zdjęcie Autora

29 marca 2020

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Antropocen powszedni (odcinków: 31)

Ewoluujący z bobrami czyli tajemnica klonu negundo wyjaśniona

Kategoria: Ekologia
Tematy/tagi: ekologiaewolucja (biologia)lasroślinyzwierzęta

« Pułapka siły i słabości Chłód. Wilgoć. Ciemność. Cisza. Samotność. Dzikość »

negundo i bobry
Klon jesionolistny zgryziony i opracowany przez bobry.

Ten widok, zgryzionego przez bobra młodego – grubości około 8 cm – klonu negundo zainspirował mnie do wyjaśnienia zagadki, dlaczego to drzewo – klon jesionolistny, Acer negundo – jest właśnie takie: typowo krzywe, pokrętne, nisko i chaotycznie rozgałęzione, z pniem prawie nigdy nietrzymającym się pionu, za to bujnie odrastające z odziomka po ścięciu i siejące się (produkujące masę nasion) już w młodym wieku. Jestem pewien, że ten klon wcale dawniej taki nie był, a raczej jego klonowi przodkowie tacy nie byli: byli, zapewne, całkiem normalnymi prostopiennymi dumnie wyprostowanymi i wielkimi leśnymi drzewami owocującymi w dojrzałym wieku.

Co zmusiło negunda do takiego ewolucyjnego pójścia w bylejakość? Od tamtej wycieczki nie mam wątpliwości. Zmusiły go do tego bobry. Prawdopodobnie było tak, że negundo zaczynał jako typowo wyglądające drzewo, które rosło w środowisku zalewanych dolin rzecznych, w lasach łęgowych w Ameryce Północnej. Ponieważ w lasach umiarkowanej strefy Ameryki żyje kilka gatunków łęgowych klonów, więc zapewne wytworzył się między nimi podział: jedne gatunki „wybrały” teren trochę suchszy (wśród nich chętnie sadzony też u nas klon srebrzysty), inne zajęły nisze bardziej wilgotne. Wśród nich, przodek negundo zajął sam skraj lasu czyli brzeg nad rzeką. Było tam trochę niebezpiecznie, ponieważ od czasu do czasu rzeka podmywała brzegi i zrywała rosnące tam drzewa. Więc opłacało się rosnąc nisko i trzymać szeroko gałęzie, bo to zwiększało stabilność. Nie trzeba było przesadnie dbać o prosty pień i piąć się w górę, bo na to często tym drzewom zabrakło czasu. (Rosnące w podobnych miejscach olchy wykształciły korzenie przybyszowe, zakotwiczające je w niepewnym gruncie, ale z klonów chyba żaden gatunek nie dokonał takiego wynalazku.)

Życie na brzegu rzeki stało nieporównanie trudniejsze, kiedy po którymś kolejnym połączeniu Ameryki Północnej z Azją poprzez Cieśninę Beringa, która co jakiś czas stawała się suchym lądem, bo albo ocean opadał, albo ląd tam się podnosił, do Ameryki ze Starego Świata przybyły bobry. Zaczęła się rzeź nadbrzeżnych drzew. Klony bobrom smakują: można zauważyć, że również obecnie należą do pierwszych drzew padających ich łupem. Negundo musiał zacząć ewoluować razem z bobrami, pod ich przemożnym selekcyjnym naciskiem.

