Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

08 maja 2014

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 3 (odcinków: 144)

Euro-Taraka 2003
Podsumowanie ankiety i dyskusji w Tarace z marca 2003 r. nt. wejścia do Unii Europejskiej

Kategoria: Projekt Taraka

« Pierwszy Maja, święto Pogan i Szamanów! Szamani i ich anteny »

Była 10 rocznica wejścia do Unii Europejskiej. Wszyscy o tym pisali i podsumowywali, ja też z tym się nosiłem, aż przypomniałem sobie, że 10 lat temu – nie!, ponad 11 lat temu – była w Tarace ankieta i dyskusja nt. „wejść czy nie wchodzić”, którą potem usunąłem, nie chcąc Taraki za bardzo upolityczniać. Znalazłem na dnie dysku tamte strony... – i oto zamieszczam swoje podsumowanie tamtej ankieto-dyskusji.

Czytając tamte wypowiedzi sprzed 11 lat mam wrażenie, że mało się zmieniło. Tyle, że czujemy się mniej bezpieczni niż wtedy.

(Zachowałem skład czyli layout tamtej strony sprzed 11 lat: tekst jest "Timesem", tło ciemniejsze niż teraz. Nazwiska współautorów okroiłem do inicjałów, bo a nuż zmienili poglądy, albo z innych powodów nie chcą być wymieniani.)



Wojciech Jóźwiak
Podsumowanie i komentarze

Podsumowanie wypowiedzi


Kiedy na początku marca zaproponowałem dyskusję w "Tarace" nad tym, czy wejść do Unii czy raczej nie wchodzić, nie spodziewałem się - wśród nadesłanych wypowiedzi - aż takiej jednomyślności. Nie, jednomyślność nie polega na tym, że wszyscy chcą do Unii albo wszyscy nie chcą - tu zgody nie ma, głosy są podzielone. Zgoda panuje co do innej kwestii: że oto Polska jest już właściwie stracona, że zło osiągnęło taki poziom nasycenia, iż sami nic już nie zdziałamy, że stan rzeczy w Polsce jest niereformowalny i jedyna nadzieja w tym, że "oni", tym razem ci z Zachodu, do nas przyjdą (wejdą?) i zrobią porządek. Jeśli 13 dyskutantów "Taraki" dobrze wyraża nastroje w Polsce na dwa miesiące przez referendum europejskim, to znaczy to, że jesteśmy narodem frustratów i desperatów, którzy stracili nadzieję i jeśli na coś jeszcze liczą, to tylko na zewnętrzną wolę i siłę, która u nas i z nami może cokolwiek zrobić, być może - nieśmiało na to liczymy - na lepsze.

Przyjrzyjmy się eurotarakowym głosom po kolei. JW patrzy na Unię i akcesję do niej tak jak gnostyk patrzy na świat doczesny - który jest (dlań) beznadziejnie skażony upadkiem i tak niepomiernie oddalony od ideału (boskiego dobra u gnostyków, samorządu wolnych obywateli u JW), że wobec nieskończoności panującej lichoty różnice miedzy obecną pseudoniepodległością Polski z jednej strony a rozpuszczeniem się w europejskim molochu z drugiej strony wydają się mało istotne. Wniosek jaki wyciąga, brzmi: wejść, nie wejść? - Ostatecznie, można się trochę potargować o tę tak niską stawkę.

ŁŁ cieszy się na przyjście Unii, ale ma szczególne wyobrażenie o Polakach. W przyszłej zjednoczonej Europie przewiduje dla nich miejsce na dole, wśród "nianiek, dziwek i cwaniaków". Więcej, widzi w nich nowych barbarzyńców, którzy "dojdą do Atlantyku" i zerodują europejski gmach z jego sztywnymi-sztucznymi prawami oddalającymi ludzi od "boskiego absolutu", jak pisał Gurdżijew. Więc jednak ŁŁ nie tak bardzo lubi tę Europę, skoro widzi już jej kres, a Polaków jako tych, którzy przyniosą jej ten "karnawał", który ją zmiecie.

BW za porządkiem relacjonuje sytuację w Polsce: jesteśmy społeczeństwem zatomizowanym i odwykłym od obywatelskich zasad, sami jesteśmy winni plagom, które na nas spadły... Jakie widzi wyjście? Wspomina o cudzie! Jeden taki cud się już zdarzył, upadł Związek Sowiecki. Może zdarzy się cud drugi? Może tym cudem będzie wejście do Unii, które nas odmieni?

