Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

10 maja 2014

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia ezoteryczna (odcinków: 94)

Filantropi, uzurpatorzy i oszuści
czyli kij w mrowisko ezo-świata


« Dobrymi chęciami piekło wybrukowane Nadejdą deszcze »

         Naiwnymi wszyscy gardzą. Wydawać by się mogło — jak przedstawia ezoteryków opinia publiczna — że naiwnymi są klienci wróżek, tarocistów, bioenergoterapeutów (jeden ostatnio wg TV uśmiercił półroczne dziecko, sugerując głodówkę oczyszczającą) czyścicieli aury i odczyniaczy uroków. Nie zawsze jednak. Czasami naiwnymi są pomagacze. Na przykład wówczas, gdy sugerują leczenie, podczas gdy klient z uporem maniaka szuka winnych bólu głowy wśród wrogów osobistych i wymusza wręcz korektę aury i unicestwienie wpływów takiego łobuza za pomocą internetowych łącz. Dowodem na psucie aury przez wroga ma być fakt, że głowa przestaje boleć po 22-giej, gdy wróg kładzie się spać.

         Dyskusja, która się wywiązała po publikacji poprzedniego odcinka, poświęconego bezpłatnej ezo-pomocy, pokazała drugą stronę medalu: opinię o doradcach. Zarzucano im, że są nieprofesjonalni, że intencje osób zakładających ezo-pomoc z początku wydawały się czyste, potem jednak robiły wrażenie, że chodzi im o eksponowanie własnego ego. „Świeżynki ezoteryczne z dużymi chęciami, małą wiedzą i maciupkim doświadczeniem, za to z ogromnymi, nierozwiązanymi problemami własnymi, a pomagają innym; sorry, to jak wiódł ślepy kulawego”. „Synogarlice podobłoczne”. Mówiono o nich wręcz: ”Hurtownia pomagierów”. Te bardziej stonowane zapisano w „Tarace” pod odcinkiem, te mniej - wysłano mi mailem lub na priva. Nierzadko można im wierzyć, bowiem wypowiadały się osoby spośród zgłaszających się po pomoc. Cóż, każda sprawa jest indywidualna, a masówka nie sprzyja doradcy. Do mnie akurat miano pretensję za zbyt obszerne opinie i stawianie przed jakimiś wyborami, ale ja, jak wspomniałam, obsłużyłam nieliczne osoby.

         To błąd systemowy: ktoś, kto korzysta z każdej bezpłatnej pomocy szybko przekonuje się, że ego osób udzielających jej puchnie (chociażby w oczach petenta), a kurczy się własne. Znam to doskonale z autopsji: Jako kilkunastoletnia dziewczyna w wyniku rodzinnych zawirowań i ciężkiej choroby matki, walcząca z kolejnymi nakazami eksmisji z domu oddanego przez kwaterunek spadkobiercom, zmuszona korzystać z pomocy społecznej i dobroczynności matek moich szkolnych koleżanek, oddających sukienki, w których one już nie chodziły, na co dzień musiałam przełykać upokorzenia. Zdałam na uniwersytet na studia polonistyczne, ale w oczach pań z opieki społecznej takie dziewczęta jak ja powinny iść do pracy, a nie studiować. Kiedy zaoferowano mi pracę, której nie przyjęłam z powodu pewnych oczekiwań erotycznych wyrażonych pod moim adresem przez ewentualnego szefa (dodam, że praca wiązała się z wyjazdem z Warszawy do innego miasta i mieszkania w pokojach gościnnych tej firmy) uznano mnie za pasożyta społecznego. Moje koleżanki szkolne nie patrzyły na mnie jak przedtem: byłam już dla nich „tą biedną Kasią”. Nauczycielki w szkole przestały mówić, że jestem „zdolna, ale leniwa”, a zaczęły, że „kaktus im na dłoni wyrośnie, jeśli ona wyjdzie na ludzi” itp. Fakt, że udało mi się z tego piekła wydostać wynikł jedynie z powodu mojej wściekłości na wszystkich dookoła. Byłam sama, otaczali mnie wrogowie i musiałam sobie z nimi wszystkimi dać radę. Nie byłam wdzięczna za bezpłatne obiady w szkole – bo i tak byłam głodna. Nie byłam wdzięczna za ciuchy – bo wszyscy widzieli w nich wcześniej moje koleżanki. Nienawidziłam dobrych rad – bo były głupie. Wściekałam się na oferty pracy – bo dążyły do wykorzystania kogoś w trudnej sytuacji. Każdą dobroczynność uważałam za środek uzyskiwania nad kimś władzy. Po latach wręcz rzucało mnie na sugestie, że dobroczynność powinno się wkomponować w politykę państwa.

