zdjęcie Autora

29 stycznia 2012

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Ateny, Jerozolima, Ganges (odcinków: 24)

Ewolucyjna Jerozolima według Sheldrake'a


« Gnostycy i fenomenolodzy Miękka religia »

Rok temu z hakiem (24 listopada 2010) przerwałem pisanie serialu-bloga pt. „Ateny, Jerozolima, Ganges. Porównanie tych trzech dróg”. Wznawiam. Dlatego, że w książce „Naturalna łaska. Dialogi o nauce i duchowości” znalazłem pogląd Ruperta Sheldrake'a, który też, jak ja w tym blogu, zestawia Ateny z Jerozolimą, ale czyni to CAŁKIEM INACZEJ niż ja i niż ja byłem przyzwyczajony.

W wielkim skrócie, Sheldrake kojarzy Ateny z wizją świata wiecznego-niezmiennego, a Jerozolimę z obrazem ewolucji.

Sheldrake pisze o tym w rozdziale, który (dzięki uprzejmości Wydawnictwa Virgo) zamieściłem w Tarace: „Rezonans morficzny a rytuał”. Tutaj podam konieczne wypisy (uwydatnienia moje):

Jeden [z rozważanych] to /.../ paradygmat wieczności, idea, że nic w istocie się nie zmienia. Drugi to paradygmat ewolucji, idea, że wszystko się zmienia i rozwija w czasie. Paradygmat wieczności ma swe korzenie w myśli starożytnej Grecji i pochodzi z mistycznego wglądu w bezczasową rzeczywistość, znajdującą się poza zmieniającym się światem, którego doświadczamy. /.../ Paradygmat ten ukształtował od podstaw sposób myślenia w naukach przyrodniczych. Większość naukowców nadal przyjmuje za pewnik to, że Naturą rządzą niezmienne prawa. /.../

/.../ paradygmat /.../ ewolucji nie pochodzi z greckiej części naszego dziedzictwa kulturowego, lecz z żydowskiej. Jego podstawą jest metafora podróży, której pierwowzorem jest wędrówka ludu wybranego z Egiptu przez dzikie ostępy ku Ziemi Obiecanej. Podróż ta została rozszerzona do idei podróży wybrańców w czasie, której kulminacją ma być nadejście Mesjasza. /.../ wizja ta uległa sekularyzacji i powstała idea postępu na drodze rozwoju nauki i technologii. /.../ Przed upływem XVIII wieku filozofia postępu ludzkości była już szeroko rozpowszechniona. Ale Naturę nadal postrzegano jako statyczną. Dopiero w późnym okresie drugiej połowy XIX wieku Darwin sprawił, że idea ewolucji stała się naukowo wiarygodna. I dopiero w 1966 roku fizyka ostatecznie uznała kosmologię ewolucji wraz z teorią Wielkiego Wybuchu.

Dalej Sheldrake przedstawia stan obecnej nauki (science, czyli nauk przyrodniczych) jako stan rozdarcia: bo z jednej strony niewątpliwie wszystko we Wszechświecie ewoluuje i sam Wszechświat też, ale z drugiej strony prawa przyrody (fizyki) uważane są za jedyne możliwe i ze swej istoty niezmienne.

Sheldrake zaproponował (wymyślił?, wynalazł? - jak to nazwać?) inny pogląd na prawa przyrody: że nie są one niezmienną matrycą dla zjawisk Wszechświata, lecz skutkiem tego, że przyroda, także w swojej największej skali Wszechświata, nabrała pewnych nawyków i je sobie utrwaliła przez powtarzanie. Według Sheldrake'a natura byłaby czymś uczącym się przez powtarzanie. Natura byłaby ze swej istoty memetyczna! Pisałem o tym w „Morfo a memo”, 26 czerwca 2009. Sheldrake proponuje przewrót w myśleniu większy od Kopernika i Einsteina, i gdyby przewrót ten dawał nadzieję na powodzenie, skierowałby znaczną część dzisiejszej fizyki do kosza lub do rewizji. Wiele wyrafinowanych teorii i modeli okazałoby się matematycznym science-fiction. Może dlatego pośpiesznie postawiono Sheldrake'a na półkach z New Age, gdzie szanujący się naukowcy sięgają tylko dla jaj lub po pijaku. Ale też niewykluczone, że Sheldrake ulega złudzeniu.

Nas (tzn. mnie) interesuje jednak tutaj coś innego. Inne widzenie Aten i Jerozolimy, i różnic między nimi. Inne niż ja pisałem dotąd.