RP twierdzi, że zjednoczenie Europy i wejście do niej Polski "nie ma żadnych odniesień do przeszłości" - a więc ta sytuacja jest całkowicie nowa i kierowanie się historycznymi podobieństwami do niczego nie prowadzi. O Polsce wypowiada się tak, iż czyni to wrażenie, jakby kraj nad Wisłą składał się wyłącznie ze "śladów przeszłości" (nepotyzm, korupcja, brak swobód, traktowanie człowieka jak rzecz). Wizja europejskiego przeobrażenia się, którą, jak się zdaje, ma Autor przed oczami, jest porównywalna z tą, którą mieli dawni socjaliści, ci, co śpiewali: "przeszłości ślad dłoń nasza zmiata". Oto (zdaje się zapowiadać Autor) rośnie nowa jakość, nowa cywilizacja, która jest urzeczywistnieniem "nieświadomej wizji kolektywnej". Mocno powiedziane! W języku psychologii głębi Junga (do którego nawiązuje RP) owe "treści kolektywnej nieświadomości" odpowiadają niemalże bóstwom... bo są to siły stojące ponad człowiekiem i jego świadomością. Powiedzieć w języku Junga "Unia to realizacja nieświadomej wizji kolektywnej", to tak, jakby w bardziej znanym kodzie powiedziało się "Bóg tak chce". Skoro zaś wyroki nieba są po stronie Unii Europejskiej, to Polakowi nie pozostaje nic, jak tylko wejść do niej i się z nią utożsamić.

Wypowiedź AG składa się w dużej części z obserwacji Polaków, takich, jakimi głównie widzą ich Niemcy i na ich podstawie wyrabiają sobie opinię o nas - czyli gastarbajterów na czarno - i mieszkańców zdewastowanych miasteczek na Ziemiach Zachodnich. Kogo widzą? - Abnegatów i leni (w Polsce), brudasów i cwaniaczków (w Niemczech) i nieuków nie znających języków (na granicy). Wejście do Unii jawi się jako jedyna nadzieja na jakie-takie ucywilizowanie tej populacji, ale... nieprędko. "Unia nie jest dla naszego pokolenia. Unia jest raczej dla naszych dzieci i wnuków" - pisze AG.

Zgadza się to z opinią PJ, który wierzy, że w Polsce będzie kiedyś lepiej, ale to wymaga kilkudziesięciu lat i "wymarcia kilku pokoleń". Cóż, skażenie, którym jesteśmy tknięci, jest widocznie trudne do wyplenienia. Musimy powymierać, niby na pustyni te izraelskie pokolenia, które Mojżesz prowadził do Ziemi Obiecanej.

WS nie widzi łagodnych rozwiązań. "Polsce potrzebna jest światła dyktatura, która doprowadzi do nazwania białego białym a czarnego czarnym i która rozliczy przeszłość, a całą sejmowa hałastrę chwyci za ryj." I dodaje: "Naszemu społeczeństwu wolność w tej chwili jest niepotrzebna." Opinia ta wygląda jak zwierciadlane odbicie poglądów tych, którzy nie wierząc w "moc sprawczą" polskiego społeczeństwa jedyny ratunek widzą w podporządkowaniu się Unii. ("Póki nie wydorośleje lub nie urodzi się [nowa] klasa polityczna w Polsce, to naprawdę byłoby cudownie być zarządzanym z Brukseli" - pisze RP.) Przywoływanie "światłej dyktatury", jak się domyślam, kogoś w rodzaju gen. Pinocheta, wynika z podobnego rozpoznania rzeczywistości, co - u innych Autorów - chęć poddania się Unii. I w jednym, i w drugim przypadku jest potrzeba idei, mądrości, woli i władzy, a skoro nie mamy własnej zdolności rządzenia się, to konieczny jest import tej zdolności - z zagranicy lub spoza normalnych rozwiązań politycznych. Czyli: albo rządy obcych, albo własny stan wyjątkowy.

Kolejni Autorzy nie różnią się w swoich ocenach. AW podkreśla nasz brak doświadczenia w międzynarodowej gospodarczej konkurencji. WSz kreśli obraz Polski jako dziada, stojącego przed pańskimi drzwiami z tobołkiem. "A w tobołkach: słabe państwo ... zacofana ... gospodarka, ... molochy post-socjalistyczne ... przynoszące same straty, rolnictwo ... na skraju opłacalności, ... bezrobocie." WSy dodaje: "Jesteśmy społeczeństwem zdemoralizowanym".

MM, którego wypowiedź (w chwili gdy to piszę, 20 marca [2003]) zamyka listę, przedstawia myślenie uderzająco podobne do (pierwszego) JW: oto jest aż tak źle, że nie ma najmniejszego sensu mówić nawet o jakimś wspólnym ratowaniu się - to tylko jednostki, mianowicie najobrotniejsi i mający talent przystosowywania się do każdych warunkow, tacy, co to sobie dadzą radę "i w Unii, i na Białorusi", mogą jeszcze ratować się osobno.


