Chcia³bym wróciæ do meritum i odnie¶æ siê do tekstu Miros³awa Miniszewskiego. ["¯yczê owcom we³ny" - Taraka nr 4] Wydaje mi siê najciekawszym (dla mnie) dyskutantem. Podobnie jak on skoñczy³em teologiê i jak on skoñczy³em z teologi±, z chrze¶cijañstwem jako takim, choæ nie dziesiêæ, ale dopiero 5 lat temu. Wydaje mi siê jednak, ¿e odszed³em od niego znaczenie dalej ni¿ on. Mi³o mi by³o przeczytaæ w pierwszym jego tek¶cie jak prostuje pewne bzdurne przes±dy odno¶nie teologii, choæ nie ze wszystkim siê zgadzam. Jako ¿e nie sposób pisaæ o wszystkim, jako siê rzek³o - do rzeczy.
Niezale¿nie od argumentów, wszyscy niemal polemi¶ci zgadzaj± siê co do jednego: religie instytucjonalne kradn± ludziom dusze. I ja siê z tym zgadzam. Dodajê jednak: i to bardzo dobrze!
Po pierwsze zróbmy eksperyment my¶lowy, wyobra¼my sobie nasz ¶wiat, a mo¿e najpierw kraj, gdy budzimy siê rano i nie ma ¿adnych religii, nikt nawet ju¿ o nich nie pamiêta. ¯ycie siê toczy, mo¿e nawet lepiej siê ludziom ¿yje, nie drêcz± ich urojone wyrzuty sumienia, poczucie winy. Nie oznacza to, wbrew Dostojewskiemu, ¿e wszyscy sobie skacz± do garde³, religia i moralno¶æ to jednak odrêbne sprawy. Ludzie robi± politykê, byznes czy dzieci, rozrywaj± siê, ale... czy ktokolwiek pamiêta, o czym¶ takim jak dusza? Wniosek: religie kradn±c ludziom dusze przypominaj± im, ¿e dusze posiadaj±.
Po drugie: religie kradn±c ludziom dusze pos³uguj± siê przemoc±, k³amstwem (k³amstwem, które ma tak± sam± warto¶æ poznawcz±, a broni³bym tezy, ¿e czasem wiêksz±, co twierdzenia okultystów). Tylko, ¿e: 1) ludzie sami siebie oszukuj± jeszcze skuteczniej, na przyk³ad zrzucaj±c winê za swe problemy na rodziców, kolegów, ko¶cio³y, pañstwo; 2) nawet fa³szywa wiedza o innej rzeczywisto¶ci jest wiedz± o innej rzeczywisto¶ci, a chyba bardziej rozwijaj±ce jest k³óciæ siê z ksiêdzem rozwa¿aj±c pewne fundamentalne kwestie dotycz±ce sensu ¿ycia, ni¿ poznawaæ kolejne sposoby "sprzedawania siebie". A dogmaty teologów s± mimo wszystko lepszej próby, b±d¼ co b±d¼ to ludzie z pewnym wykszta³ceniem filozoficznym. 3) Przemoc, albo sprecyzujmy: przymus psychiczny jest niezbêdnym warunkiem rozwoju wolno¶ci. Tylko w walce z oporem, jaki stawia nam otoczenie (rzeczywisto¶æ) kszta³tuje i rozwija siê wola. Bezstresowe wychowanie, co staje siê ju¿ bana³em, prowadzi do zdziczenia dzieci, a nie do rozwoju ich indywidualno¶ci, jak to siê szumnie reklamowa³o. Indywidualno¶æ powstaje przez przeciwstawienie siê czemu¶. Wniosek: do poznania rzeczywisto¶ci mo¿na doj¶æ tylko wtedy, gdy siê pamiêta, ¿e co¶ jest do poznania. Na wolno¶æ za¶ zas³uguj± ci, którzy sobie j± wywalcz±, bo tylko ci maj± do¶æ siln± wolê, aby jej nie zmarnowaæ.