Moje dotychczasowe rozumienie było takie, że wątek ateński polega na zaufaniu do świata, który jest pewny i trwały, i kiedy się zaakceptuje reguły gry w nim (a myślenie ateńskie właśnie każe te reguły akceptować, nawet jeśli są przykre!), to nawet okazuje się w jakimś sensie bezpieczny. Wątek jerozolimski, przeciwnie, zasadza się na braku zaufania do świata, który jest nieobliczalny i niesamodzielny, zależny od kaprysów Boga i szatanów i niebezpiecznie zdradliwy, a wyznawcy tego wątku wyczekują, kiedy wreszcie ten świat się skończy i ewentualnie zostanie zastąpiony innym i (dla wybranych) lepszym. Prywatnie dodam, że dla mnie ten jerozolimski styl i pogląd jest umysłową chorobą, jednostką psychiatryczną.

Sheldrake przedstawia to inaczej: Ateny to model idealnej wieczności, Jerozolima to ewolucja.

Ateny model idealnej wieczności
Jerozolima ewolucja

Jest w tym dysonans poznawczy, i to ostry, krzyczący: bo przecież paradygmat ewolucji został wprowadzony (przez Darwina) do nauk przyrodniczych, które wywodzą się z nurtu Aten – i tylko stamtąd, bo nurt Jerozolimy historycznie żadnych nauk nie stworzył, przeciwnie, z maniacką tępotą je tępił. A kiedy już nauka o ewolucji – jerozolimska wg Sheldrake'a – została ukonstytuowana, chrześcijańskie kościoły (historycznie wywodzące się z Jerozolimy i wciąż do tego nurtu należące) zaczęły ją zwalczać, co niektóre - jak amerykańscy protestanci - do dziś ku pośmiewisku świata czynią, a inne, jak mądrzejszy KK, widząc, że ewolucja to po prostu fakt i prawda, wyuczyły się tę niewygodną i toksyczną dla siebie prawdę omijać.

Otóż Sheldrake nie ma racji. Nie widzę powodu, żeby ewolucjonizm wywodzić z biblijnego Exodusu. Ewolucja, inaczej niż Exodus, nie ma celu i nie jest drogą od-do, od „egipskiej niewoli” do „ziemi obiecanej”. Nie jest tranzycją – jest procesem bez wyraźnego początku i bez istotowego końca, gdyż ewentualny koniec (w przypadku ewolucji życia na Ziemi) będzie/byłby ledwie przypadkowy, w razie gdyby wybuchło Słońce lub w Ziemię uderzył asteroid.

Ewolucjonizm na pierwszy rzut oka wygląda na oryginalne dzieło nowożytnej Europy bez starożytnych precedensów. To, że został przyjęty przez wywodzącą się z Aten naukę, a odrzucony przez wywodzące się z Jerozolimy kościoły, wystarczająco wskazuje, że z tych dwóch bliższy jest nurtowi Ateńskiemu.

Warto jednak staranniej przyjrzeć się źródłom. Darwin był Brytyjczykiem i to, że ewolucjonizm wziął się z Wysp Brytyjskich, wynika, jak mi się wydaje, nie tylko z tej (banalnej dla naszego tematu) okoliczności, że Anglia ze Szkocją były wtedy – przez wieki XVII, XVIII i XIX – cywilizacyjną lokomotywą świata, a jeśli włączyć cały krąg anglojęzyczny, są nią do dziś. Ważniejsze i ciekawsze wydaje mi się coś innego. Oto przed Darwinem w biologii, pierwszymi ewolucjonistami byli brytyjscy geologowie, którzy sformułowali zasadę zasadę aktualizmu – radzę przeczytać choćby tę notkę w Wikipedii: „Zasada sformułowana została przez Jamesa Huttona (Theory of the Earth, 1795), a rozwinięta przez Charlesa Lyella. /.../ (bliskiego przyjaciela Darwina) [i dała] podstawy do sformułowania teorii ewolucji.”

I dalej w tejże notce czytamy coś, co jest najważniejsze:

Jednym z pierwszych dowodów tej koncepcji były przeprowadzone przez Huttona dokładne badania erozji w dolinach rzek oraz tworzenia się osadów u ich ujść /.../

Rzeki! Rzeka narzuca się jako metafora ewolucji. Płynie jak czas, a jednocześnie powoli i wytrwale w czasie zmienia się. Richard Dawkins jedną ze swoich książek zatytułował „Rzeka genów”. Pojęcie ewolucji jest jakoś intymnie spokrewnione z obrazem rzeki i zapewne mogło powstać tylko w umysłach ludzi zapatrzonych w rzeki i których byt w najszerszym sensie związany był z płynącą wodą. Żydzi byli narodem „suchym”, a ich stolica Jerozolima leży na suchej wyżynie. Grecy byli narodem morza, ale związki z rzekami też raczej mieli małe; w ich skalistej ojczyźnie rzeki są mało użyteczne i zdaje się wysychają latem. Brytyjczycy inaczej: czakrami ich cywilizacji były i są ujścia rzek – popatrz na mapę. Żyli nad rzekami i z ujść rzek wyruszali morzem w świat. To zżycie się z płynącą wodą było w ogóle tym, co różniło europejską Północ od Śródziemnomorza.