Polemiki i sprostowania


Działa kilka stereotypów myślowych, powtarzających się w oficjalnej europropagandzie, i niektóre można spotkać też w nadesłanych wypowiedziach.

"Zawsze byliśmy w Europie". Hasło to powtarzają zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy Wejścia, obie strony jednak z przeciwstawnymi intencjami. Ci pierwsi rozumieją to tak, że przez Wejście wrócimy formalnie do Europy, do której faktycznie - kulturowo, od Chrztu Mieszka (jaki on tam Mieszko? Był Mieżka, czyli Ślepak) - należymy. Przeciwnicy Unii, przeciwnie, to samo hasło rozumieją tak, że skoro zawsze byliśmy w Europie, to i dziś w niej jesteśmy i specjalnie wchodzić nie musimy. Owo "zawsze byliśmy w Europie" rozumie się oczywiście tak, że "zawsze" (ściślej: od X wieku) w większości mieszkańcy Polski wyznawali chrześcijaństwo obrządku rzymskiego, uczyli się (do niedawna) łaciny, przejęli rzymską tradycję prawa i pisali pismem łacińskim, przez co odróżniali się zarówno od "Greków"-prawosławnych jak i od mahometan. Tymczasem to niby oczywiste stwierdzenie wcale nie musi być prawdziwe! Nie całkiem "zawsze byliśmy w Europie". Przez kilka wieków Polska różniła się od zarówno Zachodniej, jak i Wschodniej Europy swoim ustrojem politycznym. W czasach, kiedy i na Zachodzie i na Wschodzie moskiewskim zaprowadzano absolutyzm, u nas istniała, jako nasz rodzimy wynalazek, Rzeczpospolita - republika i demokracja, w swoim kształcie i ideałach bliska temu, do czego dziś tęsknią anarchiści. Przez wieki XVI, XVII, XVIII pod względem ustroju politycznego tworzyliśmy na mapie Europy plamę zupełnie innego koloru niż Zachód! (I niż Wschód.) /.../ Te trzy wieki, wraz z dwoma poprzednimi, podczas których niesforna szlachta późniejszą Rzeczpospolitą krok po kroku przygotowała, nie minęły bez śladu, chociaż od Konstytucji Majowej 1791 (a raczej majowego zamachu stanu) i od Konfederacji Targowickiej istniały silne nurty w Polsce zmierzające do tego, aby tego dziedzictwa się wyprzeć. Rzeczpospolita była próbą stworzenia - w geograficznej i kulturowej (post-rzymskiej) Europie alternatywnej cywilizacji; może jedyną podobną próbą była dawna Irlandia, ta która istniała od św. Patryka do podbojów normańskich w IX-X wieku. Nasza próba w końcu upadła, ale to nie powód, aby o niej zapominać. Dodam jeszcze, iż mam wrażenie, że ci, którzy w tamtej Rzeczypospolitej, opartej na Unii Polski i Litwy, widzą prekursora dzisiejszej UE, nic z naszej historii nie rozumieją. Tam (w Rzeczypospolitej) był duch wolności i odpowiedzialności, tu (w UE) jest duch przymusu, opresji i biurokratycznego reżimu.

"Unia Europejska nam da". Pieniądze, fundusze "strukturalne" i "pomocowe", dopłaci rolnikom do ich krów i zboża, zbuduje autostrady, których my sami od 50 lat nie możemy. Po pierwsze, być może wcale nie da, bo niedługo się okaże, że nie ma ich dla siebie. Po drugie, da, ale z tego, co sami wpłacimy, zabrane nam przez naszych polskich poborców podatkowych. Po trzecie, wprawdzie da naszym urzędnikom, ale wcześniej zabierze nam, obywatelom. Po czwarte, darowane, tak samo jak kradzione, nie tuczy, a rozdawanie pieniędzy przez urzędników działa na organizm społeczno-gospodarczy jak kokaina na organizm fizyczny: na krótką metę pobudza, na dłuższą uzależnia, wyniszcza i rujnuje - przez to, że niszczy faktyczne, bezpośrednie związki wymiany pomiędzy ludźmi. Po piąte, rozdawanie pieniędzy hoduje u ludzi mentalność żebraków.

"W Unii Europejskiej uwolnimy się od korupcji". Na to Andrzej Nowak, redaktor naczelny pisma "Arcana" powiedział (w telewizji Puls), że nie bardzo widzi, jakby np. prezydent Chirac miał nam pomóc walczyć z korupcją, skoro sam jest nielicho umaczany w afery. "W Unii zwiększy się bezpieczeństwo publiczne". Jak? - skoro to właśnie od państw Unii przejęliśmy skasowanie kary śmierci i praktykę "wychowywania" zbrodniarzy, zamiast ich karać i zmuszać do odszkodowań dla ich ofiar? "Unia da nam pracę, zwłaszcza ludziom młodym". Równie dobrze kraje zachodniej Europy podziałają na nas jak odkurzacz, wysysający ludzi do siebie, tak jak zachodnie landy Niemiec wyssały byłe NRD.

