Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

22 listopada 2010

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki (odcinków: 148)

Etnopsychiatria i egzorcyści

Kategoria: Antropologia

« Etnopsychiatria: wypisy i czytanki Wnyki duszy – o „Co nami kieruje?” Mieczysława Budzińskiego »

W dzisiejszym tygodniku „Wprost” jest artykuł pt. „Egzorcyści”, napisany przez Renatę Kim i Annę Gram. Tekst taki sobie, bez pogłębienia tematu, widać nic już nikogo nie dziwi, ktoś może stać na głowie, w kogoś innego szatan wejdzie, normalka. Artykuł był z okazji tygodniowego szkolenia duchownych-egzorcystów w Niepokalanowie. (Lokalna mini aglomeracja: Szymanów-Teresin-Niepokalanów-Paprotnia-Kampinos-Żelazowa Wola.)

Kompleks zawierający opętania przez „szatanów” i wypędzających ich księży-egzorcystów jest kapitalnym przykładem tego, co etnopsychiatria opisuje i bada lub badać i opisywać powinna. Jednocześnie jest kapitalnym przykładem na współżycie dwóch „narodów”: ludzi i duchów. Dwóch inteligencji: jednej normalnej i zlokalizowanej, to u ludzi, i drugiej mniejszościowej i nielokalnej, u duchów, tu: szatanów. Termin „zlokalizowana inteligencja” dlatego, że w przypadku człowieka wiemy kto jest tą „inteligencją” i gdzie ona – w kim – się aktualnie znajduje. W przypadku duchów tego nigdy nie wiemy, a to, że przy opętaniu odruchowo tak się myśli, że w tego oto człowieka coś wstąpiło, nie oznacza wcale, że tak jest. Lepiej ostrożnie przyjąć, że to taki tylko Wittgensteinowski sposób mówienia, gra językowa. Tak jest przyjęte mówić, co nie implikuje jakiejś twardej osobowości mniemanego szatana. Nie tylko zresztą szatani opętujący, ale wszystkie duchy są nielokalne. Bo są niematerialne (czyż nie?), a bez materii nie ma lokalności. Z kolei bez lokalności nie ma tożsamości. Ale za daleko poszedłbym z wątkiem tych demonologicznych dygresji.

Kiedyś pisałem o czterech rodzajach współżycia ludzi z bratnim narodem duchów. Miło jest pomyśleć, że ten alians miał miejsce nie tylko dawno temu  w jakichś paleolitach, i nie tylko daleko od nas w jakichś Jakucjach, ale trwa teraz i tutaj i jest ważnym spoiwem i podtrzymiwem ważnej instytucji, tj. Kościoła Katolickiego. U nas (na Zachodzie? w kulturze o chrześcijańskich korzeniach?) wybrano pierwszy modus stosunków ludzko-duszych: opętanie. Pozostałe dwa, to nawiedzenie, jak w wudu i candomble, czyli kiedy ludzie służą duchom za wehikuły, i szamanizm, kiedy człowiek-szaman, zachowując swoją odrębność i świadomość, duchy obłaskawia i posługuje się ich mocami, ale też pozwala się im kształcić. Czwarty sposób, to kiedy duchy przychodzą do ludzi zasilać ich energią, tonizować i uzdrawiać, a więc pełne przeciwieństwo eurosemickiej „egzorcystyki”.

Owa „egzorcystyka” czyli kompleks opętany-szatan-egzorcysta w którym szatan z egzorcystą toczą zaciętą wojnę „na terenie” opętanego, wojnę – chyba? – zawsze wygraną przez ludzi Kościoła, jest podobną etnopsychiatryczną grą miedzy ludźmi a duchami, co klasyczny syberyjski szamanizm. Podobną, ale jednocześnie odmienną, co jest znów osobnym wątkiem. Gdyby zachodni badacz trafił do plemienia mającego podobnie działających egzorcystów i podobnych szatanów, z pewnością zjawisko to uznałby za wspaniały temat dla swoich studiów – właśnie w ramach etnopsychiatrii!

Szatani opętujący wyświadczają solidną przysługę Kościołowi. Bo proszę popatrzeć: Boga nie widać i łatwo o Nim zwątpić. Kontakty z Jezusem, Maryją i Świętymi w większości przypadków są podejrzane; w końcu niewiele z takich widzeń przechodzi surowe sito kościelnych komisji; większość tych, co rzekomo z Boskimi osobami obcują, uznaje się za zwyczajnie chorych. Tymczasem szatani, ci opętujący w ramach egzorcystycznego kompleksu, są części i niezawodni. Zachowują się w ciałach i ustach opętańców w sposób widowiskowy, ale zarazem przewidywalny - trzymają się reguł gry. Uprzejmie pozwalają się wypędzać egzorcystom, umacniając ich w wierze; ich i innych wiernych. Co najważniejsze nie robią krzywdy Kościołowi: nie burzą kościelnych wież (a mogłyby), nie nasyłają myszy, by poszatkowały kościelną kasę (a mogłyby), nie przyprawiają dostojników Kościoła o skandale (a mogłyby... wiele figlów można by sobie wyobrazić – ale jednak jakoś ich nie robią). Nie atakują papieży ani kardynałów – naruszają ludzi prostych, nieznanych i słabych. Kiedy brakuje cudów i świętych, wiernie służą jako żywy dowód prawdziwości nauk Kościoła. Dają świadectwo. To jest subtelna gra, którą „naród” duchów prowadzi z „narodem” chrześcijańskim. Wygląda na to, że korzystają na niej obie strony tej symbiozy.