         Rozumiem doskonale te uczucia benificjentów ezo-pomocy, znajdujących się w trudnej sytuacji i zmuszonych do zawdzięczenia czegoś otoczeniu. Rozumiem też (choć nie do końca podzielam) opinie o całej sferze osób wykonujących zawody tarocistów, wróżbitów i wróżek, zamawiaczy, mistrzyń magii i czyścicieli aury czy odblokowujących czakry na podstawie fotografii delikwenta(ki). Podkpiwałam sobie z niektórych ich biznesowych przedsięwzięć (np.w II sezonie Babci w odcinku 73 i 74  http://www.taraka.pl/czarownic_mamy_najwiecej_w

http://www.taraka.pl/wspolczesne_czarownice_2), czyniłam to jednak dobrotliwie. Teraz jednak spotkałam się z krytyką totalną, gorzej, bo nie pochodzącą z zewnątrz, a z wewnątrz. To już nie Terlikowski palący talię „Tarota Apokalipsy” czy krytyk Biedronki wyznaczającej „szatańskie ceny” 6,66 zł zamiast świętobliwych 9,99 zł (co może być zresztą chwytem reklamowym tejże Biedronki)

         Krytykowano jakąś adeptkę magii: „z ławicy wzięta, podczepia się i snuje zabobony” Wytknięto jej twierdzenia, że nie wróży się w piątek i w czasie menstruacji (ja słyszałam tylko, że nie kwasi się ogórków ani nie wekuje przetworów). Kobietom w ciąży nie wolno wieszać firanek (tu jest ciut rozsądku, może spaść ze stołka), ale nie wolno też im stawiać kart tarota. Podobno szatan może wejść w dziecko (to już zdanie innej osoby).

         Pewna osoba tak ich scharakteryzowała, choć jej diagnoza jest dość kontrowersyjna:

         „Klientela astrologów wróżek frikowej ezo pomocówki to ludzie często nieuleczalnie przesądni, lansujący bluszczyzm. Bluszczyzm - pragnienie aby wszystko w życiu wykonał horoskop, karty lub wybawiciel. Przedstawiciele bluszczyzmu to bezwolne marionetki z uśpioną energią potencjalną i zerową kinetyczną - ta druga warunkuje zmianę, ruch, postęp. I jeśli astrolog/ wróżka ulegnie pokusie władzy, to owszem, zdobędzie ślepo posłusznego. Pytanie po co? I jaki poziom reprezentuje skoro korzysta z takich używek? „

         Gdy jednak mówi o doradcach, całkowicie zgadzam się z jej zdaniem: „Najlepsi nawet praktycy po maksimum trzech - czterech ważnych rozmowach dziennie mają dosyć. Regularne przyjmowanie większej ilości klientów jest sygnałem, że astrolog/tarocista obniża loty. Albo osiąga większą wydajność kosztem własnego zdrowia psychicznego i fizycznego albo interpretuje powierzchownie, na czas w swoistym wyścigu zbrojeń. W życiu i praktyce nie ma nic za darmo.Liczy się równowaga w czerpaniu i dawaniu. Przegięcia, niezbędne chyba tylko w procesie kształtowania osobliwości, na co dzień prowadzą do spustoszenia.”

         Jak ja na to patrzę?

         Świat stawia przede mną więcej pytań niż daje odpowiedzi. Wierzę, że część z nich daje się odczytać dzięki obserwacji. Jeśli staramy się zobaczyć jak najwięcej zjawisk, tych dających się wyjaśnić racjonalnie i tych nie poddających się ocenie rozumu, bo zaszyfrowanych i przekazywanych wyłącznie w swoim własnym języku, którego dopiero musimy się uczyć – to tym lepiej. Z tego względu próbuję poznać jak najwięcej metod uzyskiwania odpowiedzi: jednym wierzę bez zastrzeżeń, innym mniej, a innym wcale. Nie zakładam, że dysponuję jakimiś specjalnymi umiejętnościami, jednak odpowiedzi otrzymane dzięki tym metodom, nie zawsze akceptowanym, w przeważającej mierze są prawidłowe. Nazywamy to intuicją.

