Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

29 maja 2017

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 164)

Fałszującej baronowej ciąg dalszy

Kategoria: Pytania i granice

« O fałszującej baronowej czyli głód uznania Ziemowita Szczerka: Międzymorze czyli znów jadąc do Babadag »

Film o fałszującej baronowej nagle ukazał filozoficzną głębię! Z dwojga współbohaterów, których wymieniłem w poprzednim odcinku, sama baronowa głęboka nie jest, bo jej zagadkę wyjaśnia ktoś z filmowych rozmówców, objaśniając widzom niby grecki chór, że Marguerite usiłuje śpiewać (chociaż w tej roli jest notorycznie upośledzona) i zdobyć tym sławę, ponieważ chce w ten sposób zyskać co innego: miłość męża. No, niech tak będzie, możemy zgodzić się z tą deszyfracją, w końcu autorzy filmu wiedzą lepiej. Głębszy od niej, w sensie koniecznego deszyfracyjnego wysiłku, jest śpiewak Pezzini (gra go Michel Fau), ponieważ on w grę o lajki – od publiczności, krytyków, menedżerów i rynku – wkręcony jest na żyj-lub-zgiń. Wypadnie z rynku, to pójdzie spać pod most, jak ostrzega go pewna filmowa współpostać. Tu jest pierwsza różnica: oto świat dzieli się na tych, którzy żywotnie czy animalnie zależą od lajków – i na tych, którzy mogą (całkiem nieźle...) żyć bez nich. Profesjonalista Pezzini należy do pierwszych, amatorka Marguerite do tych drugich. W tym momencie widz filmu zadaje sobie pytanie: do której grupy ja należę? Zaraz znajdziemy drugą różnicę, strukturującą opozycję. Gdzie, w której dziedzinie przemysłu podmiot (człowiek, mówiąc prosto) uzależnia się od lajków? Z grubsza można podzielić różne społeczne aktywności na te twarde czyli niezbędne do przeżycia, i te zwiewne, czyli te bez których można się obyć. Śpiewanie na scenie widocznie należy do tych drugich. Należy do sfery decorum, do przyozdobień. Drugie egzystencjalne pytanie brzmi więc: w której dziedzinie przemysłu jestem zatrudniony: w twardym surwiwalu czy w zwiewnym decorum? Tę drugą gałąź zwiewnego przemysłu decorum możemy widzieć jako przemysł produkcji i dystrybucji uznania, czyli lajków.

(Jak widać, problem ma coś wspólnego z piramidą Maslowa – ale nie skupiaj się na niej, bo to odsuwa od istoty.)

W dopisku pod poprzednim odcinkiem wspomniałem, że Marguerita strukturalnie przypomina Jezusa Chrystusa, co widać w kontraście do Pezziniego, który musi podobać się publiczności (a właśnie podobać się przestaje), bo zginie. Inaczej Marguerita, która należy do świata bogów, brak środków (do życia) jej nie grozi, od początku widzimy ją na tle pałacu i całego arystokratycznego wypasionego spektaklu. Ona schodzi na scenę-do-podobania podobnie jak Jezus Chrystus, który jako „Bóg” – „porzucił szczęście swoje” i zstąpił do ludu „dzieląc z nim trudy i znoje”. Oczywista różnica jest taka, że Marguerita zstępuje w lud nie gwoli dzielenia jego „trudów”, bo tego nie musi, ale dla dzielenia jego głodu uznania. Jej prawie-śmierć na scenie, w przebraniu anioła – białe skrzydła z piór u ramion, które w zamyśle wzniosłe, lecz de facto idiotyczne – gdy pluje krwią, tamtą analogię udokładnia.

Skoro ona jak Chrystus, to musi być diabeł i na diabła został upozowany, nie wiem na ile świadomie przez twórców, Pezzini, który chodzi z kompanią, która natychmiast kojarzy się ze świtą Wolanda z „Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa: jest w niej chłopak o manierach złodziejaszka, zapewne jego homoseksualny kochanek, obżarty akompaniator podobno głuchy (diabelskie istoty, devil beings, muszą być samosprzeczne!) i kobieta z brodą, nieustannie wróżąca z kart, pewnie tarota.

