrostu. Naszą uwagę powinno jednak zwrócić to, że urodzeniowemu Słońcu Republiki Włoskiej towarzyszy bardzo dokładna koniunkcja z Uranem (2 stopnie). To aspekt wstrząsów, rewolucji, katastrof, choć zarazem i kreatywności, wolności, buntu i swobody. Uraniczna natura Włochów – ich luzactwo, improwizowanie, kreatywność, tworzenie trendów w kulturze, sztuce, mediach, modzie, technologiach, kuchni, towarzyszy także typowy w uranicznych wpływach narcystyczny, skupiony na swojej wyjątkowości i oryginalności kontestujący zasady, ograniczenia i reguły image. Wkraczające na Medium Coeli Słońce niejako „zaciąga” ze sobą tę koniunkcję z Uranem, a zatem wszystkie uraniczne wstrząsy, katastrofy, szoki, dramaty, dziwactwa, ekscentryzmy, stąd manifestacja uranicznych wpływów, gdy Słońce wkroczyło na MC horoskopu państwa, gdyż w technice zwanej dyrekcją (przesuniecie planet na zasadzie 1 stopnień – 1 rok) Słońce już przekroczyło MC i w to miejsce właśnie wkracza Uran!

Czy zatem Włosi popełnili błąd, że nie poszli chińską drogą (zamordyzm i dyscyplina)? Czy to zasłużona kara za ich dezynwolturę i ekstrawagancję? Nie, stanowczo nie! Każda społeczność, kultura, cywilizacja, naród od czasu do czasu przechodzi przez mocno transformacyjne, karmiczne, rozwojowe procesy i lekcje. Nie mnie oceniać, jakie powinno się zastosować środki, jakie działania należy wdrożyć, by poradzić sobie z epidemią. Być może Włochom przyszło spełnić rolę tych, którzy mieli przyjąć tę dramatyczną, ostrzegawczą ofiarę wobec pozostałych mieszkańców Ziemi. I tu ważna uwaga! Polacy robią niemal dokładnie to samo, co Włosi, gdy na początku lutego zaczęła się rozkręcać epidemia. Plenerowe imprezki, balowanie na świeżym powietrzu, spacery w grupach, grille, masowe spontaniczne prywatne imprezy sportowe i rekreacyjne – tak właśnie młodzi Włosi zareagowali na epidemię, co teraz czynią młodzi Polacy. Robili dokładnie to samo, co bohaterowie słynnej powieści Giovanni Boccaccio „Dekameron”, który uciekali od epidemii czarnej śmierci na prowincję, gdzie biesiadowali, bawili się, uprawiali seks. Być może ta odwieczna walka Erosa z Tanatosem, siły życia ze śmiercią, jest czymś, co od wieków nadaje kulturotwórczy sens naszej egzystencji. Może miał rację biblijny Kohelet pisząc o nikłości i przemijalności życia…

Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu,
jaki zadaje sobie pod słońcem?
Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi,
a ziemia trwa po wszystkie czasy.
Słońce wschodzi i zachodzi,
i na miejsce swoje spieszy z powrotem,
i znowu tam wschodzi.
Ku południowi ciągnąc
i ku północy wracając,
kolistą drogą wieje wiatr
i znowu wraca na drogę swojego krążenia.
Wszystkie rzeki płyną do morza,
a morze wcale nie wzbiera;
do miejsca, do którego rzeki płyną,
zdążają one bezustannie.
Mówienie jest wysiłkiem:
nie zdoła człowiek wyrazić wszystkiego słowami.
Nie nasyci się oko patrzeniem
ani ucho napełni słuchaniem.
To, co było, jest tym, co będzie,
a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie:
więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem.
Jeśli jest coś, o czym by się rzekło:
«Patrz, to coś nowego» -
to już to było w czasach,
które były przed nami.
Nie ma pamięci o tych, co dawniej żyli,
ani też o tych, co będą kiedyś żyli,
nie będzie wspomnienia u tych, co będą potem.

Ks. Koh. 3-11 (Biblia Tysiąclecia)

Gdy patrzymy na dramatyczne sceny z Lombardii, docierają do nas zadziwiające obrazy. Z jednej strony mrożą krew w żyłach straszne sceny umierających ludzi w szpitalach, a śmierć zbiera tam obfite żniwo. We Włoszech zmarło już ponad pięć tysięcy osób. Niemal jednocześnie telewizja pokazywała, jak po ogłoszeniu zamknięcia szkół, biur i instytucji młodzi Włosi ruszyli do restauracji, pubów, dyskotek, bawiąc się, ucztując, biesiadując na świeżym powietrzu rozsiewając wirusa w sposób lawinowy. Coś bardzo podobnego widzimy również w Polsce, gdzie ludzie buntują się przed przyjęciem ograniczeń i restrykcji, chcą po prostu żyć jak to tylko możliwe, jak najbardziej normalnie i zwyczajnie.