« Etnopsychiatria: wypisy i czytanki Wnyki duszy – o „Co nami kieruje?” Mieczysława Budzińskiego »

komentarze

1. Należałoby tu w prowadzić PROSTSZE KRYTERIA! • autor: Nierozpoznany#28612010-11-23 17:13:29

O "opętaniu" mozemy mówić wtedy, gdy w psychice chorej osoby zacznie funkcjonować "wirus"- który skłania ją do zachowań destruktywnych lub autodestruktywnych, zaś te zachowania mają charakter "napadów-paragnomenów" zakłócajacych całkiem poprawne zachowanie codzienne i osoba "opętana" nad nimi nie ma żadnej kontroli. (Czasem tego rodzaju objawy przypominają syndrom zwany "padaczkowym zespołem skroniowym".) Jeśli ksiądz (rzadziej psychiatra) potrafi zastosowac psychiczny "anty-vir" bez użycia agreswynych środków psychotropowych, to tylko można pogratulować.

re-komentarz Autora:

Eryku, jak odróżnić, czy w psychice pacjenta jest to co nazywasz "wirusem" czy nie ma? W ogóle co tu wyjaśnia wprowadzanie pojęcia "wirusów"? Czym wyjaśnienie przez "wirusy" byłoby lepsze od wyjaśnienia przez "szatany"?


Dla jasności: w życiu nie widziałem zadnego opętanego ani żadnego egzorcysty, tym bardziej egzorcysty w akcji. Tak samo nie widziałem syberyjskiego szamana w akcji. Co robię na ten temat, to tylko porównuję to, co się o obu tych rzeczach mówi. I tu dostrzegam podobieństwa!

   Wojciech Jóźwiak --- autor

2. Mhmmm... ja widziałem i znałem... • autor: Nierozpoznany#28612010-11-23 19:03:36

...dziewczynkę, która jako dziecko, miała bardzo silne i chroniczne lęki nocne. (Była to przyjaciółka mojej córki). Dojrzewajac, zaczęła prowadzić bardzo burzliwe i chaotyczne życie seksualne – co było o tyle dziwne, że z natury była inteligentna, delikatna i ułożona. Niestety, zbyt późno skojarzyłem te fakty z dzieciństwem i zorientowałem się, że to nie „ognisty temperament” był winien, tylko „COŚ” w jej psychice. Niewiele mogłem zrobić, bo już miała złamane życie (Została sama z nieślubnym dzieckiem i bez alimentów. Ustatkowała się, ale wątpię – czy oznaczało to szczęście i zadowolenie z życia.)

Czy to można scedować na „szatana”? Wątpię! Na swój sposób OPĘTANY był na przykład młodociany Dominik Savio, który u progu dojrzewania przysłowiowo „zamodlił się na śmierć”. W jego przypadku powiedziałbym, że psychicznie „zatruł” go (śmiercionośnym „wirusem” obsesji religijnej”!) legendarny Ojciec Bosco (założyciel zakonu Salezjanów).

Zdecydowanie twierdzę, że większość przypadków destruktywnego opętania jest zawiniona przez SUGESTYWNE ODZIAŁYWANIE „demonicznych” osób z otoczenia, które wrażliwej jednostce potrafią "wszczepić" rożne paskudztwa... (Przypadki tak zwanej histerii zbiorowej zawsze są indukowane: można to nazwać "Syndromem Tituby" - patrz: "Czarownice z Salem" - czarna niewolnica opowiadała domownikom różne historie plemienne, potem paru dziewczynom odbiło... i zaczęło się...)

[foto]

3. To ładne religijne przedstawienie • autor: Piotr Jaczewski2010-11-25 17:24:02

Wymaga kanonów zachowania, dopuszczalnych odczuć i myśli, ściśle określonych norm - wtedy wszystko, co się pojawia a niepokoi można obłożyć etykietką "diaboł". Nadać temu strukturę nawrócenia, ponownej inicjacji w wybraną grupę zachowań i idei.
A w większej grupie o osoby sugestywne nie trudno. A każdy przypadek potwierdza jedynie słuszną drogę. Jakoś dziwnym trafem wszystkie symptomy zniewolenia czy "diabelskiego kuszenia" można równolegle wytłumaczyć dużą ilością stresu, napięcia, wątpliwości, poczucia winy osadzonych na tle kulturowym.
Kiedyś ukułem taka definicję ducha:
Niewidzialne, a może zostać spostrzeżone.
Niesłyszalne, a może zostać usłyszane.
Niedotykalne, a może zostać odczute.
Niematerialne, a powoduje niektóre wydarzenia.
-- Ukułem to z wsłuchując się w komunikaty, podteksty w tym temacie. Taka "definicja" pozwala zrozumieć szerzenie się idei duchów, tych małych-duch drzewa i dużych-Stwórca etc., w komunikacji ma ona hipnotyczny wpływ, omijający czynnik świadomy przez paradoksalność komunikatu(nie zawsze w pełni zwerbalizowanego), zmieniający tym samym percepcję i zachowania.
A z mocy duchów warto korzystać tj: widzieć, słyszeć, czuć, odkrywać nieznane w świecie wewnętrznym i zewnętrznym. Ba, przypisywać mu niezwykłą, magiczną, pozytywną wartość

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)