Ewolucja, której metaforyczną macierzą jest rzeka, wydaje się być oryginalnym wkładem Północnej Europy, Zielonej Europy. Podobnym jej oryginalnym wynalazkiem jest architektura gotycka, metaforycznie wyrastająca z obrazu lasu i bujającej roślinności. (Może nie być przypadkiem, że gotyk najdłużej „żył” w Anglii i tu już później „wybijał” np. jako styl prerafaelitów.)

Z drugiej strony mega-wyspy Starego Świata jest chiński taoizm zauroczony obrazem płynącej wody. Są japońscy mistrzowie zen, którzy mówiąc o oświeceniu, dziwnym trafem znajdują słowo „rzeka”: że wtedy „rzeka jest rzeką”. Jest Budda, który realizację osiągnął pod figowcem i nad rzeką. Jest święty Ganges, o którym każdy Hindus marzy, żeby w tej rzece-matce umrzeć.

Być może nie jest przypadkiem, że nowoczesna Europa zaczęła przyjmować idee z trzeciego nurtu, od Gangesu, kiedy sama wypracowała ideę ewolucji, która ostatecznie nie jest ani z Jerozolimy, ani z Aten.

Ateny, Jerozolima, Ganges: wstęp na końcu

Coś w naszym świecie zaczęło się (umownie mówiąc) w Atenach, coś w Jerozolimie i okolicach, coś - niedawno - przybyło znad Gangesu. Ciekawe jest prześledzić te trzy nici, jak trzy guny.


« Gnostycy i fenomenolodzy Miękka religia »

komentarze

1. Ewolucja i załamanie funkcji falowej • autor: Nierozpoznany#5352012-01-30 11:41:13

Czy nie jest tak, że ateński opis pasuje do świata funkcji falowej, która się jerozolimsko załamuje (jest to dla nas proces nieodwracalny, losowy..). Zupełnie jakby prostopadle do świata funkcji falowej szedł jakiś proces generujący owo załamanie. Proces taki może być niezwykle prosty, ale tworzący nieredukowalny obliczeniowo poziom skomplikowania: kojarzy mi się to z A New Kind of Science. Proces załamujący funkcję falową podlegałby ewolucji, a my obserwujemy jedynie niezrozumiałą losowość mechaniki kwantowej. Dodatkowy pomysł jest taki, że proces załamywania funkcji falowej wędruje w extra wymiarze, co może rozwiąże problem "upiornego działania na odległość".
[foto]

2. Eliade • autor: Wojciech Jóźwiak2012-01-30 11:54:44

Paweł, książki Wolframa (A New Kind of Science) nie znam :-( Ale podobieństwo, o którym piszesz jest.
Podobna analogia jest u Mircei Eliadego, który widzi świadomość jednostki i społeczeństwa "zanurzoną" jednocześnie w dwóch "światach": w MICIE (pozaczasowym, stałym, trwałym, boskim i regenerującym, "leczącym rany") i w HISTORII (chaotycznej, niespodziewanej, nieobliczalnej, nieprzewidywalnej i niszczącej). Wg. Eliadego, mit byłby "ateński", historia "jerozolimska". Ale pewnie ten przykład w ogóle za daleko odchodzi od podziału Ateny-Jerozolima.
[foto]

3. Gra w życie • autor: Piotr Jaczewski2012-01-30 13:11:08

Podrzucę dwa linki do tematu
http://pl.wikipedia.org/wiki/Gra_w_%C5%BCycie
http://pl.wikipedia.org/wiki/Automat_kom%C3%B3rkowy

Wydaje mi się, że w tych rozmowach (o wszechświecie i ewolcji) przegapia się opcję pośrednią:
niewiele zasad podstawowych stałych może generować wielką różnorodność zmieniających się wzorców.
np. Stały wzorzec fizyki newtonowskiej i skomplikowany wzorzec kwantowy, a nawet może jakiś jeszcze inny system.
[foto]

4. Nieprzystające modele. • autor: Krzysiek Joczyn2012-01-30 14:30:03

Otóż Sheldrake nie ma racji.

Myślę, że to za dużo powiedzane, choć pomysł jakoby myślenie o przyrodzie, jako o czymś ruchomym, miałbyć starożytnym Grekom obcy, jest kompletnie chybiony. Kim u diabła był Heraklit, jak nie Grekiem?