         Był czas gdy nie wierzyłam ezoteryce, zaprzeczałam jej istnieniu. Nie wierzyłam we własne zdolności intuicyjne dopóki nie uświadomiłam sobie, że jest to coś, co działa. Wiele lat pracowałam w ubezpieczeniach i sama sobie dziwiłam się: na pierwszy rzut oka rozpoznawałam oszustwa ubezpieczeniowe zanim ich dokonano. Bywało, że ktoś przychodził ubezpieczyć transport towarów, a ja wiedziałam od razu, że to próba wyłudzenia. Moja intuicja była kombinacją wiedzy (badałam informacje o firmie, jej dokumenty), orientacji w rodzaju towarów i ich „chodliwości” oraz wyczucia od pierwszego spojrzenia na człowieka i krótkiej rozmowy z nim – przy czym ta ostatnia część była decydująca. Moi szefowie nauczyli się bezwzględnie ufać mojej intuicji, nawet bardziej niż ja sama. Zaufanie do siebie samej przyszło dużo później.

         Owszem, czasami można odnieść wrażenie, że oszustów jest więcej niż jest ich naprawdę, a widzimisiów znacznie więcej niż autentycznych mistyków. Jeśli nie oglądamy ich twarzą w twarz, nie rozmawiamy z nimi - tylko język ich wypowiedzi pozwala nam czasem dotknąć prawdy o nich. Ale tylko dotknąć; żeby mieć uzasadnione podejrzenie, potrzebny jest kontakt osobisty. I dlatego ezo-pomoc, zwłaszcza świadczona drogą sieciową, nie sprzyja orientacji z kim mamy do czynienia: z człowiekiem dobrej woli, uzurpatorem czy oszustem, zarówno po jednej i po drugiej stronie.

         To drugi argument przeciwko takiej pomocy.

         Trzecim argumentem jest nauka: a mianowicie prawo cyrkulacji pieniądza Kopernika-Greshama. Jest to zasada mówiąca, że jeśli jednocześnie istnieją dwa rodzaje pieniądza, pod względem prawnym równowartościowe, ale jeden z nich jest postrzegany jako lepszy (np. o wyższej zawartości kruszcu), to ten „lepszy” pieniądz będzie gromadzony (tezauryzowany), a w obiegu pozostanie głównie ten „gorszy”, to jest monety stare, zniszczone, okrojone lub sfałszowane. Krótko mówiąc, gorszy pieniądz wypiera lepszy. Współcześnie, w warunkach inflacji własnej waluty, zastępuje się ją walutą obcą.

Jeśli więc dostępne na rynku jest kilka rodzajów ezo-pomocy: pomoc w pełni profesjonalna, pomoc w niskiej cenie, ale okrojona i uproszczona w rodzaju udzielanej przez wróża Macieja w ezo –TV i pomoc całkowicie bezpłatna — po tę ostatnią, jak po fałszywą, czy okrojoną monetę, ale tańszą, sięga najwięcej ludzi, wypierając lub zadeptując autentyki. Z czasem więc nieuniknione jest pogorszenie jej jakości. A czas po temu jest sprzyjający: Neptun pławi się w Rybach i jakiś czas tam pozostanie.

* Fotografia wróża Macieja pochodzi z: http://media2.pl/media/106531-Duze-show-ezoteryczne-z-gwiazdami-Ezo-TV.html



« Dobrymi chęciami piekło wybrukowane Nadejdą deszcze »

komentarze

[foto]

1. Pomoc... • autor: Piorun2014-05-13 15:01:06

Jest takie stare wredne ponoć żydowskie przysłowie: jeśli ktoś daje coś za darmo, to jest to to warte tyle ile się za to zapłaciło.


Aczkolwiek osobiście uważam że pomoc dzieli się na tą która nie działa i na tą która szkodzi. Z innymi formami jakoś się do dziś nie spotkałem 
[foto]

2. Do Pioruna • autor: Przemysław Kapałka2014-05-13 21:41:36

To masz pecha albo co innego. Wobec mnie niejedna pomoc zadziałała.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)