"Poza Unią nie będziemy mieli rozwoju gospodarczego, bo nie przypłyną do nas kapitały." Właściciele kapitału nie kierują go tam, gdzie jest większy stopień zjednoczenia państw, lecz tam, gdzie są korzystniejsze dla niego prawa. Jeśliby u nas wprowadzić niskie podatki i przejrzyste prawa własności, uściślić tajemnicę bankową, ukrócić przywileje związków zawodowych, gdyby, mówiąc krótko, zaprowadzić u nas raj inwestycyjny, to właściciele kapitału inwestowaliby swoje pieniądze u nas, nie w Unii.


Do rzeczy, które we wszelkich rachunkach na rzecz "wejść" lub "nie wchodzić" należy wziąć pod uwagę, dodam jeszcze przynajmniej trzy:

Z Unii Europejskiej nie można wystąpić, a przynajmniej jest to technicznie, praktycznie nie do zrobienia. A to dlatego, że Unia nie jest organizacją międzynarodową, nie ma - rzec można - "międzynarodowej osobowości prawnej". Aktu akcesji nie będziemy podpisywać z "Unią Europejską", tylko z 15 poszczególnymi państwami wymienionymi "z imienia". I gdyby w przyszłości taka była wola naszego Narodu, Parlamentu i Rządu, żeby z Unii wystąpić, to musielibyśmy opuszczenie Unii znów od początku wynegocjować z każdym z tych krajów z osobna.

Unia potwierdza, wyznaje i realizuje w praktyce socjalistyczną zasadę, iż "każdy ma prawo do cudzej własności", czyli zabiera jednym i rozdaje drugim. Dopłaty dla rolników są najlepiej znanym przykładem.

W postaci Unii Europejskiej stworzono najbardziej zawiły i niejasny system władzy, jaki kiedykolwiek istniał. Czy ktokolwiek wie, jakie kompetencje mają poszczególne Wysokie Urzędy w Brukseli i Sztrasburgu? Wydaje mi się, że sami komisarze nie są całkiem pewni, za co odpowiadają. Kto tym wielotysięcznym bajzlem rządzi? Z czyjego upoważnienia? Gdzie jest w tym systemie źródło władzy? Będę (naprawdę!) wdzięczny za (zwięzłe) odpowiedzi. (Symboliczne było owo piętnaście kilo papieru, które w telewizji pokazał Oleksy, mówiąc, że to ten traktat akcesyjny z Kopenhagi.)


Wyliczam tu rzeczy, które w większości są dobrze znane. Dlatego nie dziwię się, że ci z Autorów wypowiadających się w "Eurotarace", którzy postanowili głosować "za", uczynili to (w większości) raczej mało chętnie. Fakt, wybór wejść-albo-nie-wejść nosi wszelkie cechy wyboru troszeczkę mniejszego zła.


Zło większe polega na tym, że Polska, jeśli wejdzie w skład Unii Europejskiej na mocy tegorocznego referendum, uczyni to w niefortunnym momencie. To tak, jakby ktoś szedł do ślubu będąc w niewyleczonej depresji, z wewnętrznym odczuciem, że - niezależnie od ślubu - jest to czarny dzień w jego życiu. Polacy wchodzą do Unii sfrustrowani, z poczuciem, że ich oszukano, że nie sprawdzili się, zawiedli w historycznym wyzwaniu, że są gorsi, zacofani, dziedzicznie skażeni, niezdolni do tego, żeby spośród samych siebie wykrzesać wolę konieczną do reform. Inteligenci (których przykładem są Autorzy Eurotaraki) potrafią to nazwać i wypowiedzieć, ale u ludności mniej piśmiennej i mniej abstrakcyjnie myślącej uczucia te przeleją się w niechęć do obcych, w poczucie krzywdy, w zamiłowanie do wandalizmu i w brak szacunku dla prawa. Kompleks polski będzie trwał, a podsycana przez oficjalne media świadomość, że jest się żebrakiem i że "ONYM" się wszystko zawdzięcza, nie będzie sprzyjała staniu się normalnymi obywatelami Europy. Polak będzie nienawidził Europejczyków tak samo, jak dziś Niemiec nienawidzi Amerykanów za to, że ci kiedyś pobili jego przodków, lub - jak sami to nazywają - wyzwolili ich. Gorszemu trudno być wdzięcznym.

Dodam jeszcze, iż wiele wskazuje, że obecna depresja gospodarcza i polityczna nie jest przypadkiem, lecz jest pierwszym skutkiem trwającego od dawna procesu przyłączania Polski do Unii. Rozwiązania prawne i gospodarcze, które TAM się sprawdzają, u nas mogą działać odwrotnie.