Po trzecie: ko¶ció³, w przeciwieñstwie do wszystkich tradycji ezoterycznych, które z definicji musz± byæ elitarne, mniejszo¶ciowe, jest masowy. Stanowi zatem jedyn± instytucjê masowego wp³ywu duchowego (przypadkowo u nas te¿ programowania etycznego). Posiada swoich zdyscyplinowanych funkcjonariuszy, którzy po¶wiêcili samodzielno¶æ my¶lenia, swobodê decyzji i u¿ywania w³asnych genitaliów dla idea³ów ko¶cio³a. Po pierwsze: to ich problem, nie mój. Po drugie, fakt, ¿e ilu¶ facetów posunê³o siê do swego rodzaju emocjonalnej kastracji przypomina mnie i nie tylko mnie, ¿e kwestie duchowe - s± to cholernie wa¿ne sprawy. A ¿e jest masowy - przypominaj± to masom, które inaczej zagubi³yby siê w pogoni za kas±.
Mnie ko¶ció³ nie przeszkadza, w przeciwieñstwie do Miros³awa Miniszewskiego nie przeszkadzaj± mi ani jego k³amstwa ani zbrodnie, bo ju¿ nie jestem chrze¶cijaninem. Tym ró¿niê siê, jak s±dzê, nie tylko od Miros³awa Miniszewskiego, ale i od wiêkszo¶ci polemistów: nie¶wiadomie zinternalizowali chrze¶cijañski punkt widzenia tak dalece, ¿e nawet uwa¿aj±c siê za anty-chrze¶cijan wysuwaj± chrze¶cijañskie zarzuty. A niektórzy powo³uj± siê nawet, o ironio!!!, na Nietzschego - dowodz±c, ¿e go nie zupe³nie zrozumieli.
Najwiêkszym "grzechem" ko¶cio³a, jest to, ¿e jest chrze¶cijañski i co gorsza, staje siê taki coraz bardziej! Nie to, ¿e oddala³ siê od nauczania Nowego Testamentu, ale ¿e by³ mu zbyt wierny! Przypominam: Nietzsche zaleca³ czytaæ t± ksi±¿kê w rêkawiczkach, je¿eli ju¿ trzeba (to oczywi¶cie te¿ niesprawiedliwe z jego strony).
Polski ko¶ció³ szanujê jeszcze tylko dlatego, ¿e reprezentuje on rzymski katolicyzm, a w przymiotniku "rzymski" mieszcz± siê ostatnie w naszym demokratyczno-ochlokratycznym spo³eczeñstwie resztki antycznej dostojno¶ci, arystokratycznych idea³ów, poczucia prawa, odwagi w stosowaniu si³y. Szanujê go za to, ¿e jeszcze trochê jest patriarchalny, podczas gdy nawet prawicowe partie g³osz± matriarchaln± troskê o ubogich. Szanujê go za to, ¿e wymaga, choæ ju¿ niewielu w demokracji o¶miela siê czegokolwiek wymagaæ (grozi za³o¿enie kosza na g³owê!) Gdy katolicyzm przestanie byæ rzymski, bêdzie ju¿ tylko marn± religi± plebejsk±, nêdzn± form± zbiorowego resentymentu w stosunku do klas wy¿szych. Przecie¿ ju¿ JP2 zosta³ nazwany przez T. Na³êcza socjaldemokrat±! (A propos JP2 - s±dzê, ¿e g³ównym uczuciem, które wyci±gnê³o ludzi na ulicê by³y jednak wyrzuty sumienia, poczucie winy - bo on taki wspania³y, a my tacy nêdzni i nawet go nie s³uchali¶my i nie czytali¶my).