Wśród filozoficznych głębin filmu jest też napięcie między arystokracją a demokracją, czy raczej między arystokratycznym pierwiastkiem, który żąda, by uznanie dostawali tylko najlepsi i na tę swoją najlepszość wydestylowani – w końcu aristo-kratia znaczy „władza najlepszych” – a pierwiastkiem demokratycznym, który lajkami karmi wszystkich. To napięcie nie jest banalne... Ale żeby jeszcze o Marguericie: myk twórców filmu jest taki, że bohaterka jest arystokratką, jest nią niejako na starcie, „arystokratką od pałacu”, ale usiłuje zdobyć coś drugiego arystokratycznego: muzykę, czyli stać się „arystokratką od opery”. Ale może to zrobić, lub mogłaby, bo to jej się nie udaje, tylko w skrajnej demokracji, gdzie lajk należny nawet zupełnemu beztalenciu. Napięcie między arystokratycznym a demokratycznym pierwiastkiem działa nieustannie i dopada nas (ja sam widzę i widziałem wiele razy jak mnie dopadało) w niespodziewanych punktach. W końcu astrolog też-i-nawet stoi przed wyborem: demokratyczna sprzedaż chałtury czy arystokratyczne doskonalenie astro-gnozy, która i tak dla lajkodawczej publiczności niezrozumiała i przez rynek nienagradzana.

Tu stawiam fajkę (a może lajka?) przy wpisach Jerzego Pomianowskiego (który kojarzy pożądanie lajków/uznania z figurę „słabo charakteru”, co otwiera inny/kolejny pasaż... Kto brał ayahuaskę, zna zjawisko otwierania się pasaży w zewnętrznych ciemnościach...) i Arkadiusza, który radzi medytować, czy to, co robię, robię dla siebie? – Jarosław Bzoma podwyższa zaś poprzeczkę, każąc pytać, czy to, co robię, robię dla Duszy? – To wszystko są głosy z arystokratycznego pałacu. Ok, fajnie, ale jeśli nie masz (tu referencja do filmu...) bogatego męża?

Tu jeszcze podsunę pod rozmyślanie potężny kombinat przemysłu produkcji-i-dystrybucji-uznania (sic! – lajków) czyli FB. Czy w miarę zaspokajania potrzeb z dołu-postawy piramidy Maslowa coraz bardziej potężnieć będą przemysły uznania? Czy to, nad czym tu kogitujemy ma jakiś związek z islamem? (Czyli z drugą aktualnością w Tarace?)



Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.


« O fałszującej baronowej czyli głód uznania Ziemowita Szczerka: Międzymorze czyli znów jadąc do Babadag »

komentarze

1. Bogate • autor: Nierozpoznany#99422017-05-29 12:57:34

bogate spostrzeżenia Pan przedstawił, których nie jeden widz nie dostrzegłby nawet po zapoznaniu się z powyższą recenzją. Bogate spostrzeżenia często niestety nie przynoszą tego co oferować może bogaty współmałżonek. "Napięcie między arystokratycznym a demokratycznym pierwiastkiem działa nieustannie i dopada nas".  Przypomina się w tym miejscu zdanie: "nie rzucajcie swych pereł przed wieprze, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały". Arystokratyczny pierwiastek pozwala uprzytomnić sobie własne chrumkanie i zamilknąć czy nawet usunąć się w porę gdy zagłusza je demokratyczny kwik. 
[foto]

2. Zstąpienie bogów aby... • autor: Jarosław Bzoma2017-05-29 20:42:39

Takie postchrześcijańskie przemyślenia. Zstąpienie bogini  aby doświadczyć tego samego czego doznają jej marionetki-ludzie na swoim błotnistym poziomie , tym samym ma rzekomo podnieść ich gówniane pragnienia na wyższy lewel swoim ich doświadczaniem. Takie zabawy bogini w ludzi ? Tę samą fanaberię zaprezentował chrześcijański bóg w Jezusie. To takie naiwnie ludzkie wytłumaczenie nieczułości Boga. Nie lepiej w końcu zaakceptować, że ze swoimi pragnieniami jesteśmy sami ? To trochę tak jakby bateria w latarce oczekiwała współczucia od jej właściciela z powodu swojego wyładowywania się przy świeceniu.