Co będzie?


Być może, pod wpływem zmieniających się napięć politycznych w świecie Unia Europejska się rozleci, tak jak już (w praktyce) rozleciało się NATO i poważnie obsunęła się ONZ wraz z jej radą Bezpieczeństwa.

Być może taką już mamy karmę, że kiedy do Unii wejdziemy, to jakaś zła (a może dobra?) wróżka historii (Nietzsche by powiedział: Kirke historii, ta co zamieniła ludzi Odyseusza w świnie) zamieni Unię w coś całkiem innego. Tak jak to niedawno stało się z NATO: mieliśmy zamiar wstąpić do układu obronnego gwarantującego bezpieczeństwo na zasadzie "wszyscy za jednego", tymczasem w ciągu kilku lat znaleźliśmy się w luźnym i niezobowiązującym politycznym klubie dyskusyjnym. Chociaż z NATO nie ubyło chyba ani jednej dywizji. Ten los Unii wydaje mi się bardzo prawdopodobny. Skończy się łatwa kasa, Unia zacznie chytrzyć...

Mający zamiar głosować na "TAK" mają wielką przewagę nad tymi na "NIE" - wg mnie jak 75:25. Jest wysoce prawdopodobne, że Polska jednak do UE wejdzie. Jest też prawdopodobne, że chociaż Unia będzie zmieniać się, to w kierunku, który wcale nie będzie dla "sprawy polskiej" sprzyjający. Co pozostanie do zrobienia zwolennikom naszej wolności, niepodległości i oryginalnej drogi rozwojowej? Pracować nad TYM dalej, tyle że mając - w Unii - 25% procent tych możliwości, które były (i jeszcze w jakimś stopniu są) w Polsce Przedakcesyjnej.


Wątki nierozwinięte


AW zauważył, że jednoczenie się jest źródłem, miejscem, punktem przyłożenia Mocy. Warto rozwinąć ten temat, stanowiący logiczne połączenie pomiędzy polityką a szamanizmem i pracą z energiami.

RP wie (ale nie pisze skąd) o podświadomych tendencjach zjednoczeniowych u Europejczyków. Też by warto dowiedzieć się o tym czegoś więcej.


Wojciech Jóźwiak
jozwiak@hbz.com.pl
20 marca 2003



Auto-promo Taraki 3: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogach Auto-promo 2 i Auto-promo.



« Pierwszy Maja, święto Pogan i Szamanów! Szamani i ich anteny »

komentarze

1. Bardzo lubię • autor: Manna2014-05-08 11:46:30

takie "przypominanki". Dzięki!
Spieszę się dziś trochę i przeczytałam trochę "po łebkach" ale coś zwróciło moją uwagę.
Gdyby nasz Naród był pojedynczą osobą, gdyby przyszedł do terapeuty (no, choćby do mnie: )) i zaprezentował taki zestaw opinii na swój temat, spytałabym: "dlaczego właściwie aż tak źle o sobie myślisz Drogi Narodzie? Służy Ci to jakkolwiek? Do czego Ci to potrzebne?"

[foto]

2. Naród polski do terapeuty! • autor: Wojciech Jóźwiak2014-05-08 13:52:12

--- Znakomite hasło!

Kiedy czytałem ciurkiem tamte wypowiedzi kilkunastu autorów z 2003 roku i swoje podsumowanie do nich, miałem wrażenie, że piszą to ludzie w depresji. Ta depresja przez te 11 lat w tym 10 lat w Unii, nie zelżała, a po smoleńskim roku 2010 jeszcze się pogłębiła.

Faktycznie, potrzebny jest rozległy program terapeutyczny! Dla Narodu, tak, ale od kogoś trzeba zacząć. To kto jest chętny na pierwszy ogień?

3. Ludzie się • autor: Manna2014-05-08 14:55:46

terapeutów boją, bo się zaraz czują "naznaczeni". Więc z hasłami ostrożnie trzeba: ))

Po takich doświadczeniach jakie Naród miał przez ostatnie 250 lat depresja może być  w sumie całkiem uzasadnioną (i wewnętrznie chroniącą) reakcją. Pamiętam też, że któryś z tych "dużych" światowych psychologów (chyba Zimbardo ale na sto procent nie pamietam) mówił kilka lat temu w wywiadzie po przyjeździe do Polski, że odbiera nas jako doświadczających  zespołu stresu pourazowego, który potrafi przejść w fazę, opisywana przez ICD jako jednostka kliniczna: Trwała zmiana osobowości po katastrofach (po przeżyciu sytuacji ekstremalnej)).