Gdy epidemia dżumy z XIV wieku, świetnie opisana w Dekameronie Giovanni Boccaccia, zaczęła przemijać, na obszarze północnych Włoch pojawiła się tajemnicza talia kart, zwanych tarotem. Narodził się on na obszarze niziny północnowłoskiej, a jego początkowa historia związana jest z możnymi i wpływowymi rodami północnych Włoch, z rodzinami Sforzów i Viscontich. Pierwsze znane historykom talie Tarota datowane są na początek XV wieku. Nie wiadomo do czego początkowo służył. Zaczął swoją karierę jako obiekt flirtu towarzyskiego, więc służył do zabawy. Jednak tarot to także narzędzie hazardu, obiekt gry wywołujący namiętności i żądze oddających się tej zgubnej przypadłości. Nieco później zaczęła się wróżebna kariera tarota, a tajemnicze postaci, symbolika, mistyczne alegorie niezwykle sugestywnie oddziaływały na podświadomość wróżbity i jego klienta. A jak wróżby, to także religia. Tak! Systemy dywinacyjne (wróżebne) religioznawcy przyporządkowali magii, która jest jedną z najstarszych form religii, tak jak to opisywał Mircea Eliade, C.G. Jung, Rudolf Otto, Bronisław Malinowski.

Jedną z najbardziej fascynujących elementów tarota są jego karty figuralne zebrane w części zwanej Major Arcana (Wielkie Wtajemniczenia). W tarocie są obecne elementy kultury średniowiecznej i filozofii scholastycznej. Jedną z kart jest siódma karta – Rydwan. Rydwany często pojawiały się w karnawałowych obrzędach ludus triumphorum – jednej z hipotetycznych inspiracji dla twórców tarota. W czasie karnawału lud przejmował władzę, gdzie trwała fiesta i zabawa. Niewątpliwie widać tu inspiracje związane z bachanaliami i kultem Dionizosa, kultem życia, zabawy, płodności, seksu. Nie bez powodu średniowieczne rydwany z bawiącym się ludem przypominają współczesne parady Love Parade, które kojarzą się nam z szaleństwem zabawy, seksu, w tym homoseksualnego.

Gdy jednak kończy się karnawał, nadchodzi czas wielkiego postu. Czas umartwiania, pokuty, refleksji, ograniczeń, przypominający nam o nieuchronności śmierci, przemijania, memento mori (łac. pamiętaj, że umrzesz), znany z drzeworytu Hansa Holbeina Młodszego obraz Dance Macabre (Taniec śmierci) z 1525 roku. Rytuały tańca śmierci przypominają nam o tym, że wobec jej majestatu wszyscy jesteśmy równi. W tarocie Śmierć jest przedstawiona jako karta nr XIII. Nie bez powodu jest to trzynastka, liczba pecha, nieszczęścia. Trzynastka redukuje się do pokutnej, saturnicznej, ciężkiej, symbolizującej krzyż i cierpienie liczby cztery, tak jak data roku 2020…

Śmierć jest niezwykle demokratyczna. Osnuwa swym całunem i biednego, i bogatego, i żebraka, i uczonego mędrca. W ostatnich scenach wybitnego filmu Milosza Formana „Amadeus” oglądamy ostatnie sceny z życia genialnego muzyka Wolfganga Amadeusza Mozarta, który pisząc zamówioną mszę żałobną – swoje słynne „Requiem” – jednocześnie pisze też tętniącą życiem, radością, energią operę „Czarodziejski Flet”. Ta walka życia ze śmiercią, ich odwieczny taniec, niczym średniowieczne Dance Macabre, tak bardzo przypomina sceny z północnych Włoch, ale i z wiślanych bulwarów w Warszawie.


komentarze

1. Demofagiczna śmierć • autor: Spinel2020-03-23 02:47:24

Śmierć jest nie tyle demokratyczna, ale (jeśli już musimy użyć przedrostka demo-) raczej demofagiczna. 
Demokratyczna byłaby, gdyby to lud w głosowaniu przesądzał o czyjejś śmierci. Tymczasem jest demofagiczna, bo zjada lud bez wyjątku - nie ma takich, których prędzej czy później nie zeżre. Prawdziwy z niej ludo-żerca :)
Wiem, że to bzdet, ale irytuje mnie niedbałe i dowolne używanie słów - zwłaszcza niezgodnie z ich znaczeniem albo opacznie. 
[foto]

2. Moje uwagi • autor: Edward Kirejczyk2020-03-24 18:45:09

do tekstu były tak długie, że w końcu zapisałem je jako osobną publikację pt. "Walka kapitalizmu z feudalizmem" i podtytułem "Walka odrodzenia ze średniowieczem".

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)