3. władcy absolutni parający się sztuką • autor: Jerzy Pomianowski2017-05-29 22:29:12

Nadal nie widziałem filmu, ale z opisu bohaterka przypomina raczej cesarzy męczących dworzan swoim śpiewem, tańcem, poezją. Wymuszających podziw przykrymi sankcjami. Cesarz o niskiej samoocenie? Czy to możliwe?
[foto]

4. The hunger for fame and glory • autor: Arthur Zielinski2017-05-29 22:35:02

Several years ago I took an American friend to one of the Summer music festivals in Kołobrzeg cathedral - it promised to be a rare treat of Romantic and Baroque songs by a famous Son of Kołobrzeg. As is usual in Poland there was a long introduction about his achievements and the famous teachers he had. He certainly looked the part - young, handsome and self-confident - the perfect vocalist, and he had the excellent Wrocław Chamber Orchestra to accompany him. And then he sang. It was perhaps the worst performance, amateur or professional, that I have ever heard, and I have heard hundreds. He sang out of tune, out of time, and his voice cracked in the higher registers. I thought I was in some kind of a nightmare, as I looked at the absorbed faces in the packed cathedral - was there something wrong with me and my hearing? He received a standing ovation, and as we were leaving I said to my friend, in perhaps too-loud a voice, in English: "That was awful". I got many stares, but they didn’t seem hostile - it was perhaps my only "The Emperor has no clothes" moment.
[foto]

5. @ JB, @ JP • autor: Wojciech Jóźwiak2017-05-29 22:40:07

@ JB --- "Zabawy bogów w ludzi" --- Tak! Taką quasi-mitologię przypomina tamten film. "Podniesienie ich gównianych pragnień na wyższy lewel" -- Tak! -- Film ma wywołać westchnienie: "Ach, taka bogata a tak samo jak my niespełniona... Więc moje niespełnienie z wysokiej półki jest, boskie jest". Bogom podobny jestem w niespełnieniu swoim.

@ JP --- Cesarze męczący dworzan swoimi popisami. Tak! Jak Neron. Aż się dziwię, że sam wcześniej tego podobieństwa nie zauważyłem.
Powoli zacznę myśleć, że to dobry film.
[foto]

6. Dlatego zamieniłem bogów... • autor: Jarosław Bzoma2017-05-29 22:41:53

Dlatego zamieniłem bogów na boginię :)
[foto]

7. @ AZ • autor: Wojciech Jóźwiak2017-05-29 22:48:25

I think that such a variant -- like that in Kolobrzeg -- would be a "peak of dreams" (szczyt  marzeń) for the unfortunate baroness.
Btw. Writing this I feel as she would when singing. Interesting! Maybe everyone has something what is very important for him/her but he/she is a bit handicaped in that kind of "art". Singing for Marguerite, English for me.
[foto]

8. Nieudaczna bogini i... • autor: Jarosław Bzoma2017-05-29 22:52:14

Nieudaczna bogini i udani ludzie. To bardzo kreatywna koncepcja :)
[foto]

9. I udani ludzie • autor: Wojciech Jóźwiak2017-05-29 23:04:41

Ludzie są w tym filmie różni: udani i mniej udani. Baronowa została jednak skontrapunktowana postacią młodej śpiewaczki, która jest jej negatywem: śpiewa bosko, a nie ma butów na zmianę. Gra ją bardzo ładna i naturalna Christa Theret:


10. Jarosław, • autor: Manna2017-05-30 22:30:07

inspirujesz! A co, jeśli wyładowana bateria w latarce oczekuje współczucia? Nigdy mi ta perspektywa nie przyszła do głowy aż do teraz.( Licho wie co powiedza o tym fizycy kwantowi za 50 lat.) Sorry - najwyraźniej się utożsamiłam:)
[foto]

11. Ze świata bogów do zdołowanych zwykleńców • autor: Wojciech Jóźwiak2017-05-31 21:04:16

W dziale znaleziska wkleiłem link do artykuł-wywiadu "Agata Kołodziej. Jeden z najbogatszych Polaków szczerze o Bogu i szukaniu szczęścia".
Tam, jak się wczytać, też jest realizowany ten motyw "zstąpienia ze świata bogów" -- tam: milionerów -- "pomiędzy nas, zatroskanych i zdołowanych zwykleńców".

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)