Tak myślę, że ciągła manipulacja na różnych poziomach, jakiej jesteśmy poddawani bardzo utrudnia budowanie zdrowego poczucia własnej wartości. Choć ja te nasze nieustające polskie kłotnie widzę jako element tego procesu: ludzie chcą, żeby ich zdanie wreszcie okazalo się ważne i bronią go,  często bez opamietania: )), nie zauważając nikogo oprócz siebie.

Teraz przyszło mi do głowy pytanie: czy w Polsce jest więcej czy mniej terapeutów/coachów w porównaniu do krajów o mniej dotkliwej historii (a w każdym razie trwających jako państwa, bez tej rozbiorowej - jak u nas - komponenty). Na razi nie mam pomysłu jak to sprawdzić. 


4. żółte papiery • autor: Nierozpoznany#66342014-05-09 09:21:18

Ja bym postawił Polakom diagnozę: psychoza histeryczna z elementami zespołu Gansera (licząc to ostatnie jako kompleks pańszczyźnianej tożsamości na gruncie urojeń wielkościowych i prześladowczych). Gdyby zaś przyjąć Dzień Świra jako wykładnię wzoru neurotyzmu, to do jego narodowego charakteru należy przypisać bardziej borderline niż nerwicę; wystarczy jednak najmniejszy element z naszego instrumentarium wyobraźni(szczególnie historyczno - politycznej), a już mamy samą królową czyli schizofrenię(z dominującym obrazem ksobnym - wystarczy spojrzeć na portal "niezależna.pl"). Co prawda Freud uważał początkowo schizofrenię za dosyć proste zaburzenie wynikające z wyparcia tendencji homoseksualnych i choć tłumaczy to mniejszościowy stosunek do takich artystycznych projektów jak tęcza, to wiemy już dzisiaj, iż podobna redukcja jest równie nietrafna na gruncie psychologii, jak i bogactwa psychopatologii życia codziennego Polaka. Tym bardziej, że zbiorowa nerwica eklezjalna już dawno poszybowała w przestrzeń równą co najmniej najśmielszym wglądom buddyjskich medytacji.

Stąd też terapię uważam dla Polaka jako niezbędny, dominujący i konieczny element w jego życiu. Ale nie jest też tajemnicą, że będąc chętny na pierwszy ogień wciąż i niezmiennie zaliczam się wyłącznie do grona do wariatów...     
[foto]

5. Niezależna.pl • autor: Wojciech Jóźwiak2014-05-09 09:48:41

Dzięki, Diwradzie, za przypomnienie Niezależnej.pl. Warto czytać!
I czy np. tekst "Iwan Czerniachowski prezydentem Polski" uważasz za "schizofreniczny"? Jeśli tak, to dlaczego? Jeśli nie to wskaż proszę jakiś inny tekst, który uważasz za taki.
[foto]

6. Rosja to "kościół" • autor: Bogdan Zawadzki2014-05-09 10:35:44

dobrym uzupełnieniem, tekstu podpowiedzianego przez Wojtka może być wywiad z Alainem Besançonem

tutaj: http://www.nowakonfederacja.pl/cyryl-putin-i-ich-metody/

p.s.

jeżeli już miałbym komuś zaproponować terapię na "psychozę" o której pisze diwrad to na pewno nie Polakom.

Paradoksalnie, z nami jest wszystko w porządku,...no może prawie wszystko, natomiast problemem jest to, że niektórzy z nas dali sobie wmówić pewne rzeczy ...

[foto]

7. Nie psychoza tylko depresja • autor: Wojciech Jóźwiak2014-05-09 10:47:07

Racja! Bo Polaków (w tym nas, autorów Taraki) męczy wcale nie psychoza narodowa, tylko narodowa depresja.

8. Z dziennikarstwa wyniosłem... • autor: Nierozpoznany#66342014-05-09 11:48:07

Z dziennikarstwa wyniosłem zgubne dla siebie przyzwyczajenie, że warto czytać wszystko, więc wciąż jeszcze, wzorem najlepszego wampira informacyjnego, kultywuję prasówki bez pominięć. Z czasem doszedłem do wniosku, że to jest jednak bardzo wyczerpujący nawyk, bo mocno toksyczny dla świadomości. Przypominam sobie opowieść jakiegoś dominikanina, który opisywał samotną matkę podczas weekendowych odwiedzin po kilku miesiącach nieobecności. Matka słuchała Radia Maryja i jej syn dominikanin nie mógł jej rozpoznać po kilku miesiącach... Ziała nienawiścią do partii, Żydów etc.