Z jakim skutkiem? Ano podobnym do tego, co zaobserwowałem przedwiośniem 2020 r. nad Bzurą. Bobry chętnie zgryzają te klony; szczególnie chętnie, gdy nie są zbyt grube. Co jest zrozumiałe, bo nie muszą się przy nich zbyt wiele napracować. Przy okazji zaobserwowałem dwie techniki bobrowego zgryzania. Jeśli pień nie jest zbyt gruby, bóbr zgryza go z jednej strony. Pozostały „rzaz”, używając terminu drwalskiego, tnie pień jedną płaszczyzną, co z daleka wygląda jak skutek cięcia maczetą. Dzieje się tak, ponieważ gryzoń oszczędzając energię, podczas tej pracy nie przesuwa swojego ciężkiego tułowia i zmienia tylko nieznacznie położenie głowy. Jeśli okaże się, że pień jest zbyt gruby, to albo porzuca pracę – czego skutki często widać jako zaledwie „nadgryzki” na drzewach – albo kontynuuje, ale wtedy stopniowo okrąża pień, przez co pozostały rzaz ma kształt stożka. W nadrzecznych laskach czy zaroślach dobrze to widać: wiele cienkich pni jest jednostronnie ściętych jakby maczetą. – Więcej od nich widać prób „atakowania” grubszych drzew, które bobry potem porzuciły – oraz nieliczne odziomki grubszych pni wykończone w stożek. Tam, gdzie byliśmy nad Bzurą, była obfitość cienkich pni właśnie klonu Acer negundo, więc wariantu nr 3 czyli grubych pni, które bóbr zwalił „na stożek” (lub „na pal Azji”) prawie nie było. Wnioskuję, że bobry „rzucają się” na grube drzewa dopiero wtedy, kiedy nie znajdują lub wytną te cieńsze.

Koewolucja z bobrami zmusiła klony do zarzucenia wszelkich prób wyrastania w wysokie i proste drzewo typu leśnego – po prostu bobry na to nie dawały szans. Ten zaś klon, który jakoś uchował się niezauważony przez bobry, musiał jak najszybciej wydać jak największa masę nasion, by podtrzymać genową pulę swojego gatunku. Drugi imperatyw był taki, żeby nasiona wydawać możliwie młodo. Trzeci, że zupełnie nie warto inwestować w pień, w jego wysokość, pionowość i w „leśny” pokrój, bo i tak bobry dorosnąć nie pozwolą, więc byłaby z tego tylko próżna strata energii. Za to warto i trzeba inwestować w szybkie odrastanie z pobobrowych i innych odziomków, co faktycznie klony negundo wykształciły w stopniu mistrzowskim: po ścięciu wypuszczają w rok pędy na 4 metry wysokie, które po jakichś trzech latach znów owocują. Tych regeneracyjnych pędów wyrasta cały pęk, kępa, co daje szansę, że bobry część zjedzą, ale niektóre pozostawią. (Jednak klony, chyba wszystkie, nie tylko negundo, nie odrastają z korzeni jak to robią robinia lub osika. Nie mają takiej zdolności. Drzewa też mają swoje ograniczenia.)

Żyjąc pod presją bobrów i służąc im za pożywienie, klony negundo jednak czerpały z nich korzyści: gdyż bobry usuwały ich konkurentów, inne nadrzeczne drzewa, które były gorzej przystosowane do przetrwania i nie odrastały tak sprawnie. Klony jesionolistne igrały z bobrami podobnie jak sosny igrają z ogniem, będąc łatwopalne, ale i wysiewając się pierwsze na pogorzeliskach.

Dla człowieka-ogrodnika-parkownika klon jesionolistny (Acer negundo) przedstawia się więc jako pomieszanie cech pożądanych i niechcianych. Szybko rośnie, bardzo szybko – co jest zaletą, gdy parkownik chce mieć szybki efekt, np. zrobić taki park lub szpaler przydrożny, który już za 10 lat będzie mieć wygląd „dorosłych drzew”. Z negundem tak można. Dlatego kiedyś masowo obsadzano nim miasta, także w Polsce. Niechciane jest to, że negunda nie chcą rosnąć prosto. Są niestabilne jak patyk trzymany na czubku palca. Korzystają z każdej okazji, żeby się pochylić lub skręcić. Nie mają „mocy” rośnięcia prosto. Do tego, kiedy już trochę urosną, szybko dostają dziur, dziupli – szczególnie, gdy są „prześwietlane” czyli gdy obcina im się duże gałęzie: wtedy rany próchnieją, wchodzą grzyby, drzewo dziurawieje. Radość z tego dla ptaków, ale urąga to ludzkiej estetyce. Skutek: negunda idą szybko na wycięcie.