Jeszcze o zbrodniach: zbrodnie mo¿na pope³niæ w imiê dok³adnie ka¿dej religii. O charakterze religii decyduje charakter ludzi, którzy j± wyznaj± i przystosowuj± do swych potrzeb, a nie jej dogmaty. Zasada nieprzedawnienia odnosi siê za¶ do jednostek nie do instytucji. Idea odpowiedzialno¶ci zbiorowej jest moim zdaniem chora i z gruntu chrze¶cijañska (Adam - Jezus), choæ oczywi¶cie mo¿na j± wywie¶æ z neolitu. W wydaniu niektórych jest wyrazem bezsilno¶ci kata, któremu uciek³a ofiara (czym siê ró¿ni od tej, w wydaniu antysemickim?) Zreszt± warto by siê zdecydowaæ: wyznajemy tê chrze¶cijañsk± etykê czy nie, bo to trochê ¶miesznie potêpiaæ ko¶ció³ za zbrodnie i jednocze¶nie pa³aæ ¿±dz± zemsty, która w ka¿dym wypadku szkodzi rozwojowi duchowemu.
Miros³aw Miniszewski wspomina o swoich prze¿yciach i do¶wiadczeniach duchowych bêd±cych skutkiem skradzenia mu duszy przez ko¶ció³. Mam podobne do¶wiadczenia, choæ akurat nie ze strony ko¶cio³a. W rezultacie bolesnej autoanalizy doszed³em do wniosku, ¿e mo¿e definiuj±c w ten sposób problem wcale go nie rozwi±zujê? Mo¿e nie tyle ukradziono mi duszê, co pozwoli³em sobie duszê ukra¶æ? Mo¿e po prostu odda³em duszê? Co konkretnie mamy na my¶li mówi±c tu o duszy? Czy czasem nie to, ¿e zaanga¿owali¶my siê w co¶ wszystkimi si³ami swego ducha (rozumu i woli) i duszy (uczuciami i ¿±dzami)? Skoro tak, to przecie¿ ci±gle mam swój rozum, wolê, uczucia, ¿±dze, mam nawet bardziej ni¿ zanim nast±pi³o to, co nazwa³em skradzeniem duszy! A zatem ci±gle "mam swoj± duszê", tylko mam ¿al do siebie, ¿e wcze¶niej g³upio jej u¿y³em? Mo¿e mogê zaanga¿owaæ siê znowu w co¶ innego? - Mój problem.
A mo¿e jeszcze inaczej: czy w ogóle dusza jest czym¶, co mo¿na daæ, zabraæ, ukra¶æ? Pierwsze, co siê nasuwa w zwi±zku z tym pytaniem, to przyk³ad ró¿nych "toksycznych guru" (okre¶lenie podrzuci³ mi Wojtek Jó¼wiak - dziêkujê). Na czym polega w ich przypadku ta "kradzie¿"? I czy mo¿na to w jakim¶ stopniu porównaæ do tego, co robi ko¶ció³ katolicki? Moim zdaniem ró¿nica jest zasadnicza: W KK mamy podporz±dkowanie zasadzie a nie osobie. Jest to system zobiektywizowanych norm i dogmatów. Cz³owiek mo¿e to przyj±æ albo nie. Te dogmaty mog± byæ i w wielu przypadkach s± toksycznymi programami (wirusami umys³u). Toksyczni guru dzia³aj± moim zdaniem w inny sposób, nie tyle udostêpniaj± co¶ do wierzenia i realizacji, co wp³ywaj± sw± osobowo¶ci±. Jest to wp³yw w du¿ej mierze hipnotyczny (astrologicznie dialektyka Pluton-Neptun) polegaj±cy na tym, ¿e stopniowo wypiera siê wolê i rozum adepta przez wolê i rozum guru. Moim zdaniem jest to forma opêtania, tyle, ¿e nie przez ducha czy demona, ale przez wolê i rozum ¿ywej osoby; adept staje siê "dodatkowym cia³em", "organem" guru, oczywi¶cie nie dos³ownie i nie w pe³ni. W przypadku chrze¶cijañstwa mo¿emy ewentualnie mówiæ o zniewalaj±cym przywi±zaniu do egregora (Jezusa, czy Jahwe), ale ma to inny, moim zdaniem znacznie mniej toksyczny charakter. Polega raczej na przekazywaniu egregorowi energii, co jednak a¿ tak nie pozbawia autonomii. No i wydaje mi siê, ¿e na egregora znacznie ³atwiej jest siê wypi±æ ni¿ na kogo¶, kto zwi±za³ delikwenta w sposób hipnotyczny. "Toksyczni guru" z religiami dominuj±cymi maj± jedn± wspóln± cechê, która ró¿ni ich w moim mniemaniu od "nie-toksycznych". Relacja z nimi ma z za³o¿enia charakter do¿ywotni.