Całokształt niezależnej uważam za głęboko "schizofreniczny". W każdym z artykułów jest zawarty ten sam obraz, który ogólnie można ująć w ramach nieprzerwanej i postępującej eksterminacji. Zagłady narodu, ojczyzny, tradycji, kultury, wartości, religii itd. Te ośrodki anihilacji narodu nie są całkowicie abstrakcyjne i anonimowe, lecz solidnie umocowane na bazie resentymentu i światopoglądowo jasno zdefiniowane. To nic, że wszystko krąży w przestrzeni schorowanej wyobraźni na sterydach, bo i tak jest zakorzenione w esencji samej "polskości". Nie ma też dla tej opcji żadnej alternatywy, nie jest to też obraz w najmniejszym stopniu złożony, niuansowany komplikacją, która naturalną konsekwencją wynikającą z obszaru wiedzy - nie, obraz jest prosty, czarno - biały, nawet nie gnostycki czy manichejski. Ot, po prostu chamówa ostrych cięć siekierą. Wszyscy zgromadzeni na portalu (i nie tylko tym, lecz wszystkich podobnych mediów o niedorzecznej i goebbelsowskiej definicji "mediów tożsamościowych - jasno zdefiniowanych przez Karnowskiego w roli i celach) tkwią w głębokich okopach walki o niepodległość, suwerenność, ocalenie itp(i nie są to bynajmniej "felietonowe metafory"!). Wszyscy są w jakiś magiczny sposób wciąż prześladowani, rugowani, spychani, eliminowani ("Nie zabijajcie nas"), skazani na ciągłą porażkę w matni zbrodniczego reżimu, permanentnej zdrady narodowej, patologiach układów itp. Walczą o Polskę, którą niosą na sztandarach, jedyną i prawdziwą Polskę, ale giną na barykadach, niezmiennie ponoszą tylko jedną wielką Ofiarę na ołtarzu straszliwie zdruzgotanej Ojczyzny. Itd. Itp. A teraz tylko drobny przykład z artykułu Lisiewicza:

"Paweł Wroński to jeden z kilku publicystów, którzy zawsze zabierają głos, gdy w

9. schizy potoczne • autor: Nierozpoznany#66342014-05-09 11:49:26

"Paweł Wroński to jeden z kilku publicystów, którzy zawsze zabierają głos, gdy w  Polsce dzieją się rzeczy ważne z punktu widzenia rosyjskiej ambasady. Nie, wcale nie zawsze wyrażają uwielbienie dla Moskwy. Nie głoszą go szczególnie wtedy, gdy byłoby to kontrskuteczne z punktu widzenia rosyjskich interesów. Zawsze natomiast prezentują stanowisko, które jest na danym etapie z punktu widzenia interesów Rosji najbardziej przydatne."

Ja rozumiem, że każdy ma prawo do swojej opinii i wolności jej wyrażania, ale co wspólnego mają te zdania z Wrońskim jako dziennikarzem i samym dziennikarstwem? No chyba nie warto tutaj rozwodzić się nad oczywistościami, które wynikają z powyższych sformułowań, czyli ośrodka ruskiej agentury na Czerskiej i dziennikarzy w roli sowieckich sługusów. Zresztą Czerska jest głównym ośrodkiem Zła we wszystkich tekstach na "niezależnej.pl". To nie są dziennikarze pracujący w redakcji jednej z gazet, to etatowi, chytrzy i podstępni manipulatorzy, którzy od samego początku umocowują wrogą Polsce i Polakom postsowiecką dyktaturę twardego reżimu, który wykrwawia Ojczyznę i tylko do tego jest zdolny, bo z takich korz

10. cd. • autor: Nierozpoznany#66342014-05-09 11:52:44


 To nie są dziennikarze pracujący w redakcji jednej z gazet, to etatowi, chytrzy i podstępni manipulatorzy, którzy od samego początku umocowują wrogą Polsce i Polakom postsowiecką dyktaturę twardego reżimu, który wykrwawia Ojczyznę i tylko do tego jest zdolny, bo z takich korzeni wyrasta - Wszechmocnego Zła Wiecznego Komunizmu. Dziennikarze Wyborczej nie piszą artykułów, nie zawierają zdania, opinii, poglądów, nie komentują rzeczywistości, bo oni konstytuują nie - Polskę. Można ich przypisać wyłącznie do organizacyjnej funkcji prasy. Na każdym kroku zakłamują historię, manipulują faktami, niszczą tkankę narodu i życie ludzi. W imię swoje zbrodniczej ideologii. Są tylko częścią potężnego kompleksu medialnego, siły na użytek władzy eksterminującej Polaków  - nie sposób zliczyć tych pism i gazet, które codziennie kreują obraz użytecznej propagandy. W tym miażdżącym Polskę molochu nie ma miejsca dla patriotów kochających Polskę, Polskę jaką jest w Istocie. I całkowitym nawiasem tutaj jest to, że ta Polska równa się akurat PiS - owi, jak dziecko Sakiewicza podawane do chrztu księdzu przez jego ojca chrzestnego - Antoniego Macierewicza (całkiem dosłownie). Demokracja liberalna, debata, pluralizm istnieją tutaj w postaci tęczy, tylko ta tęcza musi mieć kolor biało czerwony. Służy jej wszystko. Cała, wyjątkowo pogłębiona w czarno białym tudzież biało czerwonym namyśle refleksja historiozoficzna. Człowiek i Polak ma w niej miejsce jako rysuneczek w narodowym komiksie Sienkiewicza, a "Gombrowiczem" zajmuje się Giertych w randze ministra...