W każdym razie, myślę, że Sheldrake mówi o czymś innym, tj. o Grekach i o Żydach, podczas gdy Ty mówisz o Atenach i Jerozolimie, a więc o pewnych symbolach danego sposobu myślenia. Nie do końća wiem co kryje się pod Atenami (czy myśl filozofów przedsokratejskich, jako raczej nie związanych z Atenami, należy tu? Chyba powinna, a jednak taki nieateński Demokryt był nienawidzony przez ateńskiego Platona) natomiast pod Jerozolimą rozumiem myśl obecną we WSZYSTKICH Religiach Abrahamowych, a nawet właśnie bardziej w tych następnych, niż w Judaizmie (sam zresztą w swoim artkule piszesz raczej o Chrześcijanach). Tymczasem Sheldrake może obserwować to czym Judaizm jest dziś (weźmy na np. taki odłam rekonstrukcjonistyczny) i wnioskować, że te tendencje są już głębiej zakorzenione.

5. * * * • autor: mauris2012-01-30 15:19:04

Generalnie zgoda z jednym ale. Kaprysy bogów to także Grecja. Ot taki drobiazg jak nie zaproszenie drugorzędnej bogini niezgody - Erydy na wesele Peleusa z Tetydą poprzez intrygę wewnątrz-olimpijską skończyło się upadkiem Troi. Fatum Edypa skończyło się wyprawą siedmiu przeciw Tebom i dylematem Antygony. Przykładów nie brak. Cała mitologia to historia kaprysów bogów wpływających, najczęściej tragicznie, na losy ludzi i państw.
Pozdrawiam

6. Tropy ewolucyjne • autor: Nierozpoznany#2082012-01-30 18:27:36

istnieja w filozofii greckiej jesli dobrze poszukac. Chocby zasadnicze pojecia jak chaos i kosmos, stan nieuporzadkowany i uportzadkowany. Aby ewolucja mogla sie dokonywac trzeba to okreslic, przeciez wspolczesny darwininizm to wlasnie przejscie od jednego do drugiego. Tropow jest wiecej i nie sposob na szybko wszystkich zebrac, ot chocby neoplatonski emanacjonizm - to tez ewolucja, tylko jakby w druga strone, od ducha do materii. U Platona ide byly konieczne, materia przypadkowa. Wiec w pewnym sensie deewolucja. Poza tym zmiennosc u Heraklita, jego metafora rzeki do ktorej nie mozna wejsc dwa razy, pantha rei. I na pewno wiele innych. To sa przyklady o tyle istotne moim zdaniem, ze wspolczesny ewolucjonizm, taki jakim go poznalem kilkanascie lat temu (i chyba nic sie nie zmienilo) akcentuje bezkierunkowosc zmian (choc nie przypadkowosc, bo dobor naturalny to nie przypadek). To mi sie kloci z idea ewolucji jako podazania gdzies.

>> nie zaproszenie DRUGORZĘDNEJ bogini niezgody - Erydy

Prosze uwazac na slowa piszac o Bogini.






: )
[foto]

7. Ateny, Jerozolimę i Ganges rozumiem historycznie • autor: Wojciech Jóźwiak2012-01-30 18:45:14

Wyjaśniam Krzysztofowi: Ateny, Jerozolimę i Ganges rozumiem historycznie i dość prosto. Np. matematyka i logika pochodzą z "Aten" czyli ze star. Grecji. Teatr pochodzi z "Aten". Republika pochodzi z "Aten". Wiara w "grzech pierworodny" pochodzi z "Jerozolimy", bo zapisana w Biblii. Pomysł narodu wybranego pochodzi z "Jerozolimy". Czekanie na koniec świata (apokaliptyzm) w tym samym sensie pochodzi z Jerozolimy. Ale idea duchowego wyzwolenia przez medytację nie pochodzi ani z A. ani z J. tylko z innego źródła, z indyjskiej jogi (włączając nauki Buddy), czyli z (symbolicznie rozumianego) "Gangesu". Tych trzech źródeł treści kultury Zachodu nie należy absolutyzować, bo nie wszystko pochodzi z A, J bądź G. Europa ma swoje oryginalne wynalazki, np. samochód czy telewizję. Niekiedy przy dokładniejszym zbadaniu także te oryginalne wynalazki okazują się być bliższe bądź A, bądź J bądź G. Niektóre mempleksy są mieszankami, krzyżówkami, np. gnoza wygląda na krzyżówkę ateńskiego platonizmu z jerozolimskim głodem "zbawienia". Niektórzy autorzy lub filozofowie piszą/myślą w stylu bardziej pokrewnym Jerozolimie (Tolkien), inni bliżsi Atenom (Lem) - celowo obu biorę z wąskiego zakresu fantastyki.

Więc Ateny, Jerozolimę i Ganges rozumiem historycznie, ale i metaforycznie.

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)