Nie chcia³bym za bardzo tu wybielaæ katolicyzmu. Niedawno by³em na ¶lubie przyjaciela, katolika (mam wielu takich przyjació³), mia³em okazjê sobie przypomnieæ toksyczny wp³yw chrze¶cijañstwa, wszystkie te: "moja wina", "zmi³uj siê nad nami grzesznymi". Ale to nie jest kradzie¿ duszy, to co najwy¿ej jej ³amanie. Jest to problem, ale wszystko zale¿y, co z tym siê zrobi. Z³amana ko¶æ jest mocniejsza. Podobnie z³amana wola - wiedz± o tym zarówno jednostki specjalne jak i zakony. Fakt, czasami zro¶nie siê krzywo i taki delikwent ju¿ do koñca ¿ycia cierpia³ bêdzie na anty-katolick± alergiê, wiêcej, po¶wiêci ¿ycie albo spory jego fragment walce z t± religi± (patrz publikacje typu "Fikcje i fakty", "By³em ksiêdzem").
Musimy zdaæ sobie sprawê z jeszcze jednej rzeczy: wszystkie wielkie religie s± tworami "syntetycznymi", tylko dlatego mog³y opanowaæ ca³e spo³eczeñstwa: ³±cz± w sobie elementy plebejskie i arystokratyczne, autorytarne (powsta³e w czasach konfliktów i wojen) z humanistycznymi (powsta³ymi w czasach pokoju). Ka¿da ma swego Torquemadê i ¶w. Franciszka. Warto przed wydaniem os±du trochê porozró¿niaæ.
Marcin Wagner
P.S.
My¶la³em jeszcze na temat jarmu³ek. Nie s±dzê, aby bardziej utrudnia³y dostêp do informacji ze sfery transpersonalnej ni¿ ¿elbetonowa konstrukcja nad moj± g³ow±, zak³adaj±c, ¿e w ogóle przedmioty materialne mog± stanowiæ ograniczenie dla przekazu informacji tego rodzaju. Nie jestem joginem, ale wydaje mi siê, ¿e czakramy "budzi siê" poprzez koncentracjê na nich. ¯ydzi jarmu³kê t³umacz± jako "symbol opiekuñczej rêki Jahveh nad narodem wybranym". Chodzenie z "rêk± JHVH na g³owie" niew±tpliwie sprzyja koncentracji na owym czakramie - wiêc mo¿e dzia³anie jest dok³adnie odwrotne ni¿ uwa¿a autor "Pogrzebu religii"? Koresponduje to z obserwacj± Mirka - jak¿e wielka musi to byæ koncentracja, gdy siê ma 60-kg "czapê" na g³owie!
Z tymi krzy¿ykami podczas czytania ewangelii te¿ nie jest dok³adnie tak, jak uwa¿a autor. Krzy¿yków nie robi siê "na czole, ustach i gardle", ale na czole, ustach i sercu (w sumie te¿ czakram), które symbolicznie wyra¿aj± rozum, mowê i uczucia - wszystkie maj± byæ przenikane przez Ewangeliê.
Marcin Wagner • mvagner@interia.pl
22 kwietnia 2005
Autor, jego teksty
Aby pisaæ komentarze zaloguj siê lub zarejestruj.
Drukuj
1. Co do ukradzionej duszy • autor: Zenon 2010-06-09 17:18:11