Mogę sięgnąć do dowolnego artykułu z "niezależnej.pl", lub np. "wpolityce", by zdanie po zdaniu zanalizować punkt po punkcie obraz najczęściej ordynarnej manipulacji (zdjęcie Tuska z Putinem!) manipulacji, na temat której wykłada się na dziennikarstwie nie tylko w kontekście etyki zawodu. Portal "wpolityce" jest wręcz śmieszny w siermiężnej wersji peerelowskiej propagandy pryszczatych przeszczepionej na gr

11. ... • autor: Nierozpoznany#66342014-05-09 11:53:59

 Portal "wpolityce" jest wręcz śmieszny w siermiężnej wersji peerelowskiej propagandy pryszczatych przeszczepionej na grunt patriotów z mediów tożsamościowych okolic rocznika 77! Ale najsmutniejsze jest w tym to, że nie jest to wyłącznie światopogląd tych ludzi, mniej lub bardziej poroniony kształt pozbawionych sensu opinii z podziemia własnej wyobraźni, lecz ich umysłowość zatopiona w para religijnym obszarze jakiegoś wynaturzonego "urojenia". Z nimi jest dokładnie tak samo, jak z prezesem Kaczyńskim. Możemy go spokojnie słuchać bez najmniejszych uprzedzeń, ważyć rację, argumenty i polemizować, lecz w rezultacie musimy skonstatować, że stoimy oto na z góry straconej pozycji. Bo w pewnej chwili przestają mieć znaczenie racje, a pojawia się demon. I nie dyskutujemy już o przyczynach katastrofy smoleńskiej, tylko mierzymy się z ponowieniem ofiary Katynia w narodowym micie na rzecz odrodzenia Polski... A jakiekolwiek praktyczne postulaty pragmatycznych reform nikną w konieczności oczyszczenia, uzdrowienia Ojczyzny i Narodu w jakiejś politycznej utopii na gruncie szczątków mesjanizmu, martyrologii, tożsamościowych urojeń i w powiewających ornatach biskupów, którzy oddają hołd poległym na służbie niebiańskiej Ojczyzny...  

12. Diagnozy • autor: Manna2014-05-10 00:04:41

to jednak tylko etykietki - często bardziej coś zamykają niż otwierają. W opiniach, od których zaczęła się ta rozmowa charakterystyczne było niepochlebne myślenie o Polakach. Dla mnie najciekawsze jest po co to nam potrzebne i co dzięki temu jest możliwe, a co nie.

13. Dorzucam • autor: Manna2014-06-21 15:33:43

komentarz pod tekstem sprzed kilku tygodni, bo bardzo a propos.
Rozmawialam wczoraj wieczorem ze znajomymi o tym - przeze mnie jako hipoteza ulubionym - polskim syndromie stresu pourazowego. I w nocy przyśnił mi sie sen:

W stowarzyszeniu dziennikarzy na Foksal wystawialiśmy "Dziady" Mickiewicza. We snie było wiadomo, ze robimy to już drugi raz, pierwszy był wiele lat wcześniej. Wszyscy obecni na Foksal mieli przypięte do ubrań biało-czarne kokardki.
Czegoś mi jeszcze do wystawienia tych "Dziadów" brakowało i musiałam gdzieś po to pojechać. Ale zabrakło mi papierosów, wróciłam więc na Foksal, zaczęłam wchodzić po schodach. Za mną, trzymając mnie za rękę wchodził Tusk - nie w garniturze, jak go zwykle widzimy w tv tylko w koszuli, bez marynarki - i mówił, że ma dla mnie te papierosy.  Ale wzięłam je od jakiegoś kolegi-dziennikarza, który też powiedział, że je ma.

Najbardziej poruszyły mnie te biało-czarne kokardki. Wyglądały prawie tak jak biało-czerwone, które czasem przypina się na jakichś uroczystościach (ja ostatnio głownie na po-smoleńskich miesięcznicach). Tylko zamiast koloru czerwonego był czarny.
Jak z tym już rano, po mindellowsku popracowałam, usłyszałam "od tej czarno-białej" kokardki, że nie trzeba już przelewać krwi (dlatego nie ma czerwonego), tylko trzeba przelewać żal i żałobę (dlatego czarny).
No i siedzę teraz z wizją narodu naznaczonego żalem i żałobą.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)