Za to w swoim prawie-naturalnym środowisku, nad rzekami, chętnie robią to, do czego wyewoluowały. Dają się zjadać bobrom, a przycinane przez nie, szeroko się rozkrzewiają. Raczej warto rzucić bobrom na pożarcie te klony, niż dopuszczać, by gryzonie szły dalej od rzeki i zwalały dęby lub brzozy. Chętnie też zajmują wszelkie po-ludzkie porzuceniska i rozgrzebaliska, litościwie działając jako naturalna rekultywacja, często na terenie, na którym nic innego nie chce rosnąć. (Podobną rolę spełnia robinia, tylko na suchszych miejscach.)

Zdjęcia robiłem 29 marca 2020 nad Bzurą. Negunda rosły tam na brzegu rzeki, który powstał jako zwałka od spychacza podczas robót tzw. regulacyjnych; ukształtowanie terenu wyraźnie na to wskazywało. Nie było to siedlisko lasu łęgowego. Zapewne gdyby nie klon jesionolistny, to nic wyższego by tam nie rosło, żaden las. Teren był pocięty ścieżkami bobrowymi, którymi gryzonie wychodziły z rzeki przez charakterystyczną rynnę i szły prosto dalej. Ślady ich pracy były całkiem świeże.

Widać, że dzięki wspólnym wysiłkom ludzi-prostowaczy rzek, klonu negundo i bobrów powstał i rozwija się pewien charakterystyczny zespół nie tylko roślinny, ale roślinno-zwierzęco-kulturowy. W takim zestawie klon jesionolistny jest niezastąpiony i nie pozwólmy go nazywać „gatunkiem inwazyjnym” ani tępić.



negundo i bobry
Niski las klonów negundo


negundo i bobry
Ścieżka bobrowa wychodząca rynną z rzeki.
Gałęzie w górze należą do większego klonu jesionolistnego.


negundo i bobry
Miejsce pracy bobrów. Czyżby posilały się piwem ?


Antropocen powszedni: wstęp na końcu

O tym, jak antropocen wpływa lub wpływać może na codzienne życie i odwrotnie.


« Pułapka siły i słabości Chłód. Wilgoć. Ciemność. Cisza. Samotność. Dzikość »

komentarze

1. ciekawe! • autor: Piotr Tyszko-Chmielowiec2020-03-30 21:42:45

Ciekawe i trafne spostrzeżenia, potwierdzam takie obserwacje! Przy czym bobrów w niektórych okolicach, jak w mojej Dolinie Baryczy, jest tyle teraz, że zwalają całkiem spore dęby - może gdyby rosły tu klony jesionolistne, część by ocalała. Ale obecność negundo jest także objawem zmian w ekosystemie - to gatunek miejscami inwazyjny, wypiera wierzby i olchy, jak wzdłuż przełomu Nysy Kłodzkiej.
[foto]

2. Bobry i klony • autor: Wojciech Jóźwiak2020-03-30 22:58:45

Piotrze, warto by dokładniej przebadać żywieniowe preferencje bobrów. Ścinane przez nie dęby nawet grube, też widziałem wiele razy. Ale jak się wczuję w rolę bobra, to sądzę, że mając wybór, woli drzewa niegrube, z miękkim drewnem i raczej z cukrem w drewnie lub łyku, a nie z gorzkimi taninami. Czyli klon, nie dąb.
A do klonu negundo mam szacunek, szczególnie po tym, jak te drzewa widziałem dziarsko sobie radzące na Syberii, wprawdzie tej zachodniej i nie za daleko na północ (Tobolsk), ale zawsze. Czy znasz może mapy aktualnego synantropijnego zasięgu tego klonu?

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)